Jak to jest z tą mocą?

15

Czytam ostatnio wiele doniesień o tym, jak to zawodnik  A wykręcił podczas startu pewną liczbę watów. Co to oznacza? Niestety nic, dopóki nie znamy wagi tego pana. Jest to jeden z tych fenomenów, kiedy wszyscy zdają sobie sprawę z niedoskonałości danej, a mimo to nie podają jej we właściwej formie. 

 

Kiedy ostatnio słyszeliście, że ktoś chwalił się „pojechałem tę trasę x,xx W/kg”? Ile tak naprawdę te cyfry znaczą to kolejna niewiadoma dla większości użytkowników, choć tu z pomocą przychodzą tabele, gdzie porównując swoje dokonania na konkretnych odcinkach czasu dowiadujemy się o naszych talentach na poszczególnych przedziałach intensywności (tzw. profil mocy). Nie dość tego, właśnie te tabele pozwalają nam ocenić skuteczność zastosowanego treningu w dłuższej perspektywie, preferowanej strategii na wyścig, a nawet dystans, na którym mamy największe szanse osiągnąć sukces. 

 

powerprofiling

 

Refleksja nad sposobem podawania danych stała się przyczyną poruszenia nieco szerszego tematu – pomiaru mocy i jego faktycznej przydatności w treningu (a właściwie statusu „urządzenia doskonałego”). Słyszymy bowiem zazwyczaj, że jest to najlepszy towarzysz triathlonisty. Ja mam jednak coraz więcej wątpliwości, a kilkoma z nich postanowiłem podzielić się z czytelnikami Akademii Triathlonu jako tematami-zaproszeniami do głębszej dyskusji dla wszystkich chętnych.

 

1. Aerodynamika jest królową triathlonu, więc pozycja na rowerze i powierzchnia oporu czołowego ma niezwykle duże znaczenie. Zawodnik na „dropach” do utrzymania konkretnej prędkości będzie musiał zużyć znacznie mniej energii od jadącego w wysokim chwycie. Te same wątpliwości dotyczą dwóch zawodników o tej samej wadze, lecz odmiennej budowie ciała (barki, ramiona). Ważąc tyle samo, generują inne cyfry przy tych samych prędkościach. Jaka jest więc wartość porównawcza danych dla różnych zawodników, nawet po uwzględnieniu parametru W/kg?

 

Zrzut ekranu_2015-07-12_o_07.22.31

 

2. Nie odzyskamy z wiatrem tego, co zgubiliśmy pod wiatr – wiadomo. Jak to przełożyć na ustawienie tempa, czy zakresu mocy? Zwróćcie przy tym uwagę, że różną pozycję przyjmujemy przy jeździe pod wiatr, pod górę, na zjazdach, czy z wiatrem. Siedząc inaczej na rowerze używamy innych włókien mięśniowych. Pół biedy jeżeli wykonaliśmy wszechstronny trening w urozmaiconym terenie. Co jednak jeżeli większość pracy w przygotowaniach wykonaliśmy na płaskim, a wybieramy się na zawody z górzystą trasą? Może i jesteśmy w stanie generować 300 watów, ale na pewno nie w pozycji, która jest dla nas nietypowa.

 

3. Planowanie mocy na zawody z trasą uzależnioną od pogody. Przykładem są rundy w połowie osłonięte od wiatru. W takich przypadkach o wszystkim decyduje jak będzie wiało w drugiej części. Pojedziemy z wiatrem – niska moc, wysoka prędkość. Nie będziemy mieli szczęścia – harówka na turystyczną średnią prędkości. Widzicie więc, że planując na przykładzie danych innych zawodników musimy mieć dość dużą bazę dodatkowych informacji.

 

Właśnie to jest podstawą wszelkich badań naukowych, kontrolowalne środowisko i maksymalnie duża baza danych. Wymaganie te rosną wraz z oczekiwaną precyzją rezultatów. Mam wrażenie, że w przypadku mierników mocy ulegliśmy iluzji wyjątkowo dokładnych danych, nie zauważając, że uzyskujemy je w sposób daleki od doskonałości. Pamiętajmy – wynik będzie zawsze tak dobry, jak dane użyte do jego otrzymania, a w przypadku kolarskich mierników mocy ta wyjątkowa precyzja i uniwersalna forma wydaje się trudna do osiągnięcia.

 

Pisząc kilka lat temu w „Bieganiu” o treningu na pomiarze mocy, starałem się zainteresować tematem jak najszersze grono potencjalnych użytkowników. W tym czasie była to naprawdę garstka osób, lecz od roku 2011 zmieniło się bardzo wiele. Spadły ceny, zwiększyła się oferta na rynku, zmieniło się również moje podejście do tego urządzenia. 

 

Nie uważam już watomierza za najbardziej przydatny gadżet treningowy, jest u mnie dopiero na 3-4 pozycji. Daleki jestem od odradzania wykorzystywania go w przygotowaniach, ale do danych ujętych w ścisłych ramach nie przywiązywałbym się zbyt mocno. Pomiar mocy wydaje się ofertą dla zawodników ambitnych, a ci do realizowania swoich celów potrzebują kwalifikacji na kolejnych etapach swojej kariery, pojmowanej nawet jako zabawa. Slot na mistrzostwa świata wymaga zdobycia konkretnego miejsca, nie wykręcenia normy watów. Nie uczestniczymy we współzawodnictwie elektrowni, tylko w rywalizacji triathlonistów. Poza precyzyjnymi treningami musimy wykształcić w sobie umiejętność dobrze pojętej agresji, ryzyka, dążenia do przełamywania barier, dogonienia tego gościa przed tobą. Trzymanie się „ogranicznika prędkości” w postaci miernika nie zawsze może być najlepszą strategią. Być może właśnie ominął cię wyścig życia. 

Zapraszam więc do dyskusji. Być może ktoś rozwieje moje wątpliwości, ktoś inny podzieli się swoimi. Każdy głos jest wartościowym wkładem w rozwój wiedzy na temat naszego treningu.

15 KOMENTARZE

  1. Miernika mocy wynaleziono po to…. aby się sprzedawał, najlepiej w ilościach hurtowych. Poważenie to wg sprzęt jak inne – pokazuje jakieś dane – tylko że to jest dopiero pozycja wyjściowa do planowania treningu, czy zawodów. Mnie trochę przeraża, że nawet w tri amatorów zaczyna się dochodzić do punktu, gdzie chyba 1/3 czasu będzie zajmowało przeprowadzenie testów, zbieranie danych i ich analiza i po co to wszystko?
    Oczywiście fajnie jest mieć to wszystko i kręcić lepsze czasy, tylko czy jest to nadal mierzenie się ze sobą (lub z innymi) czy wyścig technologiczny. Ja ostatnio zostałem zgaszony przez “miernik mocy”, jadę sobie 37 km/h zadowolony, że tak fajnie idzie wyprzedzam dziadka na “żelaźniaku” z barankiem – sunąc po jakichś dwóch minutach orientuję się, że “dziadek miernik mocy” siedzi mi na kole (raczej słyszę rzężenie jego łańcucha) – trochę ostygłem wdałem się w rozmowę i słyszę, że on 30 lat temu brał udział w IM w Kaliszu, potem z rozmowy wynika, że ma lat 76. Powiem szczerze, że do końca dnia nie mogłem patrzeć na swoją carbonową maszynę i w lustro.

  2. Ja mam dysk RON 1,8kg i robiłem próby czasowe kilkukrotnie na lekko pofałdowanej trasie z kilkoma dłuższymi podjazdami porównując go z lekkimi 1200gr carbonowymi stożkami o profilu 50mm- starałem się utrzymywać taką samą śr moc na całym 19km odcinku ( w dwie strony aby “wyeliminować wpływ wiatru ) i zawsze lepszy czas miałem z dyskiem ( i śmigłem PRO ) od 30 do 50s – w większości prób średnia wychodziła ok 37km/h – różnica w wadze pomiędzy zestawami to ok 1,5kg – wiec aero ponad wszystko 🙂

  3. Łukasz – trudno dyskutować z takim autorytetem, ale…
    dzisiejsze dyski ważą od 900 do 1200 g. Jest to więc waga dość podobna do zwykłych wysokich stożków. W dodatku waga rozkłada się bardziej równomiernie na całej powierzchni koła, więc masa rotowalna na “obręczy” jest niższa. Teoretycznie więc takie koło jest łatwiejsze do rozpędzenia, a profil aero pozwala na łatwe utrzymywanie prędkości przez zmniejszenie oporów. Z punktu widzenia fizyki nie widzę uzasadnienia słów Suttona. Inaczej sprawy miały się gdy dyski ważyły po 2 kg, trzeba było mocnego zawodnika do utrzymania “rozmachu”. Przyczyna może jednak leżeć gdzie indziej, w głowie. Być może zawodnicy jadą ZA SZYBKO z dyskami, niesieni przez ten magiczny hałas, i to wystawia im rachunek na biegu

  4. Maciek – nie wiem, czy czytałeś jeden z felietonów Bretta Suttona, który krytycznie odnosi się do dysków na dlugim dystansie. twierdzi, że tylko prosi, którzy są w stanie na 180km rozwinąć prędkość około 40km/h powinni go zakładać. w innych przypadkach – nawet jeśli pojedziesz dobry czas na rowerze – oznacza to umęczone nogi na maraton. Przyznam szczerze, że o dyskach czytam sporo i w żadnym innym przypadku nie mam takiego mętliku w głowie 🙂

  5. Zaryzykowałem z Clevertraining, a co tam… jednak nie udąło się
    Oto wiadomość od nich
    “Thank you for visiting our site and for your recent order. I regret to inform you of a pricing error that recently affected the details for the 4iiii Precision Power Meter. I regretfully must cancel your recent order and provided a full refund. Please allow 24-48 hours for the refund to appear on your statement. ”
    a wiec promocja do 100 dolarów to na razie marzenie

  6. Gdy cena nie stanowiła problemu to sądzę że pomiary mocy byłby popularne tak samo jak pulsometry. Ostatnio kilka firm zaczyna redukować znacząco ceny. Standardowa cena za 4iii Precision to 399 dolarów, ale na clevertraining.com jest obecnie wyprzedaż i można kupić to urządzenie za 100 dolarów. Niestety w zestawie nie ma zestawu do montażu. Teoretycznie producent zapewnia że niedługo taki kit się pojawi znowu w sprzedaży. Urządzenie 4iii Precision było opisywane przez DC Rainmakera, ale sam nie wiem czy warto

  7. Arek po co ta skromność, jesteś “średniozaawansowanym wiekowo” dobrze zapowiadającym się zawodnikiem z potencjałem. Masz kupę lat przed sobą żeby trenować i startować więc możesz zainwestować, o ile widzisz taką potrzebę. Ja się ciągle łamię co z tym fantem zrobić, przemawia do mnie fakt że daje to kontrolę na rowerze i później można biec, bo jak widać, u mnie ta część chyba kuleje i na każdym IM mam duże problemy na biegu, no ale może przyczyny były gdzie indziej. Muszę to jeszcze potrenować 🙂

  8. Artykuł ten w zasadzie przeważył na ,,nie” odnośnie zakupu czujnika mocy. Drogi gadżet. A jak widać mnóstwo uwarunkowań. Pewnie gdybym był młodym, dobrze zapowiadającym zawodnikiem inwestycja byłby wskazana. Używam pulsometru tylko na treningach. Na zawodach nie stosuje, podobnie jak Grzesiu S staram się wsłuchiwać w organizm.

  9. Z pomiarem mocy nie mam żadnych doświadczeń, natomiast odnosząc się do ostatniego akapitu, mogę powiedzieć że na wczorajsze zawody nie zabrałem licznika prędkości do roweru – celowo, bo stwierdziłem że mnie ogranicza. No i sądząc po czasie – miałem rację! Oczywiście mogło to się skończyć zupełnie odwrotnie jeśli “nie wsłuchałbym” się dobrze w organizm.
    Nie zmienia to faktu, że na treningach monitoruje zarówno prędkość, jak i tętno. Na zawodach jednak warto czasami zaryzykować. Nie ma ryzyka – nie ma zabawy
    🙂

  10. Maciek miernik miernikiem ale jak widzę twoje nogi na zdjęciu profilowym mam ochotę jebn…ć tym sportem lol 😉 kiedy ja takie będę miał.

  11. Scott_mtb – nie wszyscy:) w ubiegłym roku rozmawiałem z Dave Scottem i miał bardzo elastyczne podejście do tematu. Trenował zawodników niezykle związanych z elektroniką (Llanos) i takich, którzy zupełnie nie zwracali na nią uwagi (Wellington). Watomierze uważał za urządzenie bardzo przydatne, ale nie konieczne do treningu nawet na najwyższym poziomie.
    Marcin- Brutusie! 😉 to jeden z najczęstszych argumentów zwolenników mierników mocy. Łatwa kontrola. Jednak w pierwszej dziesiątce w Kona wciąż znajdziemy zawodników bez tego pomiaru. Ja swoje wszystkie zyciowki robiłem przypadkiem, jadąc/biegnąc za mocno. Oczywiście nie twierdzę, ze to zbędny sprzęt, ale nie jest “idealny”. Ideą tego tekstu było raczej zachęcenie do dyskusji o Waszych doświadczeniach, wiec dziękuje za głos 😉
    Marcinraz- 1. Wszystko do regeneracji (rolki, walki, dieta) z elektrostymulacją w ciężkich przypadkach włącznie. Szczególnie w przypadku osób lubiących objętościowy i ciężki trening 2. Dysk. W testach, które robiliśmy w Bieganiu pokazał świetne rezultaty już w niskich zakresach prędkości, co mnie trochę zdziwiło. 3. (Nie-sprzęt) – szkolenia u trenerów/fizjologów/dietetyków z doświadczeniem i sukcesami. Potencjał przeciętnego amatora jest ogromny, inwestycja w siebie to najlepiej chyba wydane pieniądze.

  12. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, 😉
    Osobiście uważam że miernik daje nam najlepszy odczyt naszych starań na zawodach i treningu podam przykład miernik mam od listopada zeszłego roku całą zimę kręciłem w garażu a od wiosny obóz kolarski i treningi na zewnątrz. W zeszłym sezonie miałem notoryczny problem z za mocnym rowerem przez co nie byłem w stanie pobiec i większość zawodów kończyłem marszem ciężko mi wyczuć swój organizm. Dlatego też decyzja o zakupie miernika. Trener raz w miesiącu robi mi testy mleczanu podczas kręcenia na trenażerku dzięki czemu mam idealnie wyliczone waty w moim przypadku jest to 300 wat. Których nie przekraczam na zawodach “staram się 😉 ” Zarówno na zawodach jak i treningach zakładkowych jestem w stanie pobiec swoje. Teraz startowałem w Stężycy bez miernika który musiałem wysłać do serwisu, były tam górki które zrobiłem za mocno i przez co znowu odcieło mnie na biegu. Zanim tętno mi skoczy do wartości w której widzę że jest źle już jestem zalany mleczanem waty wskazują natychmiastowy odczyt tego co generujemy co chroni mnie od za mocnej jazdy.
    Może i jestem w błędzie ale takie są moje wrażenia z mocą.

    Zaznaczę że jestem wielkim chłopem z nadwagą.
    pozdrower.

  13. “Nie uważam już watomierza za najbardziej przydatny gadżet treningowy, jest u mnie dopiero na 3-4 pozycji.”
    Jakie sa pierwsze dwa wg Ciebie?

  14. “Nie uważam już watomierza za najbardziej przydatny gadżet treningowy, jest u mnie dopiero na 3-4 pozycji.”
    Jakie sa pierwsze dwa wg Ciebie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here