Grzegorz Fiks: „Potrafiłem schudnąć 10 kg w miesiąc, a w następny – przytyć te 10 kg. Dla testów”

Twórca Fixcatering cateringu dla sportowców sprawdzał na sobie różne diety. Z jakim skutkiem? Grzegorz Fiks opowiedział o odżywianiu, treningu triathlonowym i dbaniu o siebie.

ZOBACZ TEZ: Czy catering może oferować dietę dla triathlonistów? Dieta Endurance w Fixcatering

Uwaga: Przy zakupie diety z kodem akademiatriathlonu obowiązuje zniżka -10%!

Akademia Triathlonu: Triathlonista, współwłaściciel cateringu… Czym jeszcze się zajmujesz i jakie są twoje sportowe plany?

Grzegorz Fiks: W przyszłym sezonie chcę znowu wystartować na pełnym dystansie. Robiłem to już trzy razy i chciałbym w końcu złamać moją barierę 10 godzin. Oprócz tego – połówki. Poza tym jestem też trenerem mentalnym. Z tego powodu mam świadomość, że poprzez niezbilansowaną dietę możemy mieć problemy na polu mentalnym, co przekłada się na gorsze wyniki.

AT: Co masz na myśli?

GF: Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co się dzieje, kiedy kiepsko jemy. Mamy gorsze dni, słabo się czujemy. Nie śledzimy tego, co jemy, a to obniża nasz mental. Tak prosta kwestia jak odpowiednie jedzenie może bardzo poprawić gotowość do treningu. Jestem w życiu współwłaścicielem firmy, tatą, partnerem, przedsiębiorcą… Kiedy mam okres, w którym źle jem, a zdarzają się takie, to nagle wszystko u mnie pada. I to jest notoryczne u większości ludzi. Powinniśmy mieć świadomość, że przez samo jedzenie możemy bardzo dużo zmienić w naszym nastawieniu do dnia, codzienności i otoczenia. Zmienia się też odporność na stres. Bez odpowiedniego podejścia do jedzenia może nam się bardzo dużo wyłożyć.

AT: Co to znaczy: „odpowiednie podejście do jedzenia?” Co jemy? Jak jemy?

GF: Tak. Co jemy, czy dostarczamy odpowiednie paliwo swojemu organizmowi. Czy jemy regularnie, nawadniamy się odpowiednio. Te rzeczy często schodzą na dalszy plan w cięższych momentach, jak np. przeciążenie pracą. W dłuższej perspektywie spada nasza gotowość do czegokolwiek, jesteśmy bardziej zestresowani. Brakuje chęci do treningu. Czasami to nie zmęczenie albo deszcz sprawiają, że nie chce nam się iść na trening. Powodem jest to, że nie dbaliśmy odpowiednio o swoją dietę.

ZOBACZ TEŻ: Anemia czy przeładowanie? Marta Karpińska o nadmiarze żelaza u sportowców

źródło: Grzegorz Fiks/archiwum prywatne

AT: Nie dla każdego to jest oczywiste. Czasem wręcz spycha się odżywianie na dalszy plan. Jak długo dochodziłeś do takich wniosków i czy to one sprawiły, że postanowiłeś oprzeć swój biznes na jedzeniu?

GF: Zdecydowanie. W 2011 roku zacząłem catering dietetyczny. Nie było wtedy takiego nazewnictwa w Polsce. Wiem, że np. w Warszawie już istniały takie cateringi, ale ja wtedy nie miałem o tym pojęcia. Moją wizją biznesu było to, żeby w całej Polsce dało się szybko zjeść zdrowe jedzenie. Zacząłem prowadzić catering, ale na początku tylko przez miesiąc, jako okres przejściowy przed moim food truckiem. Tej nazwy też wtedy jeszcze nie znałem. Miałem food truck ze zdrowym jedzeniem – tortille, burgery, sałatki. W mojej wizji to miało być coś na wzór McDonalda, żeby dało się podjechać jak do McDrive’a. Taki „FixDrive”.

Chciałem pokazać ludziom, że zdrowe jedzenie nie musi się wiązać z siedzeniem w kuchni przez 5 godzin. To była moja wizja, która powstała dzięki studiom i grze w koszykówkę. Grałem 15 lat, dopiero potem zacząłem triathlon. I oczywiście brak dobrego paliwa stwarzał dla mnie bardzo duży problem. Trochę paradoks, kiedy ma się trzy restauracje ze zdrowym jedzeniem. Najpierw food truck, później lokale. Zaczęło się w Pieszycach, potem Dzierżoniów i Świdnica.

AT: I jak to wtedy wyglądało?

GF: Prowadząc 3 restauracje, z czego jedną razem z bratem, zacząłem odczuwać, jak ważne jest jedzenie. Musiałem jeździć pomiędzy tymi miastami, żeby ich doglądać. Choć znajdowałem się w restauracji, nie jadłem regularnie. Nie miałem czasu. Przez to mocno przytyłem. Ważyłem ponad 90 kg mając zdrowe lokale. To jest chore (śmiech). Teraz to rozróżniam. Restauracje były produktem dla klienta, a ja je prowadziłem. Kompletnie straciłem panowanie nad swoim organizmem. Odpuściłem jedzenie, piłem kawę i leciałem dalej. Te lokale zaczęły się powoli wyciszać i powstał catering dietetyczny jako sposób na coś nowego.

AT: Trenowałeś wtedy?

GF: Grałem jeszcze w koszykówkę, ale tych regularnych treningów już prawie nie było. „Z braku czasu”. Tak to sobie wtedy tłumaczyłem. Zawiesiłem koszykówkę, a nie miałem motywacji do innych treningów. O triathlonie dowiedziałem się już w 2000 roku od mojego wujka. Zaraził mnie Ironmanem. Miał taki stary zegarek Polara, który jak zobaczyłem, to szok. Triathlon był zawsze moim celem. Wiedziałem, że jak skończę karierę z koszykówką, zacznę triathlon. Tak się stało w 2015 roku.

ZOBACZ TEŻ: Przedtreningówki w triathlonie? Lepiej unikać!

źródło: Grzegorz Fiks/archiwum prywatne

AT: Był food truck, potem pierwsza, druga i trzecia restauracja. Okazało się, że nie ma kiedy jeść. Tyłeś, a chciałeś być zdrowy – wyszło zupełnie odwrotnie. I ten triathlon pojawił się…

GF: …w czasie, gdy już założyłem catering. Tak naprawę dopiero wtedy poukładałem sobie sprawy. W momencie, w którym pojawił się catering, mieliśmy już tylko jedną restaurację. Dzięki temu mogłem zająć się też triathlonem. I też tak naprawdę dopiero catering pokazał mi, co to znaczy dbać o jedzenie. Mogłem zabrać pudełka ze sobą, podgrzać sobie, zjeść gdzieś w odpowiednim czasie. To mi uświadomiło, jak wiele robią gotowe pudełka, jeśli chodzi o jakość mojego życia. Jest zawsze pod ręką. Zabezpiecza moje zdrowie. Nawet takie jest nasze hasło: „Fixcatering – zawsze pod ręką”. Dosłownie i w przenośni.

AT: To zaskakujące. Człowiekowi, który dba o podejście, zdrowie i ma taką świadomość, zajęło to… Ile czasu?

GF: 5 lat.

AT: 5 lat to dużo. W 5 lat można się rozsypać. Czy Ty byłeś w stanie chociaż dla przyjemności wyjść poćwiczyć, nie mówiąc już o regularnym treningu?

GF: Pokonywałem kilometry na rowerze lub w biegu, brałem udział w lokalnych zawodach kolarskich. Czułem się wtedy fatalnie. Dojeżdżałem za osobami, które bez problemu bym wyprzedził w swojej normalnej formie. To było poniżenie. Pamiętam Koronę Gór Sowich, taki wyścig, w którym przyjechałem chyba jako ostatni albo przedostatni. Zawsze sportowiec, grałem przecież w koszykówkę przez lata. Zawsze w formie. A tu nagle ostatnie miejsce na zawodach.

To była porażka i moment przełomowy – następne starty były już dużo lepsze. Ale i tak czułem się źle. Mam świadomość jako trener mentalny, co się wtedy ze mną działo. Byłem całkowicie rozsypany. Żadnej kontroli nad biznesem, sobą, zarządzaniem ludźmi. To wszystko było takim biegiem – i to sprintem, nie maratonem. Bardzo dużą rolę odgrywało w tym jedzenie. Nie mówię tylko przez pryzmat promocji cateringu, ale ogólnie zdrowego odżywiania. To jest naprawdę ważne, bardzo dużo od tego zależy.

AT: Co zrobiłeś jak dotarłeś do swojej maksymalnej wagi?

GF: Przestałem jeść mięso. Przez rok byłem wegetarianinem.

ZOBACZ TEŻ: Marek Król: „zrobię sobie przerwę”. Półtora miesiąca bez mięsa zamieniło się w 5 lat

źródło: Grzegorz Fiks/archiwum prywatne

AT: Eksperymentowałeś z dietami?

GF: Tak, bawiłem się bardzo dużo z różnymi dietami. Przeczytałem kiedyś książkę Richa Rolla „Ukryta Siła”. O prawniku ze Stanów, który w wieku czterdziestu paru lat przeżył zawał. Przez stres i złe nawyki. I on właśnie przeszedł na wegetarianizm. Ja co prawda nie jestem obecnie całkowicie wegetarianinem. Uważam, że dieta śródziemnomorska jest zdrowa. Ilości mięsa w niej są odpowiednie i potrzebne. Można oczywiście żyć bez mięsa, ale sam też po prostu je lubię. Zjechałem wtedy 15 kilogramów w ciągu pół roku. Naprawdę zacząłem dbać o swoje zdrowie, żyłem całkiem inaczej.

AT: Zostając jeszcze przy dietetycznych eksperymentach – sprawdzałeś na sobie, co działa, a co niekoniecznie? Niestety widzę często, że ludzie bardzo skaczą po dietach i próbują różnych „diet cud”. Co ty o tym myślisz?

GF: Problemem jest nie tyle kombinowanie, co brak wiedzy na temat tych diet. Ludzie przeczytają w internecie jakiś krótki artykuł albo usłyszą od kogoś: znajdź sobie jadłospis keto. Nie wiedzą, jak działa dieta keto i Low Carb, co się stanie jak zjesz czegoś za dużo albo za mało. Można zaburzyć swój metabolizm, a powrót do stanu wyjściowego zajmuje bardzo dużo czasu. Można też po prostu nie wrócić, bo po drodze coś takiego się zadzieje z ciałem, że już po prostu nie starczy motywacji, siły i energii. Bo jeśli ktoś schudnie 10 kg, ale potem przytyje 30, to może się całkiem załamać.

AT: Motywacja i energia to jedno, a drugie – organizm wariuje. Może się okazać, że robimy deficyt i organizm mówi: Tu jest jakiś niedobór, będę odkładał na gorze czasy. Jeśli robisz mi numer i przestajesz jeść, to ja muszę sobie odłożyć.

GF: Dokładnie. Robiłem takie cykle, że potrafiłem zrzucić 10 kg w miesiąc, a w następnym – przytyć te 10 kg. Dla testów. Chciałem zobaczyć, jak będę reagował. Absolutnie tego nie polecam, to były eksperymenty. Jeśli ktoś redukuje naprawdę dużą wagę, rygorystyczne diety można stosować przez krótki okres. Ale kiedy mówimy o człowieku, który chce schudnąć kilka kilogramów w miesiąc – to się mija z celem. Może to spokojnie zrobić w 3 miesiące zbilansowaną dietą śródziemnomorską i nigdy więcej nie wracać do wyjściowej wagi.

Oczywiście można dojść do tego też w miesiąc, jakąkolwiek inną dietą. Jest jednak ryzyko, że człowiek przez kolejne lata będzie się męczył. Jeżeli odpuści tę dietę i wróci do starych nawyków – a w miesiąc naprawdę trudno jest te nawyki zmienić – dzieje się to, o czym mówiłaś. Przykładowo: ktoś nie jadł przez miesiąc węglowodanów, a jednak lubi bułeczki i myśli, że raz na jakiś czas może. Organizm stwierdza: O, dawno tego nie było, chcę więcej. Tak działamy, dlatego diety skrajne są o tyle trudne, że trzeba się ich trzymać do końca życia. Jestem człowiekiem, który lubi jeść różne rzeczy i byłoby mi szkoda rezygnować z pieczywa czy czegoś słodkiego, bo w odpowiednich ilościach to nie przeszkodzi w trzymaniu formy.

ZOBACZ TEŻ: Idealne i tanie paliwo dla triathlonisty? Potrzebujesz tylko ryżu

źródło: Grzegorz Fiks/archiwum prywatne

AT: To wszystko zrodziło się u Ciebie z potrzeby.

GF: Tak.

AT: Czemu diety Endurance nie było wcześniej?

GF: Miała powstać już rok temu. To był proces. Zaliczyłem 3 Ironmany, moim pierwszym triathlonem był właśnie Ironman. I jak teraz na to patrzę, wiem że to też nie było zdrowe.

AT: To jest częsta droga – marzenie o byciu Ironmanem.

GF: To było też moje marzenie. Punkt do odhaczenia na liście. W Olsztynie Łukasz Gras po dobiegnięciu na metę poniżej 14 godzin pytał mnie: Czy to był twój pierwszy Ironman? A ja mówię: To było moje pierwsze pływanie na odległości 3,8 km. Wcześniej maksymalnie 3 km. Pierwszy rower na dystansie 180 km – najwięcej jeździłem 160 km. No i pierwszy maraton, bo wcześniej przebiegłem połówkę. I tak, to był mój pierwszy Ironman.

To był skok na głęboką wodę, rzucenie się z motyką na Słońce. To nie tak, że wstałem z kanapy dwa tygodnie wcześniej i to zrobiłem, ale przygotowywałem się tylko pół roku. Moja wiedza była wtedy niewielka. Rok wcześniej zrobiłem połówkę. Ale proces ruszył – pierwszy, drugi i trzeci Ironman czegoś mnie nauczyły. Jestem w temacie, współpracowałem z trenerami, śledzę wiele osób. Jako trener mentalny spotykam się też ze sportowcami, z ich problemami wynikającymi m.in. z jedzenia. To był proces na własnej skórze. Wiele osób wciąż nie dba o odżywianie. Jest w Polsce bardzo wielu dobrych triathlonistów, którzy zaniedbują ten temat. Mówię oczywiście o amatorach, bo większość zawodników PRO jest obecnie na cateringach.

ZOBACZ TEŻ: Jak magnez przyspiesza regenerację sportowca?

źródło: Grzegorz Fiks/archiwum prywatne

AT: I tu pojawia się też problem odpoczynku. Jedzenie przyspiesza regenerację i daje nam paliwo. Ludzie trenują, pracują i kiepsko przy tym jedzą, a nawet jak już zjedzą, to nie odpoczywają. Sam mówiłeś, że nie dało się pogodzić restauracji ze zdrowym jedzeniem, bo te restauracje trzeba było prowadzić.

GF: Uświadomiłem sobie wtedy, jak bardzo robienie jedzenia pochłania czas. I nawet, jeśli lubię gotować, to nie zawsze mam kiedy. Przyjmując godzinę dziennie – a to założenie dla wprawionych ludzi, którzy w godzinę potrafią zrobić jedzenie na cały dzień – taka godzinka drzemki w ciągu dnia może być dla triathlonistów odpoczynkiem na wagę złota. Czy nawet nie pójście do sklepu, nie pojechanie po coś, tylko zostanie w domu. Sama jakość jedzenia też dla regeneracji jest bardzo ważna.

Tekst powstał we współpracy z Fixcatering. Przy zakupie diety z kodem akademiatriathlonu obowiązuje zniżka -10%.

Gabriela Bortacka
Gabriela Bortacka
Redaktorka. Pisze głównie o sporcie i historii. W jednym i drugim szuka przede wszystkim inspirujących ludzi. Z wykształcenia dziennikarka i antropolożka kultury.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,509ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane