„Najtrudniejsze mistrzostwa na jakich byłem” – Kuster o ME

Ostatnie Mistrzostwa Europy w Genewie, w mojej ocenie należały do najcięższych i najciekawszych, w jakich miałem okazje wystartować. Relacje chciałbym jednak zacząć od kwalifikacji, którą uzyskiwało się ostatecznie na Mistrzostwach Polski w Suszu. Wygrałem je, zdobywając tym samym czwarty medal Mistrzostw Polski w tym sezonie. Kwalifikacja na ME była dla mnie niemałym zaskoczeniem. Miesiąc wcześniej było jasne, że w chwili obecnej Polacy są daleko w rankingach, a nasz kraj nie dostał żadnego miejsca na te zawody. Minęły już czasy, kiedy razem z Markiem Jaskółką byliśmy w osiemdziesiątce światowego i dwudziestce europejskiego rankingu, a Polska miała miejsca na każdą światową imprezę. Nasi trenerzy i działacze wywalczyli jednak dla nas w tym roku trzy „dzikie karty”, dzięki czemu do Genewy pojechało trzech mężczyzn: Darek Kowalski, Mateusz Rak i ja.

 

Przyznam szczerze, że długo miałem rozterki, czy jest sens jechać na te zawody. Nie startowałem na dystansie olimpijskim już prawie 2 lata i planowałem o wiele spokojniejsze wdrożenie. Gdy spojrzałem na listę startową wiedziałem, że nie będą to zwykłe ME , a poziom będzie zbliżony do WCS, do tego dobrze znałem trasę i wiedziałem, że czeka nas ciężka jazda na rowerze. Sprawdziłem też pogodę długoterminową, która wskazywała na fale upałów w Szwajcarii.  Pomyślałem sobie – to będzie rzeźnia na tej trasie.

 

Plany miałem zupełnie inne – chciałem startować w Szczecinie, a następnie w Poznaniu, a start w ME przekreślał obie te imprezy, z czego jedną już opłaciłem dość sporą kwotą, której w żaden sposób nie da się już odzyskać. Chciałem moją miejscówkę przekazać komuś za darmo, jednak organizator Poznania powiedział, że nie ma na to najmniejszej możliwości. Uważam, że nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie i powinno się zmienić regulamin tam, gdzie zakazuje on przekazania pakietu startowego. 

 

Trenerzy oraz sponsor powiedzieli jasno, że mam „kierować się sercem”, a ono, póki co, bije dla dystansu olimpijskiego. Ponadto miałem ochotę sprawdzić, jak pływanie, nad którym pracowałem bardzo mocno, sprawdzi się, gdy odpuszczę mocny trening pierwszy raz od początku sezonu. Decyzja zapadła – Genewa.  Czas zacząć „przygotowania” ! Rozpocząłem je od próby wymiany ramy rowerowej, ponieważ od około 1,5 miesiąca trenowałem i startowałem na pękniętym karbonie. Rama miała pękniecie na 10cm. Mistrzostwa Polski udało mi się na tym przejechać, jednak Mistrzostwa Europy, z takim podjazdem, to już wyzwanie ponad moje siły. Odkurzyłem stary, 4-letni rower, jednak korba była wyżłobiona i chodziła na boki po około 0,5cm, trąc o przednią przerzutkę. Z pomocą przyszedł mi sklep Weltour, a dokładnie Piotr Czopek Rozebraliśmy oba rowery, jednak to też nic nie dało, gdyż suporty były różnej długości. Piotrek zrobił, co mógł – powymieniał to, co się dało i odrestaurował rower na tyle, na ile pozwalały realia. Pożyczył mi też swoje koła treningowe, które świetnie nadawały się na tę trasę, korba niestety dalej chodziła na boki.  Po 20-godzinnej podróży autem dojechałem na miejsce Nie zdążyłem już nic zrobić tego dnia, za to kolejnego zrobiłem trzy delikatne treningi tak, żeby rozruszać mięśnie przed sobotą.

 

Dzień startu 

Pech mnie nie opuszcza. Stoję już na starcie, zaczynają wyczytywać zawodników, a mnie nagle pęka gumka od okularków! Nie dało się już tego naprawić. Zacząłem prosić kibiców o okularki Dostałem je w ostatniej chwili, w momencie, gdy wyczytywali mnie na start. Sprzęt podał mi Kuba – chłopak Agnieszki Jerzyk. Sędziowie odliczają, a ja spokojnie dopasowuje okularki do głowy. Startujemy! Płynie mi się dobrze, ale już po około 200 metrach zaczynam niewiele widzieć, bo okularki zaparowały. Po pokonaniu około tysiąca metrów czekał na wybieg na drugą pętlę pływania. Pomyślałem, że wtedy je poprawię i przeczyszczę. Kiedy nadszedł ten moment, zobaczyłem, że całkiem nieźle mi idzie i jestem w pierwszej grupie.  Płynęło mi się dość lekko, nawet nie czułem poważnego zmęczenia. Na końcu okazało się jednak, że troszkę straciłem w wodzie przez poprawianie okularków, jednak ciągle jestem w pierwszej grupie razem z Mateuszem Rakiem. Szybki dobieg do boksu, przebieranie i lecę na rower, widzę belkę, czas wskakiwać i wtedy ….zobaczyłem spadającego z roweru Javiera Gomeza. Ta chwila dekoncentracji kosztowała mnie strasznie dużo, bo za chwilę i i ja źle wskoczyłem na rower. Zostaliśmy we dwóch, a grupa odjechała. Szybko się pozbieraliśmy i rozpoczęliśmy pościg. W tym momencie prawie z piskiem opon zatrzymał się Pablo Depenza – pomocnik Javiera. Obu zawodników dobrze znałem z obozów. Finalnie we trzech goniliśmy pierwszą grupę. Z jednej strony cieszyłem się, że dotknął mnie taki zaszczyt, by móc wspólnie z tą dwójką gonić po zmianach, z drugiej jednak strony wiedziałem, co się teraz stanie.

 

Gdy zawodnicy w pierwszej grupie, dowiedzieli się, że nie ma w niej faworyta, wyścig stał się prawdziwym piekłem. Dopadaliśmy kogo się da i dojechaliśmy do „morderczego” podjazdu.  Młody Szwajcar zaatakował, przytrzymałem go, a na szczycie już byliśmy sami. Chwila namysłu, co teraz,  czekać czy próbować dojechać?  Przyjechałem tu walczyć, więc tak zrobię, teraz albo nigdy – pomyślałem. We dwóch próbowaliśmy dojechać 15-osobową grupę. Mijaliśmy Mateusza Raka, który nie dał rady złapać się nam na koło, grupę widać było już bardzo blisko, jednak zabrakło nam sił i musieliśmy czekać na pozostałych.

 

Kiedy mijaliśmy z naprzeciwka pierwszą grupę, było widać, że Francuzom i Szwajcarom bardzo zależało na tym, by grupy się nie zjechały, przy czym liderzy Hauss (zwycięzca) i Riderrer (v-ce mistrz europy) spokojnie jechali w środku, a inni zawodnicy nadawali szaleńcze tempo jazdy. Pomyślałem, że może chociaż utrzymamy stratę, gdy w tym momencie Javier złapał gumę, powoli uciekało mu powietrze i został by zmienić koło, a razem z nim Depena.

 

To już był chyba najgorszy dla mnie scenariusz. Obaj potem dociągnęli do nas trzecią grupę, a w niej samych dobrych biegaczy. To już oznaczało tylko jedno – jazdy nie będzie. Nieraz jechałem w takiej grupie i wiem, że tutaj każdy tylko czeka na bieg, a o współpracy można zapomnieć. Tak jak przypuszczałem z niecałej minuty zrobiło się bardzo szybko 2:30 straty do pierwszej grupy.  Powoli zacząłem też odczuwać lekki dyskomfort na podjeździe, choć wjeżdżałem z przodu i wydawało mi się, że nie robię tego dużym nakładem sił, ale nagle zaczęła łapać mnie kolka. Możliwe, że to od odwodnienia albo od zbyt łapczywego picia z bidonu.

 

kuster genewa2015

 

Przy zejściu z roweru, praktycznie od razu dostałem ataku kolki.  Razem ze mną wybiegł Gomez, który też miał podobny problem. Zatrzymał się, zgiął w pół i stwierdził, że nie biegnie. Pomyślałem o tym samym… i to nawet nie raz. Ból był nie do zniesienia, nie mogłem normalnie oddychać, nigdy się tak źle nie czułem przy prędkości 3:30 na km.  Do tego na biegu rozgrywał się niezły spektakl, zawodnicy wymiotowali, padali na trawę, zatrzymywali się, uciskając miejsce kolki, która im dokuczała. Wielu zeszło z trasy i za każdym razem, gdy to widziałem, też miałem taką ochotę. Widziałem jednak, że Mateusz i Darek nie utrzymali się w grupach na rowerze i zeszli.  Chociaż jeden Polak musi skończyć te zawody, w mękach i bólu dobiegłem do mety na 32 miejscu. Prawdopodobnie głupi błąd techniczny kosztował mnie miejsce w 20, a Gomeza zapewne zwycięstwo. 

 

U naszych Pań sytuacja była o wiele lepsza, wszystkie trzy ukończyły zajmując wysokie lokaty.  Agnieszka Jerzyk była szósta, Maria Cześnik dwudziesta, a Paulina Kotfica dwudziesta siódma.  Wszystkim Paniom gratuluję zaciętej walki oraz uzyskanych wyników.

 

panie genewa2015


fot. Z profilu FB Elemental Team

 

Ocena

W moim wykonaniu nie był to dobry start, dużo błędów i brak otrzaskania się na zawodach zagranicznych, długa, 2-letnia przerwa od ścigania robi swoje.  Ktoś kto nie siedzi w triathlonie mógłby powiedzieć, że start Polaków to katastrofa.  Ja jednak jestem innego zdania.  Pamiętam czasy, kiedy zawodnicy jechali na ME, wychodzili ostatni z wody i walczyli o to, by nie zostać zdublowanym. Obecnie dwóch Polaków wyszło w pierwszej grupie z wody, Mateusz Rak i ja, i jest to dobra sytuacja wyjściowa, z takiego punktu można rozpocząć walkę, a z końca grupy się nie da. Poziom jest strasznie wysoki! Jeśli Javier Gomez, najlepszy zawodnik w historii triathlonu, spada z roweru, traci kilka sekund i już jest wykluczony z jakiejkolwiek walki o top 10, to świadczy tylko o tym, jak poziom poszedł w górę.  Darek Kowalski zaliczył swój pierwszy start w ME. Moim zdaniem trafił na najcięższe mistrzostwa na jakich byłem. Jestem przekonany, że na kolejnych na pewno lepiej się zaprezentuje. Trafnie podsumował Mistrzostwa jeden z zawodników- „Jeśli u facetów tracisz w wodzie minutę, to cię nie ma,  po prostu nie istniejesz.  U kobiet można stracić 2 minuty w wodzie i ciągle być w top 5”. 

 

Chciałbym też podziękować całej reprezentacji za wspólne emocje, oraz pogratulować wszystkim, którzy w tych bardzo ciężkich warunkach podjęli walkę.

 

team genewa


fot. Z profilu FB Elemental Team

Powiązane Artykuły

3 KOMENTARZE

  1. @Miki
    Brawo za ten „wysiłek” włożony w komentarz. Szkoda, że zabrakło sił aby się nam przedstawić z imienia i nazwiska…
    Trochę się uśmiałem. Zarzut w pierwszym zdaniu mnie powalił… Dalej też było nieźle. Oczekujesz „profesjonalizmu” czytaj nowych okularków i dobrego sprzętu od osoby, która dwa lata nie startowała w oficjalnych zawodach i nie miała pewnie z tego tytułu żadnych przychodów?
    Chciałbym też poznać kwoty tych „ogromnych pieniędzy które na jej (tj. Jeżyk) szkolenie kładzie związek”.

  2. Szkoda ze redaktorzy AT nie potrafią samodzielnie napisać podsumowania startu Polaków na ME tylko wysługują sie zawodnikiem. Ale cóż sie dziwić trudno byłoby obiektywnie napisać o starcie i nie skrytykować słabej postawy naszych zawodników. A to byłoby niepolityczne bo jeden zawodników trenuje z guru AT P Netterem a niestety zawodnik ten nawet nie skończył zawodów taki był słaby.
    Z felietonu możemy sie dowiedzieć, że Polacy dostali dzikie karty żeby mogli wystartowac w tych zawodach. Pytanie tylko po co 3 dzikie karty, żeby wycieczka była liczniejsza ? Kto z ramienia PZTRI odpowiada za ten wyjazd za jego organizacje ? Kuster bardzo barwnie opisuje przebieg zawodów, czemu na własne życzenie jechał na zawody samochodem te 20godzin zamiast lecieć ze wszystkimi samolotem. Uskarża sie na problemy z rowerem ok to kosztuje, ale okularki tez chyba mial stare jak gumka strzeliła gdzie tu profesjonalizm ?
    Obsada ME była podoba jak zawsze na tych zawodach, brakowało wielu czołowych zawodników Hiszpanów, Portugalczyków, czy Brytyjczyków, może i poziom sie wyrównał i poziom poszedł w górę ale i tak obsada nie najmocniejsza.
    Same zawody cóż trudno pisać o nich z oddali ale patrząc na wyniki to na wyjściu ze strefy zmian miał kilkanscie sekund straty do Gomeza wiec na co liczył że go dogoni ? Skorzystał z pecha Gomeza i trochę pojechał ale czy był w stanie jechać szybciej ? Nawet w sytuacji kiedy doszła go grupa z tylu łapał kolkę wiec tempo i tak było dla niego bardzo mocne ! Ale udało mu sie pobiec trochę szybciej od zwyciężczyni sukces czy porażka ? Gdyby potrafił pobiec jak facet z czołówki to miejsce byłoby dużo wyższe. Ale i tak gratulacje jako jedyny z naszych panów skończył.
    A teraz z innej strony czytając ostatnie opisy, wpisy polskich zawodników odnoszę wrażenie, że miejsca w oklicy trzydziestki są dla nich satysfakcjonujące. Kuster jest zadowolony 🙂 po starcie w Hamburgu A Jerzyk tez uznała 33 miejsce za bardzo dobre ? Brak ambicji ? zawodniczka która była już kilka razy w pierwszej dziesiątce zadawała sie takim wynikiem ? 6 miejsce na ME ma ja rozliczyć z całego sezonu i ogromnych pieniędzy które na jej szkolenie kładzie związek ?
    Uważam ze powinna zmienić sie polityka związku, koszty startów powinno sie refundować zawodnikom tylko wtedy kiedy osiągną określony wyniki adekwatny do poziomu ? Tak to jest bardziej turystyka sportowa, a jak ktoś sie chce bawić w turystykę to powinien sam za nią płacić. Zawodnik będzie startował tylko wtedy gdy będzie pewny ze jest bardzo dobrze przygotowany i będzie ambitnie walczył do końca.

  3. Przypadek z rowerem pokazuje jak beznadziejnie wygląda sytuacja z wysyłaniem kadry na zawody. Szczerze, to powinno wyglądać tak, że rama pęka, jeden telefon do PZTri i nowy rower pod domem stoi. A nie takie rzeczy, żeby z dwóch rowerów starać się skręcić trzeci.
    A samego startu i wyniku gratuluję.

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,510ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane