Ida Cewińska: „Szczęśliwi i spełnieni rodzice dają dobry przykład”

Triathlon zna od dłuższego czasu, ale zadebiutowała w nim jako dorosła kobieta i mama. Dzisiaj jest dla niej stylem życia. Ida Cewińska, trenerka i zawodniczka, opowiada nam o tym, jak łączy życie zawodowe i treningi, jak zaraziła sportową pasją córkę, a także jakie podejście do sportu poleca amatorskim zawodnikom.

ZOBACZ TEŻ: „W tym sezonie skupiam się na zdobyciu slota na MŚ na Hawajach” – Agnieszka Jerzyk

Grzegorz Banaś: Trenowałaś kilka dyscyplin m.in. szermierkę, a także pięciobój nowoczesny. Dzisiaj jesteś też trenerką pływania. Od kiedy sport obecny jest w Twoim życiu?

Ida Cewińska: Wśród triathlonistów jestem tą szczęściarą, która ma konkretną przeszłość sportową. Ze sportem jestem związana już od przedszkola, kiedy to poszłam na pierwsze lekcje nauki pływania z grupą. Potem sportowa szkoła podstawowa i klasa o profilu pływackim i podobnie w gimnazjum. Wtedy też odkryłam, że potrafię szybko biegać i trenerzy pokierowali mnie w stronę pięcioboju nowoczesnego, w którym miałam swoje największe sportowe sukcesy. Szermierkę trenowałam na studiach, kiedy to zabrakło mi zapału i chęci na wyczynowe trenowanie pięcioboju.

Grzegorz Banaś: W jednym z Twoich postów przeczytałem, że triathlon po raz pierwszy zobaczyłaś kilkanaście lat temu. Co zachęciło Cię do uprawiania triathlonu?

Ida Cewińska: Z triathlonem pierwszą styczność miałam jako początkująca pięcioboistka – startowałam wtedy w dwuboju, czyli w pływaniu i bieganiu na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Tak się złożyło, że tuż po naszej rywalizacji startowali młodzi triathloniści. Wtedy już zamarzyło mi się, żeby może kiedyś spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. W końcu do pływania i biegania brakowało mi tylko jazdy na rowerze. Początkowo życie mną inaczej pokierowało, zostałam przy pięcioboju i swoje dziecięce marzenie mogłam spełnić dopiero kilkanaście lat później, już jako dorosła kobieta i mama.

Nie powiem nic nowego, jak dodam, że po ciąży chciałam szybko wrócić do formy i swojej starej sylwetki. Nie miałam wtedy możliwości, żeby wrócić na szermierkę, bo Aleks, tata Bianki pracuje jako trener dokładnie w godzinach treningów. Zaczęłam więc znowu biegać i pływać w każdej wolnej chwili. Rower był już kwestią czasu. W triathlonie zadebiutowałam w pożyczonej piance, na pożyczonym gravelu i kasku, jechałam w zwykłych butach biegowych i byłam przeszczęśliwa, że mogę to zrobić!

fot. Fabryka Kadrów

GB: Pięciobój nowoczesny to dyscyplina, który od zawodników wymaga wszechstronności. Czy to, że wcześniej miałaś dużo doświadczenia w tej dyscyplinie, pomogło (i pomaga) w treningach i startach triathlonowych?

IC: Szczerze mogę powiedzieć, że pięciobój nowoczesny to ekstremalna dyscyplina. Łączy 5 konkurencji wymagających zupełnie innych umiejętności, a trenowanie ich wszystkich to masa czasu, pracy, poświęceń i wyrzeczeń. Po karierze 5-boistki do triathlonu podeszłam na dużym luzie – przecież to „tylko” 3 dyscypliny, co to dla mnie. I prawdą jest, że zrobienie 2 czy 3 treningów dziennie nie robiło na mnie wielkiego wrażenia, kiedyś to był standard.

Więc tak, pod względem doświadczenia i samego podejścia do treningu jest to dla mnie dużym ułatwieniem. Nie jestem amatorem, dla którego na początku kariery wyjście na każdy pojedynczy trening jest wyzwaniem i sukcesem. Dla mnie ten 1 trening dziennie, na który teraz mogę sobie pozwolić, to jest coś oczywistego, jak wstanie rano z łóżka czy pójście do pracy.

GB: Debiutowałaś trzy lata temu. Gdybyś miała dzisiaj powiedzieć, czym jest dla Ciebie triathlon, to jak wyglądałaby taka definicja?

IC: Triathlon jest dla mnie po prostu stylem życia. Odnalazłam się w nim na 100%. Jest obecny każdego dnia. Trenuję u boku mojego trenera i partnera jednocześnie, Aleksego Otłowskiego. Mamy nasz i klub i drużynę triathlonową Trimasters, startujemy razem w zawodach, wyjeżdżamy na obozy i po prostu wszyscy się lubimy. Więc właściwie cały rok, wszystkie plany, wyjazdy urlopy muszą być spójne z naszym triathlonowym życiem.

Triathlon to dla mnie też odskocznia od takiej zwykłej codzienności. Dzięki treningom mogę się oderwać od siedzącej pracy w korpo, rozładować napięcie i pozbyć się stresu.

GB: Jesteś mamą, pracujesz zawodowo, trenujesz i jesteś trenerką. Czy masz jakiś uniwersalny sposób na łączenie tych wszystkich zajęć? Znalezienie takiej równowagi było trudne?

IC: Myślę, że łączenie ze sobą tylu ról i obowiązków to wciąż zasługa pięcioboju nowoczesnego. Tylko teraz trochę zmieniłam „konkurencje” (śmiech). Od dziecka byłam przyzwyczajona do życia na pełnych obrotach i wielu obowiązków. Lepiej funkcjonuję z wypełnionym dniem i napiętym grafikiem niż luzem, innego życia nie znam. Nawet będąc w ciąży, chodziłam na uczelnię i pracowałam na basenie do ostatniego miesiąca. Wydaje mi się, że nie każdy odnajdzie się w takim trybie. To trzeba mieć „w genach”. Takie bycie ruchliwym, energicznym, pełnym zapału i pomysłów.

Kluczem też jest dopięty grafik dnia, dopasowany plan treningowy i odpowiednie podejście trenera. Staramy się trenować tak, żeby, jak najmniejszym kosztem uzyskiwać jak najlepsze rezultaty, a Aleksy doskonale rozumie potrzeby pracującej mamy. Trzeba też kochać to, co się robi. Gdybym miała się zmuszać do czegokolwiek, to równowaga byłaby niemożliwa. Myślę, że łączenie życia z prawdziwą pasją jest możliwe dla każdego. Dla mnie jest to triathlon, dla kogoś innego może to być malarstwo czy oglądanie filmów i to jest piękne i wartościowe.

GB: W Twoich mediach społecznościowych podkreślasz, że jesteś dumna, że zaraziłaś pasją do sportu również Twoją córkę. Jak Ci się to udało i co radziłabyś innym rodzicom, którzy chcieliby zrobić to samo?

IC: Tak naprawdę moja córka, Bianka była skazana na życie w sportowym trybie. Będąc jeszcze w moim brzuchu, razem ze mną trenowała dzieciaki na basenach. Mając 8 miesięcy była ze mną i Aleksem na swoim pierwszym obozie z małymi pięcioboistami. Od małego widzi, że rodzice dzień w dzień trenują, a potem startują w zawodach. Więc dla niej chodzenie na treningi, basen, jazda na rowerze nawet zimą to coś zupełnie normalnego, aczkolwiek ma też swoje artystyczne pasje, które też próbujemy pielęgnować i jeśli na to postawi w przyszłości, to nie ma problemu.

Od początku pokazujemy Biance, że pasja w życiu jest czymś, co pozytywnie nakręca. Teraz jest w takim wieku, że jest od nas w pełni uzależniona, chce robić to, co my, bo aktualnie jesteśmy jej jedynymi autorytetami. A czym się zainteresuje, jak będzie starsza, tego nie wiemy. Jedyne co mogłabym radzić innym rodzicom to żyć w zgodzie ze sobą i swoim stylem życia, bo szczęśliwi i spełnieni rodzice dają fajny przykład. Jak chciałabym na siłę pchnąć Biankę np. w aktorstwo, z którym nie mam nic wspólnego, to obawiam się, że nie miałoby to sensu (śmiech).

fot. Fabryka Kadrów

GB: Chyba śmiało mogę stwierdzić, że jesteś również inspiracją dla innych mam i zawodniczek. Pokazujesz wszak, że można łączyć rodzinę, treningi, pasję i pracę. Dodatkowo jeszcze czerpać z tego wiele radości? Co mogłabyś powiedzieć mamom lub innym rodzicom, którzy zastanawiają się, czy mogliby znaleźć podobne podejście?

IC: Pasuje mi banalne powiedzonko: „chcieć to móc”. Ja chcę trenować triathlon, więc to robię, dzięki temu, że sport mam we krwi i bardzo to lubię, to nie brakuje mi czasu ani motywacji. Mój plan treningowy jest idealnie dopasowany do mojego planu dnia, ale jest też miejsce na modyfikacje związane z samopoczuciem. W sezonie ciepłym prawie zawsze jeżdżę do pracy rowerem lub wracam z pracy do domu biegiem, co trzeba dopracować logistycznie, ale jest to możliwe.

Z Aleksem często trenujemy na zakładkę. Jak ja robię trening, to on się opiekuje Bianką, potem zmiana. Jedyna trudność jest taka, że jesteśmy triathlonistami oboje i jak jedno „dostaje wolne” na trening to potem jest kolej na drugie i trochę walczymy między sobą o ten czas. Kiedy idziemy rodzinnie na basen też każdy znajdzie chwilę, żeby się rozpływać.

Ponad 3 lata biegałam z Bianką i wózkiem biegowym. Teraz już jest za duża na wózek, ale potrafi jeździć na rowerze, więc czasem udaje nam się wyjść wspólnie na krótkie rozbieganie – ja biegnę, ona jedzie. Jeździmy razem na wycieczki rowerowe z Bianką w foteliku. To nie jest klasyczny trening triathlonisty, ale to lepsze niż nic. Najłatwiej jest teraz kręcić na trenażerze. Córka jest na tyle duża, że potrafi w tym czasie bawić się sama i kibicować mamie w trudnych chwilach.

Trenuję, kiedy Bianka trenuje. To dość banalne, ale widzę masę rodziców, którzy potulnie czekają w szatni, aż ich pociechy skończą swoje zajęcia. Ja wykorzystuję ten czas inaczej. To są tylko przykłady pokazujące, że jak komuś na czymś zależy to po prostu znajdzie na to swoje rozwiązanie. A na wymówki zwyczajnie nie ma czasu. Jak jest chwila i przestrzeń na trening to nie zastanawiam się ani minuty przebieram się i działam.

GB: Właśnie o tę radość chciałem zapytać. Pojawiają się w Twoich postach słowa: motywacja, fun, zabawa. Ta radość przy treningach jest kluczowa, aby mieć też odpowiednią motywację?

IC: Zdecydowanie radość, którą czerpię ze sportu, jest najważniejsza. Bez tego nie ma szans na długofalową motywację. Jak już mówiłam, ze sportem jestem związana od zawsze, nie znam innego stylu życia, jest to moja przeogromna pasja i wiem, że aktywna będę tak długo, jak zdrowie mi na to pozwoli. Nie wyobrażam sobie robić coś na siłę, na przekór sobie, zmuszać się do aktywności, której nie czuję. W pięcioboju była to na przykład jazda konna. Może kiedyś jeszcze pogalopuję na koniu, ale jestem przekonana, że do skoków już nie wrócę.

GB: W jednym ze wpisów podkreślałaś też, że czasem trzeba zwolnić, odpocząć – posłuchać własnego organizmu. „Najważniejsze to znaleźć swoją własną drogę, która daje radość, nie ogranicza i pozwala się realizować na 100%”. Możesz powiedzieć o tym coś więcej? Ciężko znaleźć taką idealną równowagę?

Ida Cewińska: Mam wrażenie, że w tych czasach media społecznościowe z jednej strony mają mnóstwo plusów, a z drugiej nakręcają nas czasem do mniej zdrowej rywalizacji, porównywania się. Czasem patrzę na inne dziewczyny i trochę im zazdroszczę czasu na treningi wyników, co jest absurdalne i niepotrzebne.

Ciężko jest czasem zwolnić, patrząc, jak reszta świata wciąż pędzi przed siebie. Są takie chwile, że warto sobie przypomnieć, chociażby o zdrowiu, które jest najważniejsze. Trzeba czasem odpocząć, pozwolić sobie na odpuszczenie, żeby się nie przeciążyć i nie wypalić. Organizm człowieka potrafi dawać wyraźne znaki, że już za bardzo jest wyeksploatowany. Wystarczy tylko nauczyć się go słuchać. Jak zaśpisz na trening, to znaczy, że potrzebna była regeneracja i wyrzuty sumienia są niepotrzebne. Sportowcy amatorzy powinni szczególnie o tym pamiętać, dawać sobie więcej luzu i czasu na regenerację.

fot. Ida Cewińska – archiwum prywatne

Na koniec chciałem zapytać o Twoje przygotowania do nowego sezonu. Jesteś z nich zadowolona? Możesz zdradzić nam swoje plany na triathlonowy 2023 rok?

Ida Cewińska: W moim każdym sezonie głównym celem jest maksymalne unikanie chorób przenoszonych przez przedszkolaka (śmiech). Jak się udaje systematycznie trenować, to realizuję plan ustalony przez mojego trenera.

W tym sezonie eksperymentujemy z treningiem siłowym, który oboje bardzo lubimy. Mamy siłownię tuż obok sali treningowej naszej córki, więc jak tylko możemy, kiedy ona trenuje gimnastykę – my robimy trening siłowy, czasem biegowy. To dość kontrowersyjne w triathlonie, ale ja uważam, że warto dołożyć do planu 1-2 jednostki siłowe, które naprawdę mogą zmienić jakość naszych treningów.

Z przygotowań w tym roku jestem bardzo zadowolona i jak tak dalej pójdzie, to sezon będzie wspaniały! Przede mną pierwszy start w Półmaratonie Warszawskim i celuję w czas w okolicy 1’30”. Potem starty na dystansie 1/8 w cyklu Garmin Iron Triathlon, 5150 w Warszawie i Mistrzostwa Polski w sprincie i na dystansie olimpijskim. Co więcej – życie pokaże, ale jak widać, wybieram te krótsze dystanse. Na debiut na połówce jeszcze mam czas.

GB: Już zupełnie na koniec – czy masz jakiś cel, marzenie związane z triathlonem?

IC: Oczywiście, że mam cele i marzenia to nieuniknione w sporcie. Takim długofalowym celem jest trenowanie tak długo, jak mi życie pozwoli. Wyobrażam sobie siebie startującą w kategoriach wiekowych 60+. To jest też związane z moimi przygotowaniami – nie stawiamy na ekstremalny i szybki progres tylko na ciągły, długofalowy rozwój sportowy.

Moim triathlonowym marzeniem jest start w międzynarodowej imprezie rangi mistrzowskiej Age Group. Jeszcze nie wiem w jakiej kategorii wiekowej, ale wiem, że to zrobię!

GB: Dziękujemy za rozmowę!

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,501ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane