Wyobraź sobie maszynę, która powstała nie po to, by poprawiać kondycję, ale by… karać. Tak, to nie pomyłka. Historia bieżni biegowej zaczyna się nie na siłowni, lecz w cieniu więziennych murów.
Bieżnia? Brutalne i niszcząca psychicznie kara
Historia bieżni biegowej, a właściwie mechanizmu jej działania, zaczyna się jeszcze w starożytności – dokładniej w starożytnym Rzymie. Rzymianie nie rozwijali jednak na niej swojej formy, a swoją… architekturę. Wykorzystywali bowiem urządzenia przypominające bieżnię – ogromne koła napędzane przez ludzi służyły do podnoszenia ciężarów czy napędzania prostych maszyn. Faktyczny rozwój bieżni rozpoczyna się jednak kilkaset lat później.
Wczesne lata 1800 to czas przemian – rewolucja przemysłowa przyspieszała, społeczeństwa rosły, a ulice wielkich miast, takich jak Londyn, wypełniały się biedą i przestępczością. System więziennictwa w Wielkiej Brytanii był brutalny i bezlitosny. Kara śmierci i wygnanie do brytyjskich kolonii były powszechną praktyką.
Z czasem w społeczeństwie zaczęły pojawiać się głosy wskazujące, że kara powinna nie tyle niszczyć, co wychowywać. Zamiast stryczka – praca. Zamiast chłosty – poprawa moralna. Reforma więziennictwa zaczęła kiełkować.
W tym duchu w 1818 roku inżynier William Cubitt zaproponował nowatorskie rozwiązanie – „tread-wheel”, czyli koło do chodzenia, znane też jako pierwowzór bieżni. Urządzenie Cubitta było prostym, ale brutalnym mechanizmem. Przypominało ogromny bęben lub kołowrotek z zamontowanymi listwami, po których kilkunastu więźniów w tym samym czasie musiało nieustannie stąpać. Ich pracy była wykorzystywana do mielenia zboża, pompowania wody, a czasami… była po prostu karą.
Więźniowie spędzali na bieżni do 8 godzin dziennie, w ciszy, izolacji, bez rozmowy. W wielu zakładach karnych były one tak skonstruowane, by więźniowie nie widzieli siebie nawzajem. Choć początkowo treadmill uznawano za „łagodniejszą” alternatywę dla fizycznych tortur, szybko zyskała reputację kary niszczącej psychicznie. Ostatecznie w 1898 roku w Wielkiej Brytanii zakazano stosowania bieżni w więzieniach, uznając je za zbyt brutalne.

Przełom lat 50. „Myśleli, że zabijemy ludzi na bieżni”
Historia bieżni nie zostaje jednak zamknięta w więzieniu. W XX wieku w USA choroby serca w zawrotnym tempie zaczęły wyprzedzać inne przyczyny śmierci. Jak pisze w swoim artykule Dan Koeppel: „W 1921 roku niewydolność serca była przyczyną 13,6% wszystkich zgonów. Do 1940 roku odsetek ten się podwoił, a w latach 60. prawie cztery na dziesięć zgonów w USA przypisywano chorobom serca”.
W latach 50. XX wieku amerykańscy lekarze zaczęli więc eksperymentować z ideą „biegu w miejscu” w zupełnie innym celu niż Anglicy – dla zdrowia. W 1952 roku kardiolog dr Robert Bruce stworzył pierwszą elektryczną bieżnię do testów wysiłkowych. Poprzez precyzyjną regulację prędkości i nachylenia lekarze mogli wykrywać subtelne zmiany w rytmie serca. Tak powstał słynny Bruce Protocol, stosowany do dziś w badaniu wydolności serca.
W nurcie badań nad aktywnością fizyczną i jej wpływem na zdrowie roku, dr Kenneth H. Cooper, pracujący wówczas jako lekarz w armii, używał bieżni do mierzenia zużycia tlenu i wytrzymałości u pilotów testowych i kandydatów do programu kosmicznego. Po odejściu z wojska kontynuował badania w swojej klinice.
Jego postulaty początkowo budziły kontrowersje – nakłaniał bowiem do „obciążania ćwiczeniami serca zdrowych ludzi”, a jak wierzono mogło to zagrażać życiu. Jak wspomina sam Cooper: „Myśleli, że zabijemy ludzi na bieżni”.

Inżynier, który nie lubił zimna
W 1968 roku Cooper opublikował książkę „Aerobics”, która promowała korzyści płynące z regularnych ćwiczeń aerobowych. Publikacja zbiegła się w czasie z biegowym boomem w USA, który napędzały sukcesy sportowców takich jak Steve Prefontaine, Jim Ryun czy Frank Shorter. Miliony zwykłych ludzi zaczęło biegać.
Jednym z nich był inżynier mechanik William Staub. Za cel postawił sobie przebiegnięcie mili w osiem minut – czas, który Cooper uznał za dowód wysokiej sprawności. Natknął się jednak na trywialną przeszkodą znaną wszystkim biegaczom żyjącym w klimacie z czterema porami roku – zimę.
Zainspirowany wnioskami z lektury Aerobics oraz własnymi doświadczeniami William Staub postanowił przełożyć teorię na praktykę ulepszając dotychczasowe bieżnie. Te dotychczasowe były ogromne i drogie.
– W swoim warsztacie – który wcześniej służył do produkcji dysz paliwowych do silników odrzutowych – wygospodarował miejsce i zbudował prosty prototyp: dwie drewniane rolki połączone szerokim pasem, napędzanym silnikiem z prostym włącznikiem. Prototyp ten przerodził się w wersję produkcyjną, wyposażoną w 40 stalowych rolek, pomarańczowy pas i dwa pokrętła – jedno do automatycznego wyłączania po określonym czasie, drugie do regulacji prędkości. Staub, w hołdzie dla Coopera, nazwał swoją firmę Aerobics Inc. Bieżnia nazywała się PaceMaster – opisuje powstanie pierwszej domowej bieżni dziennikarz „Wirecutter” Dan Koeppel.

Najpopularniejsze urządzenie fitness na świecie
Wprowadzenie bieżni domowej, które zbiegło się w czasie z „modą” na zdrowy tryb życia w latach 70. i 80. sprawiło, że urządzenie w zawrotnym tempie zyskiwało na popularności. Do końca lat 90. stała się najpopularniejszym urządzeniem fitness na świecie.
Firma Stauba sprzedała dziesiątki tysięcy bieżni, zanim zakończyła działalność w 2010 roku. W międzyczasie na rynku pojawiły się kolejne firmy, wprowadzające kolejne innowacje. Szacuje się, że w 2017 roku sprzedaż domowych bieżni osiągnęła wartość 999,8 miliona dolarów, a sprzedaż do siłowni – 348,9 miliona.
Jeszcze w latach 90. na rynku pojawił się Horizon Fitness. Marka szybko stała się jednym z największych producentów bieżni na świecie. Od samego początku koncentrowała się na dostarczaniu nowoczesnych, ale przystępnych cenowo bieżni do użytku domowego, które łączą jakość wykonania z zaawansowaną technologią. Horizon zasłynął m.in. wprowadzeniem:
- Systemu FeatherLight Folding, który umożliwia łatwe składanie bieżni,
- Technologii Johnson Drive System – samokalibrującego się napędu o płynnej pracy,
- AirTrian – system symulujący różne nawierzchnie biegowe.
Paradoksalnie dla niektórych osób do dziś bieżnia pozostaje tym czym była pierwotnie – torturą. Wyobraźcie sobie jednak, że spotykacie XIX-wiecznego skazańca z brytyjskiego więzienia i próbujecie mu wytłumaczyć, że trening na bieżni wyposażonej w specjalne systemy amortyzacji, wiatraki oraz ogromny ekran z wyświetlonym na nim serialem jest czymś trudnym. Zmotywowani?
ZOBACZ TEŻ: Sprzęt do jaskini marzeń? Poznaj kolekcję Onyx
Nowoczesne bieżnie ze zniżką Akademii Triathlonu
Jeśli więc chcesz poczuć się jak pionier nowoczesnego fitnessu (a nie jak skazaniec z epoki wiktoriańskiej) skorzystaj z naszego kodu rabatowego akademiatriathlonu i kup bieżnie Horizon Fitness 18% taniej. Zniżka obowiązuje na cały sprzęt dostępny na stronie Johnson Fitness!

*Tekst powstał we współpracy z Johnson Fitness
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!
Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.

