„Niestety mi się spodobało…”. Kamil Kasprzyk o tym jak przypadek zmienił się w pasję  

Wszystko zaczęło się od zakładu z kolegami. Dziś ma za sobą start w mistrzostwach świata IRONMAN 70.3 w Nowej Zelandii, pełny dystans, Hardą Sukę i… jeszcze więcej marzeń. Kamil Kasprzyk o trudnych treningach, wsparciu bliskich, sile relacji z trenerem i o tym, dlaczego cyferki go nie kręcą, a triathlon daje spokój i pewność siebie.

Kamil Kasprzyk zaczynał od zakładu z kolegami i pływania żabką. Dziś ma za sobą start w mistrzostwach świata IRONMAN 70.3 i udział w legendarnej Hardej Suce. Na horyzoncie kolejne cele. Triathlon na wszystkich kontynentach? Jak mówi: „wystarczy wstać i działać”. 

Nikodem Klata: Skąd u Ciebie w ogóle triathlon? Jak to się wszystko zaczęło?

Kamil Kasprzyk: Nie mam historii jak z TVN-u (śmiech). W 2019 roku mój kolega startował w zawodach w Chęcinach. Kibicowaliśmy mu razem z innymi kolegami. Spodobało nam się na tyle, że założyliśmy się, który z nas będzie najlepszy w kolejnej edycji. Zaczęliśmy się przygotowywać, ale nikt z nas wcześniej nie miał żadnej styczności z triathlonem – a właściwie z żadnym sportem. Ktoś trochę pływał, inny jeździł na rowerze. 

Ostatecznie okazało się, że w 2020 zawody zostały odwołane. Wszyscy moi koledzy zrezygnowali, a ja zapisałem się po prostu na inne zawody. Przepłynąłem je całe żabką, pojechałem na rowerze trekkingowym, który dostałem od żony pod choinkę. Na tyle mi się spodobało, że rok później spróbowałem dłuższego dystansu. No i tak od 6 lat jestem w tym triathlonie…

NK: W jednym ze swoich postów w mediach społecznościowych piszesz o pierwszym starcie. Lokalne zawody i „niestety mi się spodobało”. A więc dwa pytania – co takiego Ci się spodobało w triathlonie i dlaczego niestety?

KK: Oczywiście „niestety” to był żart. Niestety, bo każdy triathlonista wie, że triathlon to trudna dyscyplina – a właściwie trzy różne dyscypliny, które trzeba regularnie trenować. To jest czasochłonne. No i niestety też wymaga sporych nakładów finansowych. Po paru latach po prostu wiem, z czym to się wiąże.

NK:W 2021 zadebiutowałeś na 1/2. Rok później poprawiłeś już wynik o blisko 30 minut. W 2024 roku dostajesz się na mistrzostwa świata IRONMAN w Taupo. Co było kluczowym elementem, albo kluczowymi elementami Twojego progresu?

KK: W pierwszym roku trenowania przygotowywałem się sam. Z Garminem na ręce i planem treningowym z zegarka. Po pierwszym roku zacząłem trenować z Maćkiem Bodnarem. Pamiętam dokładnie, że na początku biegałem 10 km w 48 minut. Po 4 miesiącach Maciek zorganizował nam drużynowy bieg na 10 km i kazał biec prawie 6 minut szybciej niż moje dotychczasowe tempo. Pomyślałem, że to niemożliwe. Ostatecznie – przebiegłem dokładnie tak, jak kazał. 

Ten proces wynika z działania krok po kroku, w połączeniu z dobrą komunikacją z trenerem. Staram się robić to, co on każe, i jednocześnie dbam o wszystko dookoła. Staram się pilnować żywienia, spania, choć czasem różnie to bywa. Trenowanie triathlonu ciągnie za sobą szereg innych, pozytywnych działań.

ZOBACZ TEŻ: Harda Suka: wszystko albo nic. Karol Nehring o bólu, chłodzie i 500 metrach, które dały rekord

NK: Mocno podkreślasz rolę swojego trenera w całej swojej triathlonowej przygodzie. W czym najbardziej pomaga obecność trenera?

KK: Najważniejsze jest zaufanie. Wiem, że jeśli mam trenera, to nie zrobię sobie krzywdy. Jak trenujesz sam, to nikt nie powie ci, że zrobiłeś trening za mocno. Ja jako amator – nie mam wiedzy, która pozwalałaby mi siebie samemu kontrolować tak dokładnie, jak w przypadku trenera. On zdecydowanie lepiej potrafi przewidzieć, jak organizm zachowa się na danym obciążeniu i na co nas stać.

Maciek jako trener analizuje wszystkie wyniki, wykresy. W tym roku rozpisał mi widełki na półmaraton. Ja pomyślałem: „e tam, pobiegnę szybciej”. A pobiegłem dokładnie w tych widełkach (śmiech).

NK: A jak łączysz treningi z obowiązkami dnia codziennego? Odwołujesz się do piramidy Maslowa, w której potrzeba samorealizacji jest najwyżej. Ale jak z tej potrzeby samorealizacji nie popaść w egoizm?

KK: Na pewno nie stawiam triathlonu na pierwszym miejscu. Gdyby żona powiedziała: „albo ja, albo triathlon”, to oczywiście wybrałbym rodzinę (śmiech). Na szczęście mam na tyle dobrze, że mimo niejednej kłótni, mnie w tym wspiera. Pracuję też w dużej, rodzinnej firmie i moi współpracownicy rozumieją moją pasję. A spełnienie samego siebie daje poczucie szczęścia wszystkim dookoła. Jeśli człowiek jest szczęśliwy i robi to, co kocha, to to przekłada się na innych.

NK: Mówiłeś, że kiedyś kolega zapytał Cię, po co tak trenujesz, skoro nie będziesz mistrzem świata. Sam przyznałeś, mu że nie będziesz. A więc co Cię motywuje? Skąd chęć nieustannego poprawiania się?

KK: Ja chyba nawet nie mam potrzeby ciągłej poprawy wyników. Dla mnie cyferki to są tylko cyferki. Czasy właściwie w ogóle mnie nie obchodzą. Mam swoją bucket listę – rzeczy, które chciałbym zrealizować. Przykładowo, miałem na niej mistrzostwa świata na połówce w Taupo. Nigdy nie byłem w Nowej Zelandii i to była dobra motywacja. Dla mnie zawody są okazją do odwiedzenia ciekawych miejsc. Wynik jest drugoplanowy. Ale jak już startuję, to cisnę na maksa.

NK: O Taupo mówiłeś, że to start życia – faktycznie nim był? Jak zapamiętałeś swoje pierwsze mistrzostwa świata?

KK: Mistrzostwa świata to jest niesamowita impreza. Organizacja przygotowana na ostatni guzik. Polacy na miejscu sobie pomagają, wszyscy nawzajem się dopingują. Taki wyjazd to jest wisienka na torcie. Tak jak mówiłem – wiem, że w moim wieku nie mam szans na rywalizację o czołowe miejsca z tymi najlepszymi. Dlatego patrzę tylko na siebie i spełniam marzenia.

NK: Pytam o to, czy faktycznie był startem życia, bo ze startami życia bywa tak, że po chwili… pojawia się jeszcze większe wyzwanie. U Ciebie też tak było?

KK: Dokładnie tak było. Po mistrzostwach świata wiedziałem, że chcę dalej trenować, mimo że to była wisienka na torcie. Wiem, jaki to jest wspaniały sport, a przede wszystkim wiem, jak wspaniałych ludzi się dzięki niemu poznaje. Musiałem wyznaczyć cel, bo jak nie mam celu, to brakuje mi motywacji. 2 tygodnie po Taupo zapisałem się na Hardą Sukę…

Przed Hardą zadebiutowałem jeszcze na pełnym dystansie w Estonii. Wszystko dlatego, że wyjazd do Taupo nie był pewny – do końca nie wiedziałem, czy zdobędę kwalifikację. Ostatecznie zdobyłem slot. Żona śmiała się, że skoro już zapisałem się na pełny, to może odpuszczamy Nową Zelandię. Wyszło tak, że wystartowałem tu i tu (śmiech).

NK: Wydłużanie dystansu chyba mocno weszło Ci w krew, bo po debiucie na długim zdecydowałeś się na… Hardą Sukę. Skąd w ogóle taki pomysł?

KK:Gdy zaczynałem trenować w 2019, celem była 1/8. Ale jak już się „niestety” spodobało, to trzeba było zrobić pełnego. Zabawne jest to, jak te cele się zmieniają.

NK: Jak opisałbyś ten start? Jak bardzo różnił się od triathlonu, który znałeś dotychczas?

KK: Ja jestem z Kielc. Nie ma tu płaskich terenów. Kocham góry. W domu zawsze jest dylemat: żona – piasek, słońce i plaża, ja – jeżdżenie i chodzenie po górach. To jest moje miejsce na świecie. Może kiedyś się tam przeprowadzę i zamieszkam. Już kiedyś był plan na jakiś mniejszy triathlon w górach. Ale po Taupo myśl była prosta – co, ja Hardej nie zrobię?

Harda to są całkiem inne zawody. To jest przygoda. To jest zaufanie do ludzi dookoła. To są przyjaciele w suporcie, którzy Ci pomagają przez prawie 30h. Tam walczysz ze samym sobą. Uważam, że warto spróbować czegoś takiego chociaż raz w życiu.

NK: Były mistrzostwa świata na połówce, była Harda Suka. Co teraz?

KK: W październiku startuję na pełnym dystansie w Portugalii. Chciałbym tam powalczyć o kwalifikację na Hawaje. Nie muszę, chcę zobaczyć, jak blisko tego jestem.

Oprócz tego mam całą listę marzeń. Chciałbym zrobić wyścig na każdym kontynencie. No może oprócz Antarktydy. Chyba że się da – wtedy czegoś poszukamy (śmiech).

Triathlon jest dla mnie spełnieniem samego siebie. Daje mi pewność w życiu. A marzenia i cele? Trzeba wstać i je spełniać.

Nikodem Klata
Nikodem Klata
Redaktor. Dziennikarz z wykształcenia. W triathlonie szuka inspirujących historii, a każda z nich może taką być. Musi tylko zostać odkryta, zrozumiana i dobrze opowiedziana.

Powiązane Artykuły

1 KOMENTARZ

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane