U Natalii Rypel święta to czas na żywą choinkę, barszcz z uszkami i pełne przyzwolenie na treningowy luz. Bez pośpiechu, bez presji i z zasadą, że w Boże Narodzenie nic nie trzeba — za to można wszystko, łącznie z leżeniem na kanapie i oglądaniem świątecznych komedii .
Z okazji świąt Akademia Triathlonu przygotowała serię kilku szybkich pytań dotyczących tego okresu. Jak polscy zawodnicy spędzają święta? Czy kiedyś pod choinką znaleźli rózgę? Która potrawa wigilijna nada się jako podkładka pod trening?
Nikodem Klata: Jesteś team choinka żywa czy sztuczna? Która gości w Twoim domu?
Natalia Rypel: Zdecydowanie jestem team choinka żywa, która jest u mnie co roku.
NK: Kto w Twoim dzieciństwie przynosił prezenty 24 grudnia? Mikołaj, Gwiazdor czy może Aniołek? Czy w rejonie, z którego pochodzisz są jakieś charakterystyczne świąteczne tradycje, które kultywujesz?
NR: U mnie 6 grudnia prezenty przynosi Mikołaj, a 24 Aniołek. Zawsze najpierw pojawia się pierwsza gwiazdka na niebie, a my zaczynamy kolację. Po kolacji dopiero prezenty.
NK: Świąteczne wybieganie czy świąteczne kolędowanie – co przychodzi Ci łatwiej? Jak wyglądają treningi w czasie świąt?
NR: W czasie świąt luzuję z treningami, spędzam czas z rodziną i staram się też odpocząć, psychicznie i fizycznie. Jeden dzień zawsze mam całkowitego luzu i leżenia przed TV i oglądania z rodziną świątecznych komedii.
NK: Jaka potrawa wigilijna jest najlepszą podkładką pod świąteczny trening? Która z nich jest Twoją ulubioną, a której nie lubisz?
NR: Moja świąteczna ulubiona potrawa to barszcz z uszkami, pierogi oraz gołąbki z kaszą. W zasadzie to są jedyne potrawy, które jadam. Reszty nie lubię oraz nie jadam. Oczywiście nadrabiam sporą ilością słodyczy.

NK: Grinch nienawidził świąt. A czy jest coś, co denerwuje Ciebie w tym okresie?
NR: W okresie świątecznym nie lubię stresu, zabiegania czy gorączki zakupowej. Unikam tego wszystkiego jak tylko się da. W tym czasie stawiam na odpoczynek i spokój. To jest moment, w którym nic nie muszę a tylko mogę.
NK: Gdybyś miała gwarancję, że Mikołaj przyniesie Ci jedną rzecz, o którą poprosiłaś go w liście, to co by to było?
NR: Zapewne jak typowa triathlonistka byłby to nowy rower. Jak mawia klasyk, rowerów w domu nigdy za mało.
NK: „Kevin sam w domu” w święta – tandeta czy tradycja? Jakie są Twoje ulubione sposoby na spędzanie świątecznego czasu?
NR: „Kevin sam domu” to tradycja, leci również i u mnie, ale oglądamy tylko jeden raz. Oprócz tego spacery z rodziną oraz leżenie na kanapie i oglądanie różnych komedii świątecznych.
NK: Czy zdarzyło Ci się kiedyś zamiast prezentu pod choinką zobaczyć rózgę? Jeśli tak, to co przeskrobałaś? Opowiedz nam historię związaną ze świętami, która najbardziej zapadła Ci w pamięć.
NR: Zawsze byłam grzeczna. Przynajmniej staram się.
Jak miałam 14-15 lat pojechaliśmy z rodziną w góry na święta. Nie do hotelu tylko wynajęliśmy domek – typowo górski ze starych bali z kominkiem. Były idealne, bez stresu, białe – wtedy akurat jeszcze w zimie były śniegi, a akurat wtedy spadła go dosłownie tona. W wigilię wspólnie z rodziną wycinanie choinki i wspólne ubieranie. Reszta poszła na pasterkę i z tego co opowiadali była na zewnątrz i również rewelacyjna. Ja nie mogę tego potwierdzić, bo niestety zasnęłam i nie dotrwałam (śmiech).
NK: Czy okołoświąteczna playlista treningowa uwzględnia świąteczne hity takie jak „Last Christmas”? Co sprawia, że zaczynasz czuć nastrój świąt?
NR: Akurat na playliście treningowej nie mam piosenek świątecznych, ale w radiu w samochodzie w tym czasie słucham. Nastrój świąteczny zaczyna się u mnie, bo lubię kupować tzw. ,,pierdoły” świąteczne do domu. Nie przesadzam, ale lubię. Do tego wiadomo – nowe buty biegowe lub inne rzeczy do treningu są dobrą wymówką na prezent świąteczny dla siebie (śmiech).
NL: Jaki jest Twój sposób na spalenie świątecznych kalorii?
NR: W zasadzie nie mam jakiego specjalnego sposobu. Po prostu wracam do rutyny treningowej.

