„Brakuje mi w tym wszystkim PZTri” – Katarzyna Kopeć-Ziemczyk

Są takie dni, kiedy wiesz, że uczestniczysz w czymś wyjątkowym i podniosłym. Tak było podczas pierwszego w historii triathlonu z serii IRONMAN w Gdyni. Zawody odbyły się na dystansie połowę krótszym od mitycznego IRONMANA. Świat sportu każdego dnia przynosi emocje. Każdego dnia sportowcy podnoszą się z porażek, by walczyć. Świat sportu to nie tylko zawodnicy. Organizacja triathlonu w Gdyni była ogromnym przedsięwzięciem. Już dwa lata temu, przygotowane profesjonalnie zawody przyciągnęły setki zainteresowanych, w tym polską czołówkę i zawodników zza granicy. Ale tegoroczna edycja rywalizacji w Gdyni wzniosła się na zupełnie inny poziom. Mówili o tym wszyscy. Sportowcy ze świata tacy jak Niemiec Nils Frommhold, wybitny triathlonista i zwycięzca pierwszego Herbalife Ironman 70.3 w Gdyni, Erika Csomor z Węgier czy Kacper Adam, czołowy polski zawodnik. Spotykając tych wszystkich ludzi nie ma się wątpliwość, że ich ciężka praca podyktowana jest przede wszystkim pasją, chęcią zmierzenia się ze sobą, pokonaniem barier. Dla zawodowców to także prestiż, cenne punkty w rankingu i pieniądze. Amatorzy zachwycają mobilizacją, tym, że robią coś tak wycieńczającego, wymagającego dobrego przygotowania fizycznego i psychicznego tylko i wyłącznie dla siebie (być może są też tacy, którzy chcą udowodnić innym, że stać ich na triathlon, ale mam nadzieję, że tych nie ma w Gdyni, albo przynajmniej się nie ujawniają).

 

Osobą, która wzbudziła we mnie największy podziw był Jasiek Mela. Ten sam, którego cała Polska poznała wiele lat temu, jak zdobywał bieguny… teraz ukończył zawody z serii IRONMAN 70.3 w Gdyni. Dużo w nim pozytywnej energii i odwagi. Gdy patrzysz na Jaśka, nie możesz się martwić, bo masz dowód – tuż przed sobą, że wszystko jest możliwe…A wyświechtane słowa, że „ciężką pracą”…znowu nabierają sensu i realnego znaczenia. Ale miało nie być nostalgicznie o ludziach z żelazach…

 

11845148 10206399447498679_6457677850398973312_o

 

IRONMAN 70.3 w Gdyni, to dla triathlonistów z krwi i kości nowa karta w historii tego sportu. Triathlon, który jeszcze kilka lat temu był w Polsce sportem niszowym, prawie nikomu nieznanym, dziś staje się jednym z najbardziej modnych, popularnych i ciekawych dyscyplin. Okazuje się, że sport komercyjny, ale i olimpijski może rozwinąć się w kraju nad Wisłą i to zaledwie w kilka lat. Jerzy Górski, jedna z ikon triathlonu w naszym kraju, z podziwu wyjść nie może, że nad naszym Bałtykiem, można zdobyć kwalifikację na Mistrzostwa Świata – a tak po raz pierwszy było w tym roku w Gdyni… ale to, co ważne, i być może ważniejsze, niż setki amatorów świetnie się bawiących, spełniających swoje marzenia, zawodowców pokonujących trasę w rekordowym czasie, jest to, by Polacy mogli dumnie wystartować także w tytułowym Rio de Janeiro… Nawet jeśli przyszłych gwiazd olimpijskiego triathlonu szukać powinniśmy na dedykowanym olimpijskim dystansie lub też w sprincie, to trudno nie zwrócić uwagi na Miłosza Sowińskiego, dwudziestolatka z wielkim potencjałem.

 

10385480 896232557080558_8705229686770402064_n

 

Do tej pory ścigający się głównie na krótkich dystansach, Ironman 70.3 Gdynia pokonał najszybciej z Polaków, w klasyfikacji generalnej był trzeci. O Rio Miłosz nie myśli, skupia się na kolejnych startach. W planach Igrzyska, ale być może dopiero te w Tokio.

 

W przedsięwzięciach triathlonowych brakuje mi Polskiego Związku Triathlonu. Na brak medialności dyscypliny narzekać przecież nie mogą… to udowadnia Gdynia. Na brak zainteresowania w kraju także nie,  to potwierdzają setki uczestników, tysiące kibiców na trasie… Prezesa związku spotkałam raz, dwa lata temu nad morzem, gdy organizatorzy startowali po raz pierwszy z dystansem półIronmana w Gdyni – choć wtedy jeszcze nie w oficjalnej serii. Wojciech Olejniczak pojawił się wtedy, dystans ukończył i widać było, że ma plany, że chce triathlon, także ten na dystansie olimpijskim, w Polsce rozwijać. I może to moje złudne wrażenie, może nieprawdziwe zupełnie… ale jakoś tak szkoda, że zapału zabrakło, że cisza nastała, że Polskiego Związku jakby nie widać… A przecież, z potencjału wszystkich komercyjnych triathlonowych imprez w Polsce powinni skorzystać także przedstawiciele kadry narodowej. Te zawody przyciągają zawodników, nie tylko kochających dystanse długie, ale także specjalistów od sprintów i „olimpijek”. Na sprintach właśnie, na naszych oczach rodzić powinny się przyszłe gwiazdy Igrzysk. 

 

Widząc, jaki potencjał ma triathlon w naszym kraju, aż serce pęka, że Polski Związek Triathlonu jest niewidoczny. Bo jeśli nawet działa prężnie, nikt o tym nie wie. Nie dba o kontakty z mediami. Oczywiście, ktoś może zarzucić, że Polskiego Związku Triathlonu nie ma w Gdyni, bo IRONMAN z rywalizacją na dystansie olimpijskim nie ma nic wspólnego. Oczywiście. Ale to także imprezy towarzyszące, to sztafety, to sprinty. To przede wszystkim miejsce nawiązywania relacji ze światem biznesu czy mediów. Nie tylko to ma znaczenie. Jestem przekonana, że w Polsce potrzeba państwowego, a nie komercyjnego programu budowania kadry na Igrzyska Olimpijskie, oczywiście już nie te w Rio, ale te w Tokio. Z pewnością jest to dobry moment, by na fali popularności prestiżowego IRONMANA w Gdyni i innych dużych zawodów, zacząć myśleć o olimpijskich medalach, o olimpijskich szansach, o potędze polskiego triathlonu w świecie.

 

Katarzyna Kopeć-Ziemczyk

 

Dziennikarka Telewizji Polskiej. Od zawsze zaangażowana w tematy społeczne, od kilku lat także reporterka TVP Sport.  Jej pasją jest dzielenie się wiedzą. Na Uniwersytecie Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie przygotowuje młodych ludzi do wykonywania trudnego zawodu rzecznika prasowego. Współpracuje ze Stowarzyszeniem „Nadzieja na Mundial”. Ambasadorka Fundacji „Świat bez wandalizmów”. 

 

kasia

Powiązane Artykuły

2 KOMENTARZE

  1. Bardzo trafne spostrzeżenia.
    Marcinie, masz rację, że IM Gdynia to impreza komercyjna i PZTri być może nie ma nic do tego ale nie jest tak do końca. Każda duża impreza jest okazją do propagowania tego sportu, na czym Związkowi powinno bardzo zależeć.
    Problem jest jednak dużo większy. W tym roku mieliśmy wysyp imprez rango Mistrzostw Polski. I niestety nawet na tych zawodach nie było widać PZTri, o samym prezesie nie wspominając. Polityka informacyjna Związku jest także na żenująco niskim poziomie. Czytając newsy i wpisy ma PB i stronie triathlon.pl odnosi się wrażenie, że w Polsce nic się nie dzieje w kwestii triathlonu. Uruchomiono wprawdzie ligę Ośrodków Szkolenia Młodzieży, ale to zdecydowanie za mało. I podkreślam raz jeszcze, nawet na imprezach Mistrzostw Polski nie było widać przedstawicieli Związku. Czy to może się zmienić? Oto jest pytanie. Wybór nowych władz niósł ze sobą pewne nadzieje. Okazuje się, że polityk, który kilka razy wystartował w zawodach triathlonowych, to za mało na bycie prezesem związku sportowego.

  2. PZLA podczas Maratonu Warszawskiego też nie widać – w końcu są to jednak komercyjne imprezy. Ale z tezą, że nie widać tez Pana Prezesa to 100% zgody… może po prostu trenuje do Przechlewa. Tam w końcu MP by PZTRI 🙂

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,510ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane