Przepraszam, ile kosztuje futro Pańskiej żony?

29

Wiele lat temu, pracując w USA w branży samochodowej, zauważyłem ciekawe zjawisko.

 

W czasie rozmów towarzyskich Amerykanie chętnie podkręcali ceny, jakie zapłacili za futro żony, biżuterię czy też dom. Nie muszę chyba dodawać, że często zapominali o rabatach i zniżkach, jakie dostali.

Natomiast mówiąc o nowo nabytym samochodzie chętnie zaniżali zapłaconą sumę.

 

Moja interpretacja tego zjawiska jest taka, że o ile w pierwszym przypadku chcieli pokazać swoją zamożność i nonszalancję w wydawaniu pieniędzy, o tyle w drugim przypadku raczej eksponowali swoje umiejętności negocjacyjne.

Może to jakieś echo dawnych transakcji w handlu końmi na Dzikim Zachodzie, kiedy każdy chciał uchodzić za twardego negocjatora?

 

Co ma to wspólnego w triathlonem?

 

Otóż zauważam dwie rywalizujące ze sobą szkoły, kiedy mowa jest o tygodniowych obciążeniach treningowych.

 

Przedstawiciele jednej ze szkół mówią, że trenować trzeba długo i ciężko. Pojawiające się wielkości to 20, 25 i więcej godzin tygodniowo.Na ostatniej Gali Lotto, gość honorowy Lothar Leder wspomniał, że w szczycie trenował 55h/tygodniowo (nas oczywiście bardziej interesują amatorzy).

 

Z drugiej strony mamy wypowiedzi aktywnych Pro, którzy twierdzą, że można zrobić dobry wynik na długim dystansie trenując 9h/tygodniowo, 12h/tygodniowo, a powtarzającą się wielkością brzegową jest 15h/tygodniowo.

Oczywiście, kiedy zliczmy ich jednostki treningowe, czas poszczególnych dyscyplin, to trudno jest się zamknąć w tych 15h I tu wracam do początku tekstu.

 

Myślę, że niektórzy koledzy „podkręcają’ wielkości treningów, żeby zrobić wrażenie na debiutantach czy nowych adeptach. Może zastraszyć konkurentów. Może pokazać, jacy to oni są zdeterminowani twardziele.

 

Z drugiej strony, zawodowcy kreują wizerunek luzaków i takich, którym wszystko przychodzi łatwo i bez wysiłku. Myślę, że oni trenują dużo więcej niż deklarują w wywiadach i na swoich blogach.

 

Jestem przekonany, że każdy powinien sam szukać swojego optimum obciążeń tygodniowych.

Po pierwsze: szukać podpowiedzi u uznanych trenerów z doświadczeniem – osobiście lub poprzez ich podręczniki.

Po drugie: korzystać z własnego doświadczenia,

Na końcu: kierować się radami kolegów.

 

Takie osobiście dobrane obciążenia będą pochodną dostępnego czasu, preferencji treningowych, stopnia wytrenowania, dystansu na jakim chcemy wystartować i planowanego czasu na mecie.

W przygotowaniu planów na kolejny rok trzeba pamiętać o prawie malejących korzyści (law of diminishing returns). Mówi ono w skrócie, że powyżej pewnego poziomu kolejne inwestycje (czasu, wysiłku, pieniędzy) nie dadzą proporcjonalnych zysków. Wręcz przeciwnie. Powyżej pewnego poziomu nakładów forma nie rośnie, a zwiększa się niebezpieczeństwo przetrenowania czy kontuzji. Dostępny na treningi czas należy alokować mądrze.

 

Na koniec wątek osobisty.

Przez 6 miesięcy (od marca do końca sierpnia) przygotowywałem się do IM w Kopenhadze. W tym czasie przepłynąłem ok. 60 km (10km/miesięcznie) i na basenie spędzałem ok. 7h miesięcznie. Dystans przepłynąłem klasykiem (zwanym pogardliwie żabką) zgodnie z planem w 1:33h. Zero problemów z nawigacją, a z wody wyszedłem świeżutki i gotowy do walki. Na trasie rowerowej i biegowej minąłem wielu zawodników, którzy popłynęli o ok. 20 min szybciej. Może dlatego, że większość dostępnego na treningi czasu przeznaczyłem na rower i bieg?

29 KOMENTARZE

  1. Moja żona nie ma futra a dom wybudowany z tanich materiałów, toteż liczba jednostek treningowych nie powala :-). Prawo Malejących Korzyści w odniesieniu treningu do życia pozasportowego – coś w tym jest.

  2. oj wiem, pamiętam. tylko pamiętam również jak wspominałem, że to chyba nie było przed startem A więc nie robiłem problemu

  3. Z prawem malejących korzyści, jest tak jak z budowaniem formy pod dane zawody. Jeżeli do zawodów zostaje jeszcze 2-3 miesiące, a my już kręcimy życiówki i czujemy, że jesteśmy w wielkiej formie, możemy przenosić góry, to należy trochę spuścić z tonu, ponieważ jeżeli teraz pojedziemy na tej formie i będziemy starali się jeszcze ją podkręcić, prawdopodobnie na same zawody będziemy flakiem.

  4. Marku, człowiek to dziwny mechanizm. Bardzo często dochodzę do wniosku jak mało wiem o sobie. A prawo malejących korzyści. Hm …. Dam przykład, którego nie zinterpretuje. czasami mam kilka dni ciężkie treningi i czuje się zajechany. Kolejny mocny trening i kolejny…… I kiedy wychodzę na następny wydaje mi się że ‘dzisiaj to będą warunki tlenowe aby zrobić trening’ okazuje się – dzień konia. Taki gaz jest w człowieku …….. i najszybszy bieg od np miesiąca albo rekord trasy. I bądź tu mądry :)))))

  5. Grzegorz, najzabawniejsze jest w tym to, że ja to wiem i wiedziałem. Po prostu nie miał kto puknąć mocniej w głowę :))))

  6. @ Marek— dzieki za szczere i jakieś ludzkie i relane wartosci dla pracujacych amatorów.:)::):) Moce tez mamy podobne wiec zobaczymy na ile uda mi sei pojść w twoje slady:):). Jeszcze raz dzieki:):)

  7. Grzegorz, od marca do sierpnia przejechałem 3800km (min. marzec 540, max. kwiecień 733). Zakładaną moc wyliczyłem zgodnie z zasadą, że przy podwojeniu dystansu pomniejszasz moc o 5%. Ponieważ FTP to moc na 1h, to na połowkę pomniejszyłem to o 5% i 2.5%. Zgodnie z tym założeniem powinienem jechać połówkę 210-220, ale był upał i wyszło 170W. Dzięki temu mogłem dobrze pobiec. W Kopenhadze plan był 200-210, wyszło 190 ponieważ na terenie pogórkowatym trudno mi było utrzymać planowaną moc.

  8. @Krzychu…jestes twardziel wiec dasz rade.!!!!! Pomyśl tez ze czasami warto posłuchać innych i nie robić 180km na tydzien przed startem A:):):)….moze wtedy nie zabraknie ci 7 minut:):):)

  9. Grzegorz, dużo racji jest w tym co napisałeś. Hm, jak znam życie to pewnie wyjdzie tak jak zawsze: pierwszy maraton miał być poniżej 3h brakło 7 min, pierwszy triathlon 1/2IM miał być poniżej 5h brakło 7 min, więc pełny dystans też pewnie braknie …….. ???? :). Oby tylko 7min :))) mnie to nie zraża, na wielu zawodach jestem 4 w kat. wiekowej i nie czuje się z tym jakoś bardzo źle. Oby zdrowie pozwoliło i zawsze jedno podkreślam, nie kazdy jest taki sam i szanuje bardzo tych którzy kończą ostatni – ileż trzeba determinacji żeby to zrobić

  10. @Marek..dzięki za przyznanie sie do ‘ winy’:):) Jestem teraz w tym samym punkcie co Ty rok temu. I podobnie jak ty nie jestem juz młodzieniaszkiem ( ciałem bo duchem to oczywiście tak). Czy możesz chociaż w skrócie zdradzić swoje obciążenia rowerowe.:) i taktyką jaka obrałeś na zawody. NA 1/2 bardzo ładnie pobiegłeś chyba właśnie z powodu tego ze mądrze pojechałeś rower. Jak przeliczałeś moc startową w stosunku do FTP. @Krzysiek….nie jesteś gotowy na IM bo stawiasz sobie zdecydowanie wyzsze cele niz inni. Twoje plany Maraton 2:40 sa zdecydowanie bliżej PRO niz amatorów. Stosując twoja miarkę to ja NIGDY nie będę gotowy na IM:(:(:(. IM to praca na niskiej częstotliwości ale długo.:):):) tak wiec można być gotowym na 12-13 godzin dobrej zabawy i dużej satysfakcji. Ale jak podejrzewam będziesz chciał łamać 10godizn w pierwszym starcie:):). Trzymam kciuki i obu kontuzje cie omijały bo przy takich intensywnościach i objętościach o nie bardzo łatwo.

  11. Jest wiele kwestii szczegółowych w poruszonym problemie. Niektórzy lubią pewne formy/długości treningu i nie traktują tego jako wyrzeczenie. Osobiście uwielbiam 4-5h godzinny rower lub 20-25km wybieganie. Cierpię po 1h na trenażerze i tylko raz w życiu byłem 1.5h na basenie. Druga sprawa to liczba jednostek treningowych składających się na nasz trening. Co innego 2.5h biegu, a co innego 1 godzina basenu rano, 30 minut rozciągania i godzina biegu. W godzinach to to samo, w obciążeniach już nie.

  12. aha. Wiesz Marku, ja mam dość specyficzne podejście do wielu kwestii w tym i obciążeń. O tym chyba wszyscy co czytają różne moje wpisy na AT wiedzą. Czasami i tak wszystkiego nie piszę – bez tego wychodzę na Talara z filmu DOM. Choć nie lubię tego, a to że mój organizm znosi dzielnie to wszystko …… no coments. Co do innych ja zawsze powtarzam: każdy kowalem swego losu. Ja…., nie bronie nikomu odważnych pomysłów. czasami powiem co myślę, ale nie uważam żebym musiał mieć rację. I pomimo tego że obecnie trenuje ok 18-20h tygodniowo, (moje bieganie: IX – 650km, X – 860km, XI listopad – na tą chwilę ok. 780km), czuje pomału duży głód basenu i mniejszy roweru i docelowo (jak zdrowie pozwoli) dojdę pewnie do 25-30h treningu tygodniowo to np nie czuje się gotowy na pełny dystans IM.

  13. Krzychu, masz rację. Pamiętaj jednak, że zawodnicy doświadczeni mają czego słuchać (to znaczy wytrenowanego organizmu). Ja moje uwagi kierowałem przede wszystkim do entuzjastów na początku przygody z tri. Jeden z takich przedstawił mi swoje plany….i zrobiło mi się słabo na widok planowanych obciążeń.

  14. Marku, zgadzam się ze wszystkim co napisałeś. Tylko czasami tego ‘naszego’ zachowania nie rozumiem. Tego wirtualnego dodawania sobie lub odejmowania (w razie potrzeby). Co to komu da, kogo nabierzemy lub nie. I tak zawody nas zweryfikują. W rozmowach z moimi znajomymi biegaczami słyszę: ‘dobrze biegasz ponieważ jeździsz na rowerze’ śmiechu warte. Ja im odpowiadam; jak to takie dobre, lepsze od samego biegania to kupcie sobie rower. I wyniki gotowe. Co do samych treningów: Oczywiście czas jest naszym największym wrogiem, albo jego brak. Ileż to układania, kiedy wpakować i jaki trening??!! Ja osobiście nigdy trenera nie miałem i miał raczej nie będę. Ale słucham siebie, tego co czuję i jestem jednego pewien. Dotąd można zwiększać obciążenia, póki jest progres. tylko trzeba być czujnym żeby nie przeholować. Z tym treningiem to jak z jazdą samochodem zimą. Kiedy tylko poczujemy, że jest bardziej ślisko niż się nam wydawało ….. – nóżka z gazu. 🙂

  15. Tam byłem skoncentrowany….i poszło…. hehehe… ale faktycznie dla niektórych było to wyzwanie! Jak zresztą widać po ilości nieważnych głosów…. Bo to jest Polska właśnie! Tylko nie wkraczajmy na śliskie tematy, już raz dostało mi się od Naczelnego…. :-)))

  16. Sory Marku, skupiłem się na wymienionych przez Ciebie trzech punktach…widocznie resztę potraktowałem ,,po łepkach’ albo co gorsze czytałem bez zrozumienia…. :-)))

  17. @Arku, wymieniłem jako pierwszy w kolejności (‘obciążenia będą pochodną dostępnego czasu’) – zgadzam się z tobą, że to jeden z głównych czynników.@Albin,Piotr&Andrzej – tak, żaba jest wolniejsza (szacuję, że około 20%) i dlatego tej zimy dam szansę kraulowi. Jednak na dłuższych dystansach byłem szybszy żabką i jak napisałem, w tym roku zamiast poświęcić czas na doskonalenie kraula, wolałem inwestować w rower i bieg. To był mój pierwszy IM i nie bardzo wiedziałem czego się spodziewać po T1 i T2. @Heniu, na rowerze mniej więcej wyjeździliśmy tyle samo. Piszę to na podstawie podsumowania Twoich treningów, które zamieściłeś na FB przed Gdynią.

  18. To dosc powszechne. Przed zawodami pytasz kogos :’ile biegasz tygodniowo’. Odpowiada: 80 czy 90 km a tak naprawde mial jeden jedyny taki tydzien. Zanim zaczolem startowac w TRI , plywalem tylko klasykiem , czesto ponad 10km tygodniowo . Czysto dla przyjemnosci. Crawl jest jednak zdecydowanie szybszy i sila rzeczy musialem sie przestawic .

  19. Bardzo trafne spostrzezenie- ja tylko dodam ze sam czas treningu niewiele mowi. Dawno temu kiedy Terminator ratowal swiat, zamarzylo mi sie wygladac jak Schwarzenegger. Na poczatku wiec z rozpisanym przez ‘kolege, kolegi’ plnem ruszylem do boju na silownie. Szybko jednak trening przerodzil sie w 10 powtorzen i 15 min rozmow w przerwie :), kiedy zmienilem silownie na taka ktora kasowala za 45 min okazalo sie ze 2 godzinny trening moge wcisnac w 45. Oczywiscie 2 godziny brzmia duzo lepiej ale generalnie mysle ze odpowiedz na to ile trzeba trenowac to bardzo indywidualna kwestia a ‘usredniona’ odpowiedz to ‘ile tylko mozemy’ :).

  20. Bardzo mądry tekst. Pamiętaj Szanowny Marku, że tzw. klasyk jest najbardziej kontuzyjny, jeżeli tak można powiedzieć o stylu i strasznie obciąża kręgosłup i miednicę. Lekarze zawsze podkreślali, abym unikał tego stylu i też tak robię.

  21. O cholera! Żabą (przepraszam – klasykiem) popłynąłeś 3.800 m w 1:33 na luzie? To po co ja w ogóle próbuję pływać kraulem…? :))) Nie no, też mam czasem wrażenie (nie pozbawione podstaw merytorycznych), że żabą wcale nie jestem dużo wolniejszy niż kraulem, a na pewno o wiele mniej zmęczony 😉 Co do meritum – dla mnie 15h w tygodniu, jeśli normalnie pracuję (średnio 12 godzin dziennie z dojazdami), to jest absolutny max i czuję się bardzo zmęczony. Współpraca z trenerem jest bardzo dobrą opcją, ale – oczywiście – trzeba tego trenera na bieżąco informować o swoich obciążeniach zawodowych (i innych) i samopoczuciu.

  22. Marku, wszystko to cacy…. tylko nie wymieniles jeszcze jednego czynnika, ktory u nas amatorów jest decydujący – czas wolny a raczej jego brak… To głównie od tego zależy ilość godz poświęcona treningowi.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here