Przez siedem lat trenował koszykówkę, sięgając po mistrzostwo Polski U16. Niewystarczający wzrost zamknął mu jednak drogę do dalszej kariery na parkiecie. Dziś zamiast piłki wybiera rower, bieganie i pływanie – z powodzeniem rywalizuje w triathlonie. Zdobywa medale mistrzostw Polski, a jego celem są igrzyska olimpijskie w Los Angeles. Poznajcie Kamila Kulika.
„Triathlon to sport, w którym może wydarzyć się wszystko” – mówi Kamil Kulik. Zawodnik nie boi się trudnej drogi. Takiej, która przynosi sukcesy, ale rzuca wiele kłód pod nogi. Historia młodego triathlonisty to opowieść o ambicji i wierze w plan, który rozpisany jest na lata. Nie każdy jednak wie, że wszystko zaczęło się od… koszykówki!
Koszykarski mistrz Polski
Sportowa droga Kamila rozpoczęła się właśnie od basketu. Jego mama Karolina Janyga to była reprezentantka Polski w koszykówce (również 5-krotna mistrzyni Polski) i to właśnie dzięki jej sugestiom młody zawodnik zdecydował się na naukę w szkole z oddziałami sportowymi.
Radził sobie w tym sporcie naprawdę dobrze. Wraz z drużyną UKS 7 Sopot zdobył mistrzostwo Polski w kategorii U16.
– W pewnym momencie grania w kosza, byłem naprawdę na przyzwoitym poziomie w porównaniu do rówieśników czy nawet zawodników starszych o rok, bo poszedłem do szkoły rok wcześniej jako 6 latek – wspomina.
Przyznaje jednak, że już w okresie, gdy jego drużyna zbierała laury, jego wkład w grę nie był duży. Brakowało mu tak pożądanego w koszykówce wzrostu. Nie miał potrzebnej w grze fizyczności. Po zakończeniu gimnazjum zaczął zastanawiać się, czy koszykówka to dobry kierunek. Tym razem tata zasugerował mu, aby poważniej spróbował triathlonu. Wraz ze swoim opiekunem udali się trenera Jakuba Czai i tak zaczęła się kolejna przygoda. Z tym że ta, przerodziła się w profesjonalną karierę!

Pływanie? Houston, mamy problem!
Kamil triathlonu zakosztował jeszcze w swoich koszykarskich czasach. Pomysł pojawił się, podczas rodzinnych wakacji w Grecji w 2017 roku. Rodzice, którzy aktywnie startują do dzisiaj (i są zresztą największymi fanami młodego zawodnika) namówili go na start w Mrągowie.
– Płynąłem w piance pożyczonej od mamy i na jej rowerze szosowym. Wytrzymałość miałem wtedy na tragicznym poziomie, ale na pewno czerpałem z tego dużą przyjemność – mówi.
Dwa lata później po tym nieco „partyzanckim” wyścigu rozpoczął poważniejsze starty. W tym samym czasie uczył się nowej dyscypliny i mówi, że w dwóch z trzech sportów szło doskonale. Postępy w rowerze i bieganiu były bardzo duże. Problemem pozostawało pływanie, z którym zawodnik się zdecydowanie nie lubił. Tutaj jednak przełomem był 2020 i rozpoczęcie treningów w nowym klubie – UK Tri-Team Rumia pod okiem Piotra Nettera.
– W 2020 roku na Mistrzostwach Polski w Rawie Mazowieckiej, po bardzo słabym pływaniu i starcie ponad półtorej minuty do pierwszych zawodników na dystansie 600 m, skończyłem na 4. miejscu. (…) Przez te ponad 2 lata, mój poziom pływania ciągle rósł, a trener Piotr, znalazł na mnie metodę i sposób dzięki, któremu mogłem się rozwijać i dojść do tego miejsca, w którym jestem teraz.
Od pierwszych międzynarodowego debiutu do mistrzostwa Polski
Kamil pierwszy raz poza Polską wystartował w 2020 roku. Było to jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa, a imprezą było mistrzostwa Europy ETU w duathlonie. W klasyfikacji juniorskiej zawodnik uplasował się na 8. miejscu i wspomina, że chociaż pierwszy bieg był udany, to rywale odjechali mu na rowerze, a na drugim biegu „dobiegł do mety w strasznym cierpieniu”.
Jeszcze w tym samym sezonie Kulik zajął 17. miejsce OPEN i 4. wśród juniorów w mistrzostwach Polski na sprincie. Tutaj dochodzimy do przełomowego 2022 roku, który był krokiem milowym w jego karierze. Zajął 4. miejsce w juniorskim pucharze Europy w Melilli, a podczas zawodów w Rzeszowie stanął na 2. miejscu podium.
Kamil wygrał juniorską rywalizację na sprinterskich mistrzostwach Polski, ale najlepiej zapamiętał pierwszy start na olimpijce w Białymstoku. Z czasem 1:53:07 był najlepszym zawodnikiem mistrzostw Polski. Zdobył złoty medal, będąc jednocześnie najmłodszym zawodnikiem na podium. Później w rozmowie z Kamilą Stępniak opowiadał, że ze względu na kwestie taktyczne i sam przebieg, właśnie dłuższe dystansu odpowiadają mu bardziej.
– Ja właśnie jestem zwolennikiem tych dłuższych dystansów, bo uważam, że wyścig jest ciekawszy pod względem taktycznym, czy ogólnie, jeśli chodzi o jego przebieg. Trzeba już myśleć dużo więcej, bo każdy mocniejszy skok czy zryw na rowerze, może potem dużo kosztować na biegu – analizował.

Skromny realista
Po sezonie 2022 roku był zdecydowanie zadowolony. Zrealizował zakładane cele, odnosił sukcesy, ale dalej stąpał twardo po ziemi. Zdawał sobie sprawę, że osiągnięcie wysokiego poziomu możliwe jest tylko dzięki regularnej pracy, budowaniu wytrzymałości i poprawie parametrów organizmu. Do tego potrzeba lat treningów. Przekonał się, jak wygląda mocne, seniorskie ściganie, ale rozumiał też, że nie ma jeszcze tego poziomu. Chciał jednak dalej zdobywać doświadczenie.
– Ten rok 2022 na pewno był przełomowy. Z takiego juniorskiego ścigania przerzuciłem się na seniorskie. To pokazało mi, jak to prawdziwe ściganie wygląda. Było też to zwycięstwo w Białymstoku na mistrzostwach Polski. Tak naprawdę dalej ten poziom porównując do zawodników międzynarodowych, był odległy – mówi dzisiaj.

W 2023 roku Kulik kontynuował międzynarodowe starty w Elicie, osiągając wyniki, które dobrze rokują. Jak sam wspomina, „wejście w kategorię U23” było solidne. Na mistrzostwach Polski zdobył medal na olimpijce (tym razem było to srebro). Wystartował również podczas Igrzysk Europejskich i w zawodach pucharu świata oraz Europy.
Niestety kolejny sezon zaczął się pechowo. Złamanie zmęczeniowe sprawiło, że nie startował przez 10 miesięcy. Ale kiedy już wrócił, to z przytupem! Zajął 3. miejsce w mistrzostwach Polski na sprincie, wygrywając kategorię U23. Dało to kwalifikację na Akademickie Mistrzostwa Świata w Gdańsku, że wraz ze sztafetą mieszaną zajął 2. miejsce, zdobywając srebrny medal.
Przełożyć pracę na starty międzynarodowe
Kamil tak jak każdy triathlonista, chce dobre przygotowania zakończyć również satysfakcjonującym ściganiem. Dlatego, kiedy dany wyścig nie ułoży się po jego myśli, otwarcie o tym pisze. Tak było w przypadku startów w zeszłorocznym pucharze świata w Azji. Tak było również w tym sezonie, który zaczął doskonałym wynikiem w Recordowej Dziesiątce (29:34). Później został wicemistrzem Europy U23 w duathlonie podczas zawodów rozgrywanych Rumi.
Później wystartował w Olsztynie oraz Rzeszowie. Z tych startów nie był do końca zadowolony. W Melilli na mistrzostwach Europy uplasował się na 37. miejscu Elity i pisał, że chociaż ścigało mu się dobrze, to „przyleciał po zdecydowanie więcej”. Kluczem jest odpowiednie poskładanie treningów i wszystkich dyscyplin. Czegoś takiego dokonał podczas mistrzostw Polski w Białymstoku, gdzie zajął 3. miejsce (2. w U23).
– Jeśli chodzi o starty w triathlonie w tym roku, to właśnie ten był najlepszy i najrówniejszy. Po obozie w górach jestem zadowolony, a te zawody pokazały, że pływanie poszło do przodu. Mam nadzieję, że będę w stanie przełożyć to na zawody międzynarodowe – mówił niedawno.
Teraz reprezentant Polski udał się na obóz, ale zanim to zrobił, jeszcze raz pokazał dobrą formę. Wygrał mistrzostwa Polski na supersprincie, pokonując Michała Oliwę. W drugiej części będziemy kibicowali mu w pucharze Afryki w Algierii i Maroku, a później jeszcze w pucharze świata w Rzymie.

Sportowe ambicje w rytmie hip hopu
W mediach społecznościowych zawodnika często pojawia się muzyka. Dobór artystów nie jest przypadkowy. Teraz na słuchawkach często ma The Weeknd i jego najnowszą płytę Hurry Up Tomorrow. W tym roku był na koncercie Future’a. Słucha też Travisa Scotta i Kendricka Lamara, a czasem wraca do legend 90. lat – wtedy słucha 2Pac-a, Biggiego lub NAS.
Tak jak muzyka nadaje mu rytm na treningach, tak samo rytm kariery wyznaczają cele i kolejne starty. Największym marzeniem wciąż pozostaje start na igrzyskach olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku. Droga do tego wysokiego poziomu to proces rozpisany na lata, ale nie dajmy się zwieść, że do 2028 roku pozostało trochę czasu. Zdobywanie punktów pod kwalifikacje, to proces, który już się zaczyna.
– Jeśli chcę myśleć realnie o IO w Los Angeles w 2028, to muszę lepiej startować na zawodach międzynarodowych w tym roku, żeby zacząć później startować w zawodach, które będą dawały punkty do kwalifikacji olimpijskich. Zdaje się, że do igrzysk jest jeszcze wiele czasu, ale one są tuż za rogiem. Kwalifikacja zaczyna się za moment – podkreśla.

Kiedy w 2022 roku rozmawialiśmy z Kamilem, wspominał o „plan działania” rozpisanym na około 8-10 lat. Wyjaśnia, że wraz ze swoim postępem widzi bardzo mocny wzrost poziomu ściganie się wśród zawodników kadry – chce się oczywiście do tego dostosować.
– Po tym starcie w Białymstoku widać, że ten poziom rośnie. To nie jest tylko walka o medale i jakieś czarowanie się. Te czasy i prędkości są naprawdę przyzwoite. To widać po wynikach chłopaków na arenie międzynarodowej – chwali.
Sam przyznaje, że nie jest jeszcze do końca zadowolony ze swoich tegorocznych startów międzynarodowych. „Ten odpowiedni poziom już jest”, ale wciąż brakuje kropki nad i – wysokiego miejsca na mecie, które potwierdzi jego możliwości. Doskonale zdaje sobie sprawę, że ma potencjał, by takie wyniki osiągać. Wie, na co go stać. Teraz musi tylko znaleźć przysłowiowy „złoty środek w treningu”. Droga do wielkich marzeń nigdy nie jest prosta. Ale Kamil Kulik wierzy, że ma w sobie wszystko, by nią podążyć.
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

