Łódź była łaskawa…

Skoro gra orkiestra dęta, to już jest dobrze. Trochę mnie tylko niepokoi, że czarnoskórych biegaczy, którzy właśnie rozpoczęli rozruch i rozgrzewkę jest tak dużo. Może się okazać, że wszyscy inni też rzucą się za nimi w szaleńczym tempie i ten bieg będzie niemiłosiernie szybki. Kto z nas, biegaczy, choć raz nie dał się porwać szaleństwu adrenaliny i nie uwierzył, że ma większą moc, niż to wynika z rozsądku i planu treningowego, który zdołaliśmy zrealizować.  No i ciągle zastanawiam się, jak się ubrać na ten bieg. Stojąc już niemal w alejce startowej, po rozgrzewce, nie wiem, czy przy pogodzie jaką zgotowała nam Łódź, krótkie spodenki i krótki rękaw, czy jednak zostać przy długim rękawie, nawet jeśli cienkim. Coś mży, czasem zawieje, jezdnia mokra po nocnym deszczu, nigdzie nie widać tego zapowiadanego od kilku dni słońca. Ostatecznie ryzykuję. Zostaję w krótkim stroju. Na początek zostawiam na sobie tylko folię ochronną. Raz kozie śmierć. Zresztą wolę by mi było podczas biegu zimno, niż za ciepło.

Ruszyła maszyna. Powoli, nieśmiało. Bieganie w Łodzi ma jedną zaletę. Ustawiając się w strefie na 45 minut, przede mną stoi niewielu zawodników. Nie będzie tłoku i konieczności przepychania się, że o bieganiu slalomem już nie wspomnę. Nie wiem, czy wynika to z tego, że startuje tu więcej tych, którzy biegają wolniej, czy z większej świadomości, by nie startować przed szybszymi od siebie. Już po pierwszych dwóch kilometrach złapałem swój rytm. Wiem, że mimo chłodu, decyzja w sprawie ubioru była słuszna. Teraz już tylko frajda z biegu. Do pokonania duża pętla wokół parku i wbieg do Atlas Areny. Podoba mi się pomysł, że maraton i bieg na 10 km startuje razem. Lubię biegać w dużej grupie ludzi. Samotnie biegam przecież na co dzień, po leśnych duktach i podmiejskich bezdrożach. Biegi w Łodzi są specyficzne. Jak na tak duże miasto, stosunkowo mało kibiców. Właściwie na trasie stoją pojedyncze osoby, ale za to organizator zdołał chyba przekonać szkoły do zorganizowanego dopingu. I tam, gdzie pojawiły się takie grupy, było naprawdę gorąco, głośno, radośnie i świątecznie.

I tak biegnąc od jednej grupy, do drugiej, czas mijał wyjątkowo szybko. Kontrolując tempo i tętno, wiedziałem, że jest dobrze. A co ważniejsze, że wynik będzie dużo lepszy niż zakładałem. Byłem o tym przekonany już na 100% od momentu, gdy rozdzieliły się trasy mojego biegu i maratonu. Oni jeszcze 30 km, ja już niecałe dwa, a zapasy siły spore i do tego nagle pojawiła się spora grupa kibiców. Tam była moc. Doniosła mnie do wejścia do Atlas Areny. Piorunujące wrażenie. Wbiegam w ciemny tunel z błyskającymi światłami, rozłożony czerwony dywan, gwar i hałas sporej grupy kibiców, którzy stali tłumnie po obu stronach bariery. Usłyszałem nawet jak ktoś krzyczy moje imię. No, ale walka już szła o każdą sekundę, nie zdążyłem wychwycić, kto i czy aby na pewno do mnie krzyczy. Zwłaszcza, że na zegarze nad metą ciągle świecił się czas. Jak byk stały 43 minuty i to brutto. Zakładając, że chciałem się zmieścić w 45-ciu, miałem powody do zadowolenia. Finalnie bieg zakończyłem dwie minuty szybciej niż planowałem. A jednak Łódź była łaskawa. Finał w Atlas Arenie miał jeszcze jedną zaletę. Można było spokojnie dojść do siebie, bez narażania się na przeziębienie. Na zewnątrz było jednak ciągle dość chłodno.

Powiązane Artykuły

2 KOMENTARZE

  1. Też miałem przyjemność pobiec na 10 km w Łodzi 48:53 🙂 moja życiówka, w zeszłym roku był tam mój pierwszy maraton – i to ukończony :). Organizacja OK!!!!! BRAVO, klimat naprawdę robi wrażenie. Jednak co do samych uczestników, myslę o tych początkujących to kolejny raz odniosłem wrażenie, że każdy kto ustawia się na koreślony czas „przestrzela” swoje umiejętności o co najmniej 5-10 minut. Pierwsze 5 km to ciągły slalom i przepraszam, przepraszam, przepraszam itd…… mimo tym utrudnień było super.

  2. Łódź dziękuje i zaprasza ponownie 🙂 Faktycznie, może za mało było kibiców na trasie (widziałam, kibicowałam), ale moim zdaniem, u nas w Łodzi trochę kiepsko funkcjonuje informacja ogólnopubliczna :-), nie tylko na temat np. maratonu, ale w ogóle odbywających się tutaj imprez czy spotkań. Ja często dowiaduję się o czymś wyjątkowym w moim mieście na przysłowiowe 5 minut przed 🙂 lub szczęśliwym trafem 🙂 lub od przyjaciół z W-wy! 🙂 Ale jak już, My Łodzianie wiemy – to kibicujemy :-)Gratuluję wyniku!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,982FaniLubię
1,117ObserwującyObserwuj
302SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X