Hostessy i hurysy czyli obrazki z życia ratownika wodnego na pustyni

Niedobór witaminy D występujący w sezonie jesienno-zimowym może prowadzić do osteoporozy, cukrzycy a nawet jeszcze gorszych chorób. Wątrobę mam sformatowaną na inne wyzwania i nie będę obciążał tabletkami. Postawiłem na syntezę skórną, a do tego potrzebne jest słońce. Krótka analiza ofert biur podróży oraz prognoz pogody jednoznacznie wskazała kierunek – Dubaj.

 

Nazwa swojsko się rymuje z „Biłgoraj’, albo „Dierżążnia’. Poza tym mieszkają tam Arabowie, z którymi wiążą mnie wielorakie więzy. Od podstawówki używam cyfr arabskich, a ponadto za czasów komuny byli moimi sprzymierzeńcami w zwalczaniu systemu. Handlowałem z nimi dolarami osłabiając socjalistyczną gospodarkę. Za to i za inne rzeczy byłem prześladowany, szykanowany, inwigilowany oraz śledzony. Regularnie miałem  do czynienia z organami.

 

Dodatkową motywacją przy wyborze Dubaju była jego rosnąca reputacja jako nowego centrum finansowego świata. Pomyślałem, że trochę im pomogę i ulokuję tam jakieś precjoza czy aktywa, zanim rosnący w siłę bolszewicy zaczną znowu rekwirować.

 

Wyjazd miał również oczywiście aspekt sportowy. Planowałem poprawić wytrzymałość biegową oraz prędkość pływania. Konkretnie chciałem wykorzystać porady Chrissie Wellington zawarte w felietomie „How to increase swim speed and distance’ . Szczególnie przemówiła do mnie sugestia #1 – zabawy w wodzie:

 

...’Take time to play around: splash, breathe, close your eyes, lie on the bottom, float, blow bubbles, go limp, do roly polys!’..


Od razu informuję: w leżeniu na dnie basenu i puszczaniu bąbli osiągnąłem poziom mistrzowski! Potrafię to robić z zamkniętymi oczami.

 

Olbrzymi Bimbo-Jet linii Emirates budził zaufanie. Arabskie hostessy pokładowe były ubrane w stylizowane stroje orientalne. Dla wygody pasażerów mówiły biegle po polsku. Okazało się, że większość pochodziła z Kurpi i Podlasia.

W czasie potrzebnym do ukończenia połówki IM przez średnio-zaawansowanego amatora zdążyliśmy zjeść dwa posiłki, obejrzeć jeden film i wypić kilka maciupeńkich buteleczek wina. Zgodnie z zasadą Kierownika Ekipy – …„w samolocie każde wino jest dobre’.

 

Lądowanie przespałem, ale lotnisko zrobiło na mnie wrażenie. Dużo większe niż lotnisko w Radomiu.  Przepustowość większa niż Heathrow czy JFK, a marmurów więcej niż na Powązkach.  Ekonomia skali – to może być właściwy kierunek rozwoju dla przynoszącego straty Radomia. I żeby potem nie narzekali, że nikt im nie podpowiadał.

 

IMG 2119

 

Przed wyjazdem życzliwi i bywali w świecie znajomi wyposażyli nas w  niezbędną wiedzę. Zapamiętałem, żeby nie żuć gumy w metrze i nie całować w usta wielbłądów. W czasie całego pobytu nie było okazji wykorzystać tej praktycznej i cennej wiedzy.

 

Dubaj jest miastem czystym, wyłożonym marmurami i klimatyzowanym. Ma najwyższy na świecie budynek i największy na świecie shopping mall. Wszędzie dużo wody, jak to na pustyni. Byłem na trasie rozgrywanych miesiąc wcześniej zawodów 70.3 IM, ale niestety, wszystkie bidony zostały już uprzątnięte.

 

IMG 2145

 

Nasz kolejny hotel znajdował się drugim końcu plaży. Plaża miała ponad 130km długości i kończyła się w sąsiednim szejkanacie. Tuż przy strategicznej Cieśninie Ormuz. Nie wolno było wypływać dalej niż 10 km od brzegu, bo można było wtargnąć na pas żeglugowy tankowców, czego bardzo nie lubią Amerykanie. Zresztą tego nie planowałem.

 

Hotel przyzwoity. Został nawet kiedyś wyróżniony za splendor.

 

IMG 2125

 

Nie spełnił jednak rygorystycznych oczekiwań mojej Żony. Stosuje ona swój własny system ocen, w którym moc suszarki jest jedną z kluczowych.

 

Ta była anemiczna i komentarz:

’Tylko na to was stać? Mam czekać na burzę pustynną?’ –  nie rokował dobrze.

 

Niefortunny epizod z suszarką negatywnie wpłyną na resztę pobytu.

Po pierwsze Kierownik Ekipy narzuci bardzo restrykcyjne warunki zgrupowania. Między innymi – żadnego alkoholu przed 12-tą!!

 

Cały ranek siedziałem roztrzęsiony w cieniu czekając na południe. Wtedy wpadłem do baru. To co mi zaproponowano było ledwie wspomnieniem po alkoholu. Stanowczo zażądałem porządnego shake’a !! Po chwili przybiegł mocno zasapany przysadzisty wąsacz w stroju regionalnym. Powiedział, że on tu jest głownym szejkiem i spytał w czym jest problem. Powiedziałem:

–       ’ Z Piaseczna jestem i podwójne modżajto mi dajcie !!’

 

Kiedy wyjaśniłem, że Piaseczno to po angielsku Sand City i też mamy suk, czyli  bazarek, poczuli do mnie dobrze skrywaną sympatię. Zostałem honorowym Beduinem turnusu.

 

Drugą konsekwencją rozczarowania suszarką, oraz ostatnich niefortunnych wydarzeń w kraju był negatywny stosunek Sponsora Tytularnego do podpisywania dokumentów zawierających kwoty pieniężne. Żona konsekwentnie odmawiała składani podpisów twierdząc, że nigdy nie wiadomo, kto takie kwity znajdzie za 40 lat i jak je będzie interpretował.

 

Zostały więc jedynie płatności gotówkowe. Wysokie ceny powodowały, że aktywa topniały jak nadwaga triathlonisty przed sezonem. Na koniec pobytu nie było już co chronić przed ewentualną łapczywością bolszewicką i musiałem na ćwierć etatu zatrudnić się jako ratownik. Zaimponowałem managementowi umiejętnością leżeniem na dnie i puszczaniem bąbli z zamkniętymi oczami.

 

IMG 2166

W widocznych w tle górach miałem ćwiczyć siłę biegową w drugim tygodniu pobytu. Niestety, ze znanych już względów wyjazd zakończył się po tygodniu

 

Paśniki były liczne i dobrze zaopatrzone. Pierwszego dnia zaintrygował mnie samotny pojemnik stojący w odizolowanym sektorze. Okazało się, że oferował bekon z wieprza zaprawiony dużą dozą niechęci ze strony miejscowych. Czcionka i kolor napisu sugerowały powstrzymanie się od konsumpcji.

 

IMG 2124

 

Przedstawiciele dojrzałych demokracji zachodnich zawsze cierpliwie czekali w kolejce po swój omlet czy sadzoniaczki. Nasi wschodni kuzuni zastępowali cierpliwość sprytem. Próbowali a to podejść z innej strony, a to wsadzić rękę uzbrojoną w talerz między cierpliwych i zachęcali kucharzy ..’ Nu, dawaj, dawaj!’. Lata sowieckiego dostatku stały się źródłem życiowej zaradności.

 

Największymi jajcarzami okazali się jednak Arabowie. W czasie śniadania zakładali serwetki na głowy i tak chodzili po stołówce. A niektórzy cały dzień.

 

Z lokalnych atrakcji promowano nocny wyjazd do wioski Beduinów na pustyni w celu obejrzenia tańca brzucha delfinów. Odmówiliśmy. Po pierwsze nie było za darmo, a poza tym było duże ryzyko natknięcia się na wielbłądy.  Sprawa higieny ich paszczy do końca nie została wyjaśniona.

 

Zasoczeniem była też dla mnie informacja, że aby poznać jakieś hurysy, trzeba najpierw umrzeć. A jeszcze lepiej zginąć w boju z niewiernymi. Cena wydała mi się zbyt wygórowana.

 

Były też niespodziewane spotkania z krajanami. Na pustyni natknąłem się na rodzinę z okolic Gołdapi. Najpierw grzecznościowo pytali, czy już w Polsce ciepło, czy można wracać i co Komisja Wenecka postanowiła w wiadomej sprawie. Potem przeszli do meritum. Wyrazili zaniepokojenie negatywnym nastawieniem rządu do kwestii imigracji z krajów arabskich. Senior rodu Maciek powiedział :

–  'Niech sobie wsadzą gdzieś te 500+, ale hot spoty? Limity? Emigracja zarobkowa? Kuzyni z Egiptu i Syrii już zdecydowali się spędzić lato w Estonii, a my się wahamy. Jak tak dalej pójdzie, władze same będą sobie łapać  żaby!’

 

Bociany

 

Przyspieszony z powodu wyczerpania się aktywów powrót też miał swoje ciekawe momenty. Na lotnisku, dla odmiany głównymi podejrzanymi byli teraz osobnicy w typie nordyckim.

 

Urzędnik wizowy w serwetce śniadaniowej na głowie przywoływał delikwenta i pytał:

 

–       Czy jadłeś wieprzowinę z oznakowanego pojemnika?

Rozbiegane oczka podejrzanego oraz mocno czerwony odcień opalenizny sugerował odpowiedź:

–       Jadłem…

–       Co tak cicho, głośniej!

–       Jadłem, jadłem, ale tylko raz

–       A alkohol był spożywany?

–       Troszkę…..

–       Co to znaczy „troszkę’?

–       Parę drinków dziennie – płaczliwym głosem odpowiadał indagowany Nordyk

–       Nie wstyd Ci?

–       Bardzo….

Urzędnik brał mikrofon i ogłaszał:

 

–       Uwaga podróżni, osobnik przy stanowisku nr 5 jadł mięso nieczystych  wieprzy oraz regularnie pijał alkohol. Nie dla niego hurysy i życie wieczne w raju!!

 

Po hali odlotów poszło ciężkie westchnienie podszyte wstydem i zażenowaniem.

 

Zawstydzony tłum nordyków opalonych na czerwono zapełnił Bimbo-Jeta oznaczonego liczbą 777. Kojarzyło się to niedobrze z  zobowiązania finansowymi, jakie zostawialiśmy za sobą.

 

Wyjazd z punktu widzenia sportowego oceniam bardzo wysoko. Oprócz pływania udało się gruntownie przećwiczyć jeden z najtrudniejszych elementów sezonu startowego, to znaczy tapering. Z ufnością czekam na resztę sezonu.

Marek Strześniewski
Marek Strześniewski
Absolwent Uniwersytetów Warszawskiego i Jagiellońskiego oraz University of Illinois w USA. Od końca lat 90-tych prowadzi w Polsce założoną przez siebie firmę doradczą IMPACT Management. Ponad 300 zrealizowanych projektów koncentrowało się na zagadnieniach efektywności indywidualnej i organizacyjnej, optymalizacji kosztowej, dynamizacji sprzedaży oraz wdrażaniu strategii. Od 10 lat trenuje biegi długodystansowe i triathlon, gdzie wykorzystuje techniki zarządzania czasem i wyznaczania celów. Ukończył między innymi maratony w Nowym Jorku, Berlinie i Amsterdamie, oraz zawody triathlonowe na dystansie IRONMAN w Kopenhadze. Felietonista, bloger i ekspert Akademii Triathlonu w dziedzinie zarządzania czasem i efektywności indywidualnej.

Powiązane Artykuły

22 KOMENTARZE

  1. Andrzeju, dzięki za życzliwe słowa. Śledzę Twoje przygotowania do sezonu, które opisujesz na blogu. Spróbuj przepłynąć klasykiem (zwanym trywialnie żabką) 100m. Sprawdź, czy nie zaoszczędzisz w ten sposób 5 min na dystansie 1500m 🙂

  2. A mnie frapują losy rodziny emigratów – co z nimi będzie skoro droga bałkańska od tygodnia w zasadzie zamknięta. ..Ale z drugiej strony mój znajomy twierdzi że skoro takie osobniki nie mogę się zdecydować czy sa prawdziwymi polakami czy nie … i do Polski przybywają w zasadzie tylko na wakacje … to my bardzo dobrze poradzimy sobie i bez nich .. a do połowu żab wykorzystamy inne lepsze i rdzenne gatunki ( o jakie gatunki chodzi nie ujawnił)

  3. Znowu się pojawiam. Łukasz, w mojej opinii tu nie ma nawet namiastki wyolbrzymiania talentu. Nie zwracam uwagi czy to Dubaj, Pogorzelica lub chata nad jeziorem. Uważam, że Marek nawet jakby wybrał się poszukać łańcucha lub koła za złomowisku/wysypisku (odpadów) to jego opis z tego wydarzenia byłby kosmiczny (czyt. komiczny :))) i oto w tym wieku i w tym wszystkim chodzi – for fan. Boje się tylko czy komisja jakaś w pewnym czasie nie zarzuci Markowi jakoby swoje sukcesy literackie osiągnął na wsparciu środków niedozwolonych – np cydru, który tyle co wpisali na listę sprzedaży Biedronki. I szlak trafi całą karierę – będzie Poszarapana :))) Marku tak trzymaj, nasi wielcy polscy wieszcze też pisali na wsparciu :)))

  4. Marcin w swojej dociekliwości zapomniał o jednej kwestii – OPALENIZNA! Robiłem furorę na basenie 🙂

  5. Marcin , dzięki, uspokoiłeś mnie. Już chciałem sobie robić wyrzuty sumienia, że mój umysł nie był tak lotny jak mojego ulubionego Agegroupera(Nadblogera) i nie wpadł na taką możliwość podładowania wit D3 zimą :))

  6. Marku, tekst jak zwykle rewelacja, szkoda, że tak krótko i rzadko 🙂 Ale trzeba oddać też cześć Marcinowi i jego komentarzom, wyjaśnieniom i dociekaniom. Zawsze czekam na dialogi pod tekstami

  7. Marcinie, bąble puszczałem przeważnie paszczą, ale jako medicus wiesz, że po pikantnym jedzeniu bąble szukają różnych dróg ujścia…

  8. I jeszcze jedno Marku mnie nurtuje… którędy, że tak to ujmę Ty te bąble pod wodą puszczałeś? Dedukuję, że nie oczami, bo były zamknięte więc zdradź nam swoją tajemnicę;))) Puszczałeś je tak po prostu z nudów czy badałeś ich wpływ na mechanikę leżenia? A może to był taki umówiony znak z żoną, że jeszcze tam na dnie żyjesz? W zależności od rodzaju bąbla mogła nawet nie patrzeć, żeby wiedzieć żeś w dobrej kondycji;))

  9. Ufff, Marcinie, dzięki za wyjaśnienia. Czułem, że coś nie tak z tą moją wątrobą. Jakoś tak nie nadążała… Miałem nawet do niej o to pretensje. A ona bidna zajęta była hydroksylacją i aktywacją 🙂

  10. Szok niedowierzanie jakby napisano w Przeglądzie Pasztetowym! Za własną kasę na własne życzenie pojechać na urlop do Dubaju… decyzja chyba podjęta pod wpływem Kopytka Łosia;))) Szczerze powiem, że nigdy bym tam nie wrócił ale ja jestem mięczak i +40’C oraz beton a nawet marmur działają na mnie osłabiająco:) Natomiast muszę niestety obalić tzw. pretekst wyjazdu czyli oszczędzanie wątroby poprzez syntezę skórną wit. D3. Otóż to jest tak, że w skórze syntetyzowana jest nieaktywna forma vit. D3 – dokładnie taka jaką możemy uzupełniać w postaci doustnej. I bez względu na to skąd ta vit. D3 się w nas bierze, żeby stać się aktywnym hormonem (po aktywacji działa jak hormon) musi przejść proces hydroksylacji w wątrobie i nerkach. Także ta powstająca w skórze pod wpływem UV. Także niestety drogi Marku Twoja wątroba była w Dubaju obciążona aktywacją vit. D3 dokładnie w takim samym stopniu jakbyś został w Piasecznie i łykał ją rano do śniadania;))) I to by było na tyle komplementów z mojej strony żeby Ci się w głowie nie przewróciło:)))

  11. Krzychu, nie słuchaj Redaktora! Wonne kadzidła Twoich komplementów wypełniły mój malutki gabinecik i słodko kręci mi się w głowie…. Ależ ten świat jest piękny…..

  12. Krzysztof – ostrożnie z komplementami, bo nam się bloger rozpłynie! A i tytułów zabraknie, bo Nadbloger to było już max. 😉 trzeba stworzyć coś nowego na zachętę dla innych.

  13. Cześć, Marku, po raz kolejny nie wiem co i czy wogole coś napisać. Dla mnie jesteś królem pióra. Taki król Lucjan triatlonu, a z racji miejsca obozu. Królem galonu, a korony nie powinieneś zdejmować nawet do spania. Mega tekst. Szkoda że nie piszesz codziennie :))). Pozdrawiam

  14. @Drogi Redaktorze, wielkie objętości pozostawmy tym, którzy muszą nadrabiać braki talentu 🙂 @Piotrek, żeby przepłynąć 10 km potrzebuję 1 miesiąca. We wspomnianym felietonie Chrissie rekomenduje treningi 1500m. Z tym bardziej mi po drodze @Arku – dzieki! 🙂

  15. Bardzo jestem zadowolony, że wszystkie zaplanowane jednostki treningowe zostały wykonane. Ze spokojem czekam na pierwsze starty. Chociaż zdanie, nie można było wypływać dalej niż 10km, może świadczyć o tym, że autor parę razy został zawrócony do brzegu……

  16. Jestem zawiedziony…spodziewałem się statystyk: 300km na rowerze, 70km biegu, 15km pływania (kraulem). Pork Bacon wygrał z owsianką, a tapering z zakładką. Ale skoro zostałeś Beduinem turnusu, to znaczy, że było grubo… 😉 felieton przedni 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,982FaniLubię
1,117ObserwującyObserwuj
302SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X