Podczas mistrzostw świata w Konie Lucy Charles-Barclay musiała zejść z trasy. Teraz mówi, że niepowodzenie na Hawajach „zregenerowało jej motywację”, czego efektem był tytuł mistrzyni świata na połówce.
Lucy Charles-Barclay mówi, że nie spodziewała się, że sezon 2025 będzie dla niej tak dobry. Chociaż na Konie zaliczyła DNF, to miała jednak wiele innych dobrych startów na czele mistrzowską połówką w Marbelli. Zapowiada, że tegoroczne plany są znacznie luźniejsze. Nie zamierza już ustalać konkretnego kalendarza startów.
Powrót motywacji
Dla Lucy był to naprawdę długi sezon, który trwał ponad dziewięć miesięcy. Zawodniczka w jednym z najnowszych filmów przyznała, że wycofanie się z trasy w Hawajach, dodało jej tak potrzebnej siły mentalnej i motywacji, aby wystartować w Marbelli.
– Myślę, że Kona zabiera ci mnóstwo energii. Tylko jeden raz udało mi się odbudować na mistrzostwa świata na połówce, startując tam trzy tygodnie później i to było naprawdę bardzo trudne. Wiedziałam, że to będzie wyzwaniem. Kona nie poszła po mojej myśli, ale chyba dlatego zregenerowałam się mentalnie – mówi.
Zawodniczka podkreśla, że brak motywacji w dalszej części sezonu, ale też obawy przed dużymi i ważnymi imprezami są czymś, co zdarza się u zawodowych sportowców. Trzeba pokazać, że właśnie na ten dzień przygotowywało się formę.
– Nauczyłam się, że presja to przywilej. W 2024 roku nie zawsze miałam w ogóle okazję stanąć na linii startu. Dlatego w pełni starałam się wykorzystać, fakt bycia całkowicie zdrową. Wszystko, co miało się wydarzyć w wyścigu to taki dodatek. W Marbelli wierzyłam, że mogę naprawdę wygrać. A to mnie trochę denerwowało.
ZOBACZ TEŻ: Triathlonowi milionerzy. Iden, Wilde i Taylor-Brown w elitarnym klubie
Koniec z planowaniem sezonu?
Charles-Barclay musiała (podobnie jak inni zawodnicy) wypełnić zapisy w kontrakcie T100 Triathlon World Tour. Tymczasem organizacja przełożyła kilka wyścigów, co znacznie utrudniło stworzenie optymalnego kalendarza startów.
Dlatego w podsumowaniu sezonu zawodniczka mówi, że prawdopodobnie nie zamierza ustalać określonego kalendarza wyścigów na ten sezon i stawia na luźniejsze podejście.
– Zmiany w T100 kompletnie pokrzyżowały nam plany. Dlatego na przyszły rok Lucy ma bardzo luźny zarys harmonogramu startów. Pewnie i tak się zmieni – mówi jej mąż i trener Reece.
Poprzedni sezon był okazją na wiele startów. Ścigała się w dziewięciu wyścigach i nie miała problemów zdrowotnych. Zawodniczka zapowiada, że w 2026 roku chce raczej skoncentrować się na większym celu.
– W przyszłym roku chcę priorytetowo traktować poziom wyścigów, jaki za każdym razem mogę zapewnić, stając na starcie. To spróbujemy zrobić – mówi.
Ostatecznie było to jeden z „najlepszych sezonów w karierze” i to pomimo „porażki na Hawajach”. Lucy mówi, że była zdrowa, starty były na równym poziomie, mogła w końcu biegać na swoim poziomie. Za kilka miesięcy będzie chciała wszystkie swoje atuty wykorzystać podczas mistrzostw świata.

