Czy można przygotować zawody na wysokim poziomie, zachowując ich lokalny charakter, tworząc wyścig bez presji, która towarzyszy wielkim markom? Triathlon Polska pokazuje, że tak! To jedna z najstarszych triathlonowych imprez w Polsce, która od lat przyciąga zarówno debiutantów, jak i weteranów. Co z tegorocznej edycji zapamiętali uczestnicy?
Dla jednych zawodników największym atutem jest spokojne jezioro i malownicza trasa biegowa przez Myślęcinek oraz stadion Zawiszy. Inni podkreślają kameralny klimat i pozytywną energię konferansjera, która dodaje skrzydeł. Jedno jest pewne – Mana Lake Ocean Lava Triathlon Polska Bydgoszcz Borówno nie chce być kopią innych imprez. Co więc sprawia, że zawodnicy wracają tam co roku?
Powroty i debiuty
Triathlon Polska to impreza dla tych, którzy mają już doświadczenie, ale również tych, którzy pierwszy raz chcą zmierzyć się z długim dystansem. Wie o tym tegoroczny zwycięzca długiego Łukasz Szyszka. Swój debiut na pełnym zaliczył kilka lat temu właśnie w Bydgoszczy. Później rywalizował w Malborku oraz Wolsztynie. Startował też w zawodach ekstremalnych – Diablaku i Hardej Suce.
Łukasz postanowił w tym roku powrócić do Bydgoszczy, żeby „sprawdzić, jak ten konkretny wyścig zmienił się na przestrzeni lat”. Był zadowolony, chociaż wspomina, że tego dnia warunki były trudne. Dodatkowo po słabym pływaniu, musiał gonić czołówkę, z czym wiąże się zabawna historia. Okazało się, że ścigał… zawodnika ze sztafety!
– Warunki były ciężkie i jazda w takim wietrze wcale nie była przyjemna. Sukcesywnie odrabiałem stratę i skoncentrowałem się już tylko na jednym zawodniku, którego na wszelkie sposoby próbowałem dopaść przed T2. Co oczywiście się nie udało. Potem w T2 dowiedziałem się, że goniłem zawodnika ze sztafety (śmiech).

Ostatecznie na mecie Łukasz Szyszka miał czas 8:46:22. Wyprzedził kolejnego zawodnika o 22 minuty! Wśród kobiet zwyciężyła debiutantka na pełnym Zuzanna Jarlaczyńska. Jej historia startu w Bydgoszczy jest jednak całkowicie inna. W zawodach wzięła udział na pełnym spontanie, bo chociaż na rowerze jeździła już dłuższe dystanse, to nie pływała open water prawie 4 kilometrów i nie przebiegła maratonu.
– Głównym motywem były przygotowania do sierpniowej „połówki” w Krakowie a konkretnie to ile one zajmowały – dużo (śmiech). No więc pomyślałam, że chyba nigdy w mojej amatorskiej karierze nie będę miała czasu na regularne klepanie tych 20 godzin treningu tygodniowo pod pełen dystans a przecież co to za triathlonista bez Ironmana… Stwierdziłam, że (na chłopski rozum), skoro forma jest na połówkę, to na całego też powinna wystarczyć, więc czemu nie – mówi zawodniczka.

Zuzanna na mecie miała czas 10:55:14, który „przed startem wzięłaby w ciemno”. Spontaniczny pomysł okazał był całkiem udany – wyścig przebiegł bez problemów, a strategia żywieniowa się sprawdziła. Dodaje, że pewnie „dostanie jeszcze lekcję pokory od pełnego”, ale w Bydgoszczy wszystko zagrało.
„Jeśli jesteś w stanie to przeczytać, to znaczy, że jesteś za blisko„
Triathlon to sport indywidualny, ale wielu zawodników startuje co roku ze znajomymi. Często rywalizacja staje się dla nich tradycją – łączą się w drużyny i walczą o wysokie miejsce w klasyfikacji generalnej zawodów.
Marta Geszkiewicz to zawodniczka, która wystartowała na połówce, będąc częścią drużyny o oryginalnej nazwie „Czy aż tak Cię to boli”. Skąd geneza na nazwę teamu? Zawodniczka wyjaśnia, że wszystko związane jest z początkami jej ścigania.
– Pierwszy raz w triathlonie wystartowałam kilka lat temu, głównie dlatego, że sport – a zwłaszcza bieganie i rower – to było wspólne hobby, które dzieliłam z przyjaciółmi, szczególnie z Pawłem. W przypływie emocji postanowiłam wystartować razem z nim. On z kolei miał już swoją triathlonową „tradycję” – startował z kumplami pod wspólnym szyldem, który pierwotnie pochodził od nazwiska jednego z założycieli drużyny. Ponieważ w zawodach brała udział spora część jego rodziny, ta nazwa była wtedy naturalnym wyborem.
Grupa zawodników zaczęła rosnąć. Jasne stało się, że lepiej byłoby stworzyć drużynę, z którą każdy będzie się utożsamiać. Tak powstał team „Czy aż tak Cię to boli”. Nazwa ma akcent humorystyczny. Marta wyjaśnia, że zawodnicy zauważyli, niekiedy rywale jeżdżą zbyt blisko nich. Umieścili więc napis na koszulkach.
– Pojawił się więc pomysł, że jeśli ktoś potrafi przeczytać napis na plecach zawodnika, to znaczy, że jedzie zdecydowanie za blisko. Stąd właśnie przewrotne „Czy aż tak Cię to boli?” – które świetnie oddaje ducha drużyny. Do dziś na naszych strojach, z tyłu małymi literami, widnieje dodatkowo napis: „Jeśli jesteś w stanie to przeczytać, to znaczy, że jesteś za blisko” – objaśnia.
W tym roku „Czy aż tak Cię to boli” zajęło 2. miejsce w klasyfikacji drużynowej. Specjalne stroje i nazwa drużyny zwracają uwagę, a wiele osób pyta, skąd pomysł. Zawodniczka dodaje, że nazwa może być odbierana jako nieco dziwna, ale ją dodatkowo motywuje. Przy trudniejszych fragmentach trasy, pyta się sama siebie „czy aż tak cię to boli”.

Spokojne jezioro, wietrzny rower i stadion Zawiszy
Motywacje zawodników i historie związane z drużyną nadają zawodom dodatkowego kolorytu. Ale ostatecznie w każdych zawodach ważna jest trasa, z którą trzeba się zmierzyć. W Borównie – Bydgoszczy ma ona niepowtarzalny charakter.
Marta mówi, że podoba jej się pływanie w spokojnym jeziorze, gdzie „jest komfortowo, bo jest dużo miejsca, rolling start i spokojne wejście z plaży”. Trasa rowerowa jest według zawodników szybka, ale też stanowi pewne wyzwanie techniczne. W tym roku mocno dawał o sobie znać wiatr. Czasem więc zawodnicy czuli się niczym „strzała, która pędzi do przodu”. A czasem jakby jechali w miejscu, walcząc o każdy metr.
– Ale trasa podobała mi się jak za pierwszym razem. Największym wyzwaniem jednak i to chyba głównie dla psychiki jest długa górka myślęcińska. W tym roku startowałam na połówce, to nie było to takie straszne, ale rok temu na całym dystansie taki czterokrotny podjazd dał w kość. Za to potem zawsze czeka nagroda – bardzo szybki zjazd z tej góry – mówi Geszkiewicz.
Szyszka chwali natomiast jakość nawierzchni i podkreśla, że mógł bezpiecznie jechać w pozycji aero przez cały rower. Jarlaczyńska zauważa, że miejscami trasa wymagała większej uwagi, ale ogólnie podkreśla, że startowało się jej bardzo dobrze.
Wszyscy nasi rozmówcy całkowicie zgadzają się jednak, co do tego, że bieg jest wyjątkowy, co podkreślają również organizatorzy. Kolejne kółeczka parkiem w Myślęcinku mają swoją niepowtarzalną atmosferę. Podobnie jak bieg po stadionie Zawiszy Bydgoszcz, przy wsparciu kibiców i konferansjera.
Dlaczego zawodnicy wracają do Borówna?
Co sprawia, że wielu uczestników wpisuje Borówno na stałe do swojego kalendarza? Uczestnicy zawodów podkreślają doskonały klimat zawodów – od wsparcia kibiców aż po niezastąpionego konferansjera Jakuba Graczykowskiego.
Szyszka mówi, że doping zawsze dodaje mu skrzydeł i „nie zdziwiłby się, gdyby najszybsze odcinki biegowe przypadały w okolicach stadionu Zawiszy”.
– Atmosfera, tak jak zapamiętałem to z moich pierwszych startów, była rewelacyjna. Rozbiegany Konferansjer dodawał całej oprawie humoru, a wolontariusze byli bardzo pomocni i uśmiechnięci – mówi Łukasz.

Zuzia Jarlaczyńska podkreśla coś innego – ogólny vibe zawodów. Nie ma w nich „napinki” dużych wyścigów, gdzie trzeba szukać swojego miejsca w gigantycznej strefie zmian. Może nie są to zawody mocno obstawione jak IRONMAN, ale świetne dla tych, którzy „chcą się dobrze bawić”.
– Do Bydgoszczy chętnie wrócę, ale na razie raczej na krótszy dystans. W pamięci na pewno zostanie mi niezastąpiony komentator. Miał taką pozytywną energię, że dodawał chęci do biegu nawet kiedy było już naprawdę ciężko – dodaje.
Podobnie patrzy na to Marta Geszkiewicz, która w tym roku w Borównie startowała już po raz trzeci. Wyścig na stałe wpisał się do jej kalendarza i choć wynik bywa drugorzędny, to stat z radością i uśmiechem sprawia, że chce się tam wracać. Właśnie połączenie atmosfery, organizacji emocji powoduje, że Triathlon Polska Borówno od ponad 20 lat jest tak ważnym punktem polskiego kalendarza triathlonowego.
* tekst przygotowany we współpracy z Mana Lake Ocean Lava Triathlon Polska Bydgoszcz Borówno
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!
Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.

