Robert Wilkowiecki bardzo intensywnie rozpoczął ten sezon. Teraz jednak ogłosił, że musi zrobić krok w tył. Całkowicie nie rezygnuje ze startów, ale nie zobaczymy go na razie na dużych imprezach. – Wiem ile mnie i najbliższych kosztuje ta droga. W tym momencie najlepiej jest się zatrzymać – napisał.
Robert Wilkowiecki wrócił w tym sezonie po problemach zdrowotnych, o których opowiadał w naszym wywiadzie. Wystartował w Teksasie i St.George, a pod koniec startował we Frankfurcie. Teraz ogłosił, że minimalnie do końca sezonu nie zobaczymy go w dużych wyścigach. Jak argumentuje taką decyzję?
„W tym momencie najlepiej jest się zatrzymać”
We wpisie w mediach społecznościowych „Wilku” przywołuje swoje początki w sporcie. Wspomina, że 20 lat temu zaczynał pływać, a badania wskazały potencjał w… sztukach walki, a nie sportach wytrzymałościowych. Wilkowiecki był później na testach w centrum Red Bull. Nie podpisał kontraktu, ale i tak w następnych latach osiągnął szereg sukcesów: złamał 8 godzin jako pierwszy Polak w Ironman, został wicemistrzem Europy i Ameryki. Zajął miejsce w TOP10 mistrzostw świata.
Te rozważania nie są przypadkowe. Wilkowiecki przez lata trenował na pełnych obrotach, co niesie za sobą koszty dla organizmu i otoczenia zawodnika. Doszedł do wniosku, że musi się zatrzymać i „dać organizmowi czas na regenerację i nie być przez jakiś okres w ciągłym trybie przygotowania”. Dlatego na razie rezygnuje ze startów.
– W drugiej części sezonu nie zobaczycie mnie na największych imprezach. Nie przestaje być aktywny, ale nie wchodzę w maksymalny reżim treningowy.

„Nie rezygnuję na zawsze”
„Wilku” podkreśla jednak, że jego wpis nie jest pożegnaniem. Ma to być czas na odbudowanie się, bo cały czas „nie czuje się jeszcze spełniony”. Zdaje sobie jednak sprawę, że zawodowy sport to ogromny koszt dla organizmu zawodnika, jego sfery psychicznej i jego bliskich.
A kiedy wróci? Tego jeszcze nie wie. Zdaje sobie sprawę, że musi „sięgnąć głęboko do zasobów”.
– Żeby to robić, ważne jest, aby być w optymalnej kondycji psychofizycznej. W tym momencie wydaje się, że taki odpoczynek jest dla mnie słusznym rozwiązaniem – pisze.
Trzymamy kciuki, aby Robert Wilkowiecki wrócił mocniejszy!
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!
Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite.


To jest prawdziwy sport, sa chwile radosci i smutku. Dlatego warto łapać te najlepsze chwile.