Eryk Marcinkowski: „Tata to człowiek, który zawsze dąży do celu, nie zapominając o ludziach wokół siebie”

Przemek Marcinkowski – energiczny i pełen życia triathlonista – podczas jednego z treningów stracił przytomność i doznał niedotlenienia mózgu. Teraz, mimo trudnej sytuacji, walczy o powrót do zdrowia i samodzielności. Rozmawiamy z jego synem – Erykiem – o pasji do triathlonu, sile charakteru i nadziejach na przyszłość.

Akademia triathlonu: Jakim człowiekiem był Twój tata przed wypadkiem – zarówno w życiu codziennym, jak i sportowym?

Eryk Marcinkowski: Tata to przede wszystkim człowiek pełen energii, radości i uporu. Zawsze walczył o swoje i nigdy się nie poddawał. Był także duszą towarzystwa, z nieustającym poczuciem humoru i gotową ripostą na każdą sytuację. Jako sportowiec był optymistą i bardzo walecznym zawodnikiem.

AT: Skąd wzięła się jego pasja do triathlonu? Jak dużą rolę odgrywał sport w jego życiu?

EM: Zaczął trenować triathlon, żeby zadbać o zdrowie i wrócić do aktywnego trybu życia. Sport zawsze odgrywał ogromną rolę w jego życiu – interesował się piłką nożną, przez wiele lat był sędzią piłkarskim, a po zakończeniu kariery sędziowskiej zaczął biegać, co później przerodziło się w triathlon.

AT: Czy brał udział w zawodach? Pamiętasz jakiś start, który był dla niego szczególnie ważny?

EM: Od 2016 roku startował w zawodach i zdobył mnóstwo medali. Najważniejszym dla niego był IRONMAN Emilia Romagna w 2018 roku – jego pierwszy i jak dotąd jedyny długi dystans.

AT: Jak wyglądał jego codzienny rytm – jak godził treningi z życiem rodzinnym?

EM: Tata był świetnie zorganizowany. Mimo pracy, rano znajdował czas na ćwiczenia, a po południu biegał, jeździł na rowerze lub pływał. Nawet na wakacje zabierał rower oraz sprzęt treningowy, zamieniając rodzinne wyjazdy w małe obozy treningowe.

AT: Czy Ciebie też zaraził sportem? Trenowaliście razem i wspieraliście się nawzajem?

EM: Od dziecka słyszałem, że sport to zdrowie. Zacząłem od piłki nożnej, a potem przeszedłem do triathlonu – i trwa to do dziś. Wspólne treningi i wzajemne wsparcie były dla nas bardzo ważne.

Źródło: facebook.com

AT: Jakie rady najczęściej powtarzał Ci podczas wspólnych treningów?

EM: Tata był niesamowicie sumienny. Nigdy nie odpuszczał treningów – niezależnie od pogody, zmęczenia czy obowiązków.
Ja z natury jestem bardziej leniwy, więc nieraz szedłem na trening tylko po to, żeby za nim nadążyć. Ale to właśnie jego przykład uczył mnie najwięcej, pokazywał, że dyscyplina to klucz nie tylko w sporcie, lecz także i w życiu. Tata dawał mi dosłownie „kopniaka motywacyjnego”, nie przez presję, tylko swoją postawą.

AT: Jak dowiedziałeś się o wypadku i jakie były Twoje pierwsze reakcje?

EM: Tata długo nie wracał z biegania, dlatego mama, zaniepokojona, zadzwoniła do szpitala. I wtedy dowiedzieliśmy się, że coś się stało. To był dla nas ogromny szok.

AT: Czy wcześniej występowały u niego jakieś problemy zdrowotne, które mogły zapowiadać taki moment?

EM: Przed wypadkiem był przemęczony i zestresowany pracą, ale nic poważnego nie wskazywało na taki dramat.

AT: Jak wygląda dziś jego stan zdrowia i w jakim punkcie jest rehabilitacja?

EM: Jego postępy są niesamowite. Co więcej, tata zaczyna chodzić, powoli wymawia pierwsze słowa i coraz lepiej rozumie otoczenie. Niedawno, po raz pierwszy od wypadku, usiadł na rower stacjonarny i zaczął jeździć.

AT: Czy dostrzegasz, że jego sportowa mentalność pomaga mu w powrocie do sprawności?

EM: Zdecydowanie tak! Bez wątpienia jego determinacja i chęć walki zadziwiają nawet specjalistów. Żaden z pacjentów, z którymi pracują, nie robi takich postępów jak on.

AT: Jak zmieniło się życie Waszej rodziny po tym, co się wydarzyło?

EM: Mama obecnie mieszka w Olsztynie, gdzie na co dzień opiekuje się tatą, łącząc to z pracą zdalną. Tymczasem ja i siostra zostaliśmy we Wrocławiu. Mimo to, staramy się wspierać rodziców na odległość – rozmową, obecnością, zaangażowaniem. Dzięki codziennej pracy mam zajęcie, które choć trochę odciąga mnie od trudnych myśli.

AT: Czy były momenty załamania – i jak sobie z nimi radzicie?

EM: Najtrudniejsze chwile przyszły tuż po wypadku, kiedy z każdą kolejną informacją o stanie zdrowia taty docierało do nas, jak poważna jest sytuacja. Wtedy rzeczywiście pojawiało się poczucie bezsilności i ogromny lęk.
Z czasem jednak zaczęły napływać bardziej pozytywne sygnały – zwłaszcza po rozpoczęciu rehabilitacji. Te drobne sukcesy dawały nam siłę i nadzieję.

ZOBACZ TEŻ: Jedziemy po Przemka – 500 km nadziei. Rusza specjalna zbiórka! 

AT: Czy środowisko sportowe – znajomi z tras triathlonowych – wsparli Was w tej trudnej sytuacji?

EM: Tak, otrzymaliśmy ogromne wsparcie emocjonalne i finansowe od znajomych z triathlonu. To pokazało, jak bardzo tata był lubiany w środowisku.

AT: Czy to wydarzenie zmieniło Twoje podejście do sportu i treningu?

EM: Tak, zwłaszcza w ciepłe dni bardziej dbam o nawodnienie i odżywianie. Nauczyłem się słuchać organizmu i nie forsować się na siłę.

AT: Jaką rolę odgrywa teraz sport w Twoim życiu – to forma odreagowania, motywacji, kontynuacja?

EM: Sport nadal jest dużą częścią mojego życia. Choć nie traktuję go jako głównego zajęcia, staram się trenować regularnie.

AT: Jakie są Wasze wspólne nadzieje i cele na przyszłość? Czy tata myśli o powrocie do aktywności?

EM: Na razie skupiamy się na codziennych czynnościach i rehabilitacji. Na sport jeszcze przyjdzie czas. Marzę, żeby kiedyś wyjść z tatą na rower.

AT: Czy jest jakiś moment z zawodów, który szczególnie zapadł Ci w pamięć – śmieszny albo wzruszający?

EM: Najmocniej wspominam wyjazd do Włoch i debiut taty na pełnym dystansie. Po ukończeniu zawodów, późnym wieczorem wracaliśmy pieszo do hotelu. Tata był wyczerpany do granic możliwości – musieliśmy zatrzymywać się co kilka kroków, żeby mógł złapać oddech. To było niesamowicie wzruszające.
Na długo zostaną mi też w pamięci nasze wspólne starty na krótszych dystansach – 1/8 czy sprintach. To były moje „koronne” dystanse, więc zwykle byłem trochę szybszy. Ale myślę, że gdybyśmy stanęli razem na linii dłuższego dystansu, wynik mógłby być zupełnie inny. I może jeszcze będzie okazja się o tym przekonać.

AT: Gdybyś miał opisać swojego tatę jednym zdaniem – jako człowieka i sportowca – co byś powiedział?

EM: Tata to człowiek, który zawsze dąży do celu, nie zapominając o ludziach wokół siebie.

Dziękujemy za rozmowę

Źródło: siepomaga.pl

W powrocie do zdrowia może pomóc każdy z nas. Na stronie siepomaga dostępna jest specjalna zbiórka. Wpłacając równowartość jednego żelu energetycznego, jesteśmy w stanie zmienić naprawdę wiele. Można również przekazać 1,5% podatku na rzecz Przemka, a także dokonywać wpłaty bezpośrednio na konto: 

Renata Marcinkowska
Santander Bank Polska SA
Numer konta: 18 1090 2835 0000 0001 6149 0453
Tytuł przelewu: Darowizna dla Przemysława Marcinkowskiego

Ty oszczędzasz, my tworzymy!

Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

Nasze działania możesz wesprzeć również w systemie Patronite

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane