Domestiques, czyli zaproszenie do dyskusji

Wkrótce, bo już 6 marca w Dubaju rusza seria ITU WTS, co można uznać za symboliczne rozpoczęcie sezonu poważnego ścigania. Rywalizacja będzie w tym roku tym ciekawsza, że zawodnicy wejdą w kluczową fazę zdobywania punktów do kwalifikacji olimpijskich. Nie o punktach będzie jednak ten artykuł, a raczej o sposobie budowania taktyki poszczególnych federacji na Igrzyska w Rio. Wbrew pozorom nie będzie to tekst skierowany do wąskiej grupy zawodników wyczynowych, lecz przede wszystkim do nas, amatorów. Ale o tym nieco później.

 

 

 

Zawodnicy zdobywają punkty dla swoich związków narodowych, te wybierają reprezentację na Igrzyska. Zwyczajowo wybiera się najwyżej stojących w rankingach, lecz od pewnego już czasu nie jest to tak oczywiste. W triathlonie olimpijskim jeden niewielki błąd może kosztować cztery lata ciężkich przygotowań i niemałych funduszy przeznaczonych na szkolenie zawodnika. Dużą popularność zyskuje więc koncepcja lidera (lub dwóch) plus pomocnika w razie nieprzewidzianych kłopotów. Taki zawodnik nie musi być triathlonistą kompletnym, wystarczy jeżeli będzie umiał kontrolować grupę pływacką, lub dociągnąć swojego lidera do czołówki na rowerze. Siłą rzeczy ma niewielkie szanse na znalezienie się w pierwszej trójce swojego kraju w rankingu olimpijskim. Tym bardziej, że wyznaczeni do pomocy „domestiques” już kilka miesięcy przed docelową imprezą mają zakaz mocnego treningu biegowego, czy startu w którym dają z siebie wszystko do samej mety. Mają być maksymalnie sprawni w wodzie i na rowerze. Budzi to czasem kontrowersje, szczególnie wśród pominiętych nominacjami zawodników, ale pomysł współpracy wydaje mi się bardzo rozsądny. Tak właśnie działają Niemcy, Hiszpanie, Amerykanie, czy Anglicy.  Igrzyska Olimpijskie to miejsce, gdzie walczy się nie tylko o swoją sławę, ale również dla kraju, który reprezentujemy. W takim przypadku triathlon przestaje być sportem indywidualnym, a na sukces pracuje cały zespół. Może to być nieco trudne do zaakceptowania dla przeciętnego amatora wychowanego na przykładach wielkich indywidualności, w szczególności z dystansu Ironman.

Ta sytuacja nasunęła mi pewien pomysł. A co gdyby zastosować koncepcję pomocników wśród amatorów i to na najbardziej popularnych dystansach bez draftingu? Już dziś znam przypadki „prowadzenia” amatorów na wynik w maratonach przez trenerów, nie mówiąc już o koleżeńskich przysługach. W triathlonie jednak sytuacja jest bardziej skomplikowana i wymagająca zaawansowanej logistyki.

Ze swojej strony od razu chcę zadeklarować, że nie widzę nic zdrożnego w śrubowaniu życiówek przy wsparciu z zewnątrz, jeżeli tylko trzymamy się regulaminu zawodów. Za oszustwo uważam skracanie trasy, drafting, doping, ale nie omawiany problem. W przypadku sportu wyczynowego uważam wręcz, że „domestiques” są prawdziwymi bohaterami stojącymi za sukcesami swoich liderów. Dla sportowca igrzyska olimpijskie są celem najwyższej wagi. Poświęcenie własnych, choćby niewielkich szans na medal dla innego zawodnika jest przejawem pokonania osobistych ambicji na rzecz dobra wyższego rzędu. Ciekaw jestem jednak waszej opinii. Czy widzicie miejsce na przykład na usługę komercyjną polegającą na pomocy na trasie, w celu uzyskania wymarzonego czasu. Czy wykupilibyście taki pakiet na start?

Powiązane Artykuły

20 KOMENTARZE

  1. Szczerze mówiąc, cały temat ma kilka twarzy. Z jednej strony może i ma to sens z drugiej wszystko zależy od podejścia. W lekkiej atletyce pojęcie „zająca” funkcjonuje od bardzo dawna z drugiej przypominam sobie chyba ostatnio był taki marathon w którym zając chcąc wykonać swoje zadanie na mecie przegrał o 1sek z tm którego ciągnął. Na innym zając po prostu wygrał. Z ostatniej chwili można rzec że zawodnicy reprezentujący Katar w piłce ręcznej też byli swego rodzaju zającem. Na których spadały gromy od wszystkich – gdzie aż nie mogłem słuchać tych relacji. Ponieważ uważam że nie słusznie. Ale to głebszy temat. Kolejny sport który przychodzi mi na myśl to F1, kolarstwo, itd. Więc jesteśmy w tym …… od zawsze i prawie wszędzie. Czy tak powinno być, wg mnie nie – tzn ja bym nie chciał mieć rekordu/wyniku zdobytego w ten sposób. Ale światem rządzą pieniądze i one są chyba największym motywatorem. I mówię to ponieważ sam tej kalkulacji doświadczyłem. Biegłem kiedyś w biegu w którym za 3 miejsce open była mniejsza nagroda niż za 1 w kat. wiekowej. Nie wiem czy gdybym chciał być trzeci to dałbym radę temu który był przede mną. Ale skalkulowałem na tyle że nie próbowałem. Z drugiej strony zdarzało się, że dla idei biegłem w jakimś biegu żeby znajomemu pomóc dotrwać, poprawić wynik. Pieniądze, pieniądze i my jako niewolnicy samych siebie. Sumując, czysto teoretycznie – gdybym miał zakwalifikować się na wymarzone zawody przy pomocy zająca. Nie zrobiłbym tego. Zawsze miałbym w głowie, że może nie należało mi się. Czuł bym się jak oszust

  2. A mi naciąganie wyników przy pomocy zająców na zawodach amatorskich wydaje się być bardzo nieetyczne i wręcz podłe. Jeżeli komuś tak bardzo zależy na wynikach to niech zacznie wydajniej trenować, a nie upatrywać szansy na splendor i chwałę wśród znajomych i rodziny w kupowaniu sobie pomocników. Zawsze mnie leczyło podawanie napojów czy jedzenia przez trenerów, znajomych czy rodzinę na trasie zawodnikom czy inne sposoby na ułatwienie dotarcia do mety, albo przestrzegamy przepisów albo to wszystko to żart i sposób na leczenie nieuleczalnych kompleksów o byciu mistrzem kuli ziemskiej. Mi zawsze na zawodach udawało się znaleźć jakiegoś przeciwnika, którego gonienie/utrzymywanie jego tempa było wyzwaniem i nic innego nie motywowało mnie bardziej niż walka na trasie w ramach przepisów.

    U zawodowców etyka nie ma żadnego znaczenia, bo tam liczy się tylko zwycięstwo i używa się wszystkich środków aby osiągnąć cel.

    Co do draftingu nawet w ramach przepisów:
    https://www.youtube.com/watch?v=PevpVXelq8A
    https://www.youtube.com/watch?v=-c8kM3aA_EE

  3. ja mogę to robić na każdych zawodach. za darmochę. tylko utrzymajcie koło a potem pobiegniemy po 3:40 w 1/2 IM i 3:30 w 1/4 i będzie super wynik. O miejsce nie dbam 🙂

  4. Filip ! „Tisha” nie mialem okazji widziec . On z Edmonton, Alberta, a to prawie 4 tys kilometrow od Toronto , i 3 godz roznica w czasie. Takie tutaj sa odleglosci . 🙂

  5. Filip- dzieki ! Tutaj bylo to tak nagalsniane jak jakis kanadyjski „wynalazek” a to jak mowisz tylko kopia . Mialem okazje uczestniczyc kilka razy w tych samych zawodach z Colin Jenkins – kon na rowerze to malo powiedziane.

  6. Sory, dla mnie to podchodzi na sondowanie rynku.. 🙂 Mogę zrozumieć w przypadku profi, zresztą już dawno ma to miejsce ale w przypadku amatorów, moim zdaniem to kompletne nieporozumienie! Kolejny krok w stronę komerchy, zabijanie idei ferpley …. a przede wszystkim kolejny bonus dla tych z głęboką kieszenią, którzy i tak są już uprzywilejowani poprzez lepszy, droższy sprzęt…. O trzymaniu się regulaminów nie chcę już wspominać…. Fuj…

  7. Andrzej – jeszcze wcześniej w IO w Atenach próbowali tego Hiszpanie. Ivana Rana (w roku 2004 był 2 na MŚ) chciał mieć wsparcie w walce o medal w postaci mocnych kolarzy i wybrał do swojego składu Eneko Llanosa (38 na MŚ w 2004) i Xaviera Llobeta (55 na MŚ w 2004). Stracił na tym tylko Jose Merchan (18 na MŚ w 2004) i przebijający się do czołówki światowej Javier Gomez (8 na MŚ w 2004), którzy nie załapali się do składu… Taktyka była prosta, jak Rana nie załapie się do pierwszej grupy, to koledzy go dociągną do czołówki. W praktyce Llobet odpadł z grupy :), a Llanos i Rana nie dali rady pojechać mocnego roweru i jechali w 2 czy 3 grupie.

  8. Tekst pisałem z myślą o poprawianiu czasu, i tu wciąż nie widzę problemu. Trochę zastanowiły mnie komentarze poruszające problem walki o miejsca premiowane kwalifikacjami i dające zwycięstwo w kategorii wiekowej. Teoretycznie jest tu pewien dysonans związany z „bogatym” triathlonistą z pomocnikiem na trasie, a „biednym” pracującym w pojedynkę. Ale takie jest życie. W triathlonie i tak zawodnicy kupują sobie drogie rowery, koła itd. Gdzie jest granica? Dysk na zawodach jest jeszcze ok? To w końcu drogi sprzęt dający realną przewagę.
    Ani przez moment nie zakładałem, że pomocnik ma być jakąkolwiek formą oszustwa. Fikcyjnych zmian nie brałem pod uwagę.

  9. Ja chętnie pojadę na rowerze 10 m przed każdym kto będzie biegł. Tym bardziej ze hasło niekompletny triathlonista pasuje do mnie jak ulał. Chętnych proszę o zgłoszenia. Przyjmuje tez zapisy grupowe pod warunkiem ze zawodnicy reprezentują podobny czas na biegu ( tolerancja do 10 min na 1/4 i 20 na 1/2 tak żebym się wyrobił z nawrotami). Numer konta podam w oddzielnym wpisie. Nie podoba mi się tylko nazwa tej roli – domestos ale rozumiem ze chodzi o cos a la „fair play” – czysta gra czy jakoś tam.

  10. Ja chętnie pojadę na rowerze 10 m przed każdym kto będzie biegł. Tym bardziej ze hasło niekompletny triathlonista pasuje do mnie jak ulał. Chętnych proszę o zgłoszenia. Przyjmuje tez zapisy grupowe pod warunkiem ze zawodnicy reprezentują podobny czas na biegu ( tolerancja do 10 min na 1/4 i 20 na 1/2 tak żebym się wyrobił z nawrotami). Numer konta podam w oddzielnym wpisie. Nie podoba mi się tylko nazwa tej roli – domestos ale rozumiem ze chodzi o cos a la „fair play” – czysta gra czy jakoś tam.

  11. Cóż są przepisy i jeśli się ich nie łamie to wszystko jest ok, nawet jeśli budzi to nasze wątpliwości. To o czym tu pisze maciek w kolarstwie jest normą. Każdy w peletonie na swoja rolę do odegrania, są pomocnicy, są sprinterzy, górale, jest kasowanie ucieczek, rozprowadzanie… chroni się lidera i osłania dosłownie własnym ciałem. To powoduje, że jest tu bardzo dużo strategi i taktyki choć widz co się nie zna myśli- no jadą sobie i tyle. Jak to się ma do triathlonu. A no jest jedna mała różnica- walczy jedna drużyna z pozostałymi, a ilość zawodników danej ekipy jest ściśle określona. W tri mamy tu partyzantkę nawet na poziomie IO, bo w obecnej sytuacji taki Marek Jaskółka nie ścigał się z jednym czy drugim Anglikiem czy Hiszpanem, ale był sam przeciw całej drużynie. Na IO są limity na kraj zależne od wyników, więc jakoś to można wytłumaczyć. Na poziomie MP już limitów brak, nie mówiąc o imprezach masowych. Jak z tego wybrnąć- ja nie wiem . Na razie nie jest to aż taki problem, ale kiedyś możne będzie i na najważniejszych startach rangi Mistrzowskiej będzie zapis o możliwości zgłoszenia np max 6 zawodników, albo robienia kwalifikacji do startu w MP.

  12. @Filip -. Tak masz racje. Na Hawajach widac jak jada niemal jeden za drugim i ktos kto zaufa tylko zdjeciu zrobionemu z odpowiedniej perspektywy moze blednie zakwalifikowac zjawisko jako drafting.

    @Marek jak zwykle mistrzowsko! Mistrzu, w takim razie ja bardzo chetnie skorzystam z twoich uslug! 30 sierpnia startuje w Vichy – carbo loading na 3 dni przed! :))) a kto chce w Vichy pojechac 10 metrow przede mna na rowerze?

  13. Osobiście byłbym raczej przeciwny legalizacji tego typu pomocy na dystansach 1/4, 70.3 i IM bez draftingu, kazdy startuje tak dobrze na ile pozwala mu jego wytrenowanie, doświadczenie w startach i dyspozycja dnia, jest lepszy od innych i bije swoją zyciówka jak wszystko zagra w najlepsze. Oczywiście sa tacy, którzy dla wyniku czy miejsca na podium zrobią wiele i zapewne gdyby było to możliwe to wynajmowaliby takich zająców dla zwiększenia swoich szans. W sumie to nogach pływać można i jak ktoś to potrafi to wykorzystuje na zawodach, ja nie potrafię, w czasie biegu można biec razem i tu szanse wszystkich sa wyrównane w kwestii ew pomocy drugiego zawodnika. Na rowerze natomiast uważam, ze jeśli jedzie grupa umówionych zawodników i teoretycznie robią to zgodnie z przepisami, przynajmniej zawsze tak mówią, to dawanie regularnych zmian zawsze wiąże sie z draftingiem, bo skoro ma sie 30 sek na opuszczenie strefy to można sie tak bawić w kotka i myszkę cały dystans i jechać z draftem 90 % dystansu opuszczając strefę draftu na chwile przy każdej zmianie. I dobrze wiemy, ze to tak wyglada bo niejedna taka grupę widzieliśmy na zawodach. Gdyby wprowadzić takiego zająca oficjalnie do peletonu, zająca który pracuje tylko dla jednej osoby w stu procentach to szansa takiego zawodnika byłaby niewspółmiernie większa niż pozostałych których na takiego zająca nie byłoby stać. Dla mnie największym problemem z takimi umowionymi grupami w peletonie dającymi sobie „legalne” zmiany jest to, ze jak zbliżam sie do takiej grupy która jedzie mniej więcej moim tempem to wyprzedzanie jest bardzo trudne naraża na karę o drafting. Z punktu widzenia moich wyników to także pary nie sa problemem bo ich wynik to ich sprawa a ja wole mieć świadomość ze mój zależał tylko ode mnie.
    @Marek proponuje narzucenie tempa CarboLoadingu a ja mogę zaproponować ze ładowanie zrobię za zawodnika, żeby sie nie męczył i nie tracił czasu;) Jak to w PRLu mówiono kiedy hałdy węgla zalegały przy kopalniach a towarzysze pytali o przyczynę takiego stanu górników – tak zapieprzamy, ze nie mamy czasu załadować;)))

  14. Sytuacje pomocy „domestiques” są znane nawet w Polsce, ale głównie było to w przypadku kobiecego triathlonu (u mężczyzn ciężej to wykryć), gdzie mąż/chłopak/narzeczony podciągał swoją drugą połówkę (akurat temat na walentynki) 😉 Zdarzało się to na zawodach z draftingiem jak i bez draftingu.

    Łukasz – w ramach przepisowej jazdy bez draftingu dużo pomaga nadawanie tempa przez innego zawodnika. W przypadku koleżeńskiej współpracy na zawodach bez draftingu pomoc może być też znaczna w przypadku, gdy zawodnicy dają sobie legalne zmiany tzn wymijają się w regulaminowych odstępach. Wystarczy spojrzeć na różnice wśród PRO na MŚ IM70.3 czy IM, gdzie po rowerze są grupki, w których zawodnicy przyjeżdżają praktycznie jeden za drugim, ale nie ma mowy tam o draftingu w klasycznym tego słowa znaczeniu. Dobrym przykładem będzie też tutaj ubiegłoroczna Gdynia, gdzie pierwszych 3 zawodników jechało całą trasę razem, ale jednak przepisowo.

    Marek jak zwykle Strześniewski komentarz tzn Mistrzowski komentarz 😉

  15. Moją uwagę przykuły słowa Maćka opisujące walory takiego pomocnika ….”„domestiques” są prawdziwymi bohaterami stojącymi za sukcesami swoich liderów….. Poświęcenie własnych, choćby niewielkich szans na medal dla innego zawodnika jest przejawem pokonania osobistych ambicji na rzecz dobra wyższego rzędu”… Popatrzyłem w głąb swojej mrocznej duszy i pomyślałem, że to coś dla mnie. Niewiele mogę pomóc w wodzie lub na rowerze, ale przecież jest jeszcze „Carboloading’! Za niewielkim wynagrodzeniem (to może być publiczna pochwała Mistrza na portalu AT) zobowiązuję się przez 3 dni przed kluczowym startem Mistrza narzucić mu wymagające tempo w spożywaniu węgli! Ku chwale Ojczyzny!

  16. Ciekawy pomysł, ale kontrowersyjny. Interesujący szczególnie dla zawodników, którzy marzą o kwalifikacji na MŚ Ironman 70.3 i Ironman. Moje wątpliwości dotyczą przede wszystkim etapu rowerowego, gdzie bardzo trudno byłoby zapanować nad sytuacją draftingu. Sędziowie mieliby sporo pracy, pilnując par zając – zawodnik 🙂 i przepisowej odległości. Myślę, że drafting jest tu największym problemem. Można jeszcze zastanawiać się nad kwestią samodzielnej walki o czas – bo przecież w regulaminach dystansów długich są przeważnie zapisy o tym, że nie przyjmujemy ŻADNEJ pomocy z zewnątrz i od innych zawodników (casus niewyjaśnionej dotąd dyskwalifikacji McCormacka w Poznaniu!!!). A czy pomoc w dyktowaniu tempa i zwalczaniu kryzysów na trasie jest czymś mniej wpływającym na wynik niż pomoc przy zmianie dętki? W wielu przypadkach mogłoby się okazać, że zysk jest dużo większy w tym pierwszym przypadku. Nie potrafię tak do końca jednoznacznie ocenić jak miałoby wyglądać „usankcjonowanie” takiego zająca na zawodach Ironman i Ironman 70.3. Z mojego doświadczenia wynika, że najbardziej przydałby się on właśnie na rowerze i na początku biegu, bo to tam popełniamy najwięcej błędów dotyczących intensywności wysiłku i odżywiania na trasie, taktyki. Odpowiedź na Maćka pytanie jest chyba tylko jedna. Jeżeli regulamin zawodów pozwala na taką pomoc, to OK, ale wciąż poruszmy się po cienkiej i nie do końca zdefiniowanej granicy. Zawsze mnie zastanawiało, że są tak surowe kary z dyskwalifikacją włącznie za np. podanie żonie bluzy (przypadek Kuby Gebhardta w Kopenhadze) a zupełnie legalny bieg dwóch zawodników obok siebie, którzy nawzajem się motywują. Co jest większą pomocą wpływającą na wynik, to chyba jasne. Oczywiście o ile nie mam żadnych wątpliwości, że taki zając to fajna sprawa dla amatorów bijących się tylko o życiówki dla siebie i własnej satysfakcji, o tyle kiedy w grę wchodzą przepustki na Mistrzostwa Świata, mam ogromne wątpliwości.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,508ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane