Filmoteka triathlonisty cz. 3

Witam w trzecim artykule. Wiem, że tempo opisywania filmów sportowych nie jest współmierne do oglądania wszystkich przedstawianych obrazów, ale obiecuję, że zwolnię, a kolejny artykuł z cyklu filmoteki ukaże się dopiero za kilka tygodni. Będziecie mieli trochę czasu, aby nadrobić zaległości i obejrzeć nieznane jeszcze pozycje. Dzisiaj kolejna porcja filmów dokumentalnych i instruktażowych.

 

The science of triathlon
Film, który jest niezbędny w każdej filmotece triathlonisty. Jeśli na waszej półce znajduje się już „Biblia Triatlonu”, to obok niej powinno stać pudełko z 9 godzinnym opisem naszej dyscypliny. DVD jest zbiorem wykładów, które w bardzo dokładny i przede wszystkim przystępny sposób objaśnia tylko pozorną kompleksowość dyscypliny. Obejrzenie tych „lekcji” pozwoli, zwłaszcza amatorowi, przyjrzeć się wielu elementom. Tematami prelekcji, prowadzonych przez Joe Freila, Wesa Hobsona i Bruca Gittlieb, są między innymi:
periodyzacja
– ustalanie celów
– zarządzanie czasem
– wizualizacja
– mentalne przygotowanie
– zaplanowanie tygodnia treningowego
– zmiany (transitions)
– technika pływania, kolarstwa i biegu

 

Gdy jeszcze nie śniło mi się uczestnictwo w kursie instruktora triathlonu, usiadłem przed telewizorem i notowałem dosłownie wszystko, co mieli do przekazania moi „wirtualni” wykładowcy. Wszystko, jeśli chodzi o podstawy triathlonu, zostało wyjaśnione w bardzo przystępny sposób. Najbardziej polecam rozdział poświęcony zarządzaniu czasem, gdzie można usiąść z notesem i wraz z trenerem wypisywać  jakie czynności zajmują nam najwięcej czasu w tygodniu: praca, rodzina, podróż z i do pracy, zakupy i inne czynności, które są automatycznie wkomponowane w nasze codzienne życie. Takie podejście do czasu, jak i do innych ważnych aspektów w treningu triathlonisty z pewnością pomoże przybliżyć nas do celu jakim jest pierwszy start czy też poprawienie jakości treningu.

 

The spirit of marathon
Zbieracie medale? Ja niekoniecznie. Swój pierwszy oddałem mojemu tacie, jako dowód wdzięczności za zaszczepienie we mnie ducha sportu. O takim właśnie duchu jest ten film, który opowiada między innymi o tym, że nie zawsze meta i medal są najważniejsze, ale także sam numer startowy, świadczący o tym, że nie baliśmy się podjąć wyzwania. Co do ojca, to również nie zabraknie wątku rodzinnego i wielu innych, które są chlebem powszednim maratończyków. Nakręcenie filmu trwało 4 lata i odbywało się w Europie, Ameryce Północnej, Afryce i Azji. Jak mówią o nim krytycy, „film jest esencją legendarnego biegu”. Piękno tej wymagającej dyscypliny ukazane jest przez pryzmat zmagań sześciu osób, których celem jest ukończenie maratonu w Chicago. Dla laika film będzie pokazaniem wyjątkowej, chociaż trudnej drogi do celu, który tylko pozornie okazuje się przeznaczony dla tylko wybitnych sportowców lub ekstremalnych szaleńców. I mała niespodzianka dla tych, którzy pilnie uczyli się języka angielskiego: cały film można obejrzeć na serwisie Youtube:

http://www.youtube.com/watch?v=0BRSw-B4-2E

 

 

Through the eyes of elite
Tytuł filmu mówi wszystko: oczami elity. Tak właśnie przyjrzymy się triathlonowi. Podczas gdy znaczna większość z nas walczy o urwanie kilku minut z rekordu życiowego, to niewielka grupa „wybrańców” walczy o miejsca w czołówce. Ich punkt widzenia, ich emocje przed startem, wzloty i upadki podczas długich treningów poznamy przyglądając się emocjonującej rywalizacji o historyczny udział w kadrze narodowej USA na Igrzyska Olimpijskie w Sydney, gdzie triathlon miał swój debiut. Jednym z bohaterów dokumentu jest między innymi Wes Hobson, o którym wspomnieliśmy wcześniej. Czteromiesięczne, czasem mordercze treningi, mnóstwo dylematów, niewiele szans i jeden cel. Kto go osiągnął? Można sprawdzić u wujka Google, ale lepiej usiąść wygodnie w fotelu, lub na trenażerze i porównać emocje amatora, z tymi które towarzyszą ludziom poświęcającym triathlonowi całe swoje życie.

 

 

 

Życzę wszystkim miłego oglądania ciekawych wykładów, zmagań amatorów i zdobywania chwały przez najlepszych. I nie ważne, do której grupy się zaliczamy, ważne, że rozumiemy pasję „długasa” i potrafimy zrozumieć drogę, która chociaż długa i ciężka, na końcu może okazać się najpiękniejszą w naszym życiu…

Powiązane Artykuły

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,660FaniLubię
1,022ObserwującyObserwuj
294SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X