“A kandydata wciąż nie ma” – Grzegorz Zgliczyński.

3

Na wstępie chciałbym serdecznie podziękować i pogratulować całej trójce naszych olimpijczyków za godne reprezentowanie naszego polskiego triathlonu w Igrzyskach. Celowo uzyłem zwrotu “naszego polskiego triathlonu”, gdyż jako Polak i triathlonista od lat mieszkający w Stanach Zjednoczonych, jestem emocjonalnie związany z występami naszych reprezentantów. Chciałbym podziękować trenerom za ich długie i ciężkie dni pracy z reprezentantami, sponsorom za finansowe wsparcie i umożliwienie startu na sprzęcie światowej jakości. Chciałbym na końcu pogratulować i podziękować rodzinom zawodników za wsparcie finansowe, psychiczne, za zrozumienie ich potrzeb, cierpliwość i wytrwałość w trakcie całego cyklu kwalifikacji olimpijskich. Kiedy wszedłem na stronę Akademii Triathlonu zobaczyć, jak sam Marek w wywiadzie ocenia swój start i jak oceniają jego start inni, aż nie chciało mi się wierzyć, ile jest komentarzy pod artykułem. Tak burzliwej dyskusji dawno nie było. Szybko się zorientowałem, że po starcie Marka rozgorzała dyskusja na temat uzdrowienia i wzmocnienia polskiego triathlonu – jak wychowywać jeszcze lepszych zawodników. Z pewnością jest to dobre zjawisko, jeśli coś za tym idzie. Już ponad pół roku temu pisałem o konflikcie między PZTri a SportEvolution. Wówczas wyraźnie zasugerowałem, że trzeba działać i wyłonić kandydata na prezesa. I co? I nic. Jest, jak było. Wciaż nie ma kandydata z jasnym planem na przyszłość. Obawiam się, że tym razem będzie to samo – dużo krzyku i na koniec nie będzie nikogo, kto weźmie sprawy w swoje ręce.

 

Przykro czyta mi się wypowiedzi polskiej czołówki triathlonowej, która nie potrafi nic, tylko narzekać. Chciałbym podzielić się moją uwagą co do trenerów, jakich ma polski triathlon, a o których możliwościach i wiedzy piszą panowie Kuster i Przymusiński. Obaj panowie są czołowymi zawodnikami  w kraju. Obaj piszą, jak mało wiedzy mają trenerzy i jak źle się z nimi pracuje. Panowie triathloniści, prawda jest taka, że trenerzy są dobrzy i bardzo dobrzy. Osobiście nie spotkałem trenera, który nie ma wiedzy, a wytrenował mistrzynię świata – jak Paweł Barszowski, takich jak Marek, czy Marcin Słoma, którzy zakwalifikowali triathlonistów i triathlonistki do dwóch kolejnych Igrzysk. Każdy z nich jest nawyższej klasy specjalistą w tym co robi. Czapki z głów Panowie i gratuluję sukcesów!

 

Wierzyć mi się nie chciało, kiedy przeczytałem, że zawodnicy polskiej kadry nie chcieli pracować z Markiem Jaskółką, gdyż czuli się jak partnerzy do treningu! Panowie zawodnicy z wielkimi aspiracjami do osiągania międzynarodowych sukcesów! Chciałbym podzielić się z wami uwagą, która nasunęła mi się chwilę po przeczytaniu Waszych wpisów. Nie wyobrażam sobie, żebym miał możliwość bycia sparingpartnerem trenowanym przez olimpijczyka, bez żadnych kosztów własnych, i nie skorzystał z takiej okazji. Na całym świecie za pracę z najlepszymi płaci się poważne pieniądze. W Polsce mieliście to za darmo. I co? Nie było komu trenować. Rok pracy z trenerem takiej klasy, to trzy lata indywidualnych prób i nauki na własnych błędach, dochodzenie samemu, co działa w treningu na najwyższym poziomie, a co nie. Zwórćcie Państwo uwagę na wyniki naszych najlepszych reprezentantek: Ewy Dederko, Agnieszki Jerzyk czy Marysi Cześnik. Wszystkie one mają jedną wspólną cechę – cierpliwość i wiarę w wiedzę swoich trenerów.

Nasi Panowie triathlonisci tego nie potrafią. Szybko gubią się w wojenkach między trenerami, klubami i samymi sobą. Według mnie to podejście musi się zmienić. PZTri musi przywrócić stanowisko trenera kadry narodowej, który będzie miał 100% poparcia Związku i respekt wśród zawodników. Zawodnicy i zawodniczki powinni podpisać kontrakty, w których będą zobowiązani do współpracy z trenerem kadry, jeżeli chcą brać udział w przygotowaniach i startach rangi mistrzowskiej za pieniądze związkowe. Współpracować nie znaczy być prowadzonym w codziennym treningu. Od tego są trenerzy klubowi bądź prywatni. Jeżeli zawodnik lub zawodniczka chce być prowadzona przez trenera kadry narodowej, to taka możliwość powinna być udostępniona. Pisze o tym dlatego gdyż uważam, że wiedza i umiejętności trenerów w Polsce nie są do końca wykorzystywane. Nie możemy sobie pozwolić, aby Krzysztof Mermer, trener Ewy Dederko, odchodził z triathlonu z całą swoją wiedzą i doświadczeniem, nie zostawiając nic, z czego mogliby uczyć się jego nastepcy. Teraz kolejn na Marka. Jeżeli on odejdzie z polskiego triathlonu, jego wiedza i doświadczenie odejdą razem z nim.

 

Wydaje mi się, że związek ma prawo i powinien więcej wymagać od trenerów (za państwowe i związkowe pieniądze). Mam na myśli przekazywanie wiedzy i planów treningowych do związku, który ma prawo i obowiązek udostępniania ich w internecie dla wszystkich trenerów w Polsce. Jest to jeden ze sposobów szkolenia trenerów w małych i dużych miejscowościach, gdzie być może wychowują się talenty na miarę braci Brownlee, a ich opiekunowie nie muszą się martwić, że ktoś będzie chciał im zabrać zawodników. Marzy mi się, aby u boku takich zawodniczek jak Cześnik i Jerzyk, była grupa pięciu młodszych, utalentowanych, mniej doświadczonych, które od tych starszych będą uczyć się profesjonalnego triathlonu. Bycie zawodowcem to nie tylko trening – to styl życia. 24 godziny na dobę podporządkowane jednemu celowi. Są rzeczy niezmiernie ważne, o których profesjonaliści i ich trenerzy wiedzą, a amatorzy tylko myślą, że wiedzą. Pamiętajmy, że na Igrzyska Olimpijskie nie jedzie się z przydziału. Trzeba czterech lat i serii dobrych startów, aby zdobyć kwalifikację. Talent to nie wszystko. Potrzebna jest wiedza trenerska i chęć ze strony zawodników i zawodniczek do współpracy z trenerem, akceptacja porażek z godnością i profesjonalizmem ze strony zawodnika i trenera – to podstawa rozwoju i sukcesów nie tylko w triathlonie, ale w każdej dziedzinie życia.

 

Apeluję jeszcze raz do wszystkich, aby za rozmową szło działanie. Jeżeli ma być lepiej, każdy powinien zacząć od siebie, odpowiedzieć sobie na pytanie: co mogę zrobić lepiej, nie patrząc na innych? Za przykład chciałbym podać tutaj panów Drelicha i Grassa, którzy w dniu dzisiejszym są głównym motorem napędowym w popularyzacji polskiego triathlonu. Gratuluję i życzę dalszych sukcesów.

 

Grzegorz Zgliczyński

 

Od Redakcji:

Sukcesy Grzegorza Zgliczyńskiego:     

– W Polsce między innymi : 4 x mistrzostwo Polski na dystansie olimpijskim (1989,1990,1995,1998)

– Na ME dwa razy zajmował 5 miejsce na dystansie IRONMANA (1991, 1993)
– Najlepsze miejsce na słynnym Hawajskim IRONMANIE – 16 miejsce w 1991 z czasem 8:59’43”
– Rekord Życiowy na IRONMANIE to : 8:41’55” (plywanie 52’14”, rower 4:45’03”, bieg 3:04’38) na ME w  Almerre w 1991 roku.

 – udział w kilkudziesięciu Ironmanach na calym Swiecie, w tym szereg miejsc w pierwszej 10-tce

– Mistrz Świata w 1/2 Ironmana w kategorii M 40-44 w 2008
–  II na MŚ 1/2 Ironamana M 40-44 w 2009
– III na MŚ 1/2 Ironamana M 40-44 w 2010
Ostatni start w Polsce w Suszu w 2009  na zaproszenie Organizatora. W 1/2 Ironmana zajął wówczas 5 miejsce open (11 min za Viktorem Zemstevem), 3 w klasyfikacji generalnej MP i 1 miejsce w kategorii M40-44

3 KOMENTARZE

  1. Wafel idziesz w złą stronę.Widać ,że długo Cię nie było w Polsce.
    Musisz pogadać z prawdziwymi trenerami ,którzy na codzień mają na głowie po kilkunastu albo kilkudziesieciu zawodników na głowie i nie daj się wpuszczać w kanał ludziom którzy mają słabe pojecie o polskim triathlonie a chodzi im wylącznie o “skok na kasę” ( czytaj na kasę PZTri” – tylko co to za kasa………..
    O reszcie pogadamy jak przyjadę do Ciebie z zawodnikami w przyszłym roku.
    Pamietaj jest stare dobre przysłowie :
    “Psy szczekają a karawana jedzie dalej”
    tzn. przez kilka miesiecy bedzie kilkunastu zbawców polskiego triathlonu a potem wszystko wróci do normy – czyli szara codzienność.
    Jesli chodzi o Twój pomysł ,że należy przywrócić posadę trenera kadry którego wszyscy będą słuchali to na dzień dzisiejszy to marzenie nieosiągalne – żaden trener klubowy nie odda wybitnego zawodnika do szkolenia kadrowego pod opiekę innego trenera.A dlaczego ? zapytaj Nettera jaką robotę przez ostatnie lata zrobił w tym kierunku,skłocając srodowisko trenerskie i zawodnicze.
    Powiem Ci jeszcze na koniec ,że jeżeli masz nadzieję ,że to ty zostaniesz tym trenerem kadry to jesteś w błędzie – zostaniesz wykolegowany przez ludzi którzy Ci teraz obiecują “złote góry”

    Żyj zdrowo i do zobaczenia w Colorado Springs

    Pozdrawiam

    Michał Szłapka

  2. Z całym szacunkiem Panie Grzegorzu, ale w ostatnim akapicie pomija Pan grono osób, które działają na korzyść polskiego triathlonu. Wymieniając dwie osoby, które “budują” triathlon w Polsce udowadnia Pan, że w rzeczywistości ma Pan małą świadomość tego co się dzieje z triathlonem w Polsce.

    Przykro jest mi czytać jednostronne teksty, gloryfikujące i podnoszące ego założycieli tej strony.

    Dodam od siebie, że ew. prezes PzTRI w żadnym wypadku nie powinien być związany z komercyjnymi przedsięwzięciami a cechować go powinien 100% obiektywizm.

    Pozdrawiam i powodzenia.

  3. Zgadzam się w wielu kwestiach, lecz chyba nie do końca zostałem zrozumiany w kwestiach trenerskich, więc jako wywołany do tablicy czuję się w obowiązku sprostować pewne kwestie. Nie narzekałem ani nie krytykowałem trenerów np Słomy czy Barszowskiego, jak można by wywnioskować z powyższej wypowiedzi. Uważam, że robią super robotę. Co do Marka jednak zdania nie zmienię, zwłaszcza ,że z całym szacunkiem, ale ja byłem na tym zgrupowaniu i moja ocena opiera się na rzeczywistości a nie na przypuszczeniach. W Wałczu ( na obozie z Markiem) cześć treningów zamiast trenera prowadziłem JA. Nie mówiąc już o sytuacji, w której Marek rozpisuje nam bardzo ambitny trening pływacki, po czym w jego połowie wychodzi do szatni mówiąc, że jemu już wystarczy, a my sami pływamy do końca to czego nie wykonał nasz wzór i Olimpijczyk. Niestety, albo jest się zawodnikiem, albo trenerem kadry. Zawodnik jedzie na obóz przygotowywać się pod konkretne cele, a nie być sparingpartnerem dla innego zawodnika, który swój start docelowy ma w zupełnie innym terminie i realizuje zupełnie inne cele. Występuje tu też konflikt interesów – jak trener ma szkolić zawodnika, z którym równocześnie rywalizuje o te same miejsca na startach i pieniądze z tego samego źródła. A może niech wypowie się junior – Barwikowski, realizujący trening seniora… efekt- kontuzje, przetrenowanie, koniec bardzo obiecującego zawodnika. Podkreślę jeszcze raz: bardzo szanuję Marka za jego osiągnięcia sportowe i to czego dokonał, nie ujmuję mu też wiedzy i doświadczenia, również uważam, że można się od niego wiele nauczyć, ale niestety eksperyment w którym Marek był równocześnie trenerem i zawodnikiem nie udał się, bo nie przygotowywał zawodników tylko realizował swoje własne cele, a powierzeni mu ludzie często płacili za to zdrowiem lub stratą całego sezonu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here