Triathlon Gdańsk – Suplement

       Nie wiem jak to jest, ale we wszystkich moich startach na przestrzeni minionego roku towarzyszyła mi słoneczna pogoda. Co prawda olimpijka w Olsztynie miała przebłyski zmiany ustalonych standardów, ale ostatecznie wygrał „żar tropików’. Ten fakt powoduje, że atmosfera zawodów triathlonowych jest gorąca dosłownie i w przenośni. I tak też było w Gdańsku.

       Sobota należała do tych dni, które śmiało można nazwać wakacyjnymi. Temperatura powietrza potwierdzała, że lato zawitało nad polskie wybrzeże. Północny, orzeźwiający wiatr przyjemnie chłodził i pozwalał z optymizmem spojrzeć na zbliżający się start.

       Zanim jednak do niego doszło, to miejsce w strefie zmian przypadło mi między dwoma olimpijczykami – Adamem Korolem i Przemkiem Miarczyńskim. Przypadek? 🙂

Punktualnie o godzinie 9.30 nastąpił start, chociaż miałem wrażenie, że ruszyliśmy falą do wody przed sygnałem trąbki, ale niech ktoś spróbuje zatrzymać rozpędzonych triathlonistów ;-).

       Pływanie w spokojnym morzu było przyjemne, o ile może być przyjemne poszturchiwanie ze wszystkich stron. W strefie T1 znalazłem ponownie między olimpijczykami, tzn. naszego brązowego medalisty z Londynu już nie było a nasz złoty wioślarz złapał mnie jak szykowałem się do wyjazdu. Byłem z tego faktu usatysfakcjonowany, bo rok temu pływanie miałem słabsze od mistrza z Pekinu.

       Trasa rowerowa była szybka, szeroka, w większości po nowym asfalcie. Po osiąganych prędkościach wiedziałem, że uzyskam niezły czas roweru. Ostatnią, czwartą pętlę starałem się przejechać spokojniej. Do ciekawostek można zaliczyć rundę dookoła PGE ARENY, ale na podziwianie bursztynowego stadionu nie pozwalały liczne zakręty na tym odcinku.

       W T2 rowery olimpijczyków już grzecznie stały na miejscach, co w przypadku Adama Korola zupełnie mnie nie zdziwiło. Nie przypuszczałem jednak, że nasz mistrz deski z żaglem jest tak wszechstronnie wysportowany. Nie zastanawiałem się zbytnio nad tym faktem, bo czas upływał nieubłaganie a do wyznaczonego przeze mnie limitu pozostało 50 minut. Wiedziałem jednak, że zdążę. Czułem, że dzięki rozważnie przejechanej końcówki części rowerowej, mam wystarczająco dużo sił, aby pokonać 2,5 godzinną barierę. Pierwsze dwa kilometry były w zacienionych alejkach, więc i tempo było szybsze. Tym bardziej, że jakaś Pani, stojąca zupełnie poza strefą kibica, krzyknęła, że jestem 64-ty.

– Wow, jawa czy sen. Pewnie samotna Pani się pomyliła – powiedziałem w myślach, ale w duchu już kombinowałem, aby urwać jeszcze kilka oczek w postaci wyprzedzonych zawodników. Dodatkowego postanowiłem, że spróbuję pobić limit czasowy o 5 minut. Potem jednak trasa przebiegała pośród rozgrzanych łąk Parku Regana. Delikatna patelnia spowolniło drogę do celu. Mimo mocniejszej końcówki, niewiele zabrakło mi do spełnienia ostatniego życzenia, co w żaden sposób nie wpłynęło na 100% satysfakcję z występu przed własną publicznością. Osiągnięty rezultat plasuje mnie na pierwszym miejscu drugiej strony tabeli, więc mój awans jest większy niż polskiej drużyny w rankingu FIFA :-).

       Atmosfera była genialna. Zawody na własnym podwórku sprawiły, że słyszałem większy doping niż zazwyczaj. Szczególnie Bartek, mój triathlonowy konkurent, który akurat w Gdańsku wystąpił w roli kibica, zagrzewał mnie do szybszej jazdy na rowerze, co też uczyniłem.

       W czasie kiedy byłem demonem prędkości na rowerze, moja rodzina reprezentowana przez żonę i najmłodszą córkę ładowała akumulatory energią słoneczną na pobliskiej plaży. Po ceremonii dekoracji zwycięzców, na zakończenie imprezy, odbył się triathlon rodzinny na dystansie 1/100 Ironmana. Moja 6 -letnia córka pokonała go z uśmiechem na twarzy :-).

Przy okazji tego wpisu chciałbym serdecznie podziękować profesorowi Arturowi, który poratował mnie w tempie ekspresowym (TGV to pikuś ;-)) poradą lekarską.

 

DSC 0199

DSC 0202

DSC 0208

DSC 0213

Powiązane Artykuły

9 KOMENTARZE

  1. Gratulacje! Ja wracałem zmęczony do domu a Boguś biegł czym prędzej z małym rowerkiem u boku, by tylko zdążyć na tri rodziny. Tego widoku nigdy nie zapomnę 🙂

  2. Trudno jest kiedykolwiek porównywać czasy z różnych tras, duży wpływ ma przecież ukształtowanie terenu jak również warunki pogodowe (co innego jechać w wietrznej pogodzie itd.). Moim zdaniem super wynik uzyskałeś i już dawno powinieneś zmienić podpis 'O autorze’:):) Pozdrawiam serdecznie

  3. Arek, dokładnie tak (wychylanie się), tym bardziej że wg mojego GPSa rower miał 44km a bieg tylko trochę ponad 10 km, więc i czas nie jest nieporównywalny do innych ćwiartek 🙂

  4. Boguś a co to jakieś nowe trendy, że nie chwalimy się wynikiem? No, tak po tym co zrobił Mkona trudno się teraz wychylać… 🙂 Gratulacje! W pierwszym rzędzie dla córy a w drugim dla Ciebie (wiem jaki miałeś wynik, szatanie!) 🙂

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

15,512FaniLubię
981ObserwującyObserwuj
286SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X