Adam Ogłoblin: „Amatorzy tracą motywację, gdy po raz kolejny wygrywają statuetkę”

Pomimo dwóch długich przerw w treningu Adam Ogłoblin ma za sobą sezon udanych występów. W naszym wywiadzie trener oraz zawodnik opowiada o swoich początkach i o tym, w jaki sposób trener musi dostosować się do swoich zawodników. Mówi również o poziomie amatorów w Polsce oraz dlaczego czasami solidni zawodnicy tracą motywację do dalszych występów.

Akademia Triathlonu: Zacznijmy może od początku. Jak to się stało, że zainteresowałeś się triathlonem?

Adam Ogłoblin: Sytuacja była trochę odwrotna – najpierw wszedłem w świat trenerki i to on mnie zainteresował samym triathlonem. Wywodziłem się z pływania i zaczynałem właśnie jako trener pływania, a stopniowo z tego przeradzało się to w trenowanie triathlonistów.

AT: Dlaczego postanowiłeś zostać trenerem?

Adam Ogłoblin: Zawsze miałem analityczny umysł. Od dziecka trenowałem najpierw pływanie, a później wioślarstwo. Może nie zawodowo, ale na poziomie klubowych mistrzostw Polski. Lubiłem analizować treningi i myśleć, w jaki sposób mogę wpłynąć na to, żeby je poprawić. Czytałem dużo literatury okołotreningowej i w okresie bardziej dojrzałym, kiedy trzeba podjąć wybór, co się chce w życiu robić, dosyć naturalnie padł wybór właśnie na to. Alternatywą była praca z kierunku studiów, czyli mechatroniki na Politechnice Warszawskiej, która jak wyszło w ich trakcie, zupełnie mnie nie kręciła.

Na szczęście bardzo szybko udało mi się znaleźć pracę w i-Sport, rozwijającej się wtedy platformie treningowej, podobnej do tego, czym teraz jest IM Inspiration. Przez 4 lata pracy bardzo dużo się tam nauczyłem, poznałem świetnych ludzi, ale przede wszystkim wciągnąłem się w świat triathlonu, zarówno jako trener, jak i zawodnik. Kiedy w 2020 roku firma zmieniła profil w stronę marketingu sportowego, postanowiłem kontynuować pracę trenerską, ale już pod własnym szyldem i tak właśnie powstało TRI AMO.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Adam Ogłoblin (@adamogloblin)

AT: Czy Adam Ogłoblin to dzisiaj bardziej trener niż zawodnik? Czy może pół na pół?

Adam Ogłoblin: Zdecydowanie pół na pół, choć często zastanawiam się, czy jest to dobry kierunek… Na razie chyba udaje mi się pogodzić obowiązki trenera z rolą zawodnika. Nie chce rezygnować z żadnej z tych ról, bo obie sprawiają mi równą frajdę. Dobrze jest mieć pracę, która sprawia ci przyjemność (śmiech).

AT: Za Tobą kolejny rok dobrych wyników. Wygrałeś 1/8 podczas GIT Żyrardów, były inne doskonałe występy (m.in. wygrałeś olimpijkę LOTTO Challenge Gdańsk w kategorii M30). Będziesz jeszcze startował w tym sezonie?

Adam Ogłoblin: Start w Malborku był ostatnim wyścigiem triathlonowym, został już tylko swimrun w Nidzicy i bieg na 5 km podczas Ukiel półmaraton w Olsztynie, ale to są już starty bez patrzenia na wynik.

AT: Jak podsumowujesz ten sezon? Biorąc pod uwagę szereg problemów (koronawirus, złamanie palca, kontuzja), wyniki były chyba bardzo solidne?

AO: To był bardzo szarpany sezon, mimo że wyniki były solidne, to zawsze pozostaje ten niedosyt i świadomość, że gdyby nie dwie naprawdę poważne przerwy treningowe to mogłyby być zdecydowanie lepsze. Z drugiej strony nie zamierzam jeszcze kończyć kariery, także jest pole do rozwoju na przyszły rok.

AT: Zaznaczyłeś też w mediach społecznościowych, że chcesz w przyszłym roku mocniej powalczyć na krótkim dystansie. Zapowiada się jeszcze bardziej intensywny sezon?

AO: Niestety dla mojej żony, reżim treningowy wraca od października i zamierzam naprawdę poważnie powalczyć w przyszłym roku o poprawę wyników i czołowe lokaty na zawodach, choć czy to będą krótkie dystanse, to wyjdzie trochę w praniu. Nie ukrywam, że planuję swój sezon pod zawodników, tak aby, jak najwięcej czasu z nimi spędzić i spotykać się na zawodach.

AT: Co w ogóle jest Twoją motywacją w tri? Czy jest walka bardziej dla siebie, a może masz jakiś wielki, końcowy cel?

AO: Ogólnie rzecz biorąc, nie potrzebuję motywacji, bo po prostu lubię trenować. Może jest to taki mały masochizm, gdzie człowiek nie boi się ciężkich jednostek, gdzie wie, że ujedzie się na 105%, ale też nie unika tych długich, dla większości nudnych, spokojnych jednostek. Dlatego nie ma jakiegoś wielkiego celu typu wyjazd na Hawaje czy mistrzostwa Europy, jest tylko pokonywanie kolejnych barier, a gdzie mnie to zaprowadzi, to się jeszcze okaże

AT: Chciałbym poruszyć temat amatorskiego triathlonu w Polsce. Nieco ogólne pytanie, ale jak postrzegasz to środowisko i poziom naszych amatorów?

AO: Tutaj punkt widzenia mocno zależy od punktu siedzenia, bo często w dyskusjach przewija się temat poziomu amatorów, który bardzo zlewa się z poziomem Pro. To jednak jest rozmowa o czołówce amatorów, a przecież mamy całą rzeszę osób, które są w tej drugiej części stawki i myślę, że to jest bardziej środowisko, a nie ta wyselekcjonowana czołówka age gruperów, którzy nawiązują walkę z Pro. Sami nimi nie są ze względu na to, że nie ma w Polsce żadnych struktur ani sponsoringu, który by to dosyć przystępny sposób umożliwiał.

Więc środowisko triathlonowe ma dwa oblicza, czyli właśnie tej większej grupy, która się w ten triathlon bawi i jest bardzo wyluzowana, a jest też ta mniejsza grupka, gdzie często pojawiają się dosyć duże emocje i to nie zawsze pozytywne. Natomiast sam średni poziom triathlonu w Polsce rośnie z roku na rok, co łatwo zauważyć po wynikach, które kilka lat temu dawałyby miejsca w pierwszej dziesiątce, a teraz byłyby w połowie stawki, czyli koło 100-150 miejsca

AT: Jednocześnie organizatorzy kolejnych imprez bardzo mocno stawiają na amatorski charakter – krótkie dystanse, łatwe pływanie, kierowanie się ku większej liczbie osób. To też otwarcie na całe rodziny. Z punktu widzenia zawodnika, który trenuje też amatorów – można zrobić coś więcej?

AO: Jest to bardzo dobry trend, zachęcania do krótkich dystansów, bo wiele osób wchodzących w triathlon nawet nie zdaje sobie sprawy, że są dystanse inne niż pełen Ironman i chcą od niego zaczynać, co oczywiście nie jest zdrowe dla organizmu. Myślę, że tego w Polsce nie brakuje. Z mojej perspektywy zawodnika i trenera ambitnych amatorów brakuje zawodów, gdzie można powalczyć o nagrody, a jak takie są, to najczęściej przyjeżdżają na nie zawodnicy pro i te nagrody zgarniają. Spotykam się z wypaleniem motywacji u mocnych amatorów po tym, jak kolejny raz wygrywając nawet poważne zawody dostali… statuetkę.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Adam Ogłoblin (@adamogloblin)

AT: Rozmawialiśmy z Basią Borowiecką, która powiedziała, że jej zdaniem triathlon ogólnorozwojową, uniwersalną dyscypliną, która dla amatorów będzie nawet lepsza od samego biegania, roweru i pływania. Podpisałbyś się pod tymi słowami?

AO: I tak i nie. Ja poleciłbym ergometr wioślarski  –  ogólnorozwojowy, mało kontuzjogenny dostępny na prawie każdej siłowni. Pochłonie zdecydowanie mniej czasu i pieniędzy. Z triathlonem jest kilka problemów. To worek bez dna wydatków, w miarę jak się ktoś wkręca w rywalizację. No i czas, którego wiecznie brakuje. Chyba że traktuje się to zupełnie hobbystycznie, ale takie osoby raczej nie zgłaszają się do trenera, choć nie mówię, że się nie zdarzają. Ostatecznie, uważam, że lepiej trenować kilka różnych sportów na raz, bo z reguły oznacza to mniejsze ryzyko urazów specyficznych dla każdej z nich trenowanej osobno. Powiedzenie „sport to zdrowie” jest przereklamowane. Powinno być aktywność fizyczna to zdrowie. Sport to kontuzje.

AT: Ostatnio ogromne zamieszanie wywołał ultratriathlon – setki tysięcy osób śledziły Tomasza Lusa, Roberta Karasia i Adriana Kosterę. Czy Twoim zdaniem „ultra” (oraz towarzyszące inspirujące historie) promuje też triathlon?

AO: To wsadziłeś kij w mrowisko! Śledziłem online te zmagania, w poprzednich latach zresztą też i zdecydowanie tak, przyczyniają się do popularyzacji nie tylko triathlonu, ale w ogóle sportu jako takiego u osób zupełnie nietrenujących.

Natomiast strasznie szkoda mi finału tej akcji, który psuje i zaburza wizerunek środowiska Tri. No i postać Roberta, która była jako jedyna prezentowana w mediach mainstreamowych aż do momentu, kiedy zszedł z trasy i dopiero wtedy większość społeczeństwa dowiedziała się głównie za sprawą presji ze strony środowiska Tri, że są tam też inni Polacy. Przykładem jest to, że podczas wizyty u okulistki starsza miła pani (lat 50), która nic nie ćwiczy i wiedziała o tym, że startuje Robert Karaś w triathlonie na jakimś super długim dystansie. Nawet ona! O tym, że są inni Polacy, nie miała jednak pojęcia.

Nie rozumiem też nagonki wśród niektórych grup i osób na tego typu aktywności jak Ironman z kłodą czy inne dziwne wyzwania. Nie musi być marzeniem każdego, żeby dostać się na Konę, co ostatnio zresztą stało się relatywnie proste, trudniejsze jest teraz uzbierać na to fundusze… Niech każdy robi, to co chce i co sprawia mi przyjemność, bądź jest sposobem na życie.

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Adam Ogłoblin (@adamogloblin)

AT: Mateusz Siekierski w rozmowie z Aleksandrą Bodnar powiedział, że w naszym kraju jest spina w zakresie „wyników i sprzętu”. Karol Mroczkowski uważa z kolei, że spiny nie ma, bo amatorzy raczej nie poprawiają wyników. Gdzie ustawiłbyś się w tej dyskusji?

AO: Jest spina. Znowu, odnosi się to do wąskiego grona osób, a reszta tej spiny nie ma. Ja jestem zwolennikiem słów MKON-a: robisz- nie płacz, płaczesz- nie rób!

ZOBACZ TEŻ: Mateusz Siekierski: „W triathlonie jest za duża spina”

Zapytam też, jakie Twoim zdaniem powinno być podejście amatora. Czy powinien on raczej celować w jak najlepsze wyniki, co też dawałoby mu motywacje? Czy luźne podejście byłoby lepsze? Może oba? Masz jakiś sposób, w który prowadzisz amatorów, czy to kwestia dostosowania?

AO: Najlepsze podejście to jest to luźne. Jest najzdrowsze, psychicznie i fizycznie, ale też dla dużej części osób nie jest realne. Coraz więcej osób decyduje się na współpracę z trenerami, w takiej czy innej formie, rośnie ich świadomość i u części chęć osiągania coraz lepszych wyników. A od pewnego poziomu nie zrobisz tego na luzie, jest to ciężka praca i sporo wyrzeczeń. Ja jestem miłośnikiem cyferek i z zadaniowym, ambitnymi zawodnikami pracuje mi się najlepiej i najłatwiej dogaduje. Może dlatego, że sam jestem takim typem.

Trochę czasu mi zajęło, żeby pogodzić się, że nie każdy chce się poświęcić dla sportu i znaleźć dobre rozwiązania dla osób, które mają mniej motywacji, robią to dla frajdy, ale chcą być pod okiem trenera. Chcą się poprawiać, ale nie ma presji na wynik, świat bez nowej życiówki się nie zawali. Głównie chodzi o to, żeby trzymali zdrowy tryb życia, nie pozwolić im „osiąść na kanapie”. Bo w sumie, o to w tym trenowaniu powinno chodzić.

Powiązane Artykuły

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,533FaniLubię
983ObserwującyObserwuj
287SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X