„Trzy kilometry do mety. Kona pokazała mi moje granice”. Taylor Knibb wspomina mistrzostwa świata

Taylor Knibb do zwycięstwa w mistrzostwach świata zabrakło trzech kilometrów – wycofała się tuż przed końcem maratonu. Teraz wyjaśnia, co stało się na Hawajach i jak wyglądał start tego dnia. – Kona to miejsce, które sprowadza cię na ziemię, ale też sprawia, że dajesz z siebie wszystko – mówi.

Przez większą część tegorocznej rywalizacji na Hawajach wydawało się, że zwycięży jedna z dwóch faworytek – Lucy Charles-Barclay lub Taylor Knibb. Obie zawodniczki zeszły jednak z trasy. Teraz możemy dowiedzieć się, jak oczami Amerykanki przebiegał ten start. Jak go zapamiętała?

Chciała zrezygnować na początku pływania

Knibb pierwszy raz odwiedziła Hawaje kilkanaście lat temu. Miała wtedy 12 lat i przyleciała tam z rodzicami. Obserwowała rywalizację triathlonistów i triathlonistek. Zapamiętała wtedy, że liderów śledził helikopter telewizyjny. Stąd w jej rodzinie powiedzenie „ścigać śmigłowiec”. W tym roku znalazła się w tej sytuacji: relacja telewizyjna pokazywała ją jako liderkę. Ale od początku tego wyścigu coś było nie tak.

Początek na wyspie był dla niej bardzo dobry. Przed wyścigiem nie mogła spać. W dniu rywalizacji już na początku pływania „czuła się fatalnie i ciężko” – myślała, aby zrezygnować. Widziała, że temperatura jej ciała była bardzo wysoka – stąd na rowerze przez 1,5 godziny nie jechała na maksa możliwości. Gdy temperatura ciała nieznacznie się obniżyła, „mogła zacząć się ścigać”.

Podczas podjazdu na Hawi Knibb jechała już zgodnie z tym, jak jest przygotowana. Złapała tam Lucy Charles-Barclay, później ruszyła do przodu. W T2 miała dwie minuty przewagi nad rywalką. Rywalka wyprzedziła ją na początku biegu, ale Knibb nie panikowała.

Nauczyłam się, że trzeba się ścigać z ciekawością, a nie obawami tego, co może się wydarzyć. Parę mil później zauważyłam, że chodzi przy każdym punkcie odświeżania. Wcześniej tak nie było. Coś musiało się zmienić – wspomina.

ZOBACZ TEŻ: Lucy Charles-Barclay ujawnia, co stało się na Hawajach. „Nic nie działało tak jak zwykle”

Johnson Fitness
Johnson Fitness

18% zniżki na zakupy sprzętu

Jak skorzystać z promocji?

Podczas zakupów w koszyku na stronie Johnson Fitness wpisz kod „akademiatriahlonu”. Obniżysz cenę o 18%!
akademiatriathlonu
Przejdź na stronę

To miał być jej dzień

Knibb zrównała się z rywalką. Później, po przekroczeniu Energy Lab wydawało się, że „to będzie jej dzień”. Tak widzieli to widzowie, fani i komentatorzy. Jak wspomina zawodniczka, wszyscy mieli się przekonać, że „Kona nie powiedziała ostatniego słowa”.

Przy jednym z punktów odświeżania Amerykanka zwolniła. Wykluczała, że zajmie 2. miejsce – musiała dać z siebie wszystko. Wkrótce miała znaleźć się na podbiegu do Palani.

To jest ten punkt, o którym wszyscy mówią, że jak tam wbiegniesz, to już prawie zawsze wygrasz. Prawie dałam radę. Wtedy wszystko mi się wyłączyło. Zeszłam z trasy i usiadłam na ziemi. Tysiące osób oglądało, a ja zatrzymałam się trzy kilometry od celu.

Dzisiaj zawodniczka mówi, że cieszy się, że jej kariera wygląda właśnie tak. Ściga się, aby wygrać. Sytuacja na Hawajach nie była porażką – wolała zaryzykować, niż później myśleć, że może nie dała z siebie wszystkiego.

Dowiedziałam się, że moje granice wytrzymałości są bliżej, niż myślałam. Zrozumiałam też, że łatwo doprowadzić się na sam skraj. Czasem nawet poza niego.

Knibb wystartuje na Konie jeszcze raz – możliwe, że nawet w 2026 roku. Chce znów „ścigać śmigłowiec”, wbiec na Palani i tym razem zdobyć mistrzostwo.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

0FaniLubię
0ObserwującyObserwuj
53,200SubskrybującySubskrybuj

Polecane