Kristian Blummenfelt jest mocno nastawiony na cel, jakim jest zdobycie mistrzostwa świata. Zawodnik uważa, że trasa we francuskiej Nicei jest pod pewnymi względami bardziej wymagająca od tej w Konie, lecz od strony mentalnej – lżejsza dla głowy. Jak to tłumaczy?
Jeden zawodnik z trzema najważniejszymi tytułami? Kristian Blummenfelt mówi, że chce w tym roku wygrać mistrzostwo świata w Nicei, później w Marbelli, a następnie triumfować również w PRO Series. W wywiadzie z Bobem Babbittem mówi, że nicejska trasa pod wieloma względami mu odpowiada.
Poprawić rower przed Niceą
Blummenfelt w drodze do mistrzostw świata wygrał IRONMAN Frankfurt. Mówi, że wyścig go jednak zmartwił, bo na ostatnich 50 km roweru nie miał siły. Mówi, że pomimo tego miał świeże nogi na biegu, ale uznał, że ma przed Niceą sporo pracy na rowerem. Chodziło między innymi o poprawę pozycji.
– Tam we Frankfurcie jechaliśmy w 15 osób. Ja byłem najsłabszy. Kilka razy odpadałem od nich, zawodnicy mnie wyprzedzali, później ja musiałem się spinać – mówi.
Drugą kwestią były problem z gardłem. Podczas zeszłorocznej relacji z Kony kamery pokazały Blummenfelta, który wymiotował na rowerze. „Blu” mówi, że nie jest to jednak problem żółądkowy, tylko podrażnienie gardła, z którym zmagał się właściwie z przerwami od kilku lat. W końcu z pomocą lekarza zdołał sobie z tym poradzić.
– W Konie wymiotowałem dzień przed zawodami i dwa dni przed zawodami. Czułem podrażenienie gardła. Również na treningach. Poszedłem na badania. Lekarze sprawdzili mnie, pobrali próbki, a w końcu przepisali lek. Od tego momentu, problem całkowicie zniknął.
ZOBACZ TEŻ: Zbliża się premiera aplikacji Trenago – wkrótce kolejny etap beta testów!
Trasa w Nicei mniejszym wyzwaniem dla psychiki
Przed mistrzostwami świata Blummenfelt wielokrotnie powtarzał, że trasa w Nicei mu odpowiada. Szczególnie, jeśli jest w dobrej formie. Zjazdy, podjazdy, zakręty nie są problemem. Może w głowie „podzielić trasę” na mniejsze fragmenty i wyzwania. To jest zdecydowanie łatwiejsze dla głowy niż jazda w Konie, gdzie dominuje „lawa, morze i szeroka droga”.
– Tutaj w Nicei masz 15 minut podjazdu, 15 minut płaskiego, potem kolejną górkę, zjazd, nawrotkę. O wiele łatwiej jest „przetrawić”, to co cię czeka. Nawet jeśli masz np. 50 km do mety, to wiesz, że ileś kilometrów to zjazd i możesz to sobie podzielić w głowie – wyjaśnia.
Na razie w tym sezonie wszystko układa się po myśli zawodnika. Ma znakomite wyniki. Wygrał w Teksasie, Pays-d’Aix oraz Frankfurcie. Trenuje w grupie z Gustavem Idenem i Casperem Stornesem i zapoznał się dokładnie z trasą w Nicei. Mówi, że to wszystko nie będzie jednak miało większego znaczenia, jeśli nie zwycięży w mistrzostwach świata.
– Z IRONMAN jest tak, że możesz ścigać się świetnie do mistrzostw świata, ale jak ich nie wygrasz, to może to wszystko nie jest całkowicie bez sensu, ale jednak się nie liczy. Ten jeden wyścig jest po prostu najważniejszy.
Dla „Blu” zdobycie tytułu to pierwsza część planu. Później w Marbelii chce wygrać na połówce, aby w efekcie pewnie zwyciężyć w Pro Series. Nie miałby też nic przeciwko, aby na podium stanąć z dwoma partnerami treningowymi.

