Jak wyglądały mistrzostwa Polski w Sierakowie z perspektywy ich zwycięzcy? Jacek Krawczyk o przebiegu zawodów, finiszu „do odcinki” i planach na resztę sezonu – z marzeniem o starcie na mistrzostwach świata oraz debiutem na nowym dystansie.
Podczas 13. edycji JBL Triathlon Sieraków Jacek krawczyk sięgnął po tytuł mistrza Polski na dystansie średnim. Ustalił też nowy rekord sierakowskiej trasy, kończąc rywalizację z czasem 03:45:18. W rozmowie z Akademią Triathlonu komentuje start i mówi o planach na kolejną część sezonu – a te są naprawdę ambitne.
Akademia Triathlonu: Jak czujesz się po zawodach?
Jacek Krawczyk: Już dobrze (śmiech). Nie ukrywam, że finisz trochę mnie kosztował. Dojście do siebie nie było łatwe. Teraz jest już fajnie. Wynik bardzo mnie cieszy. Zmęczenie jest pomieszane z wielką radością.
AT: Opowiedz krótko, jak wyglądał wyścig z Twojej perspektywy.
JK: Pływanie zaczęło się bardzo mocno. Wiedziałem, że z pierwszymi zawodnikami nie jestem w stanie popłynąć. Złapałem po prostu swój rytm i płynąłem, jak się później okazało, jako druga grupa – w okolicach Tomka Szali. Razem ruszyliśmy na rower. W ten sposób pokonaliśmy cały dystans, gdzie już na sam koniec, na czwartym okrążeniu dojechaliśmy do liderów.
Zeszliśmy jako pierwsi z rowerów. Ja zrobiłem dość sprawną strefę i czując się dobrze zacząłem mocno. Dawałem z siebie tyle, ile mogłem. Wiedziałem, że Kacper Stępniak się do mnie zbliża. Zobaczyłem go 2 km przed metą, więc wiedziałem, że muszę się zmobilizować i wykrzesać z siebie resztki sił. I zrobiłem to aż do linii mety – nie wiem czy ze spektakularnym finiszem, ale na pewno ze spektakularną glebą za linią mety (śmiech).

AT: To był bardzo emocjonujący finisz. Te problemy techniczne Kacpra na rowerze mogły sporo zaważyć. Finisz pokazał nam, że trzeba do końca cisnąć…
JK: Podziwiam Kacpra, że pomimo problemów i dużej straty wynikającej z tych problemów on i tak pocisnął i pojechał bardzo mocno. Potem jeszcze walczył na biegu. Zdaję sobie sprawę, że gdyby nie to, to pewnie wyścig ułożyłby się inaczej. Ale każdy wyścig ma swoje problemy. Ten miał akurat takie.
AT: Który raz startujesz w Sierakowie?
JK: Jestem drugi raz w Sierakowie. Byłem tu chyba trzy lata temu. Wtedy była bardzo deszczowa i wietrzna edycja.
Te zawody mają swój klimat, choćby przez to jak poprowadzona jest trasa. To nie jest łatwa trasa – dość wymagający rower po pofałdowanej nawierzchni, bieganie crossowe i mocno wchodzi w nogi, więc trzeba być na to przygotowanym. Atmosfera jest fajna. Może wrócę – zależy, jak będzie się układał kalendarz (śmiech).

AT: Jakie są Twoje plany na ten rok?
JK: O całym roku trudno mi powiedzieć. Mogę powiedzieć o najbliższych dwóch miesiącach – Warszawa i połówka Ironmana. Później debiutuję na pełnym dystansie we Frankfurcie. Następnie, można powiedzieć, że trochę dla przyjemności – Enea Bydgoszcz Triathlon. A co będzie dalej? To zobaczymy. Sporo zależy od tego jak pójdzie w Warszawie*, bo nie ukrywam, że marzy się walka o slota na mistrzostwa świata. We Frankfurcie to będzie zmierzenie się z pełnym w megamocnej stawce. To jest Pro Series, to są mistrzostwa Europy. Będą Norwegowie i inni wymiatacze długiego dystansu, także zobaczymy, gdzie ja jestem w tym wszystkim.
*Podczas zawodów IRONMAN 70.3 Warszawa Jacek Krawczyk zameldował się w czołówce wyścigu. Wyniki, przez problemy techniczne z pomiarem czasu, nie są jeszcze znane, a wręczenie slotów zostało przesunięte. Obecnie organizatorzy weryfikują wyniki.
AT: A jak Ty oceniasz swoją formę w tym roku?
JK: Wolałbym odesłać do Tomasza Kowalskiego – mojego trenera (śmiech). Ja powiem tak – jestem zadowolony z tego, co razem robimy.

