Influencer sportowy? „Raczej zwykły ziomal z zajawką”. Maciek Duda o przygotowaniach do Ironmana 

Influencer sportowy? Niekoniecznie. Maciek Duda woli mówić o sobie jako o zwykłym gościu z dużą zajawką na sport. Bez drogi na skróty, bez wielkich sponsorów i bez instagramowej bajki. Ma za sobą kilka sporych wyzwań – teraz, jak sam przyznaje, przygotowuje się do największego. Jego celem na 2026 jest debiut w Ironmanie. 

Maciek Duda na swoim koncie ma kilka ciekawych wyzwań –  przejechał całą Polskę rowerem, wbiegł schodami na sam szczyt Verso Tower. Wyzwaniem na rok 2026 jest IRONMAN Tallinn. Całą swoją sportową przygodą dzieli się w mediach społecznościowych. Na Instagramie obserwuje go blisko 80 000 osób. Jednak jak sam mówi, nie do końca czuje się influencerem. 

Nikodem Klata: W podcaście od Sport Evolution przedstawili Cię jako influencera sportowego. Ty się nim czujesz?

Maciek Duda: Nie wiem. Chyba za wcześnie, żeby określać mnie jako influencera sportowego. Ja po prostu pokazuję zajawkę na sport i to, że próbuję różnych rzeczy. 

Sport jest w moim życiu codziennością od dzieciaka. Zawsze coś trenowałem — sport drużynowy, później już nie mogłem przez kontuzję, więc zacząłem szukać innej aktywności. I to szukanie zostało mi do dzisiaj. To jest już trzeci sezon różnych startów. Pierwszy to było bieganie, w drugim były ultra rowerowe i Runmageddon, a teraz crème de la crème, czyli triathlon i Ironman. 

Maciek Duda podczas rowerowego wyzwania w Polsce, przygotowania do triathlonu i Ironmana
Źródło: Archiwum prywatne Maciek Duda

NK: Słowo influencer w ostatnim czasie zyskało sporo negatywnej konotacji. Kojarzy się z ogromnymi wyświetleniami, dużymi współpracami a przede wszystkim – sporymi zarobkami. U Ciebie ta przygoda ze sportem, od strony ekonomicznej, wcale nie jest taka „na pstryknięcie palców” – nie dostajesz sprzętu od sponsorów i ogromnego wsparcia finansowego. Sam mówiłeś o tym, że bardzo długo odkładałeś na rower. Takie podejście trochę odczarowuje to myślenie o influ? 

MD: Zgodzę się — influencer ma taką łatkę: nic nie robi, nagrywa filmy i dostaje pieniądze z wielkich współprac. A ja do dzisiaj nie działam tylko z influencer marketingu. Normalnie pracuję, jestem operatorem. 

Czy chcę odczarować? Po prostu chcę pokazać, że jestem normalnym chłopakiem. W internecie chcę pokazać, że jestem zwykłym ziomalem, który robi ciekawe rzeczy i udowadnia, że się da. Tak jak powiedziałeś: zbierałem na tego Ironmana, bo finanse nie pozwalały. 

Chcę pokazać, że da się zacząć bez takiego „lukratywnego startu”, jaki mają wielcy influencerzy. Dlatego długo się wstrzymywałem, żeby w ogóle nazywać się influencerem.

NK: Podoba mi się twoja definicja, że influencer to osoba, która po prostu wpływa na ludzi. A u ciebie widać, że już jakiś jest. Chociażby twoja zbiórka na WOŚP…

MD: To jest pogrom. W ogóle się nie spodziewałem. Bardzo chciałem kiedyś zrobić coś takiego, ale z tyłu głowy miałem: „To jeszcze nie ten moment”. Bałem się, czy to się w ogóle rozwinie. A rozwinęło się mocno.

I z tym wpływem — jak mówisz — mam realny dowód: kilka osób dzięki mnie zaczęło trenować, złapało zajawkę, ruszyło się. Więc w tym kontekście mogę powiedzieć, że jestem „influencerem”. 

NK: Zanim przejdziemy nieco dalej. To skąd w ogóle u Ciebie taka zajawka na sport w tej bardziej ekstremalnej wersji? 

MD: Oprócz piłki tańczyłem całe dzieciństwo. Potem przerzuciłem się na koszykówkę, którą uwielbiam i do dzisiaj lubię grać, ale aktualnie tego nie robię.

A czemu sporty bardziej „ekstremalne”? To chyba kwestia psychiki. Nigdy nie byłem szybki ani mega atletyczny, ale mam mocną głowę. Lepiej mi robi „długo wolno” niż „krótko szybko”. Lubię ten czas odcięcia. Kiedy jadę na rowerze albo biegnę, głowa ucieka gdzieś indziej —w końcu jest czas, żeby coś przemyśleć i uciec od natłoku codzienności.

Maciek Duda z medalem po zawodach, wsparcie kibiców podczas sportowego wyzwania
Źródło: Archiwum prywatne Maciek Duda

NK: Zastanawiałeś się dlaczego próbujesz sobie tak dużo udowodnić?

MD: Wydaje mi się, że idąc stopniowo tymi wyzwaniami, chcę sobie udowodnić coraz więcej — że ciało jest zdolne do dużego wysiłku, nie tylko fizycznego, ale też psychicznego.

Na przykład 24 godziny rowerem — jechałem ze Świnoujścia do Gdańska. Pomysł wziął się z trasy przez Polskę: chciałem sprawdzić, ile da się przejechać w 24 godziny. Dodatkowo jechałem sam i w nocy przez las, co mocno siada na psychikę. W takich momentach chcesz jak najszybciej uciec z lasu i mieć to za sobą.

To jest przełamywanie barier. No i trzeba mieć co opowiadać na starość (śmiech). 

NK: Skąd się wziął Ironman? 

MD: Z social mediów (śmiech). Jak wkręciłem się w bieganie, to zaczęły mi się pojawiać w mediach społecznościowych filmiki z zawodów biegowych. Potem doszedł rower, bo złapałem zajawkę. W końcu zaczęły wyskakiwać filmiki z Ironmana. Wszystkie zakończone legendarnym: „You are an IRONMAN” 

Zainteresowałem się, ale podchodziłem do tego z respektem. Do maratonu nie podszedłem z respektem i mnie przetyrał. Dalej uważam, że to było najtrudniejsze, co zrobiłem fizycznie i mentalnie. Dlatego długo się wstrzymywałem, żeby ogłosić publicznie Ironmana, mimo że bliscy pytali: „No to kiedy?”.

A skąd się wziął? Naturalna kolej rzeczy: bieganie, potem rower — mamy „duathlon”. A triathlon to jeszcze pływanie, które nigdy nie było mi bliskie. Więc doszedł trzeci element. Chciałem zrobić coś jeszcze trudniejszego. To najtrudniejsze wyzwanie, jakiego się podjąłem. Na 100%.

NK: A czemu akurat Tallinn?

MD: Śmieszna historia. Chciałem Kalmar w Szwecji, ale było wyprzedane. Potem napaliłem się na Kopenhagę, ale inny influencer będzie robił materiał z Kopenhagi, więc stwierdziłem: „Okej, tak nie może być”. I wybrałem Tallinn (śmiech). 

NK: Czyli decyzja trochę influencerska (śmiech). 

MD: Trochę tak — żeby pokazać coś innego. A przy okazji do Estonii nigdy po drodze mi nie było, więc będzie okazja ją odwiedzić.

Maciek Duda na treningu kolarskim, przygotowania do triathlonu amatorskiego
Źródło: Archiwum prywatne Maciek Duda

NK: Zasadniczy problem polega na tym, że mówiłeś, że maraton był jednym z najtrudniejszych wyzwań w Twoim życiu. A teraz jeszcze 4 km pływania i 180 km roweru… 

MD: Ten wywiad jest w dobrym momencie. Ten tydzień był dla mnie mocnym postawieniem na ziemię. Zacząłem współpracę z nowym trenerem. Miałem testy wydolnościowe i wyszło, że jak bieganie jest na dobrym poziomie, to problem jest z rowerem — mimo że całe życie dużo jeździłem i lubię rower. Prawdopodobnie chodzi o pozycję, więc to jest do ogarnięcia. Na basenie zaczęła się technika — uczę się pływać od nowa. 

Wierzę, że ukończę wyścig i nie dopuszczam innej opcji, ale na dziś jest za wcześnie, żeby mówić konkretnie. Rzuciłem sobie cel poniżej 11 godzin, ale nie wiem, czy to jest w moim zasięgu. Może będzie jak z maratonem: startowałem z 4:15, a potem chodziło o to, żeby dowieźć do końca.

NK: To trochę zaskoczenie z rowerem, bo mówiłeś, że czujesz się na nim pewnie.

MD: Jest zaskoczenie. Mam duży problem z pozycją i zakwaszeniem — bardzo szybko mi „pompuje” mięśnie. Na testach bolały mnie plecy, co wcześniej się nie zdarzało. Na razie jestem w takiej niewiadomej. Bike fitting już był, ale problemy dalej są, więc pewnie będzie kolejny albo korekta. I myślę też o nowym rowerze, ale tu wchodzą finanse. Zobaczymy. 

NK: A co z pływaniem? Pod koniec lipca w tamtym roku mówiłeś, że pływanie nie jest twoją mocną stroną. Jak jest teraz?

MD: Teraz od czterech miesięcy regularnie pływam. Zwiększam dystanse i czuję się pewniej w wodzie, bo złapałem swój styl — tylko, jak się okazało, nie do końca poprawny. Więc wracamy do podstaw: technika, oddech, praca nóg. Przepłynę na pewno. Mam tego świadomość, a teraz kwestia, żeby zrobić to dobrze i szybko. 

NK: Większość twoich wcześniejszych wyzwań była spontaniczna — bez wielkiej systematyki. A przy Ironmanie robisz wszystko krok po kroku, z planem. Skąd ta zmiana: respekt do Ironmana czy lekcje z maratonu?

MD: Jedno i drugie. Respekt na pewno, ale też lekcje z wcześniejszych wyzwań. Maraton mnie przetyrał. Źle się po nim czułem, bo ciało nie było dostosowane. Po trasie przez Polskę rowerem przez tydzień nie mogłem chodzić przez ból kolan. Fajnie robić rzeczy spontanicznie, ale chciałem w końcu zrobić coś porządnie od początku do końca. I cieszę się, że to Ironman — bo podejść do niego bez respektu to natychmiastowa weryfikacja.

Maciek Duda po zawodach biegowych w Warszawie, sportowiec amator przygotowujący się do triathlonu
Źródło: Archiwum prywatne Maciek Duda

NK: Ale czemu nie zacząć od jednej ósmej czy jednej czwartej?

MD: Bo jestem trochę w gorącej wodzie kąpany, ale… spróbuję krótszych. Zapisałem się na starty — już nie pod Ironmanem, tylko pod Garminem — 1/8 i 1/4. Robię też połówkę w Warszawie. To nie jest tak, że od razu robię pełnego.

Chcę sprawdzić, jak ciało reaguje, jak wyglądają strefy zmian, open water — bo tego nigdy nie robiłem. Dużo przede mną, ale to mnie cieszy. Cieszy mnie też, ile pracy jeszcze trzeba wykonać.

NK: Czyli jednak respekt (śmiech). 

MD: Tak. Chodzi o to, żeby zrobić to z głową i ze zdrowiem — nie zajechać się i nie zrobić sobie krzywdy. No i pamiętać, że na trasie są też inni.

NK: Czujesz odpowiedzialność za to, co pokazujesz ludziom? Bo jednak, tak jak mówiłeś –  masz na nich wpływ. 

MD: Jak tak to ująłeś, to faktycznie to jest odpowiedzialność. Trzeba brać odpowiedzialność za to, co się mówi i co się deklaruje w internecie. Chcę też być autentyczny: dziś basen mnie dojechał, po testach VO2 max też jestem zajechany. Chcę pokazywać, że to nie jest hop-siup. Triathlon wymaga zmiany i dostosowania wielu aspektów życia pod niego.

NK: Czyli są też gorsze momenty.

MD: Oczywiście. To sinusoida — w sporcie i w internecie. Ważne, żeby przez to przejść, trzymać głowę do góry i pamiętać, że to jest droga.

ZOBACZ TEŻ: Maciej Ogrodnik: PRO jako katalizator progresu. “Chcę się wreszcie nauczyć ścigania”

NK: Mimo tego, że cieszysz się drogą to jednak nakładasz na siebie presję?

MD: Jestem słowny i nakładam na siebie presję we wszystkim — w internecie, w życiu prywatnym i w sporcie. I niby nic nie muszę, ale jak angażuję bliskich, to głupio byłoby nie ukończyć.

Gdyby się nie udało, to nie koniec świata — potraktowałbym to jako lekcję i zapisał się na kolejne zawody. Ale w dołku nie mam myśli „nie dasz rady”. Od razu szukam rozwiązań: co poprawić, co zrobić lepiej, wdrażam wskazówki od trenera.

NK: To pierwsze takie wyzwanie, kiedy czujesz presję przed zawodami?

MD: To pierwsza sytuacja, gdzie wiem, że muszę podejść profesjonalnie i dostosować życie do wyzwania. Dochodzi jeszcze wkład finansowy. Triathlon to duża inwestycja. U studenta, którym jestem, to spory wydatek. Nawet tylko z tego powodu bardzo bym chciał ukończyć.

NK: Finanse w triathlonie bywają frustrujące?

MD: Staram się na to tak nie patrzeć, bo wiem, że to inwestycja w zdrowie, w doświadczenia. I ja to pokazuję w internecie, więc można to trochę podpiąć pod pracę. Ale koszty profesjonalnego sprzętu… bariera wejścia może nie jest duża, ale przejście na profesjonalny sprzęt jest trudne. Przynajmniej w moim przypadku.

NK: Wróćmy do roli internetu: mówisz wprost, że większość wyzwań robisz dla siebie. Skąd chęć pokazywania tego innym?

MD: Nie chcę zaimponować nikomu w internecie, nikomu na zewnątrz — to bardziej chęć zainspirowania niż pokazania, jaki to ja nie jestem. Bo naprawdę: to, co sobie wymyślimy, możemy zrobić. Możemy się do tego przygotować mimo trudności życia codziennego.

Maciek Duda z medalem po zawodach kolarskich, element przygotowań do triathlonu
Źródło: Archiwum prywatne Maciek Duda

NK: Zapytam przewrotnie: gdybyś nie mógł publikować tych wyzwań w internecie, robiłbyś je w identycznej skali?

MD: Ostatnio zadałem sobie podobne pytanie, a propos samochodu: czy gdybym kupił samochód, ale nikt by go nie widział, to czy dalej bym go chciał? I odpowiedź brzmi: tak. Przeniosłem to więc na triathlon – z prostej przyczyny: lubię mieć rację i lubię, jak mi coś wychodzi łatwo. A jak coś mi nie wychodzi łatwo, to jeszcze bardziej mnie napędza, żeby sobie udowodnić: „Okej, mogę to zrobić”. W triathlonie widzę, że mi nie wychodzi, więc jeszcze bardziej się nakręcam, że muszę to dopiąć. Jeśli coś powiem sam sobie, to muszę mieć zaufanie do swoich słów. Więc robiłbym to dla siebie. 

NK: Ostatnio sporo influencerów decyduje się na Ironmana. Ty jesteś jedną nogą w tym środowisku. Dlaczego twoim zdaniem nagle wybierają triathlon?

MD: Wydaje mi się, że z prestiżu imprezy i skali trudności. Maraton jest bardziej dostępny, triathlon jest bardziej „zamknięty” — przez poziom trudności i czas, jaki trzeba na to poświęcić.

Nie jestem w stanie wypowiedzieć się za innych. Może jest tak, jak mówiłem w Sport Evolution: ludzie zaczynają rozumieć, że siedzenie przed komputerem i telefonem nic nie daje, więc szukają wyzwań. A Ironman jest takim królem wśród wyzwań sportów indywidualnych.

To jest jakiś cel w życiu na pewno. I ta droga do celu łączy nas — twórców. Chęć pokazania, że się da. I stąd też to: człowiek z internetu, który ma łatkę influencera raczej negatywną, pokazuje: „Hej, my też możemy coś takiego zrobić”.

NK: Ostatnie pytanie — też przewrotne. Nie stawiasz aż tak odległych celów. Ale czy rysuje ci się już coś po Ironmanie?

MD: Rysuje mi się, ale nie będzie to sport wytrzymałościowy i nic z wytrzymałością, bo nie chcę się zrazić. To ma być zajawka. Trzy sezony są związane z wytrzymałością.

Wiadomo, dalej będę chodził na basen, bo to polubiłem. Biegał też będę. Rower to codzienność — po Warszawie najlepiej się poruszać rowerem. Więc te aspekty zostaną.

Ale nie chcę jeszcze zdradzać, co to będzie. Mogę zdradzić, że nie będzie to sport wytrzymałościowy… chociaż kto wie — może coś mi się zmieni i w połowie roku powiem: „Ej, robimy połówkę w Krakowie”. 

Nikodem Klata
Nikodem Klata
Redaktor. Dziennikarz z wykształcenia. W triathlonie szuka inspirujących historii, a każda z nich może taką być. Musi tylko zostać odkryta, zrozumiana i dobrze opowiedziana.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane