“I am from earth”, czyli trizofrenia – część trzecia

3

Triathlonista to człowiek (człowiek?) bardzo specyficzny. Moją ulubioną koszulką mojego triathlonisty jest biały T-shirt z napisem „I am form earth”, który dostał na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. To mnie trochę uspokaja, bo czasem mam wątpliwości, czy triathloniści pochodzą z tej samej planety, co reszta ludzkości. Aby uprawiać ten sport, trzeba mieć niewątpliwie tendencje masochistyczne, trzeba być zdyscyplinowanym, oraz mieć niekończące się zasoby energii.  No i oczywiście triathloniści są mega uparci – wszyscy bez wyjątków, tylko niektórzy nie chcą się do tego przyznać i potrafią to maskować w czarujący sposób.

 

Triathlonista to również indywidualista, bo triathlon, choć składa się z trzech dyscyplin, nie jest sportem załogowym. Dlatego grupa nie jest mu do niczego potrzebna, najwyżej sparing partner, którego można wcześniej czy później wykończyć. Gorzej tylko, jak tym sparing partnerem jest również partner życiowy i chciałoby się, żeby ta osoba jeszcze trochę pożyła. W końcu może się jeszcze przydać do masażu obolałych łydek, lub pilnowania plecaka podczas zawodów…

 

Triathlonista potrafi być bardzo skupiony, skoncentrowany na treningu i następnych zawodach. To również  jest bardzo potrzebne, by stawiać priorytety, a priorytetem jest (prawie) zawsze trening. Dla triathlonisty imprezy, czy wypady do pubu nie są żadną pokusą. On wie, że jutrom w niedziele o siódmej rano, czeka go trzygodzinna jazda rowerowa i to przyprawia go o dreszczyk emocji, a nie nocne tance. W weekend z samego rana można spotkać na ulicy właśnie tylko dwa typy ludzi: tych, którzy dopiero wracają z dyskoteki i marzą o łóżku, oraz zapalonego sportowca, który tryskając energią właśnie wyskoczył ze swojego łoża, by na czczo przebiec półmaraton na rozgrzewkę. Eh…, ja tam wolę moją poranną kawkę i gazetkę. No, ale pewnie ze mnie nigdy nie będzie żaden Olimpijczyk.

 

Tak samo obozy treningowe: każdy „normalny” człowiek na wieść, że poleci do RPA, czy Australii, marzyłby o zobaczeniu dzikich zwierząt, spędzaniu czasu na pięknych, błękitnych plażach oraz o zwiedzaniu pięknych miast. Obfotografowałby cały pejzaż, próbowałby najprzeróżniejszych egzotycznych potraw, byłby ciekaw jak wygląda centrum miasta, w którym się akurat znajduje. Triathloniści jednak ciężko pracują tam, gdzie inni chcieliby spędzić urlop. Trzeba mieć naprawdę odporna psychikę, żeby nie ulec pokusie zaniedbania treningu. Zamiast pójść na plażę, pospać sobie trochę dłużej, triathlonista wstaje w środku nocy, aby w półśnie „wpaść” do basenu i przepłynąć 5km na dzień dobry.

Znam takiego osobnika, który wie, gdzie są wszystkie baseny nieopodal lotnisk. Bo w końcu jak można lepiej wykorzystać czas miedzy dwoma lotami, niż pójść na basen? Ja oczywiście wolałabym w tym czasie wypić pachnąca kawkę w Starbucks. Temu osobnikowi również zdarzało się wykonywać swój trening stabilizacyjny na lotnisku. Jak widać wszystko można, jeśli się tylko chce.

 

Często zdarza się, ze triathloniści znakomicie znają wszystkie trasy rowerowe, przebiegli każdy pagórek, jednak nie byli ani razu na lodach w mieście, gdzie akurat odbywa się obóz.  Po co marnować siły na zwiedzanie starówki? Priorytetem śmiertelnika byłoby opalanie się na plaży, pyszna pizza u Włocha, dobra książka, może jakieś muzeum, shopping, (jeśli śmiertelnikiem jest kobieta). Trening byłby zrobiony tylko po to, aby spalić te trzy litry lodów, które się właśnie zjadło na deser. Ale u triathlonisty jest wszystko na opak. Jego priorytetem jest trening, trening i trening. A wolnym czasie trzeba się oszczędzać i najlepiej odpocząć na kanapie przed telewizorem.

 

A propos oszczędzania się: triathlonista lubi biegać, nie chodzić. Przechadzki po mieście bywają dla niego istną  torturą, w końcu już dosyć się namęczył podczas treningu.  Triatlonista również niechętnie wchodzi po schodach. Zawsze bierze windę, choćby na pierwsze piętro! To się nazywa ekonomiczne podejście: najpierw trzeba na treningu porządnie namęczyć, by potem nie ruszyć tyłka z fotelu?! Gdzie jest tu sens?! Triatlonista to człowiek aktywny, ale jak już zrobi swoje, to odpoczynek jest dla niego święty – nic nie jest w stanie zwabić go z kanapy!

 

3 KOMENTARZE

  1. Triathlon od “kuchni” dobrze spreparowany, z apetytem się jadło. Ale gdzie miejsce dla Ciebie? Dobrze, że triathlon to nie szachy, bo do 90-ki byłoby przechlapane… 🙂

  2. śliczne, widać masz ogromny bagaż doświadczeń jako pielęgniarka ciężkiego schorzenia ” choroba triathlonisty” 😀

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here