Jak zachęcić dzieci do zainteresowania się triathlonem? Trener UKS Lusowo Robert Czysz mówi, że należy edukować rodziców o tym, jak istotny w życiu jest sport. Jednocześnie treningi powinny być początkowo przede wszystkim zabawą.
Robert Czysz jest trenerem dzieci i młodzieży w klubie UKS Lusowo. Współpracuje również z Martą Dzieciątkowską. Podczas Audi Franowo Cave Triathlon Lech „IronWay” Jaroniec rozmawiał z zawodnikiem o promowaniu triathlonu pośród młodych zawodników oraz edukowania rodziców. Jak zachęcić do treningów w dobie mediów społecznościowych? Jak przedstawiać sport? Rozmawiamy również o emocjach związanych ze startem Marty Dzieciątkowskiej na paralimpiadzie w Paryżu.
Akademia Triathlonu: Jak wygląda pierwszy kontakt dzieci z triathlonem. Czy to początkowo zabawa, czy trzeba je od początku uczyć też takiej systematyczności i regularności?
Robert Czysz: Zależy od dyscypliny. Triathlon trzeba rozłożyć na pływanie, rower, bieg. Jeśli chodzi o pływanie, to musi być ta regularność. Pływanie jest dyscypliną wczesnospecjalizacyjną. W przypadku roweru i biegania – bez presji treningowej. Jeśli chcemy ten sport pośród dzieciaków sprofesjonalizować, jest to zupełnie błędna droga.
Powinno się to odbywać przez zabawę. Również przez wdrażanie takiej systematyczności, zaczynając od pływania.
AT: Może być tak, że rodzic przyprowadzający dziecko na trening może mieć jakieś swoje niespełnione ambicje. Jak rozumiem, musicie go trochę „postawić do pionu”?
RCz: Tak, trzeba go przystopować. Wytłumaczyć, że to jest cały proces treningowy i chcemy, żeby dziecko cieszyło się sportem. Nie jest sztuką wychować 10-letniego zawodnika – dać mu mocny trening i objętość (co w tym wieku jest absurdalne), żeby zrobił wyniki jako młodzik czy junior młodszy. To nie jest trudne. Tylko taki zawodnik w okresie juniorskim osiąga szczyt możliwości i nie ma dalszego rozwoju.
ZOBACZ TEŻ: Lista wszystkich zniżek na sprzęt treningowy, odżywki, suplementy, diety, plany treningowe i więcej
AT: Jak w takim razie zachęcić młode osoby w tych czasach tego przebodźcowania social mediami właśnie do regularnego trenowania. Co byś radził?
RCz: Dobre pytanie. Nie ma co ukrywać, że ten świat, z którym się zderzamy, jest bardzo trudny. W dobie social mediów, gier komputerowych i wszystkiego dookoła, coraz mniej dzieciaków chce trenować sport.
Ja mam z tym jednak inne doświadczenia. Odczuwam wzrost zainteresowanie treningami. Wydaje mi się, że to w dużej mierze bierze się z tego, że to rodzice zaczynają sami trenować jakieś dyscypliny ze względu na wiek i widzą, jaka to jest fajna droga. To jest właśnie główna obserwacja.
Co my możemy zrobić? Mówić o tym, jak ważny jest sport. Opowiadać cały czas o potrzebie aktywności fizycznej, bo widzimy dobrze, co się dzieje w szkołach podstawowych. Prowadzę zajęcia indywidualne na basenie i widzę, że jeśli chodzi o budowę ciała czasem, to bardzo źle wygląda. Musimy więcej pokazywać i uświadamiać, przede wszystkim dorosłych, którzy tych dzieciaków będą pchali w sport.
AT: Tylko że dorośli często myślą o triathlonie jako Ironmanie, podwójnym IM, jakichś gigantycznych wyczynach…
RCZ: Dlatego właśnie takie imprezy jak Audi Franowo Cave Triathlon pozwalają młodzieży zrozumieć, czym jest ta dyscyplina w takich sterylnych warunkach. To nie jest od razu pójście do jeziora, co może być dla dziecka czymś przerażającym. Liźnięcie takiej dyscypliny indooru, a takich imprez powinno być więcej (może trzeba pomyśleć o Gran Prix jak w aquathlonie), to jest właśnie słuszna droga.
AT: Jest bezpieczniej, rodzic widzi swoje dziecko.
RCZ: Właśnie tak i to zachęca rodziców. Dzisiaj widzimy, chociażby na trybunach, jaki był doping, czy przy kategorii junior młodszej, czy przy młodzikach. Coś się dzieje. Rodzic chce poznać bardziej dyscyplinę, a niekoniecznie jechać na zawody, gdzie dziecko pojedzie 4 kilometry w jedną stronę a później 4 kilometry w drugą. Właśnie takie imprezy jak Cave są bardzo wartościowe.
AT: Coraz częściej w triathlonie budowana jest edukacja w szkołach. Tak robiła Marta Łagownik, a Roksana Słupek odwiedzała szkoły kilka razy. Ty też gościłeś w murach szkoły wraz ze swoimi zawodnikami. Jak reagowały dzieciaki? To jeden z tych sposobów, aby do nich dotrzeć?
RCz: To jest właśnie bardzo dobre pytanie, bo dzieciaki na samą formułę zawodów reagowały bardzo fajnie. Chciały się ścigać, rywalizacja ich napędzała. Problem pojawił się w momencie, kiedy zaczęliśmy zaproszeniami zachęcać do przyjścia do klubu. Było to zrobione bardzo fajnie graficznie, w czytelny sposób podaliśmy informację, gdzie się udać. Gdzieś jest ten problem, żeby to dziecko „sfinalizowało” to przyjście do klubu.
AT: Na próbny trening?
RCz: Tak, przyszła może dwójka dzieciaków na taki trening. Z tym że przy samych zawodach wydawało się, że to zainteresowanie jest jednak większe. Pozostaje więc kwestia tego, jak „zatrzymać” te dzieci po akcji takiej, jaką robił Polski Związek Triathlonu.
AT: Zmieniamy trochę temat. Jakie emocje towarzyszyły Ci przed startem Marty Dzieciątkowskiej na igrzyskach paralimpijskich?
RCz: Nie ukrywam, że na początku, zanim jeszcze dotarłem do Paryża, traktowałem to jako „normalną imprezę”. W momencie, kiedy przybyłem na miejsce, zobaczyłem tę całą aranżację, miejsce, w którym były rozgrywane zawody, to zrobiło takie wrażenie, że czułem się, jak przed własnym startem. Stres się potęgował.
U Marty była sytuacja z opóźnionym startem, jak u mężczyzn w Elicie, więc ten stres się jeszcze odłożył w czasie. To były piękne chwile. Tak jak pisałem u siebie na profilu, z całej tej przygody sportowej to jedna z bardziej wartościowych chwil.

AT: Czy w takim razie coś może to uczucie przebić?
RCZ: Ja życzę czegoś podobnego wszystkim, którzy trenują w UKS Lusowo. Naszym głównym celem jest rozwijanie sportu kwalifikowanego. Fajnie, że uczestniczą w tym rodzice, bo też są aktywni, a część jest u mnie na planach treningowych.
Docelowo ta droga jest stworzona, aby zrobić dzieciom miejsce do osiągania jak najlepszych rezultatów, a co za tym idzie, żeby kiedyś z jednym z tych wychowanków UKS Lusowo kiedyś pojechać na takie imprezy, zaczynając pucharów Europy i świata, a kończąc na WTCS czy na igrzyskach olimpijskich. Te imprezy może nie przebiłyby tego uczucia, ale spowodowałyby, że byłoby to takie samo doświadczenie.
AT: Na koniec chcemy zapytać o rady dla rodziców. Co ten rodzic ma zrobić, jeśli dziecko chciałoby spróbować triathlonu, złapać tego bakcyla? Właśnie przyprowadzić dziecko na próbny trening?
RCz: Dobre było to, co powiedziałeś wcześniej, że triathlon jest kojarzony z takim morderczym wysiłkiem. Dobrze jest uświadamiać to dziecko od samego początku, że są krótsze dystanse, aquathlony, takie imprezy jak triathlon pod dachem. Może to spowodować, że dziecko spojrzy na ten sport z trochę innej perspektywy, niekoniecznie „nie wiem, czy dam radę ukończyć taki wysiłek”.
Dzisiaj tutaj na imprezie mieliśmy fantastyczny przykład młodzików, 13 może 14-latków, którzy mieli po 1,30 metra, a super dawali sobie radę. Wiadomo, był to wysiłek fizyczny, ale nie było to coś niemożliwego.
Musimy dzieciom wytłumaczyć, że ten triathlon to nic strasznego, zachęcić w stylu „lubisz biegać, lubisz pływać, może mógłbyś spróbować sił w klubie triathlonowym”. To nie jest decyzja wiążąca.

AT: Ile dzieci trenuje w takim klubie jak u Was?
RCz: Mamy dwie grupy. Grupa starsza trenuje ze mną w Poznaniu na Osiedlu Zwycięstwa, bo tam chodzą do szkoły. To jest około 18 osób. Jest też młodsza grupa, która trenuje z Borysem Monastyrskim na Termach Tarnowskich i Winogradach. Cały czas mamy nabór. Nie wymagamy kosmicznych umiejętności.
AT: Trzymamy kciuk za motywowanie dzieci do trenowania. Dziękujemy za rozmowę.
Ty oszczędzasz, my tworzymy!
Akademia Triathlonu działa bez stałych sponsorów – wspierasz nas, używając kodu „akademiatriathlonu”. To dzięki Tobie możemy popularyzować i rozwijać triathlon w Polsce oraz tworzyć kolejne angażujące treści!

