Timex Ironman Run Trainer

0

Gadżet czy nie?

Nie jestem gadżeciarzem. Wszelkie nowinki technologiczne odkrywam i rozgryzam zawsze rok lub dwa po wejściu na rynek. Nawet jak biegałem regularnie 31-32 minut na 10km i 1godz. 9 minut w półmaratonie, to trening wykonywałem totalnie na “czuja”. Od ponad 10 lat polski rynek elektronicznego sprzętu dla biegaczy pełny jest najróżniejszych pulsometrów. Od nieco krótszego czasu także zegarki z funkcją GPS nie są już luksusem dla obrzydliwie bogatych. Ja mimo wszystko zawsze szukałem wymówki, żeby nie korzystać z dobrodziejstw technologii.

Tylko krowa nie zmienia poglądów, więc na stare lata (kilka tygodni przed trzydziestką) zaopatrzyłem się w Timex Ironman Run Trainer. Zegarek już przy wyjmowaniu z opakowania robi wrażenie. Jego duży i czytelny wyświetlacz sprawia, że nawet w najgorszych warunkach będziemy w stanie dojrzeć swoje osiągi.

 

Bieganie

Zegarek zacząłem testować zgodnie z przeznaczeniem, czyli podczas biegania. Pozytywnie zaskoczył mnie wyświetlacz tempa. W poprzednich modelach, które miałem okazję testować, bieżące tempo było wyświetlane z dużym opóźnieniem. W innych modelach robiłem bieg zmienny 100/100 m. Podczas truchtu wyświetlały tempo 3’15″/km, a w trakcie przebieżki 5’58”. Run Trainer pod tym względem nie ma sobie równych. Wyświetlane tempo jest zgodne z tempem biegu. Próbowałem najróżniejszych przyśpieszeń, wyhamowań i innych trików. Tempo na wyświetlaczu zmieniało się szybko jak w liczniku rowerowym.

 

Kolejna funkcja o której nawet nie miałem pojęcia, to automatyczny międzyczas. Biegając ciągłe nie musiałem więcej czatować na pękniętą płytkę na pierwszym kilometrze, czwarty słup za mostem na drugim i tak dalej do piętnastu. Dzięki automatycznym międzyczasom zegarek z pomocą GPS sam pobiera czasy, jakie uzyskałem na poszczególnych etapach treningu. Funkcja o tyle dobra, że nie jesteśmy zmuszeni biegać na czas na wcześniej pomierzonych trasach. Dzięki funkcji gdziekolwiek nie pojedziemy, możemy na bieżąco kontrolować tempo biegu.

Kolejna zaleta to funkcja interwałowa. Dotychczas biegałem tylko na Timer, czyli wszystkie powtórzenia miały taki sam czas trwania. Funkcja „Interval” pozwala ułożyć pięć dowolnych kombinacji treningu. Korzystałem z tej funkcji na rowerze (1 minuta przyśpieszenia + 4 minuty luzu) oraz podczas biegu (2 minut mocno na 3 lekko). Funkcję „Interval” można ustawiać nie tylko pod kątem czasu, ale także tempa, prędkości lub tętna (np. gdy HR spadnie poniżej 120 zegarek daje sygnał i odmierza dowolnie wybrany odcinek czasu).

 

Zakładki i rower

Sprzęt sprawdzałem oczywiście pod kątem triathlonu, dlatego testy odbywały się także na rowerze i treningach łączonych. Zaletą Run Trainer jest to, że na wyświetlaczu można wyłożyć 3 lub nawet 4 funkcje. Można ustawić np.: jednocześnie tempo i prędkość.

 

timex3

Kolejny szczegół, do którego tym razem się przyczepię to GPS. Generalnie jest dokładny i “mocny” (tzn: nie gubi sygnału, w przeciwieństwie do poprzednika Global Trainera, który nie dość, że masakrycznie długo szuka satelity, to jeszcze gubi go w czasie treningu. Przykładowo podaję mapkę z Global Trainera, którą dostarczył mi jeden z triathlonistów trenujących w Lesie Kabackim. Przeprowadzał test na 10km. Zegarek nie dość, że po 200 metrach zgubił satelitę, to jeszcze “uciekł” ze ścieżki biegowej w las, aby ostatecznie pokazać nie 10km a niespełna 5km. Poziome, proste linie, to miejsca, w których GPS zanikał).

 

{gallery}gps_global{/gallery}

 

Niestety w przypadku Run Trainera, GPS również czasami zawodzi – jeżeli już stracimy sygnał, zegarkowi długo schodzi ponowne odnalezienie się. Przykład poniżej: na treningu łączonym zjechałem na zmianę do garażu podziemnego. Sygnał GPS zanikł natychmiast. Ok, w porządku – to normalne i żaden zegarek raczej nie utrzyma kontaktu z satelitą w podziemnym garażu. Zresztą tam jest nam zbędny. Wybiegam z garażu, odpalam czas biegu, ale zegarek nadal szuka sygnału. Potrafię przebiec dobre 300-400 m zanim satelita znów mnie namierzy. Punkty, gdzie zegarek stracił i odzyskał sygnał są połączone linią prostą, która nijak się ma do rzeczywiście przebiegniętej trasy. Na plus mogę pochwalić Timexa, że zawsze się odnajduje. Podczas Półmaratonu Warszawskiego GPS konkurencji stracił sygnał i nie załapał go do samej mety. Poza tym już wcześniej ostro wariował, bo biegnąc bardzo równo po 4 min/km wskazywał mi tempo od 3’15/km do 7’34’/km!!!

 

{gallery}timex_test1{/gallery}

 

Pływanie


Próbę zegarek przeszedł podczas pływania. Sprzęt testowałem w Zalewie Sobótka, gdzie odbywa się Triathlon Płock. Mimo, że słyszałem dźwięk ostrzegający o słabym sygnale GPS funkcja nadal działała. Niestety, z powodu niebywałego zdarzenia, jakim był atak łabędzia na mnie, nie zrealizowałem założeń treningowych. Po wejściu na łódkę wędkarza cieszyłem się, że żyję. Po ochłonięciu zrzuciłem trening do dziennika treningowego. Dystans 492 metry przepłynięty w czasie 9:32 wydaje się realnie oddawać moje aktualne możliwości. Dzięki przełączeniu dyscypliny w raporcie wyświetla się średni czas przepłynięcia 100m. Mimo niepełnej próby w pływaniu, jestem na tak.

 

{gallery}timex_plywanie{/gallery}

 

Fejsik

Strona Timexa „Training Peaks”, na którą możemy „zrzucać” nasze treningowe osiągnięcia jest bardzo przejrzysta i łatwa w obsłudze. Nawet taki abnegat komputerowy jak ja spokojnie może skorzystać w wszystkich dostępnych opcji. Czytelny kalendarz może się wyświetlać tygodniami, miesiącami itp. Każdy trening jest rozłożony na najprostsze czynniki. Osobiście mi najbardziej podoba się oglądanie map po treningach rowerowych. Obok mapy widnieje wykres tempa, tętna i przewyższenia. Bez problemu można sprawdzić, jaką prędkość i tętno mieliśmy w każdym punkcie treningu. Ciekawą możliwość daje zakładka „social”, dzięki której mogę pochwalić się przed kolegami triathlonistami wykonanymi treningami np.: na Facebooku.

 

{gallery}timex_fejsik{/gallery}

 

Pamięć

Jeżeli chodzi o opcje zapisywania treningów zegarek daje nam dużą dowolność wyboru. W wersji fabrycznej zapisywanie danych odbywa się z częstotliwością dwóch sekund. Takie rozwiązanie powoduje, że szybko zapełnia się pamięć zegarka. Nie jestem tytanem pracy, ale trenując „na wyjeździe’ w długi majowy weekend po kilku treningach zegarek poinformował mnie „memory full”. Niestety, jeden trening rowerowy pojechałem na samym chrono, bo na pomiary tętna i GPS nie było już miejsca. Lekiem na całe zło było przestawienie częstotliwości zapisywania co 4 sekundy, co sprawiło, że jeden trening nie zajmuje tyle pamięci. Obawiałem się, że takie rozwiązanie wpłynie negatywnie na jakość przedstawianych danych. W żadnym wypadku. Pewnego pięknego dnia jadąc szosą zostałem zepchnięty przez TIR do rowu. Aparatura dokładnie wyłapała ten moment, czyli nagły spadek prędkości i gwałtowny skok tętna.

 

{gallery}timex_tir{/gallery}

 

Wydaje mi się, że zapisywanie danych co 1 lub 2 sekundy jest potrzebne przy krótkich, mierzonych treningach np.: gdy biegamy na bieżni interwały 200 lub 400 metrowe. Na długich, tlenowych treningach jestem przekonany, że ośmiosekundowa częstotliwość zapisywania jest wystarczająca.


Kolejną opcją z której korzystałem jest wygładzanie. Bez włączonej funkcji „smoothing” wykres wszystkich parametrów wygląda na grafie jak EKG. Dzięki funkcji wygładzania wyniki są bardziej czytelne i łatwiejsze do analizy. Dla triathlonisty czy maratończyka mało istotne są krótkookresowe skoki tętna czy tempa, bardziej liczy się holistyczne spojrzenie na jednostkę treningową.

 

Wracając do strony Treainig Peaks, to możliwość analizy treningu jest wręcz nieograniczona. Możemy sprawdzić, w jakich momentach treningu jechaliśmy lub biegliśmy z daną prędkością, kiedy i gdzie nasze tętno znajdowało się na wybranym pułapie. Dzięki zaznaczeniu odpowiednich odcinków tras mogłem dowiedzieć się, że podjazd nad Wisłą niedaleko mojego domu nie ma 10%, jak mi się wydawało i jak z dumą opowiadałem kolegom triathlonistom, tylko 5,4%. (Teraz wiem, dlaczego szwajcarskie 10% podjazdy były cięższe od mojego 😉

 

{gallery}timex_podjazd{/gallery}

 

Ze szczegółów do ogółu

Ze szczegółów technicznych warto dodać wygodny, łatwy w użyciu i konserwacji pasek z portem mierzącym HR. Jako człowiek ceniący nieskrępowaną wolność miałem opory przy pierwszym zakładaniu paska na klatkę piersiową. Po pierwszych korektach długości paska zestaw idealnie leży na ciele i nie powoduje dyskomfortu podczas biegu czy jazdy na rowerze. Irytuje mnie jedynie codzienne szukanie kabelka z klipsem w celu połączenia zegarka z komputerem. Myślę, że mądre głowy z Timexa stać na to, żeby w przyszłości skonstruować jakieś bezprzewodowe rozwiązanie.

 

Ogólnie – wielki plus dla zegarka Timex Ironman Run Trainer – zdał egzamin!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here