Piotr Pogon – Triathlon to nie jest zabawa dla byle kogo!

2

„Wielki Baca” lub „Niebieski Szef”, jak o Bogu mówi Piotr Pogon, trzykrotnie podarował mu życie. Pierwsze, po udanej, wyczerpującej chemioterapii, spowodowanej rakiem gardła. Drugie, 10 lat później, po resekcji płuca, w wyniku nawrotu choroby nowotworowej. Trzecie, w 2004 roku, po zabiegu oczyszczania zatok, kiedy stracił słuch w jednym uchu. “Wielki Baca” podarował mu coś jeszcze. Niezłomność i ambicje w wyznaczaniu i pokonywaniu kolejnych sportowych celów. W tym roku Piotr zdecydował się na start na dystansie długim w Suszu, o czym opowiedział w wywiadzie z Akademią Triathlonu.

Marcin Górecki: Zdobywca najwyższych szczytów w Afryce i Ameryce Południowej, maratończyk z Kenii, a teraz uczestnik Herbalife Triathlon Susz 2012. Dlaczego zdecydował się Pan na triathlon, a nie na Himalaje?

 

Piotr Pogon:

Uważam, że w swej wszechstronności, zróżnicowaniu obciążeń, środowisk wysiłkowych i specyfiki zawodów nie ma większego wyzwania niż zmagania triathlonowe. Poza wszystkim start w Suszu to generalny sprawdzian przed Kalmar Ironman w Szwecji na (3,8 km pływania, 190 km roweru, 42 km biegu), na którym zamierzam wystartować jako pierwszym zawodnik po resekcji płuca.

M.G. – Jakie emocje towarzyszą Panu na kilka dni przed startem?
P.P. – Nigdy wybrany cel nie sprawił mi tyle trudności – sponsorskich, przygotowawczych, mentalnych. Już drugi rok zabiegam o start w zawodach triathlonowych i wciąż ktoś lub coś nie daje mi tego zrealizować. Emocjonalnie nigdy nie byłem tak niepewny co do finału moich zamierzeń. Mam wielką pokorę przed tym co mnie czeka, ale nie zamierzam się poddać. Nie jestem cyborgiem sportowym. Tak naprawdę, mój start w Suszu jest dedykacją dla tych, którzy walczą o większą stawkę, niż triathlonowy medal. Dla tych, którzy walczą o ten najwspanialszy puchar jakim jest życie.

M.G. – Nie obawia się Pan wycieńczenia organizmu? Wielu zawodników z dwoma sprawnymi płucami i świetnym przygotowaniem technicznym nie kończy zawodów. 

P.P. – Oczywiście, obawy są, ale gdyby ktoś powiedział mi, że po kolejnej diagnozie nawrotu choroby nowotworowej, guzach, resekcji płuca, naświetlaniu i chemioterapii spojrzę na świat z wysokości ponad 6900 m i będę uczestniczył przez 14,5 godziny w biegu górskim, uznałbym go za szaleńca. Triathlon to nie jest zabawa dla byle kogo!

M.G. Jak wygląda Pański cykl przygotowania do zawodów w Suszu?

P.P. – Od 4 do 5 razy ćwiczę na basenie ( 60-75 min.), 3 razy w tygodniu trening biegowy – 10-15 km po zróżnicowanym, leśnym terenie, 2 razy w tygodniu trening rowerowy po ok. 100-130 km + codzienna komunikacja po mieście na dwóch kółkach. Oprócz tego jeden dzień odpoczynku. Niestety poza ogólnymi poradami zawodników – pływaków i biegaczy, nie korzystam z profesjonalnej opieki. Szkoda, ale może to i  lepiej, że jako “nietypowy egzemplarz” zdaję się na indywidualny rytm mojego organizmu.

 

M.G. – Ciało nie odmawia posłuszeństwa?
P.P. – Przyznam, że ta moja “maszynka” potrafi zaskakiwać. Pozytywnie, a czasem negatywnie…jedno jest pewne, że najważniejsza w najtrudniejszych momentach jest głowa. Trwa walka o ciągłość treningową. Mam obecnie duże problemy otolaryngologiczne. Stany zapalne zatok, niedosłuch, gronkowce, polipy, i Bóg wie co jeszcze…ale jest obecnie jeden cel.”Kotek pójdzie do Pana doktora”? Później! To nie jest zabawa dla mięczaków. I tyle.

 

M.G. – Której z dyscyplin obawia się Pan najbardziej?

P.P. – Decydujące będzie pływanie. Basen to jedno, a ponad 500 ludzi na otwartym akwenie, z falami, kopaniem, specyfiką nawigacji i używanego sprzętu to drugie. Wszystko co związane z kolejnymi dyscyplinami to również dla mnie niewiadoma. Defekt roweru, obtarcie, czy zwykła biegunka, mogą wykluczyć nawet najlepszych, a co dopiero takich triathlonowych leszczy jak ja.

M.G. – Jakie są oczekiwania na mecie?

P.P. – Chcę wyraźnie zobaczyć ten napis i nie spotkać witającego mnie tam imiennika z aureolą (śmiech)

 

M.G. – Co uważa Pan w swoim życiu za największy sukces? Nie mówię o tych wszystkich fantastycznych wyczynach sportowych, ale z czego jest Pan najbardziej zadowolony w życiu?

P.P. – Każde z moich “osiągnięć” ma osobisty wymiar. Nigdy, niczego nie dostałem na tacy. Żyję skromnie i każdy sukces to wynik dobroci innych ludzi, ciężkiej pracy (często zespołowej ), to wielki dar od “Wielkiego Bacy”- który trzykrotnie podarował mi życie. Poza tym nie robię niczego za wszelką cenę. Sport, góry, relacje międzyludzkie mają sprawiać przyjemność, satysfakcję, wskazywać kierunek innym, a nie być ryzykanctwem i “pozerstwem” dla własnej autopromocji. Wielokrotnie uczestnicząc w rywalizacji, mówię o swoich dysfunkcjach zdrowotnych dopiero za linią mety.

 

Aconcagua

M.G. -W jaki sposób dzieli Pan treningi z życiem rodzinnym, opieką nad synem?

P.P. – Mam wątpliwy komfort bycia rozwiedzionym singlem. Póki co jedynie moja mama daje czasem na msze po kolejnym maratonie. Cieszę się że mój syn – już pełnoletni facet, nie ma mojej energii i pomysłów, wtedy to ja bałbym się najbardziej, a on pewnie rozleciałby się na kawałki. Jak sam twierdzi ma dość „zakręconego” ojca. Przygotowania sportowe na pewnym poziomie wymagają wyborów pomiędzy “mieć” a “być” i darzę szczególnym szacunkiem ludzi, którzy potrafią pogodzić pracę zawodową w stałych godzinach, a narzuconym sobie reżymem treningowym.

 

M.G. –  Jeżeli uda się Panu ukończyć Susz, a następnie Kalmar Ironman w Szwecji, to co dalej? Ultraman, czy może inna dyscyplina sportu?

P.P. – Mam dość wszechstronne zainteresowania i plany. Jako stary żeglarz i rak zodiakalny lubię wodę. Myślałem o kajakarstwie górskim lub kitesurfingu.

 

M.G – To latem, a zimą?

P.P – W zimie zamierzam zająć się narciarską techniką telemarkową. Piękną, klasyczną i bardzo wymagającą.. z finałem zjazdowym w 2013 r. ze szczytu Mustagh Ata ( ponad 7500 m n.p.m. ). Plany to jedno, a życie to drugie…ufam że Niebieski Szef nie upomni się o mnie wcześniej.

 

Piotr Pogon – zdobywca Kilimandżaro, Elbrus, Mt. Kenya, Aconcagui, uczestnik maratonów w Nowym Yorku, Tokio i Lewa Maraton w Kenii, zdobywca nagrody od National Georgaphic „Traveler 2011” za Wyczyn Roku – wejście na Aconcaguę (6962 m. n.p.m.) wraz z niewidomym kolegą Łukaszem Żelechowskim


Zdjęcie Piotra Pogona – J. Mikołajczyk,
Zdjęcie Odpoczynek na Aconcagua – A.Mytko

2 KOMENTARZE

  1. Miło było poznać Cię Piotrze na zawodach w Suszu. Jestem pełen podziwu dla Ciebie! Pozdrawiam i życzę powodzenia w Kalmar!

  2. Piotrze niech Bóg ma Ciebie dalej w opiece!!! Powodzena w Suszu dla Ciebie i wszystkich którzy będą startować!!!!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here