Zwycięstwo w Challenge Roth? Sam Laidlow zawdzięcza je między innymi doświadczeniu i sile mentalnej. Co ciekawe, przez sporą część wyścigu zawodnik nie wiedział nawet, że jest… drugi. Myślał, że cały czas lideruje!
Przez kilka miesięcy Sam Laidlow zastanawiał się, czy będzie mógł w ogóle wystartować w tym sezonie. Miał problemy zdrowotne, które uniemożliwiały mu mocniejsze treningi. Teraz powrócił i od razu wygrał Challenge Roth. W rozmowie przyznał, że wiele zawdzięcza odpowiedniemu nastawieniu.
Nie zdawał sobie sprawy, że jest na 2. miejscu
W rozmowie z Bobem Babbittem Laidlow powiedział, że zdawał sobie sprawę z tego, że mając już za sobą 15 pełnych dystansów, jest jednym z zawodników, którzy mają większe doświadczenie. Mistrz świata opowiedział jednak dość osobliwą historię. Przez kilka godzin wyścigu w Roth myślał, że cały czas jedzie na prowadzeniu.
– Po pływaniu zostałem z prowadzącymi, a przynajmniej tak mi się wydawało. Nie pracowaliśmy za bardzo dobrze, miałem jakieś skurcze. Chciałem przeczekać ten moment, bo nie była to efektywna jazda. Czekałem około 35 km i pojechałem mocniej. Skurcze zniknęły. Dyrektor wyścigu jechał na moto i dawał nam splity. Po części, gdzie jechałem mocno przez 20 minut, słyszę coś takiego: „Jonas, 1 minuta do niego”. Pomyślałem, że Jonas (Schomburg – przyp.red) musiał zaatakować, ale jest minutę za mną. Później słyszę: „45 sekund do Jonasa”.
Laidlow zaczął zwalniać, aby „rywal mógł go dogonić”. Chciał pojechać z nim wspólnie, aby rozegrać wyścig mądrze taktycznie. Tymczasem splity zaczęły się powiększać, co wprowadziło dodatkową dezorientację. Laidlow myślał nawet, że Schomburg zaliczył bombę. Zorientował się, że cały czas jest z rywalem dopiero, kiedy zobaczył go na biegu.
– Zobaczyłem go na biegu i pomyślałem, że „on chyba pobiegł na skróty”. Przemyślałem to i po pięciu minutach zorientowałem się, że przecież on mógł cały czas prowadzić – mówi.
ZOBACZ TEŻ: „Był ból, był upał, było zmęczenie”. Grzegorz Smoła na mecie 10x Ironman

Rzadko ściga rywali
Rzadko zdarza się, aby to Laidlow w wyścigu musiał zaatakować. Zwykle to on jest tym ściganym na biegu lub rowerze. Tym razem było inaczej. Wyprzedził rywala i utrzymywał przewagę.
– Zdecydowanie dobrze zadziałał tutaj mój mental. Jak mówiłem poprzednio, daleko jest mi do najlepszej formy. Szczęśliwie, jestem zdrowy i świeży mentalnie, co doprowadziło mnie do 1. miejsca na mecie.
Laidlow może teraz skoncentrować się na przygotowaniach do mistrzostw świata w Nicei. Przywołuje tutaj rozmowę z Sebastianem Kienle z Roth, który powiedział mu, że „siła rozpędu po zwycięstwie potrafi być ogromna”. Z takim myśleniem podejdzie do startu. Zdaje sobie również sprawę z tego, że w Nicei już wygrywał. Presja? Ją mogą czuć bardziej faworyci, a on niekoniecznie jest w tej grupie.
– Wiem, że niekoniecznie mam za sobą ogromny blok treningowy, ale mam dobry mindset, chcę budować formę i cieszyć się z treningów. Ale jednak nie czuję tej presji, bo Niceę mam odznaczoną, a została Kona – podkreśla.
Przed wyścigiem menadżer wysłał mu krótką wiadomość: „Wbrew wszystkim przeciwnościom”. Może w Nicei będzie podobnie?
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

