Malbork drugi raz….

Wstęp już miałem gotowy to robię tylko ctrl+c i ctrl+v:

Igrzyska Stresu wystartowały w zeszłą niedzielę: Czarna Klątwa (mój samochód) przemówiła: Plati jaki Malbork zdurniałeś?!?- poziom 'wkurwu’ wyszedł sporo poza granice…..żona i przyjaciele wiedzą!!!:) dzisiaj (tj.czwartek) garmin lekko powiedział: zdurniałeś, nie startuję…przywołałem do porządku ten strajk…mhm schodzenie po schodach w butach z blokami=mały siniak na klacie i kolanie (żona zaraziła mnie dziwnymi 'zjawiskami’ przewrócę się na płaskim, schodach itd…!!!)…start w Malborku w niedzielę, ale czy dotrwam!?!?!:D
Do Malborka przybyłem (ufff bez przygód) w sobotę wraz z moją ekipą wsparcia: Paulą, Kasią i Kingą. Na miejscu jest już Kuba, Aga też i kilku znajomych zawodników, którzy startowali u nas w TA….Seba nadciąga…..

Pakiet odebrany, rower do strefy, kilka rozmów było, czas zagościć się na kwaterze- bardzo uroczej, która wkomponuję się w klimat…..:) Z Kubą, Sebastianem, Agą umówiliśmy się na odprawę, która odbyła się w klimatycznej restauracji, w tle super muza…..ciśnienie rośnie…przy wyjściu spotykamy się z Arkiem, jest miło, no ale głód robi swoje…:) Z chłopakami umawiamy się w pizzerii (Kuba tylko rzucił do Seby: he a nie mówiłem 😉 )….tak!!! od pierwszego startu w 2012 mam taki ”rytuał”, idę do tej samej pizzerii :P- pizza dobra jest i Specjal zimny jest :))) Oczywiście było bardzo fajnie było :)))
Niedziela. Wstaję o 4:00, żeby ogarnąć się i o 5:00 być już w strefie zmian, zostawić rzeczy w workach, sprawdzić ciśnienie w kołach. Po rytuałach w strefie, ubieram się w piankę i w towarzystwie żony udaję się na start, wchodzę na krótką rozgrzewkę do wody (jest dobrze nie jest ciepła) i ustawiam się z Kubą, Sebastianem, Arturem przed matą oczekując na odczipowanie 🙂 tutaj jeszcze spotykamy kibica Arka 🙂 Generalnie humor mi dopisuje, wiem, że fajerwerków nie będzie, ale też nie powinno być katastrofy.

Pływanie:

Woda rześka, trasa prosta-4 pętle po kwadracie, bojki duże i widoczne, atrakcyjna dla kibiców, w tle zamku. Start spod kładki. Strzał. Pralki nie ma. Płynę swoim tempem, szału nie ma, ale tak ma być. Ma być spokój, to na tym etapie w debiucie były największe problemy czyli kurcze łydki. Pierwsze kółko, drugie, ooo zabezpieczenie w łodzi i na kajakach w kapturach czyli pewnie pada- będzie ciekawie na rowerze. Trzecie i czwarte kółko zaliczone, wyjście i jest elegancko, bez incydentów w wodzie samopoczucie ok. Czas 1:33, myślałem, że będzie gorzej.


FOT6A3


T1- pominę milczeniem, bo mi się chyba czasoprzestrzeń zakrzywiła i to dosłownie, bo nawet nie pamiętałem, że Arek zdjęcie robił :)))

Rower: czyli jazda w deszczu. Buty suche były może przez 3 min. później bajoro…6 pętli przynajmniej po dobrej nawierzchni. Po drugim kółku Paula zapytała jak jest? Się k%#@%!!! delektuję tym rowerem. Przed ostatnią pętlą wcinam bułkę z pasztetem i dalej walka. Od połowy miałem kryzys:zimno, wieje, jakieś pola, umęczyłem się strasznie…ale dziewczyny powiedziały mi, że całkiem dobrze wyglądałem. Kończę czasem 6:37, co biorąc pod uwag liczbę przejechanych km na treningach i tak jest nieźle.

T2- nareszcie odstawiam rower! Zmiana nie tylko butów, ale i skarpet bez tego mogło się to bardzo źle skończyć.

Bieg- pomysł jest na ten etap taki, żeby go przebiec nie przechodząc w marsz, mam iść tylko przez punkty żywieniowe. Pierwsze dwa kółka idą całkiem nieźle, na trzecim już odczuwam, że zaczynają się schody. Niestety pogoda się pogarsza i zaczyna znowu padać. Paula podaj mi kurtkę wiatrówkę, mam świadomość, że zaraz będzie przemoczona, ale trochę ciepła zatrzyma….ostatnia pętla to jedna wielka ulewa, na 3km tego okrążenia muszę przejść do chodu, boli mnie dosłownie wszystko…zaczynam trząść się z zimna. Decyzja jest tylko jedna musisz biec nawet jak będzie to bardzo powoli, bo inaczej zimno zbierze dzisiaj swoje żniwo….to chyba były moje najdłuższe 4km….na kładce mijam się z chłopakiem, który biegnie jeszcze na jedne kółko, życzę mu powodzenia….
Po 13:53:45 jest już po wszystkim. Żelazo zahartowane!!! Na mecie wita mnie Paula! Reszta ekipy, Kuba nagrywa. To ten moment, chwila niepowtarzalna i niedopisania!!!
To były bardzo udane zawody, które pomimo bólu, zrobiłem je z uśmiechem. Być tam wśród przyjaciół i znajomych super sprawa. 


20160904 195318

Powiązane Artykuły

11 KOMENTARZE

  1. pamiętam swego czasu gorącą dyskusję z bodaj setką komentarzy na temat Twojego maratonu – biec/ nie biec, mądrze Plati robi biegnąc/ niemądrze, itd. Trochę wody w rzece upłynęło, pewnie dziś dyskusja mogłaby się powtórzyć.. Jedno jednak można stwierdzić ponad wszelką wątpliwość – jesteś WALCZAK! Tego Ci gratuluję i trochę zazdroszczę 😉

  2. @Kuba żadnego długu nie było :))) @Jarku jeszcze będzie okazja 🙂 @Arku, mi tam podobało się, zebrałem nowe doświadczenie 😉 dzięki Panowie!

  3. Brawo Plati!!!! A pomyślałem o Tobie jak się mocniej rozpadało i ogromnie Ci współczułem… Zahartowałeś jeszcze mocniej to swoje żelazo… 🙂

  4. Gratulacje! Jest skończone i to najważniejsze. Miło było znowu się spotkać i powalczyć z z tym Zamkiem. Mam nadzieję, że tym filmem spłaciłem dług za 2014 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,569FaniLubię
997ObserwującyObserwuj
291SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X