Filip Przymusiński pierwszy w Czechach na sprincie.

0

Od Redakcji: zapraszamy do lektury tekstu Filipa Przymusińskiego na temat jego ostatniego startu w Czechach. Inne relacje z zawodów i zdjęcia możecie oglądać na stronie internetowej Filipa. Zachęcamy innych zawodników do nadsyłania swoich wrażeń i relacji z zawodów, w których startujecie – adres: sekretarz@akadmiatriathlonu.pl.

 

Filip Przymusiński:

Na zawody do Czech jechałem z sporym bagażem złych wspomnień. To właśnie tam przed rokiem zaliczyłem na rowerze upadek na tyle mocny, że straciłem przytomność. Karlove Vary słyną przede wszystkim z bardzo wymagającej trasy kolarskiej. W jej opisie na stronie ITU przeczytać możemy: each lap 5km with heart break hill 21° 500m long, technically difficult, asphalt surface+pavement blocks. Dużym atutem trasy jest jednak to, że przebiega ona przez centrum miasta i jest niesamowicie widowiskowa. Początkowo planowałem wystartować na dystansie Olimpijski w randze Pucharu Europy. Ostatecznie zmieniłem decyzję i wystartowałem dzień wcześniej na tej samej trasie, ale na sprincie w Pucharze Czech. Na zmianę decyzji wpłynęły dwie okoliczności: to jak bardzo słabo czułem się tydzień wcześniej na MP w Górznie, oraz zły stan zdrowia prezesa naszego klubu. Prezes nie mógł jechać, więc to ja wykonywałem obowiązki organizatora, kierowcy, trenera i zawodnika. Dużo tego, start w Pucharze Europy, a potem 600 km drogi powrotnej za kółkiem… ani to mądre, ani bezpieczne. Stąd strat dzień wcześniej, a następny dzień czas na odpoczynek i skupienie się na mojej zawodniczce Annie Heneczkowskiej, która startuje w Pucharze Europy.

filip czechy2

Mój start odbył się w Sobotę 24.08 o dość nietypowej porze bo o godzinie 18-stej. Pływanie tradycyjnie zaczynało się skokiem z dość wysokiego brzegu. Ustawiłem się maksymalnie po lewej stronie. Jak się potem okazało nie była to najlepsza decyzja. Miałem co prawda zapewnione komfortowe pływanie bez bijatyki, lecz odległość do pierwszej boi była nieco większa niż dla zawodników stojących maksymalnie na prawo. Tam też ustawiła się czołówka pływaków. Skok, plum, płynę, niestety na pierwszej bojce strata około 10-12 sekund. Odpłynęła mi piątka zawodników, potem ja samotny. Na szczęście przez resztę dystansu moja strata utrzymywała się na podobnym poziomie. Bo boksu wpadłem na 6 pozycji. Bardzo dobrze w wodzie spisali się moi podopieczni Robert Czysz i Jacek Krawczyk. Gdy ściągałem piankę Ci już biegli z rowerami w kierunki pierwszej belki, za którą zaczynał się wyścig kolarski.

filip czechy3

Ruszyłem i ja. Cały czas miałem w zasięgu wzroku pięcio-osobową pierwszą grupę. Dojazd do rundy kolarskiej w Karlovych Warach również był mocno górzysty, tak więc dość szybko udało mi się odrobić stratę z wody i na pętle w mieście wjechaliśmy już w szóstkę. Wyścig trzech na trzech: trójka Polaków na trójkę Czechów (wśród nich zeszłoroczny zwycięzca Pavel Patak). Praktycznie od pierwszego zakręcenia korbami roweru czułem się bardzo dobrze. Gdy dojechaliśmy do najcięższego momentu trasy- bardzo ostrego podjazdu- zaatakowałem. Niesiony dopingiem kibiców nie oglądałem się za siebie. Na szczycie góry okazało się, że zostałem już tylko Czechem z Jakubem Janouskiem. Współpraca bardzo dobrze nam się układała. Grupa z tyłu mocno walczyła by nas dogonić, jednak nasza przewaga wzrastała z każdym okrążeniem i przed częścią biegową wynosiła już ponad minutę.

filip czechy4

Mój partner z ucieczki kolarskiej wykonał bardzo szybką zmianę i wyleciał na bieg niczym kamień z procy. Ruszyłem za nim. Po przebiegnięciu mostkiem przez rzekę czekał nas wbieg po schodach, zaraz za nim jeszcze wzniesienie. Zobaczyłem, że prowadzący jeszcze wtedy Jakub Janousek wyraźnie odczuwa skutki roweru, a ja zbliżam się do niego z każdym krokiem. To mnie uskrzydliło. Dogoniłem go, poprawiłem i za chwilę byłem już sam. Starałem się trzymać mocne tempo, bo nie wiedziałem jak wygląda sytuacja za moimi plecami (jak biegną zawodnicy z grupy pościgowej). Wszystko wyjaśniło się na początku drugiej pętli. Po wbiegnięciu na schody z pagórka była możliwość zobaczenie gdzie są inni i czy się aby nie zbliżają za szybko. Nie zbliżali się, co więcej udało mi się dołożyć jeszcze nieco metrów do mojej przewagi. Od tego momentu wiedziałem, na 99%, że wygram. Uspokoiłem tempo biegu, starłem się już tylko kontrolować sytuację w czym pomagały mi liczne nawrotki, a po nich mijanki. Udało mi się wgrać i to na zupełnie nie moim dystansie. Najbardziej cieszy mnie jednak samopoczucie- było fantastyczne. Szkoda, że nie czułem się tak tydzień wcześniej na MP w Górznie.

Połówka z Poznania wreszcie mnie puściła, czyli jest mnie więcej tak, jak to kalkulowaliśmy z trenerami: po 1/2 IM (o ile staruję i trenuję) potrzebuje około 3 tygodni by dojść do siebie. Teoria sprawdziła się w praktyce i nie ukrywam, że jest to bardzo cenna wiedza, która będzie jeszcze bardzo przydatna w przyszłości.

 

filip czechy6

No i jeszcze bardzo miły akcent z mety: 4 w generalce i jako pierwszy z Juniorów linię mety pokonał Robert Czysz, chwilę po nim na 5 pozycji (w juniorach 2) pojawił się Jacek Krawczyk.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here