Żeby ciało wytrzymało. Ironman dla zuchwałych #5

9

Wchodzę w 14 tydzień przygotowań. Głowa chce więcej i szybciej, ciało mówi uważaj. Dopiero teraz widzę, jak wielką sztuką jest zachowanie właściwych proporcji pomiędzy treningami a regeneracją. Możliwie trudny trening, ale wyłącznie na tyle, aby zregenerować się w 100% przed kolejnym. Podobnie z odżywianiem; dokładne szacowanie zapotrzebowania i 100% jego zaspokojenie. Nie 110%, nie 90% a 100%, do tego proporcje makroskładników, gęstość odżywcza, indeks glikemiczny. Warto jeszcze dodać, że jestem weganinem, co sprawy nie ułatwia. Obserwuję swoje ciało, obserwuje też psyche. Staram się patrzeć na siebie z pozycji kogoś, kto stoi obok i potrafi obiektywnie ocenić, czy jeszcze za mało, czy już za dużo.

Myślę, że to jedna z najważniejszych, o ile nie najważniejsza kompetencja dobrego trenera, który w ten sposób niejako zarządza obiektywnie i najbardziej efektywnie maszyną, jaką staje się jego zawodnik. W moim przypadku od samego początku stanowię jednoosobowy zespół składający się z trenera, dietetyka, psychologa, sponsora, coacha, itd. Poza fizycznością dużą wagę przykładam także do tego, czy system operacyjny w mojej głowie nie jest zainfekowany jakimś wirusem czarnowidztwa czy malkontenctwa, a w razie potrzeby robię updaty i resety.

W listopadzie moje ciało w 18% składało się z tłuszczu, teraz zawartość tkanki tłuszczowej wynosi ok.15% i niby ok, ale niestety nie do końca, ponieważ waga ciała poszła w górę. Analizator składu ciała pokazuje, że masa mięśniowa wzrosła o 4-5 kg i faktycznie o tyle wzrosła moja waga. Docelowo chcę uzyskać 11% udział tkanki tłuszczowej, ale moja waga przy wzroście 180 cm nie może przekraczać 75 kg. Nigdy nie sądziłem, że przyrost masy mięśniowej może być zmartwieniem, niestety tak to postrzegam. Paradoksalnie przyrost masy mięśniowej to duży kłopot dla moich kolan, stawów skokowych i ścięgien Achillesa, które muszą teraz dźwigać dodatkowy balast. Na konsekwencje zdrowotne nie musiałem długo czekać. Otóż w ubiegłym tygodniu pojawiły się pierwsze sygnały wysyłane przez prawego Achillesa, a od wczoraj w dyskusje ze mną próbuje wejść lewe rozcięgno podeszwowe – ALARM!

Konieczna jest zmiana, muszę natychmiast zmodyfikować treningi, tak, aby w zarodku rozprawić się czyhającymi kontuzjami. Nie ma paniki, ponieważ sygnały, o których mówię, to póki co rodzaj pukania do drzwi, czy też smsa od organizmu z informacją „chłopie w kwietniu kończysz 45 lat, zwolnij”. Co teraz? Zamiast biegania orbitrek i przewaga basenu nad pozostałymi treningami. Z rozcięgnem miałem już kiedyś do czynienia w drugiej nodze, więc znam ćwiczenia i inne sposoby rehabilitacji, poza tym muszę bezwzględnie szybko zredukować moją wagę. Oczywiście jestem już umówiony na wizytę u sprawdzonego fizjoterapeuty i jestem przekonany, że szybko sobie poradzę z tymi dolegliwościami. Reaguje natychmiast, bo wiem, że najłatwiej jest zaradzić na początkowym etapie. Najgorsze co mógłbym teraz zrobić, to zacisnąć zęby i próbować „rozbiegać” albo udawać, że nic się nie dzieje. Moje ciało bardzo nie lubi, kiedy je lekceważę i pewnie odpłaciło by mi w najmniej odpowiednim momencie, a ponieważ jesteśmy zaprzyjaźnieni, to nie wchodzi to w grę – przyjaciół tak się nie traktuje 😊

Odkryłem niedawno u siebie niezwykłe przywiązanie do liczby 3. Podświadomie, niemal jak “7” u Adasia w “Dniu Świra” Koterskiego, wiele rzeczy wykonuję x 3. Kiedy sobie to uświadomiłem to odkryłem, że w ciągu ostatnich lat klika razy zmieniałem pracę, bądź zajmowane stanowisko z częstotliwością co 3 lata. Co więcej, okazuje się, że moje sportowe wyzwania także podlegają tej zasadzie. Już sam triathlon to przecież składowa 3 dyscyplin. Gdybym na triathlon natknął się zarażony przez kogoś z mojego otoczenia to być może powiedziałbym, że na siłę doszukuje się czegoś niezwykłego, ale tak nie było. Nigdy nie znałem nikogo kto uprawia tą dyscyplinę, nie uległem modzie czy namowom środowiska, co więcej jeszcze 4 lata temu nie wiedziałem za bardzo co to w ogóle jest triathlon, a Ironman kojarzył mi się jedynie z bohaterem filmu science fiction. Triathlon w jakiś niewyjaśniony sposób pojawił się na moim horyzoncie, a ja połknąłem go jak ryba haczyk. Czy to zasługa magii liczby 3? No pewnie, że nie, ale tak fajnie się to składa w całość, że postanowiłem pójść dalej w tę historię 😊

W moim triathlonowym kalendarzu na 2021 rok poza IM jestem zarejestrowany na… tak tak, 3 x dystans olimpijski. To stety (albo NIEstety) nie koniec, bo jestem jeszcze na liście uczestników 2 maratonów, ale będąc konsekwentnym postanowiłem dobić do cyfry 3 także w tej dyscyplinie.

Wiele osób pyta, czy przed IM planuje ukończyć jakieś zawody, które miałyby być  czymś w rodzaju sprawdzianu moich możliwości. Tak, ale nie będzie to „połówka” IM, co wydawałoby się najlepszym testem. W planach mam maraton a niespełna miesiąc później triathlon na dystansie olimpijskim. Dlaczego nie chcę się spróbować w „połówce”? Szczerze i zupełnie na poważnie; nie chcę się uprzedzić, przestraszyć, czy w jakiś inny sposób „zdołować”. Nikogo nie zachęcam do takiego podejścia, ale uważam, że w moim przypadku tak będzie najlepiej. Zresztą nawet gdybym z jakichś powodów nie ukończył „połówki”, to absolutnie nie odmówiłbym sobie szansy, aby mimo wszystko stanąć na starcie pełnego dystansu. Domyślam się, że dla niektórych takie podejście będzie ambitne, dla innych głupie, a dla jeszcze innych w zależności od efektu końcowego; jak ukończę – „to było ambitne”, nie ukończę – „to było głupie” 😊

Plan na 2021 rok, po ukończeniu którego osiągnę 100% satysfakcji, doznam catharsis i wreszcie rozliczę nierozliczone wygląda tak:

IV.2021 – maraton

V.2021 –  triathlon, dystans olimpijski

VI.2021 – triathlon, dystans olimpijski

VIII.2021  IRONMAN pełny dystans – absolutny priorytet

IX.2021 – triathlon, dystans olimpijski

X.2021 –  maraton

?????? pilnie poszukiwany maraton na południu Polski 🙂

Widzicie to? 3 x triathlon dyst. Olimpijski, 3 x maraton, IRONMAN pełny dystans …ile jest tych gwiazdek?…no właśnie znów 3 😊

Poniżej przedstawiam małe podsumowanie minionych 13 tygodni na liczbach. Na wstępie zaznaczam, że w tym okresie 99% treningów biegowych i rowerowych to treningi stacjonarne na bieżni i trenażerze. Jeżeli chodzi o pływanie, to z uwagi na covid tych treningów w zestawieniu także jest mniej. Pamiętajcie, że wartości wskazywane przez urządzenia pomiarowe podczas treningu na bieżni czy na trenażerze niekoniecznie odwzorowują to, co zostało by wskazane podczas normalnych biegów czy jazd, w związku z czym świadomie nie podaje kilometrażu. Mimo wszystko zbieram te dane, ale traktuję właściwie jedynie jako wskazówkę w jakim kierunku zachodzą zmiany. Póki co, do momentu kiedy nie zakończy się w Polsce sezon grzewczy, a co za tym idzie smog nie przestanie przekraczać nie rzadko 10 a nawet 20 krotnie dopuszczalnej normy, nie wychodzę „z jaskini”. Wiosną dane będą ciekawsze i bardziej wiarygodne.

W okresie od 1 listopada do 25 stycznia:

Łączna ilość treningów (wszystkie podejmowane aktywności) 153

Łączny czas treningów 93 godziny (wyłączając rozgrzewki i schłodzenia)

Ilość spalonych kalorii podczas treningów 35.000 Kcal

Wylałem też z siebie ok.150 litrów potu!

Jeżeli chodzi o wydajność to grudniu wykonałem test FTP, który wskazał skandalicznie niskie 156 podczas testu w ZWIFT na trenażerze. Co ciekawe zegarek Garmin pokazuje 227.

Średnie tętno spoczynkowe z 67 w grudniu spadło do 65 w styczniu, co znaczy że idę we właściwym kierunku.

Przede mną masa pracy, bólu i wyrzeczeń. Warunki czasem sprzyjają czasem nie, wsparcie czasem jest, czasem cholernie go brak, motywacja wije się jak sinusoida…mimo wszystko bardzo chcę i uważam, że warto. Mam poczucie, że funduje sobie coś naprawdę dużego i wartościowego. Coś czego nie można kupić, znaleźć, wygrać, ani dostać. Mam pełną świadomość, że wystarczy jedna poważna kontuzja i cały plan rozsypie się jak domek z kart, ale nie na wszystko mamy wpływ i o tym chcę cały czas pamiętać. Należy godzić się z tym na co nie mamy wpływu, ale też zmieniać to, co zmienić chcemy i możemy.

Czasem trzeba brać na klatę z pokorą takie rzeczy… trzeba będzie to wezmę, ale zakładam, że cel osiągnę, bo gdybym zakładał inaczej, to nigdym bym się tego nie podjął.

9 KOMENTARZE

  1. Twoj plan startow to jest totalna amatorka i podpalenie i nie ma szans na przyzwoite wyniki chyba ze cel to tylko ukończyć. Typowe podejscie kompletnych amatorow

    • Tak, taki właśnie jest cel, tak jestem kompletnym amatorem :), wielokrotnie o tym wspominam w felietonach Trimistrzu 🙂

      • Jeśli mogę coś doradzić, to odpuść sobie te 3 maratony. Cracovia odwołana (domyślam się, że to był ten kwietniowy maraton), więc w twoim planie zostanie Silesia, którą szczerze i z pełnym przekonaniem polecam. Triathlon we wrześniu też bym wyrzucił, bo ten start po ukończony IM nic ci nie da (w sensie sportowym), a nawet będzie przeszkadzać w przygotowaniach do startu na dystansie maratońskim w październiku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here