Jazda rowerem. Kadencja wysoka czy niska?

8

Jako klasyczny amator kolarstwa, zaczynałem swoją przygodę z rowerem w triathlonie od zasięgania opinii u bardziej doświadczonych kolegów, najchętniej tych z epizodami kolarstwa zawodowego w przeszłości. Ileż to razy obserwowany na treningach, czy ogólnie przy okazji luźnych dyskusji, sugerowano mi pracę nad zwiększeniem kadencji rowerowej, przekonując że te 75-85 obrotów na minutę to za mało i że startując na połówce, nogi na bieganiu będę miał zdecydowanie „cięższe”. No więc próbowałem pracować różnymi sposobami, jednak po naprawdę wielu wielogodzinnych treningach na mazowieckich nizinach doszedłem do wniosku, że po prostu wysoka kadencja mi nie „wchodzi”. Prędzej czy później nastaje taki moment, kiedy szybciej kręcić już mi się nie chce/nie potrafię, trudno mi bez kosztu wzrastającego tętna utrzymać szybsze „machanie” itp. Wręcz uważam je za szkodliwe, bo nie czuję, że wkładam większej ani takiej samej mocy, a tętno niejednokrotnie szaleje jak wariat. Myślę sobie, że coś jest ze mną nie tak, albo po prostu nie mam odpowiednich predyspozycji. Może wreszcie mam kiepski fitting na rowerze, zbyt agresywną pozycję? Pytań i możliwych odpowiedzi mam wiele, w każdym razie postanowiłem bardziej przyjrzeć się zagadnieniu.

Okazuje się, że sprawa kadencji rowerowej wciąż dzieli środowisko triathlonowe, a nawet kolarskie (choć zdecydowanie bardziej w kontekście jazdy na czas). Wystarczy wspomnieć fakt, że Jan Urlich, legenda kolarstwa, wielokrotnie pytany o to czemu na czasówkach regularnie jeździ na ekstremalnie niskiej kadencji, odparł że mimo wielokrotnych prób po prostu nie jest w stanie utrzymać jazdy z założeniem dużej kadencji. Próbował ponoć wielu konfiguracji ustawień roweru, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że przyczyna może tkwić w specyficznej budowie jego ciała. Kto chce się przekonać o jak niskich kadencjach mówimy w jego przypadku, polecam obejrzeć znany filmik, gdy na jednym z etapów czasowych Tour de France jest wyprzedzany przez Lance Armstronga, kręcącego korbą jak szalony.

 

I choć w przypadku zawodników kategorii PRO w triathlonie wysoka kadencja rowerowa to raczej standard, niezależnie od długości dystansu, różne mądre głowy trenerskie nie mają już wcale takiej pewności co do korzyści, w odniesieniu do zwykłych śmiertelników takich jak my. Dlatego z chęcią odniosę się do artykułu autorstwa samego „Pana kontrowersja” Bretta Suttona, który na łamach trisutto.com dzieli się swoją opinią na ten temat. Oczywiście jest to bardzo subiektywna opinia trenera, znanego skądinąd z wielu niekonwencjonalnych metod treningowych i generalnie skrajnie kontrowersyjnych poglądów dotyczących triathlonu ogólnie. Choć mnie, jak i wielu z Was, ciężko jest się z nim zgodzić w wielu aspektach (np. przekonanie, że triathloniście siłownia jako taka jest w zupełności zbędna), to jednak chętnie przedstawię w kilku punktach główne tezy artykułu, dostępnego pod linkiem

http://trisutto.com/come-in-spinner-the-bike-cadence-debate/

w którym Sutton wyłuszcza swój punkt widzenia, mianowicie:

1. Jeżeli zawodnik nie miał styczności z kolarstwem zawodowym w przeszłości, związanego z tysiącami godzin treningów kręcenia, to nie miał możliwości nauczyć się w sposób naturalny wysokiej kadencji, choć wyjątki się oczywiście zdarzają. Nawet zawodnicy PRO, jeżdżący setki kilometrów tygodniowo mają trudności z zachowaniem regularności w wysokiej kadencji, więc co dopiero pomyśleć o amatorach.

2. Rzekomo wyniki wielu badań wskazują, że wysoka kadencja jest bardziej “efektywna” dla początkujących kolarzy aniżeli kręcenie na dużych przełożeniach.  Jednak w prawie wszystkich przypadkach testów wyniki pokazują, że osoby bez odpowiedniej przeszłości kolarskiej produkowały więcej mocy oraz utrzymywały z większa łatwością stałą prędkość dla kadencji między 60-70 (!). Wszelkie wartości powyżej powodowały spadek „efektywności” konkretnie kojarzonej z poziomami mocy w przeliczeniu na waty. Autor powołuje się na przykładowe wyniki badania (poniżej)

http://trisutto.com/wp-content/uploads/2015/02/Cadence_Study.png

które prowadzą do wniosku, że regularny wzrost kadencji wpływał na stopniowy wzrost tętna badanych, a nawet przy 100 obrotach na minutę nie tylko generowana moc uległa zmniejszeniu, ale poziomy tętna osiągały wartości 85% HRmax… Wreszcie autor odwołuje się do innego artykułu

http://trisutto.com/wp-content/uploads/2015/02/Cadence_2.png

podesłanego skądinąd przez znanego zawodnika Ironman kategorii PRO Jordana Rappa (wiecie, że ukończył inżynierię mechaniczną w Princeton?)

 

3. Wreszcie aspekt triathlonu jako multidyscypliny. Trenowanie kolarstwa w triathlonie jest naturalnie ograniczone przez obecność pozostałych dyscyplin, zaś triathloniści – w dużej większości – nie mają żadnych doświadczeń z zawodowego kolarstwa. W efekcie nie mają naturalnie wyćwiczonej zdolności do kręcenia na wysokiej kadencji z założeniem możliwie szybkiego przejechania określonej trasy, bez towarzyszącego pływania i biegania. Jazda na wysokiej kadencji i związane z tym ryzyko utrzymywania wysokiego tętna są niezalecane, jeśli chce się biec optymalnym tempem po rowerze. Dlatego też Brett sugeruje swoim podopiecznym jazdę na wyższych obciążeniach z niższą kadencją. Powołuje się również na przykład wielu lat doświadczeń w pracy z swoimi zawodnikami z różnych kategorii wiekowych, gdzie takie podejście zazwyczaj skutkowało regularnym progresem formy kolarskiej.

Na koniec autor przekornie proponuje wyobrazić sobie 100 kilogramowego zawodnika jadącego z kadencją 100 obrotów na minutę, czy pływaczkę ważącą 50 kilogramów, małego wzrostu, trenowaną stylem pływackim a la Michael Phelps. Taka ogólna sugestia –  zalecenia muszą być indywidualnie dostosowane do zawodników i m.in. dotyczy to również kadencji rowerowej.

No cóż, teraz już przynajmniej wiem, dlaczego zawodniczka Caroline Steffen, trenowana kiedyś przez Bretta Suttona, mimo przeszłości kolarskiej, regularnie jeździ na ciężkim przełożeniu, aż płakać się chce…Na koniec dodam, że o ile inny znany trener Joe Friel nie wypowiada się już tak jednoznacznie w tym temacie, to jednak zaznacza, że większość jego podopiecznych jeździ na dłuższych dystansach triathlonowych (1/2 IM i więcej) na zdecydowanie niższych kadencjach.

Chętnie przeczytam Wasze zdanie w tym temacie, w szczególności jaką zmianę w kadencji rowerowej obserwujecie na przestrzeni kolejnych lat Waszych treningów rowerowych w ramach przygotowań do zawodów triathlonowych?

PS. A tak zupełnie na koniec –  wierzycie, że można przejechać w takiej pozycji na rowerze (poniżej) dystans kolarski Ironmana, kręcąc 90 obrotów na minutę, bez całkowitym

zdewastowania nóg przed bieganiem?

 

kadencja muchorski

8 KOMENTARZE

  1. 90 kadencja to dla mnie ostry młynek.
    Dla mnie odpowiednia kadencja to 70 +-10.
    Moja waga to 75kg.

    Co do przykładu Lance Armstronga w tym artykule i filmiku nie powinna być brana pod uwagę. Przecież ten gościu jechał całe życie na DOPALACZACH.

  2. Wydaje mi się że wyższa kadencja powoduje mniejszy szok przy zejściu na bieg A dodatkowo mniejsze ryzyko kontuzji spowodowane przenoszenie dużo większych obciążeń przez nasze nogI przy niskiej kadencji. Dla mnie optimum treningowe to 96 a na zawodach rzadko schodzi kadencja poniżej 100. Uważam że da się to wycwiczyc. Myślę jednak ze to sprawa wysoce indywidualna.

  3. Ja mam za sobą dopiero jeden sezon(i w sumie bardzo mało pokonanych kilometrów)…ale już zauważyłem, że przy kadencji 60-70 moje nogi nie wytrzymują za długo i muszę często zmieniać przełożenia. natomiast jak jadę z kadencją 85-90 to jest ok…nic nie boli a w razie jakiegoś lekkiego wzniesienia jak spadnie na 75 to nic nie szkodzi bo mam zapas w mocy 🙂
    Docelowo nadal będę jeździł z taką kadencją tylko pewnie już na mocniejszych przełożeniach 😉 Czas pokaże..

  4. Witam – mnie zawsze zastanawiało czy jest jakaś korelacja między kadencją a budową mięśni danego zawodnika tzn. przewagą włókien wolno kurczliwych nad szybko kurczliwymi lub odwrotnie . Mam wrażenie że tu może być przyczyna “lubienia” lub nie lubienia wysokiej kadencji

  5. Wydaje mi się że to własnie wynika z wagi kolarza. Większość doświadczonych kolarzy/tri to jednak lekkie chłopaki, a amator np. ja przy 95kg (wciąż tyle ważę pomimo 3 sezonów w tri) nienawidzę wysokich kadencji. Mój max to 95 a komfortowo czuję się przy 80 z małym hakiem..robię średnie na poziomie 35km/h. Świetnie że ten temat jest poruszony z tej perspektywy…- może poczuję się miej “amatorsko” 😉
    Idąc dalej uważam że dla dużych są rozwiązania siłowe a dla małych kadencyjne to dotyczy również biegu…- popatrzcie jakimi SUSAMI BIEGA p. Korol i jak pedałuje (amator tri POKAŹNYCH rozmiarów, a zawodowy sportowiec)

  6. Jazda z kadencja 90 obr/ min nie sprawia mi problemów. Może to dla tego, że od początku zacząłem trenować w taki sposób a może dlatego, że tak mi łatwiej i wygodniej. BDW moim zdaniem wszystko jest sprawą indywidualną.

  7. ciekawe zagadnienie, ale jak już tu zostało po trochu wytłumaczone, bardzo indywidualne. Ja na razie, za mało mam ukończonych sezonów, żeby wypowiadać się na ten temat, ale według mnie każdy powinien odnaleźć swoją optymalną kadencję, a nie na siłę zmieniać bo koledze pasuje jeździć z kadencją 90 lub więcej więc ja też powinienem. To są setki kilometrów prób, lata pracy, startów i treningów więc póki co wszystko przede mną 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here