Historia, atmosfera i… komercjalizacja? Czy Kona dalej jest mekką triathlonu?

Przez lata występ na mistrzostwach świata IRONMAN był dla wielu triathlonistów największym możliwym marzeniem oraz wyróżnieniem. W ostatnim czasie coraz częściej pojawiają się jednak głosy o tym, że impreza straciła swój prestiż i legendarną otoczkę. Co sądzą o tym polscy age-grouperzy?

ZOBACZ TEŻ: Zaskakujące historie AG z Kony. Bagienne drinki i tajemniczy taksówkarz? Sprawdź!

Nie ma drugiego miejsca na świecie, które pośród triathlonistów wywoływałoby tak wielkie emocje. To właśnie na Hawajach 45 lat temu narodziła się rywalizacja, która dała podwaliny pod najważniejsze triathlonowe wydarzenie wszech czasów – mistrzostwa świata.

Impreza, która zaczynała się od 15 uczestników, mocno ewoluowała przez te kilkadziesiąt lat. Dzisiaj jest miejscem, w którym ścigają się najlepsi profesjonaliści, ale również tysiące age-grouperów. Czy jednak obecna formuła mistrzowskiej imprezy nie idzie za bardzo w kierunku zupełnej komercjalizacji? Na czym w ogóle polega słynna „magia” Kony? Zapytaliśmy o to polskich age-grouperów.

Atmosfera, ludzie i klimat

Co roku Hawaje ściągają tysiące zawodników z całego świata. Niektórzy wybierają się tam pierwszy raz, aby zakosztować atmofery mistrzowskiej imprezy. Tak było w przypadku Ewy Susmarskiej, która podczas poprzedniej edycji zadebiutowała w Konie.

Susmarską urzekła sportowa historia imprezy („otoczenie jej mianem triathlonowej mekki”), ale też różnorodność Hawajów, jako wyspy. Zawodniczka mówi, że widać, że część mieszkańców żyje mistrzostwami i jest bardzo życzliwa dla uczestników. Sama trasa zawodów wywołała nieco ambiwalentne odczucia – część biegowa nie była dla niej zbyt ciekawa.

– O ile trasa kolarska to 180 km w agrafce i przejechanie kilka stref klimatycznych z różnicą przewyższeń 1800 m, a o tyle bieganie w 90% trasy jest po prostu… nudne. Z całej trasy maratonu, pod względem sportowym, pamiętam głównie asfalt autostrady, po której się przemieszczaliśmy i pola ciemnej lawy dookoła. Za to meta – meta była już wspaniała – wspomina.

Podobne zdanie ma triathlonowy obieżyświat Tomasz Socha. Zawodnik startował już na wielu imprezach i podkreśla, że Kona wywarła na nim bardzo duże wrażenie pod względem sportowym (najlepsi PRO) oraz turystycznym (klimat, różnorodność, odmienność). Gdzie indziej można było też spotkać Jana Frodeno, który podaje zawodnikom żele na trasie?

IRONMAN
fot. Tomasz Socha – archiwum prywatne

„W Nicei tego nie ma”

Klimat wyspy zrobił też wrażenie na Julicie Sikorze. Ambitna zawodniczka, która ma za sobą sporo startów na całym świecie, mówi, że historia ma ogromne znaczenie w tym, że zawodnicy i zawodniczki decydują się na podróż w to legendarne miejsce.

Magia mistrzostw świata w triathlonie na dystansie Ironman, na Big Island to przede wszystkim historia, teraz już 45-letnia. Tutaj odbyły się jedne z pierwszych zawodów w historii tej dyscypliny i stały się kultową imprezą będącą największym triathlonowym świętem.

Sikora nie planowała nawet startu w tym roku. Wywalczyła slota w Teksasie, ale wtedy go nie odebrała. Później jednak wywalczyła awans drugi raz. Do startu przekonała ją koleżanka oraz… magia wyspy!

Magia nie tylko historii, ale też klimatu: upał, wilgoć, mocny wiatr, pobudka o poranku ze wschodem słońca i widokiem na ocean, nagle „gasnące” po 18. słońce i zapadający mrok, krystaliczna i piekielnie słona woda w oceanie, pływanie na treningach do łodzi, na której podają gorącą kawę… Nigdzie tego nie ma. Kibicowałam mężowi w Nicei, to nie to samo. No i wolontariusze, są wspaniali, dla każdego zawodnika jest przydzielony w strefie zmian    osobisty opiekun, zarówno przed zawodami, jak i po zawodach – wspomina.

IRONMAN
fot. Dariusz Drapella – archiwum prywatne

Co z poziomem sportowym? „IRONMAN się totalnie popsuł”

Jest atmosfera, wspaniali ludzie, solidna organizacja, a to wszystko w niesamowitym klimacie Hawajów. Czego więc brakuje? Coraz częściej pojawia się zdanie, że mistrzostwa świata stały się wydarzeniem zupełnie komercyjnym, a organizatorom nie zależy na poziomie sportowym. W wywiadzie dla Akademii Triathlonu Karol Mroczkowski, jeden z krytyków IRONMAN, mówi, że o ile poziom sportowy triathlonu ciągle się podnosi, to na mistrzostwach widać trend zupełnie odwrotny.

IRONMAN na przestrzeni lat się totalnie popsuł. Liczy się tylko kasa i chodzi o to, żeby jej jak najwięcej od ludzi wyciągnąć. Sam poziom sportowy jest dużo wyższy, natomiast zakwalifikować się np. na Hawaje jest coraz łatwiej. Ruch z podziałem lokalizacji mistrzostw świata dał IRONMANOWI dwa razy więcej slotów dla każdej z kategorii.

ZOBACZ TEŻ: Karol Mroczkowski: „Ludzie tracą respekt do triathlonu na normalnych dystansach” 

Mroczkowskiemu wtóruje Drapella, który mówi, że właśnie przez to cała magiczna otoczka mistrzostw nieco zbladła. Kiedyś zdobycia slota było znacznie trudniejsze.

W mojej grupie wiekowej z reguły był tylko jeden slot na każdych zawodach Ironman, a marzenie o starcie na Hawajach dla wielu było bardzo trudno osiągalne. Zawody „z definicji” stały na wysokim poziomie a zakwalifikowanie się na nie już stanowiło sporą nobilitację.

fot. Dariusz Drapella – archiwum prywatne

Czy to jeszcze święto triathlonu?

Julita Sikora zauważa, że na utratę prestiżu imprezy wpłynęła również decyzja IRONMAN o rozdzieleniu zawodów na wyścig mężczyzn i kobiet, które odbywają się w dwóch różnych miejscach – na Hawajach i w Nicei. To psuje atmosferę mistrzostw świata jako wielkiego święta, w którym uczestniczyć powinni zawodnicy i zawodniczki.

Uważam, że to ogromna szkoda, bo pełne świętowanie powinno być wspólne. Uczestniczyłam 2-krotnie w MŚ IM i ogromną frajdą było startować, ale też kibicować najlepszym zawodnikom PRO i zawodnikom kategorii wiekowych. Razem z przyjaciółmi, zarówno z kraju, jak i z zagranicy,    świętowaliśmy ukończenie zawodów, ale też spędzaliśmy wspólnie czas przed zawodami. Szkoda rozdziału, bo planowaliśmy z mężem (profesor Artur Pupka) wystartować w tym roku wspólnie z przyjaciółmi z Warszawy.

Takie głosy nie są odosobnione. Na organizatorów zawodów spadają głosy krytyki zawodników z całego świata. IRONMAN jednak zdaje sobie nie robić nic z tej dezaprobaty dla działań. Niedawno ogłosił, że na mistrzostwa świata slotów będzie jeszcze więcej… i celem jest podniesienie poziomu imprezy. Chodzi co prawda o Niceę, ale wpisuje się to w ogólny trend, który przecież krytykuje wielu zawodników.

Ciężko jednak wyobrazić sobie, aby Kona utraciła całą swoją niezwykłość i atrakcyjność, która co roku ściąga tam tysiące zawodników. Tylko oni mogą zmienić ten trend i wpłynąć na organizatorów. Na razie wyspa przyciąga swoją bajkowością, atrakcyjnością i pięknem, a zawody ciągle mają w sobie to „coś”. Kona zdecydowanie pozostaje mekką triathlonu.

Faktycznie ostatnie lata komercjalizacji zawodów Ironmana spłaszczają te odczucia i muszę przyznać, że widzę zasadniczą różnicę między odbiorem tej imprezy w 2018, a 2022 rokiem (niestety na niekorzyść), ale i tak warto tam być. Nie wiem, jak to działa, ale chcę tam wracać (na Niceę, mimo że zdobyłem slota, nie wziąłem – na Konę chyba bym wziął). Lecie na Konę, warto – mówi Tomasz Socha.

A Wy co sądzicie o kierunku, w którym podążają mistrzostwa świata IRONMAN?

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,501ObserwującyObserwuj
443SubskrybującySubskrybuj

Polecane