Marek Jaskółka: „Moje serce bije dla Polski”

0
fot. Tomasz Pomierny

Marek Jaskółka – najbardziej znany polski triathlonista na arenie międzynarodowej. Jak mówią niektórzy: „towar exportowy”. Urodził się w 1976 roku, a dwadzieścia lat później postanowił poświęcić się triathlonowi. Oprócz licznych medali Mistrzostw Polski, Marek ma na swoim koncie między innymi 3 miejsce w Pucharze Świata w 2011 roku, 5 miejsce Mistrzostw Europy w 2004 oraz udział w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie i Londynie. Kilka dni temu do długiej listy sukcesów dopisał 2 miejsce w Pucharze Świata w Korei. Obecnie mieszka w Ritterhude w Niemczech, gdzie oprócz własnych treningów spędza czas trenując innych triathlonistów. Z wykształcenia nauczyciel wychowania fizycznego, terapeuta sportowy i nauczyciel języka angielskiego. Zna również język niemiecki oraz hiszpański i można powiedzieć, że jest prawdziwym globtroterem i kosmopolitą. Jego motto życiowe brzmi:„Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. O początkach w triathlonie, emigracji i Igrzyskach Olimpijskich rozmawiamy z Markiem Jaskółką.
 
 
Zacznijmy od początku, czyli od wczesnej młodości. Jakie sporty Pan uprawiał?
Do 16 roku życia uprawiałem wiele dyscyplin sportowych. Przede wszystkim piłkę nożną, ale również narty zjazdowe i biegowe, tenis stołowy i zawsze lubiłem biegać i jeździć na rowerze. Nigdy nie zapomnę, jak już w wieku dziewięciu lat przejechałem na rowerze z Rudy Śląskiej do Oświęcimia i z powrotem, to jest 120km! Miałem już wtedy talent do biegu. Na zawodach szkolnych zajmowałem zawsze wysokie lokaty.

Dlaczego nie został Pan piłkarzem? Dość długo Pan trenował piłkę nożną…
Zawsze chciałem zostać piłkarzem, jednak w wieku juniora piłka nożna staje się bardzo brutalna,  a ja w tym wieku byłem niższy i słabszy fizycznie od moim rówieśników. Poza tym małe kontuzje odebrały mi motywacje do kontynuowania tego sportu.

Kiedy pojawił się triathlon?
Właśnie w 1992 roku odkryłem w gazecie artykuł i reklamę zawodów triathlonowych w Bremie. Zawsze mi się te trzy konkurencje podobały i byłem ciekaw, jak działa połączenie tych trzech dyscyplin. Ale do 18. roku życia bardziej zajmowałem się z bieganiem niż z triathlonem, ponieważ miałem trenera, który bardzo specjalizował się w bieganiu.

Podczas studiów znaczący progres, jaki Pan poczynił został przystopowany przez pewne problemy zdrowotne… o co chodziło dokładnie?
W roku 1997 rok przed studiami zaczęły się problemy zdrowotne. Miałem często infekcje dróg oddechowych, które mi bardzo przeszkadzały w rozwoju sportowym. Dopiero w 2003 roku lekarze odkryli przewlekłe zapalenie zatok oraz niedrożność nosa spowodowane przez alergie. Dopiero operacja pod koniec 2003 roku przyniosła wyraźny efekt. Miałem jeszcze dwie operacje w następnych latach.

Po okresie spędzonym w Niemczech wyjechał Pan do Australii…
Po operacji oraz studiów w 2003 roku postanowiłem tam wyjechać na sześć miesięcy, aby się przygotować do sezonu 2004. Postawiłem wszystko na jedną kartę. Na szczęście powiodło mi się na ME w Walencji. Zająłem 5 miejsce i od tego czasu wskoczyłem do reprezentacji Polski. Zacząłem ścigać się na arenie międzynarodowej..

Dlaczego właśnie triathlon?
Podoba mi się wszechstronność tej dyscypliny, bywa się dużo w naturalnym środowisku, a długie treningi pozwalają na „medytację”. Przez triathlon można wyrobić sobie wiele dobrych cech osobistych, takich jak m.in. wytrwałość, samodyscyplinę oraz organizację czasu.

Sporo lat startów za Panem. Jakie jest to najpiękniejsze wspomnienie?
Jest ich wiele. Chętnie wspominam nie tylko starty, ale przede wszystkim obozy: np. obóz w Australii, w San Diego, obozy na Cyprze, obozy w Potchefstroom (RPA) i uwielbiam obozy wysokogórskie w Colorado i w Font Romeu. Ze startów bardzo chętnie wspominam ME w Walencji w 2004, MŚ w Hamburgu w 2007, PE w Senecu 2010 oraz PŚ w Ishigaki w 2011 –  oczywiście te, które przyniosły największe sukcesy.

A co było powodem “sportowej emigracji”?
Wyjechałem z cała rodziną w 1988 roku. Wtedy w wieku 12 lat nie myślałem o triathlonie. Moi rodzice chcieli mojej siostrze i mnie stworzyć lepsze warunki życiowe, lepsze od tych, jakie panowały w systemie komunistycznym, który panował jeszcze wtedy w Polsce.

Nie zastanawia się Pan nad powrotem?
Bardzo chętnie przyjeżdżam do Polski i moje serce bije dla Polski, ale od ponad 20 lat mieszkam w Niemczech, gdzie chodziłem do szkoły, mam wielu przyjaciół, tam przebywa cała moja rodzina. Nie tylko rodzice i siostra, ale też prawie wszyscy moi krewni mieszkają w pobliżu Bremy. Przez ostatnie 10 lat byłem w wielu krajach i mogę się nazwać kosmopolitą i jestem szczęśliwy, że mogę sobie wybierać, w którym zakątku świata chcę zamieszkać. Na dzień dzisiejszy podoba mi się bardzo Hiszpania i mogę sobie wyobrazić parę lat życia właśnie tam. Ale ogólnie lubię być mobilny i chętnie przemieszczam się z miejsca na miejsce.

Czasami startuje Pan w Polsce. Czy przez te wszystkie lata kariery widać zmianę w polskim triathlonie, jego popularności i poziomie organizacji imprez?
Mimo, ze jestem często zagranicą, śledzę rozwój triathlonu w Polsce. Szczególnie w ostatnich dwóch latach triathlon w Polsce stał się bardziej popularny. Myślę, że to nie tylko jest moje subiektywne wrażenie, ale tak naprawdę jest. Jest coraz więcej zawodników i coraz więcej imprez sportowych pojawia się w kalendarzu. Imprezy jak w Suszu lub w Malborku są organizowane na wysokim poziomie sportowym. Ostatnia transmisja MP z Suszu pokazuje, że jest również większe zainteresowanie medialne. Myślę, ze popularyzacja naszej dyscypliny podąża w dobrym kierunku.

 

rowery3    IMG 8810

Nastroje przed Igrzyskami w Londynie były dobre, zwłaszcza po dobrym starcie we Francji. Co było zatem powodem przeciętnego występu w Londynie?
Praktycznie na dwa dni przed startem w Londynie było naprawdę wszystko dobrze. W przeddzień startu czułem się coraz gorzej i miałem kaszel i gorączkę. W nocy przed zawodami ledwie spałem i najchętniej zostałbym w łóżku. W tym momencie na mój stan zdrowotny już nie miałem wpływu. Już na rozgrzewce czułem się nie najlepiej. Ale dopiero podczas maksymalnego wysiłku poczułem, że jest naprawdę źle. Popłynąłem jeszcze dobrze, ale już na rowerze pojawiła się kolka i problemy z oddechem. Bardzo żałuje, że nie mogłem pokazać tego, na co byłem przygotowany i prześladuje mnie ta porażka do dnia dzisiejszego. Ten problem zdrowotny jest już mi znany od wielu lat. Przez cały czas pilnowałem zdrowia. Robiłem akupunkturę i stosowałem medycynę chińską lecząc się ziołami. Nie mogę sobie niczego zarzucić, że czegoś nie zrobiłem. Mam nadzieje, że za parę lat będę wspominać tylko dobre momenty z Londynu. Jestem sportowcem i oczywiście miałem pewny sportowy cel, ale trudno, muszę się z tym pogodzić.

Pekin i Londyn – jakie były różnice?
W Pekinie było ciepło, w Londynie trochę chłodnawo. Dlatego pływanie też było w Pekinie bez pianki, w Londynie z pianką. Trasa kolarska w Pekinie była górzysta, w Londynie płaska, ale tempo było niesamowite! Średnia w Londynie wychodziła 44 km/h. Myślę, ze poziom sportowy w Londynie był jeszcze wyższy niż w Pekinie.

Obecnie ma Pan problemy ze zdrowiem… Pojawiły się jakieś komplikacje?
Po MP w Górznie stwierdzono u mnie tzw. obturację oskrzeli, spowodowaną właśnie przez infekcje dróg oddechowych. Jest to dla mnie znany problem, jednak pech, że nasilił się akurat przed IO. Po MP w Górznie musiałem trochę wypocząć i użyć leków. Według lekarzy efekty leków powinny się pojawić za parę tygodni. Wiec na razie tylko trenuję i się leczę.

Ile jeszcze lat będziemy oglądać Pana zmagania w triathlonie?
Tak długo jak będę miał ochotę i czas na trening. Planuję z roku na rok i nigdy nie uprawiałem triathlonu tylko dla wyniku, ale przede wszystkim z zamiłowania do tego sportu. Uwielbiam trenować i może nadejdzie kiedyś taki moment, że powiem „już dosyć!”.

Jakie ma Pan marzenia sportowe, które można jeszcze zrealizować?
Chodzi mi po głowie długi dystans i oczywiście Ironman na Hawajach. Myślę, ze start w Konie jest dla każdego triathlonisty marzeniem.

Są już jakieś konkretniejsze plany związane z dystansem Ironman?
Na pewno wcześniej czy później wystartuje w Ironmanie, ale muszę przyznać, że mam ogromny respekt przed tym dystansem. W następnym sezonie będę nadal chciał się ścigać jeszcze na krótkim dystansie, dopóki mam jeszcze wymaganą szybkość i ochotę.

Czy jest coś, czego Pan żałuje w swojej karierze sportowej?
Żałuje trochę, że nie osiagnąłem dobrego wyniku w Pekinie i jeszcze bardziej w Londynie. Igrzyska Olimpijskie coś mi nie służą. Wielu ludzi mnie pociesza, że sam udział w tych imprezach jest najważniejszy, ale niedosyt jednak pozostaje. Może za parę lat spojrzę na to inaczej.

Jaką radę dałby Pan młodym zawodnikom, którzy marzą o karierze triathlonisty, karierze olimpijczyka i wielokrotnego mistrza Polski?
Trzeba być cierpliwym i wytrwałym. Nie załamywać się każdą porażką, tylko wyciągać wnioski i cieszyć się z sukcesów i czerpać z nich motywacje na następne starty. Triathlon to dyscyplina cierpliwości!

Jak ocenia Pan – patrząc nieco z dystansu – obecną sytuacje i pozycje polskiego triathlonu w Europie i na świecie?
Jeżeli chodzi o triathlon „amatorski”, to jak wcześniej już wspomniałem polski triathlon rośnie. Jeżeli chodzi o poziom sportowy międzynarodowy naszych zawodników, to szczerze mówiąc nie widzę tego pozytywnie i mam wątpliwości, czy zobaczymy jeszcze raz aż trzech zawodników z Polski na IO. Jest tylko paru zawodników startujących w imprezach międzynarodowych, którzy walczą o przeżycie i przetrwanie. Niestety brakuje wsparcia finansowego tych zawodników w formie stypendiów. MSiT daje fundusze na szkolenie zawodników, ale brakuje przede wszystkim funduszy na zapewnienie życia codziennego. Dopóki nie będzie 100% profesjonalizmu w Związku, to nie będzie też odpowiednich wyników.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę zdrowia oraz kolejnych sukcesów.



ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here