Piotr Olak w swoim debiucie na pełnym dystansie wygrał kategorię podczas IRONMAN Klagenfurt. Teraz mówi, że jego ambicje sięgają znacznie dalej. – Od moich pierwszych dni w triathlonie moim celem jest zdobycie tytułu mistrza świata na pełnym dystansie i do tego dążę – mówi.
Piotr Olak w swoim pierwszym starcie na pełnym dystansie miał na mecie czas 9:10:51. Z przewagą prawie 40 minut wygrał kategorię. W rozmowie z Akademią Triathlonu opowiada o ambitnych planach na mistrzostwa świata w Nice, radzie od kuzyna Marcina Koniecznego i przebiegu zawodów.
Grzegorz Banaś: Śledząc Twoje przygotowania, można było wywnioskować, że idą naprawdę dobrze aż do momentu wypadku na rowerze. Opowiesz, co się stało?
Piotr Olak: Tak, niestety na mojej drodze w przygotowaniach pojawił się wypadek, uderzyłem w samochód podczas treningu. Kolizja zostawiła ślad w mojej głowie, ponieważ był to pierwszy trening na rowerze, który dostałem od sponsora Wertykal. Nic mi się na całe szczęście nie stało i kontynuowałem treningi zgodnie z planem. Całe szczęście, że zaufali mi ludzie, dla których moje zdrowie jest na pierwszym miejscu, a reszta to tylko rzeczy materialne.
GB: Wspominałeś, że Twoim głównym celem będzie awans na mistrzostwa świata. Wiedziałeś, że masz to w sobie i jesteś przygotowany, czy lubisz też stawiać sobie poprzeczkę wysoko?
PO: Tak, nie ukrywam, że start w Klagenfurcie jest tylko przystankiem na drodze do Mistrzostw Świata IRONMAN w Nicei. Od moich pierwszych dni w triathlonie moim celem jest zdobycie tytułu mistrza świata na pełnym dystansie i do tego dążę. Poprzeczka jest postawiona wysoko, ale wierzę, że mam realne szanse osiągnąć postawiony przeze mnie cel.

GB: Opowiesz coś o samym wyścigu? Z trackera wynika, że na rowerze odskoczyłeś rywalom i na biegu to już była rywalizacja z samym sobą….
PO: Jestem bardzo zadowolony z etapu pływackiego, wchodziłem do wody w pierwszej fali, złapałem dobre nogi i przez cały ten etap czułem duży komfort. Zaczynając rower, wiedziałem, że jest to moja najsłabsza dyscyplina.
Pilnowałem ustalonych watów przez Jacka Tyczyńskiego, nie przypalałem się na podjazdach oraz za wszelką cenę dbałem o nawodnienie oraz przyjmowanie soli. Etap biegowy zacząłem dosyć mocno. Założeniem było pobiec od samego początku w okolicach 4:20/km. Czułem dopiero na biegu, że „połykam” zawodników po kolei. I tak dotrwałem do mety.

GB: Przed wyścigiem otrzymałeś rodzinną radę od Marcina „MKON-a” Koniecznego – „ogień z dupy na podjazdach i ostrożnie na zjazdach. Ironmana przegrywa się na rowerze, ale wygrywa na biegu”. Przydało się?
PO: Oj tak. Słowa mojego kuzyna towarzyszyły mi przez cały wyścig. Wiedziałem, że IRONMAN to w pewnym sensie „gra w szachy” i bezmyślne wypalenie się, może się odbić na etapie biegowym.
GB: To był Twój debiut na pełnym – czas 9:10:51. To jest wręcz doskonały czas, a jesteś przecież bardzo młodym zawodnikiem. Co myślałeś na mecie? Jesteś takim typem zawodnika, który celebruje taki start, czy myślisz np. „mam tutaj jeszcze zapas i potencjał”?
PO: Niestety dobrze nie pamiętam emocji na mecie, ponieważ lekko mnie odcięło (śmiech), ale na pewno byłem wzruszony i szczęśliwy, że dopiąłem swego. Jestem typem zawodnika, który krytycznie patrzy na swoje ruchy. Od razu myślałem nad rzeczami, które mogłem zrobić lepiej.

GB: Wywalczyłeś wymarzony awans na MŚ w Nicei. Można powiedzieć, że na kolejne miesiące rozpoczynasz nowy, duży projekt „Nicea 2025″. Jak to będzie wyglądało?
PO: Tak, cel, jaki sobie postawiłem, jest bardzo ambitny. Zarówno pod względem sportowym, jak i finansowym. Moim priorytetem jest jak najszybsze wrócenie do treningu i skupienie się na organizacji tego przedsięwzięcia. Chcę być tym pierwszym Polakiem w historii, który stanie na podium mistrzostw świata w najmłodszej kategorii.
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!
Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.

