Mateusz Głuszkowski: „Przez lata tłumiłem swój potencjał. Teraz zaczynam łączyć kropki”

Nowy sezon, nowy Mateusz Głuszkowski? Zawodnik, który niedawno zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski Elity, mówi, że w ten sezon wchodzi z nowym mentalem. Jego podejście to teraz między innymi odpowiednia równowaga pracy, regeneracji i „dzikiej energii” – idealne połączenie, aby realizować stłumiony potencjał.

Podczas imprezy Audi Franowo Cave Triathlon Mateusz Głuszkowski zdobył mistrzostwo Polski w indoor triathlonie. W rozmowie z Akademią Triathlonu opowiada o samym starcie, taktyce i show, które zrobił (i czemu sport potrzebuje więcej funu). Pytamy go również o utratę wagi oraz chcę rozwinięcia potencjału. Czemu swoją energię porównuje do „Mustanga z Dzikiej Doliny”?

Grzegorz Banaś: Mistrzostwo Polski w indoor triathlonie – Twoje pierwsze złoto w Elicie. Jakie to uczucie? Twoje „Trust the process” po Lievin było takie dość symboliczne – progres konsekwentnie?

Mateusz Głuszkowski: Uczucie? Super. Bardzo się cieszę, że to się w końcu udało. Przez długi czas powtarzam “trust the process” i wiem, że niektórzy mogli już mieć tego dosyć, ale naprawdę czuję, że to działa. Konsekwentna praca, krok po kroku — czasem dwa w przód, jeden w tył — ale finalnie cały czas jest progres. I to mistrzostwo to taki mocny sygnał, że ta droga ma sens.

GB: Możemy chyba śmiało powiedzieć, że przed rozpoczęciem tych zawodów byłeś faworytem. Jak startuje się z takiej pozycji – czujesz jakąś presję?

MG: Może delikatna presja była. Słyszałem, że nawet w Undergroundzie były zakłady na moje zwycięstwo — sam miałem ochotę coś dorzucić. Ale szczerze? Czułem się dobrze w tej roli. Nie był to stres, tylko raczej pozytywna mobilizacja. Czułem, że ludzie na mnie liczą, chciałem dowieźć ten wynik i myślę, że to fajnie wyszło.

GB: Miałeś jakąś taktykę na start w MP – wypracować sobie przewagę, aby później kontrolować sytuację?

MG: Cieszę się szczególnie, bo pływanie i rower były bardzo miarodajne względem zeszłego roku — oba zrobiłem szybciej, a zwłaszcza drugi rower poszedł naprawdę dobrze. To było w planie. Wiedziałem, że tam mogę zyskać najwięcej. Bieganie — wiadomo, bieżnie były lekko podkręcone, więc nie porównuję czasów, ale czuję, że i tak poszło znacznie lepiej. W pierwszym biegu sprawdzałem, jak blisko są w stanie się zbliżyć chłopaki, a w drugiej serii już tylko kontrola. Początek drugiego roweru był trochę za mocny, więc końcówkę pojechałem spokojniej. Bieg zakończyłem z lekkim show, żeby domknąć całość z przytupem.

GB: Był start na MP i był show – rękawice bokserskie przed wyścigiem, później stałeś na rękach. Można powiedzieć, że dostosowałeś się do bardzo gorącej atmosfery imprezy? To taki spontan, czy np. chęć rozruszania publiki, wyluzowania się?

MG: Trochę jedno, trochę drugie. Wiedziałem, że to będzie specyficzny start i chciałem coś dorzucić od siebie. Czułem, że często w triathlonie brakuje takiego pierwiastka show — czegoś, co przyciąga ludzi nie tylko do wyników, ale też do samego widowiska.

Myślę, że sam wynik to dziś za mało, żeby zbudować zainteresowanie. Trzeba dotrzeć do ludzi i sprawić, że będą chcieli przyjść, zobaczyć to na żywo, a nie tylko sprawdzać rezultaty na World Triathlon czy Facebooku. Mam nadzieję, że choć kilka osób dzięki temu zdecyduje się w przyszłości wystartować albo przyjechać, albo kibicować.

fot. Paweł Naskrent – maratomania.pl

GB: Widzieliśmy, że trochę zeszczuplałeś. Czujesz się dobrze przy zmianie wagi?

MG: Zdecydowanie tak, choć na początku się tego bałem. Od startu procesu zrzuciłem około 6,5–7 kilogramów i miałem wątpliwości, czy nie spadnie mi moc, czy dam radę utrzymać intensywność, czy nie odbije się to na pływaniu albo biegu. Ale zostałem pozytywnie zaskoczony — moc praktycznie w ogóle nie spadła, a ja czuję się teraz świetnie. Myślę, że to była dobra decyzja, bo rok temu było już trochę „za dużo”.

ZOBACZ TEŻ: Zegarek przyszłości. Model, który… nigdy się nie zestarzeje?

GB: Napisałeś później „wchodzimy w końcu na dobre tory”. Czujesz, że wszystko zaczyna się w końcu układać? Na czym teraz chcesz się najbardziej skupić?

MG: Czuję, że zaczynam łączyć kropki. Przez lata tłumiłem w sobie pewien potencjał, próbując wszystko osiągać tylko ciężką pracą, jakby zaprzeczając, że mogę mieć jakiekolwiek predyspozycje. Teraz zaczynam wierzyć, że nie muszę sam sobie podcinać skrzydeł.

Wszystko zaczyna się zazębiać — pływanie poszło do przodu, rower też, poprawiłem pozycję, a bieg uważam za najmocniejszy do tej pory. I to nie dzięki jakimś kosmicznym treningom, tylko dzięki świadomemu podejściu. Skupiam się teraz na tym, żeby utrzymać balans — między pracą, regeneracją, a właśnie tą „dziką” energią, którą lubię porównywać do Mustanga z Dzikiej Doliny. On nie miał planu treningowego, a jednak był nie do prześcignięcia.

GB: Wspominasz, że nie chodzi o kosmiczne treningi, a świadome podejście. Czyli czasem mniej znaczy więcej?

MG: Zdecydowanie, aczkolwiek uważam, że trzeba doświadczyć dwóch skrajności, by docenić balans pomiędzy nimi.

GB: Mustang z Dzikiej Doliny to może być taka metafora luzu i wolności. Nie chcesz być zamknięty w tych kajdanach wyników i efektów, ale bardziej cieszyć się samym procesem, mieć większą frajdę z samej drogi i startów?

MG: Myślę, że tak, wierzę, że tak jak w wodzie, najszybsi są ci, którzy z boku wyglądają, jakby najmniej się tym męczyli, tak teraz muszę to odwzorować nie tylko w bieganiu które zwykle mnie najwięcej kosztowało, ale w całym podejściu do tego procesu oraz do samych startów. Mamy bardzo dużo „męczenników” w Polsce, jeśli chodzi o sportowców, a jednak nie wyniki tego nie odzwierciedlają.

Sam Ingerbringsten ostatnio powiedział „no suffer”. Nikt nie rozdaje nagród za to, kto najbardziej cierpiał. Często czułem niesprawiedliwość związaną z tym, ile pracy wykonywałem, na ile szczegółów zwracałem uwagę, z ile rzeczy rezygnowałem na rzecz swojej wizji, a jednak kończyłem daleko za tymi, którzy traktowali to jako dodatek, zabawę, kiedy ja zaciskałem zęby. Czas zweryfikuje, ale teraz oprócz wiary/nadziei w sobie, nie mam już frustracji i myślę, że ta droga będzie bardziej owocna.

ZOBACZ TEŻ: Lista wszystkich zniżek na sprzęt treningowy, odżywki, suplementy, diety, plany treningowe i więcej

fot. Paweł Naskrent -maratomania.pl

GB: Jak wyglądają Twoje najbliższe plany startowe?

MG: Najważniejsze teraz to Tour de Pologne triathlonowe. Olsztyn to dystans sprinterski, Kielce super sprinterski — oba są dla mnie kluczowe. Chcę pokazać się tam z jak najlepszej strony, a potem zobaczyć, jak długo uda się utrzymać formę w Rzeszowie. Na kolejne etapy sezonu na razie nie patrzę — chcę najpierw dobrze zamknąć ten najbliższy blok startowy.

GB: Dziękujemy za poświęcony czas!

Ty oszczędzasz, my tworzymy!

Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane