Po trudnym pływaniu podczas IRONMAN Barcelona Olimpia Wojtyło była załamana. Nawet nie sprawdziła czasu – złapała rower i pojechała. Pomimo problemów technicznych nie odpuszczała. Podczas biegu okazało się, że to jeden z jej najlepszych startów w karierze. Jak wspomina wyścig, który zaprowadził ją na Hawaje?
Olimpia Wojtyło to trenerka, fizjoterapeutka i zawodniczka, która podczas niedawnego IRONMAN Barcelona zajęła 7. miejsce Open i 2 w kategorii K40-44 z czasem 9:58:27. Tym samym wywalczyła slota na mistrzostwa świata na Hawajach.
W rozmowie z Akademią Triathlonu zawodniczka opowiada o tym, jakie miała założenia na wyścig, o atmosferze i sile drużyny, które dodawały jej skrzydeł i tym, że świetny wynik nadał dodatkowy sens latom treningów i przygotowań.
Akademia Triathlonu: Z jakimi założeniami podchodziłaś do wyścigu w Barcelonie?
Olimpia Wojtyło: Zawsze podchodzę do startu z jednym celem – dać z siebie wszystko. Inaczej nie umiem. W każdy trening wkładam tyle pracy, że nie wyobrażam sobie, by to miało pójść na marne. Dla mnie nie liczą się rekordy – chodzi o rozwój i doskonalenie samej siebie. A tego nie da się osiągnąć na skróty ani z przypadku.
W Barcelonie chciałam przede wszystkim pojechać solidny, równy wyścig – bez szarpania i zbędnych emocji. To szybka trasa, ale przez to również zdradliwa. Łatwo się „zagotować”, zwłaszcza na początku. Po cichu marzyłam o złamaniu 10 godzin i się udało. A do tego byłam 2 w swojej kategorii!
Do Barcelony jechaliśmy jako zgrany zespół TRIMP Team – każdy z nas miał swoje cele, ale łączyło nas jedno: wspólna droga i wzajemne wsparcie. To właśnie jest nasza siła. Cały proces przygotowań prowadziliśmy z ogromnym naciskiem na stabilność i konsekwencję. W Hiszpanii to wszystko zaprocentowało.
AT: Jak przebiegał sam wyścig?
OW: Od rana pogoda nie rozpieszczała – prognozy niestety się sprawdziły. Pływanie było bardzo trudne: długie, wysokie fale, wzburzone morze, momentami nie było widać bojek. Woda miotała nami na wszystkie strony, a ja miałam wrażenie, że stoję w miejscu mimo ogromnego wysiłku, który wkładałam w każdy ruch ramion.
Wychodząc z wody, byłam totalnie załamana. Nawet nie spojrzałam na zegarek – nie chciałam się dodatkowo stresować. Po prostu złapałam rower, wskoczyłam na siodełko i pojechałam dalej. Dopiero później okazało się, że popłynęłam całkiem nieźle – 1:04!
Na trasie kolarskiej przy wyjeździe z miasta było sporo progów zwalniających – zgubiłam tam bidon, a koszyk na kierownicy się poluzował. Musiałam kombinować, jak nie stracić kolejnego. Sama trasa była szybka, malownicza – wzdłuż wybrzeża – choć w pozycji czasowej trudno było chłonąć widoki. Trzymałam założone waty i czułam się naprawdę dobrze.
W drugiej strefie zmian trochę się zasiedziałam – kobiece sprawy, które potrafią przydarzyć się nawet w najważniejszych momentach. Ale jakież było moje zdziwienie, gdy po wybiegnięciu z T2 zobaczyłam… rower eskortujący! Takie rzeczy oglądałam dotąd tylko w relacjach z wyścigów zawodowców. I wtedy usłyszałam od kibiców, że jestem trzecia OPEN kobiet. To dodało mi skrzydeł.
Atmosfera była niesamowita – tysiące ludzi na ulicach, każdy krzyczał Twoje imię. To dodawało energii i sprawiało, że nawet w trudnych momentach chciało się biec dalej. Trzeba też dodać, że w Barcelonie nie startują zawodnicy PRO – większość szykuje się wtedy na mistrzostwa świata na Hawajach, które odbywają się tydzień później.
Na 10. kilometrze biegu dogoniła mnie jedna z dziewczyn. Złapałam swój rytm i biegłam spokojnie do mety. Druga połowa maratonu była ciężka – kryzysy są na tym etapie nieuniknione, ale co jakiś czas mijaliśmy się z kimś z grupy, udzielając sobie nawzajem wsparcia.
A potem meta… To zawsze coś niezwykłego. Łzy mieszają się z radością. Tam czekali moi przyjaciele – to był przecież nasz grupowy start. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Dzielenie szczęścia z bliskimi to największe zwycięstwo.
W TRIMP Team zawsze powtarzamy, że triathlon to nie tylko sport – to styl życia. To ludzie, którzy trenują razem, wspierają się i potrafią cieszyć z sukcesów innych tak samo, jak ze swoich. Czujemy się jak wielka, triathlonowa rodzina – i to jest nasza prawdziwa siła.

AT: Masz już na koncie kilka startów na pełnym dystansie. Co sprawia, że właśnie ten dystans jest dla Ciebie tak wyjątkowy?
Długi dystans to coś więcej niż wysiłek fizyczny – to przede wszystkim ogromna praca mentalna. Każdy start to inna historia, inne wyzwania, inna walka. Tu nie wystarczy być w dobrej formie – trzeba umieć się dostosować, podejmować mądre decyzje w trudnych momentach i przede wszystkim przetrwać psychicznie kryzysy, które zawsze się zdarzają.
Jako trenerzy bardzo dużą wagę przykładamy do przygotowania mentalnego – uczymy, że siła głowy jest tak samo ważna, jak trening fizyczny.
AT: Zdobyłaś slota na Mistrzostwa Świata na Hawajach – ale to nie będzie Twój pierwszy raz. Jak wspominasz swój debiut?
Olimpia Wojtyło: Oj tak, 2018 rok. To był zdecydowanie mój najtrudniejszy start – a trochę ich już było. Nawet Swissman z 6000 m przewyższenia nie wydaje się dziś tak straszny, jak Kona.
Wilgotność, upał, zmiana czasu – dla Europejczyków to naprawdę ekstremalne warunki. Ja na biegu walczyłam z ogromnymi problemami żołądkowymi. Chyba nigdy wcześniej nie byłam tak blisko swojej granicy. Na mecie po prostu padłam.
Dlatego z mojej strony ogromne gratulacje dla wszystkich startujących w tym roku Polek – z roku na rok jesteśmy coraz silniejszą ekipą w Konie. W 2022 roku znów wywalczyłam slota – zajęłam trzecie miejsce w Emilii-Romanii, ale zrezygnowałam. Nie spieszyło mi się, by znów fundować sobie to „piekiełko”.
W tym roku również nie planowałam Hawajów, ale podczas ceremonii rozdania slotów Michał i Mariusz (Michał Wojtyło i Mariusz Chrobot – przyp. red.) krzyczeli tak głośno „TAK! BIERZE!”, że nie miałam wyjścia. Mam tylko nadzieję, że im też uda się zakwalifikować – marzy mi się, by pojechać tam razem, z naszymi bliskimi. To byłoby naprawdę coś.

AT: Po starcie napisałaś: „Uszczypnijcie mnie raz jeszcze”. Co wtedy czułaś? Czy spodziewałaś się slota?
OW: Na mecie była czysta radość i absolutne niedowierzanie. Wiedziałam, że jestem dobrze przygotowana, ale na pełnym dystansie wszystko może się zdarzyć. Po prostu chciałam dać z siebie wszystko i zobaczyć, dokąd mnie to zaprowadzi.
Gdy usłyszałam, że zdobyłam slota – emocje wybuchły. To było jak ukoronowanie całej mojej sportowej drogi w triathlonie. Wszystkie treningi, wyrzeczenia, gorsze dni – nagle wszystko miało sens. Naprawdę musiałam się uszczypnąć. A żeby tego było mało – jako drużyna TRIMP Team zdobyliśmy drugie miejsce, ustępując jedynie lokalnej ekipie. To był nasz wielki sukces nie tylko jako zawodników, ale też trenerów. Dzień, którego nie zapomnę do końca życia.
Podsumowując: ten start był dla mnie wyjątkowy – nie tylko przez wynik, ale przez ludzi, którzy stali za tym sukcesem. Tworzymy zgraną drużynę, która naprawdę wierzy we wspólną siłę. I właśnie to chcemy pokazywać na każdych zawodach – że można osiągać wielkie rzeczy, kiedy działa się razem.
AT: Dziękujemy za rozmowę
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!
Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.


<3