Doping mechaniczny. Zobacz, co wymyślają sportowi oszuści

 

 

Wspomniana firma Vivax Assist proponuje nam cylindryczne urządzenie chowane w rurze podsiodłowej lub w suporcie z zewnętrzną baterią Mechanizm można odpalać małym przyciskiem chowanym pod owijką na kierownicy, choć przycisk jest również zwykłym sterowaniem elektryki Di2 i nie może być zawsze kojarzony z niedozwolonym wspomaganiem! Ludzka wyobraźnia jest jednak nieograniczona. Czy wiecie, że są teorie, mówiące o zdalnym sterowaniu takim napędem. „Mechaniczny dopingowicz” ma zainstalowany w rowerze tylko mechanizm, a jego sterowaniem zajmuje się ekipa asystująca w samochodzie. Ba! Zbędna jest również bateria zewnętrzna w rowerze, bo jedna z teorii mówi o zasilaniu całym systemem poprzez baterie służące do zdalnego uruchamiania napędu. 

 

mechanic dop_luty2016

www.bikeradar.com

 

 

The Guardian opisując zjawisko dopingu mechanicznego posłużył się taką grafiką do zilustrowania problemu: 

 

dop mech1_luty2016 

 

Ale wyżej opisywane „nowinki” to nic w porównaniu z tym, o czym ostatnio napisała włoska „Gazzetta dello Sport” – elektromagnetyczne koło warte bagatela 200.000 Euro! Ale czego nie zrobi się dla wygrania np. Tour de France? Wspomaganie mają generować elektromagnetyczne cewki ukryte głęboko w obręczy koła, a zysk to około 60 watów.

 

mechanic dop2_luty2016

 

 

 

Jeden z rozmówców włoskiej gazety twierdzi, że w ciągu ostatnich kilku lat sprzedał około 1200 mechanicznych napędów „starej daty”, czyli tych chowanych w rurze podsiodłowej lub suporcie! W rozmowie z dziennikarzem, mówi: 

 

„Mogę się tylko śmiać, gdy czytam wyniki Gran Fondo! Prawie wszystkie z nich mógłbym zweryfikować.”

 

 

6 propozycji Greg’a LeMond’a, jak wyplenić tego typu oszustwa:


check-it-out    

Powiązane Artykuły

4 KOMENTARZE

  1. Drodzy redaktorzy. Wiecie, że cyclocross to po polsku kolarstwo przełajowe? Jak nie to wstyd, a jak tak to dlaczego piszecie nie po polsku?

  2. Marek nie zgodził się z zakończeniem… nie mogę być gorszy więc przewrotnie nie zgodzę z tytułem i trochę ze wstępem;)
    „Zobacz, co wymyślają sportowi oszuści” – to nie sportowi oszuści wymyślają metody dopingowe, oni z nich korzystają, wymyślają je natomiast inne osoby związane z „rynkiem” „biznesem” czy jak ktoś sobie ich nazwie. Za każdym sportowym oszustem stoi tłum rekinów korzystających na jego zwycięstwach robiąc ogromne pieniądze na sprzedaży tego i owego. Tak jak stali za LA. Czy naprawdę jesteśmy tak naiwni, żeby wierzyć w to jak trudno jest wykryć jakiś doping? Trudność polega na tym, że zanim się nowa inwestycja nie zwróci nikomu na tym nie zależy a potem wszyscy rżną głupa jaki to Everest dopingu ktoś wymyślił, sponsorzy się „wycofują”… na z góry „upatrzone pozycje” i jest ok. Silniki w rowerach to już rzeczywiście przeżytek dla ubogich ale koła magnetyczne to wyższe sfery. Inna sprawa, że skoro się już o tym mówi to znaczy, że jest coś jeszcze lepszego.
    A propos Femke Van den Driessche to żeby być precyzyjnym nie została przyłapana na używaniu dopingu mechanicznego na tych zawodach, bo silniczek znaleziono w jej rowerze zapasowym na którym nie jechała (ale dlatego kontrola w przypadku wymiany rowerów i kół na zawodach powinna być obowiązkowa).
    I przechodząc do zakończenia dot. triatlonu – oczywiście, że nie jest to sport czysty a szczególnie w wydaniu „amatorów” czyli na dystansach nieolimpijskich, nie mam żadnych złudzeń, że oszustów jest na pęczki. Wyścig szczurów po wynik i kwalifikację jest tak mocny, że jest to pewne. Kontrole w tri? To farsa, nawet te ogłoszone przez oficjeli IM, kropla w morzu dla zmylenia opinii publicznej. Ale raczej koła za 200 tys. euro nikt sobie nie kupi, bo za mała kasa się przez tri na razie przelewa.
    Więc nie mając złudzeń, potępiając wszystkich krętaczy będę dalej rzeźbił dłutkiem kawałek patyka znalezionego w polu nie oczekując, że kiedykolwiek wyjdzie z tego ołtarz WS:)

  3. Nasuwa sie refleksja tylko kto jest czysty, w erze gdzie sa bite kolejne swiatowe rekordy, ba bije sie rekordy tych ktorzy juz sie przyznali ze startowali na dopingu, ciezko mi uwierzyc ze ktokolwiek z czolowki jest w 100% czysty, a to ze oszukiwanie poplaca pokazuje chocby przyklad Armstronga.

    I jeszcze jedno, czy naprawde instytucje kontrolujace spelniaja swoja role: przytoczony tu przyklad TdF gdzie skontrolowano 25 rowerow, czy chocby afera z Koleckim pokazuje ze tego typu instytucje poprostu istnieja, zeby kibice mogli sie ludzic ze sport zawodowy jest „pseudoczysty”.

  4. kolejny ciekawy artykuł Adriana – brawo! Nie zgadzam się jedynie z mentorskim zakończeniem
    ..”Amatorzy montujący tego typu sprzęt w swoich rowerach sami siebie oszukują i powinni przemyśleć, po co w ogóle uprawiają sport”..
    Amatorzy i zawodowcy oszukują KONKURENTÓW!! a nie siebie. To są ci, dla których zwycięstwo jest najważniejsze i konsekwentnie do tego dążą. Pedagogiczne „otwieranie” im oczu jedynie nas ośmiesza. Trzeba nazywać sprawy po imieniu!

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,510ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane