Zakochani w triathlonie

Od Redakcji: Przed Walentynkami zaprosiliśmy Was do konkursu „Love is in the air”. Prosiliśmy o przemyślenia na temat Waszego związku z triathlonem, tego w jaki sposób się poznaliście, jak wytrzymujecie w tym fascynującym, ale wymagającym związku. Dziś rozstrzygnięcie naszej zabawy. Postanowiliśmy nagrodzić dwa teksty i oba opublikować na Akademii Triathlonu. Pierwszy to „Pamiętnik Justyny Jasoń”, która zadebiutuje w bydgoskim triathlonie. Drugi felieton, autorstwa Piotra Kalinowskiego, to „miłosne” wspomnienia lekarza, które opublikujemy dziś wieczorem. Na początek zapraszamy do lektury tekstu Justyny Jasoń. Dziękujemy za przesłane teksty i gratulujemy nagrodzonym.

 

Justyna Jasoń:

Cóż… Napiszę wprost i bez ogródek: zakochałam się. Usłyszałam o nim już jakiś czas temu. Mój znajomy znał Go bardzo dobrze. Jak się okazało wspólnie trenowali i to nie tylko tak jak ja bieganie, ale także rower i pływanie. Robiło to na mnie wrażenie, ale wtedy jeszcze nie miałam zamiaru poznawać Go bliżej. Mój kolega Adam opowiadał, że On zmienił jego życie, dzięki Niemu zmienił podejście do sportu, konsekwencji, do wszystkiego. Pomyślałam sobie: o takich cwaniaczkach słyszałam nieraz i nie miałam zamiaru Go poznawać.

 

Drugi raz usłyszałam o nim od mojego trenera biegania. Miłosz zaproponował żebym jednak poznała Go bliżej. Wcale nie miałam ochoty. Spędzałam doskonale czas, biegając w swoim tempie, czasem przybiegając w grupie ostatnich zawodników na biegach powiatowych. Miłosz nie nalegał, ale powiedział, że warto. Słyszałam wcześniej, że jego numerem 1 jest pływanie. U mnie pływanie traktowałam raczej jako pławienie się i to tylko w takich miejscach gdzie miałam grunt. Pływałam tylko na wakacjach i czasem na basenie, kiedy zaczynałam się mobilizować do sportu po raz 27 w życiu. Wtedy, po propozycji trenera, myślałam o nim całą noc. Dawno czegoś tego nie czułam i dawno o niczym nie myślałam tak intensywnie. Wtedy poczułam pierwsze dreszcze emocji i wskazywało to na to, że moje serce nie pozostaje mu obojętne.

Zgodziłam się na spotkanie. Zebrałam na jego temat kilka informacji u znajomych i byłam bardzo podekscytowana tym pierwszym spotkaniem. Oczywiście pierwsza randka odbyła się na basenie. Odkopałam mój strój, okulary i znalazłam czepek, który okazał się czarny. To niezbyt dobry kolor na pierwszą randkę, ale zaryzykowałam. On… On okazał się… Pociągający, tajemniczy, wymagający i bardzo, bardzo podniecający. Po pierwszej randce była kolejna. Jeździłam z nim rowerem, biegałam, zapisałam się nawet na siłownię. Nigdy dla nikogo bym tego nie zrobiła, ale chciałam z nim spędzać jak najwięcej czasu. Okazało się, że dużo nas łączy i tyle samo dzieli. To podobno dobrze wróży zakochanym parom. On mobilizuje mnie do tego, aby nie tracić czasu na sen. Wstajemy razem rano i biegniemy z moim psem na poranne kilka kilometrów. To właśnie On mobilizuje mnie do tego, żeby na 21.00 iść na basen mimo tego, że mam ochotę położyć się już do łóżka. To dla niego kupię nowe sportowe ciuchy i staram się wytopić z mojego ciała kilka zbędnych kilogramów.

 

tri bygoszcz

Ostatnio zachowywał się jeszcze bardziej tajemniczo, mimo tego, że coraz lepiej go znam. Domyślam się, że chce mi się oświadczyć podczas imprezy w lipcu w Bydgoszczy. Jeżeli tak, to zostaniemy razem na zawsze. Uwielbiam go i nie mogę doczekać się tego startu. Pewnie na mecie nie będę mogła ukryć łez, ale co tam, te pozytywne emocje to dobra oznaka w naszym związku. Jestem zupełnie zakochana. Uwielbiam z nim przebywać. Ma na imię Triathlon. Boże, co za cudowne imię!

 

Dla Pani Justyny mamy słuchawki Yurbuds Inspire 200. Niech muzyka z nich płynąca umili czas do nadchodzących oświadczyn.

inspire-200-for-women

Powiązane Artykuły

2 KOMENTARZE

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,511ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane