Nie zatrzymał go wypadek tuż przed startem. Kacper Stępniak o mistrzostwach świata IRONMAN 

Dla Kacpra Stępniaka mistrzostwa świata IRONMAN w Nicei były startem, do którego przygotowywał się cały sezon. Jak sam przyznaje – był w najlepszej możliwej formie. Jednak na 4 dni przed wyścigiem doszło do wypadku. W rozmowie z Akademią Triathlonu komentuje wydarzenie i opowiada o zawodach.

Kacper Stępniak na mistrzostwach świata IRONMAN w Nicei zajął 15. miejsce. Z wody wyszedł jako 9. zawodnik. Podczas etapu kolarskiego stracił jednak kilka pozycji, ostatecznie wbiegając do T2 na 25. miejscu. Na maratonie zaczął nadrabiać stratę. Wyprzedził 10 zawodników, pokonując maraton z czasem 2:40:33.

Na 4 dni przed wyścigiem podczas treningu doszło do wypadku. O tym, jak wpłynął na jego występ, czego oczekiwał od startu i jak czuje się po, Kacper Stępniak opowiada w rozmowie z Akademią Triathlonu.

Nikodem Klata: Zanim przejdziemy do wyścigu, a nawet samego wypadku – jakie było Twoje nastawienie do tego wyścigu? Jak się czułeś? Co chciałeś osiągnąć?

Kacper Stępniak: Przygotowania stricte pod ten start zacząłem ok. 1,5 miesiąca temu. Wyjechałem na obóz wysokogórski. Obóz przebiegł bardzo sprawnie i myślę, że po powrocie byłem w najlepszej formie, w jakiej kiedykolwiek byłem. Na to wskazywały liczby na treningach, międzyczasy czy moc na rowerze. 

Byłem bardzo pozytywnie nastawiony na ten start. Do tego stopnia, że tydzień przed napisałem do trenera, że chyba jest aż za dobrze – że obawiam się, żeby tylko nic się nie wysypało. No i chyba trochę zapeszyłem.

Nie miałem też wielkich oczekiwań, jeśli chodzi o miejsce. Wiedziałem, z kim się ścigam, jaka jest stawka. Myślałem jednak, że jeśli wszystko się ułoży, to jestem w stanie walczyć o TOP10.

NK: Co stało się na kilka dni przed zawodami? Jak doszło do wypadku?

KS: Kiedy dojechałem do Nicei, to wszystko podczas treningów szło super. Jedyne, czego się obawiałem, to technicznych zjazdów. Chciałem to jak najbardziej przetrenować.

Spotkałem też Rudy’ego von Berga, który jest jednym z lepszych zawodników, jeżeli chodzi o technikę na zjazdach. Spytałem go, co zrobić, żeby być w tym lepszym. Powiedział, że muszę po prostu jak najwięcej trenować i przejechać tę trasę tyle razy, ile się da.

Kiedy na tydzień przed zawodami dojechał do mnie trener, stwierdziliśmy, że codziennie będę jechał na ten zjazd. On wwoził mnie na górę, a ja zjeżdżałem. Pech chciał tak, że podczas jednego zjazdu wjechałem w chmurę. Była straszna ulewa. Wchodząc w zakręt, poślizgnęło mi się koło. Dałem po hamulcach. Wyrzuciło mnie z drogi i wjechałem w drzewo. Złamałem kierownicę i obiłem nadgarstek oraz bark. W sumie nie robiłem żadnego prześwietlenia, więc mam nadzieję, że nic nie jest złamane. Ale wydaje mi się, że jeśli byłem w stanie zrobić cały wyścig, to raczej nie.

NK: Jak czułeś się psychicznie? Wytrąciło Cię to z równowagi?

KS: Zaraz po uderzeniu myślałem, że rower jest cały. Ja na początku też nie czułem się „połamany”. Byłem trochę obolały. Wsiadłem do auta i pojechaliśmy do domu. Dopiero później to do mnie bardziej trafiło, ale cały czas nie dopuszczaliśmy myśli, że nie wystartuję.

Zdecydowanie wytrąciło mnie to z równowagi. Przyszło delikatne załamanie i rozczarowanie. Nie byłem strasznie wściekły, ale jednak przygotowywałem się praktycznie cały sezon do tego startu, a 4 dni przed dzieje się coś takiego…

NK: Czy przez wypadek musiałeś jakoś zmienić swoje założenia na wyścig?

KS: Najpierw przez 2 czy 3 dni nie mogłem pływać. Na pływanie wyszedłem dopiero dzień przed wyścigiem. I to nie było najlepsze pływanie w życiu. Sam nadgarstek nie przeszkadzał aż tak, bo go sobie usztywniłem, ale bark przeszkadzał mi w pociągnięciu. Nie miałem takiego odepchnięcia, jak normalnie mógłbym mieć. Nie spodziewałem się też, że będzie lepiej podczas wyścigu.

Problemem było też to, że przez złamanie kierownicy i przez to, że byłem poobijany, musiałem trenować na trenażerze. Nie miałem czasu, żeby przełamać to, że niedawno się przewróciłem. Jednak po takiej przewrotce trzeba jeszcze raz trochę nauczyć się jeździć i wchodzić w zakręty. Tak naprawdę na rowerze przyjechałem się kilometr przed wstawieniem go do strefy zmian, żeby zobaczyć, czy wszystko działa. Naprawialiśmy go w sobotę rano, a trzeba było go wstawić do południa. Jeśli chodzi o samo nastawienie, to raczej się nie zmieniło.

NK: Na pływaniu poszło bardzo dobrze. Nie traciłeś dużo do lidera, byłeś w czołówce.

KS: Finalnie ja trochę nie byłem świadomy tego. Myślałem, że jest dużo gorzej. Przez to, że nie miałem pociągnięcia i nie mogłem mocniej zaprzeć ręki, to nie mogłem się zmęczyć. Czułem, że fizycznie jestem gotowy na to, żeby płynąć szybciej, a jednak to nie wychodziło – nie mogłem użyć siły.

ZOBACZ TEŻ: Wróciła po kontuzji i zdobyła dwie kwalifikacje na mistrzostwa świata. Aleksandra Wiertelak: „Ciche cele są zdrowsze dla mojej psychiki” 

NK: Jesteś znany z mocnego roweru, jednak to właśnie na tym etapie zostałeś nieco w tyle. Co się zadziało?

KS: Złożyło się na to sporo rzeczy. Jednym z głównych aspektów jest to, że nie jestem stworzony do takich górzystych tras. Jestem raczej cięższym zawodnikiem i nie aż tak mocnym jak Norwedzy, którzy fizycznie są do mnie podobni, ale mają organizmy z innej planety (śmiech).

Miałem też taki plan z trenerem – jechać bardziej zachowawczo, żeby zostawić więcej siły na bieg. Kolejnym aspektem było to, że jak już trochę straciłem na podjazdach i nie odstawałem jakoś bardzo, to drugie tyle traciłem na zjazdach.

Na trasie było też sporo progów zwalniających, przez które trzeba było albo przeskoczyć, albo wyrzucało do góry rower. Chwyt kierownicy nie był tak mocny jak powinien, a przez mój nadgarstek to było bolesne. Musiałem bardziej zwalniać.

NK: Jak się czułeś, kiedy nie do końca mogłeś jechać swoje? Jakie myśli Ci towarzyszyły?

KS: Nie miałem raczej momentu frustracji. Stwierdziłem, że jest jak jest i jadę dalej. Nie zamierzałem się poddać. Na pewno brakowało trochę agresji na zjazdach i płaskich odcinkach. To były momenty, które powinienem wykorzystać jako moją mocną stronę, ale przez to, że byłem bardziej zachowawczy, nie zyskiwałem przewagi.

NK: Z perspektywy zakończonego wyścigu – to była dobra taktyka, żeby jechać nieco spokojniej? Bo na bieganiu faktycznie nadrobiłeś kilkanaście pozycji i zaliczyłeś świetny czas.

KS: Koniec końców można gdybać. Nie wiadomo, co by było, gdybym pojechał mocniejszy rower. Co najmniej 3–5 minut powinienem nadrobić technicznie, bez używania większej energii i siły na rowerze. To, że pojechałem zachowawczo, mimo wszystko było jednak rozsądne. Można zobaczyć po niektórych zawodnikach, że ten rower ich bardzo dużo kosztował.

NK: Na biegu była agresja, która popchnęła? Czy od początku wiedziałeś, że pobiegniesz bardzo mocny maraton?

KS: Nie wiedziałem. Koniec końców to było jednak 5 godzin roweru i byłem zmęczony. Mimo tego nogi dobrze współpracowały. Przynajmniej przez pierwsze 20 km. Kolejne 20 zawsze, dla wszystkich zawodników, jest lekką huśtawką. Chwilami jest trochę lepiej, trochę gorzej. Ale na tym wyścigu tych momentów, gdzie było lepiej, było więcej.

NK: Jakie są Twoje przemyślenia po tych mistrzostwach? Radość? Niedosyt? Co czujesz? W 2026 bierzesz rewanż na Hawajach?

KS: Raczej radość. Po tych kilku dniach poprzedzających wyścig, nie byłem nastawiony tak, jak powinienem być. Były momenty zwątpienia i rozczarowania. Mimo tego finalnie zrobiłem bardzo dobry wyścig i wyciągnąłem z niego tyle, ile się dało. Wiadomo, to jest życie. Nie wszystko zawsze układa się tak, jak sobie wymarzymy.

NK: Jak oceniasz poziom tych mistrzostw ze swojej perspektywy zawodnika PRO?

KS: Ten poziom był taki, jak myślę, że wszyscy się spodziewali. Po tym, jak na rynek weszło T100 i Ironman Pro Series i pojawiły się większe pieniądze na dłuższych dystansach niż na dystansie olimpijskim. A wszyscy, którzy interesują się triathlonem, wiedzą, że triathlon na dystansie olimpijskim reprezentuje najwyższy poziom sportowy. Zawodnicy z tego dystansu zaczęli więc specjalizować się albo w dwóch dystansach, albo całkowicie przeszli na dłuższe – a poziom, chcąc nie chcąc, idzie do góry. Z roku na rok konkurencja jest większa.

NK: Zamierzasz przyjrzeć się dokładniej tej kontuzji w Polsce? Chcesz to zdiagnozować?

KS: W najbliższych dniach muszę to zdiagnozować, żeby wiedzieć, jak się dalej przygotowywać, bo czeka na mnie jeszcze start na mistrzostwach świata IRONMAN 70.3 w Marbelli. A najbliższy tydzień to będą wakacje.

Ty oszczędzasz, my tworzymy!

Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.

Nikodem Klata
Nikodem Klata
Redaktor. Dziennikarz z wykształcenia. W triathlonie szuka inspirujących historii, a każda z nich może taką być. Musi tylko zostać odkryta, zrozumiana i dobrze opowiedziana.

Powiązane Artykuły

1 KOMENTARZ

  1. Tak się właśnie kończy jeżdżenie przed zawodami zjazdu tyle ile się da. Przed zawodami się trzeba wyluzować a nie spinać. Bania dla trenera za takie nastawienje i pomysly dla zawodnika.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane