Blogera Roku historia powszechna

Od Redakcji: Jak już wiecie Blogerem Roku czytelnicy AT wybrali Jakuba Masiuka. Niestety Kuby nie było z nami podczas gali LOTTO Night of the Year, ale wirtualnie zostajemy w stałej łączności. Bloger Roku otrzymał m.in. zielone światło na pisanie tekstów w grudniu na pierwszej stronie Akademii Triathlonu, więc liczymy, że zasypie nas w najbliższym miesiącu ciekawymi felietonami. A kim jest Bloger Roku i jak traifł do triathlonu? Jakub Masiuk pracuje w Krakowie w międzynarodowej, rodzinnej firmie – Walraven, z siedzibą główną w Holandii. Jest koordynatorem rozwiązań technicznych, a więc z pewnością można z nim pogadać o rowerach triathlonowych i wszelkich nowinkach sprzętowych.  Urodził się w Łodzi, ale większość życia mieszkał w Pabianicach. Od zawsze związany ze sportem – tenis, pływanie, zapasy, narty. Na poważnie zainteresował się piłką nożną i przez ponad 20 lat był bramkarzem w lokalnym klubie. Jest medalistą Mistrzostw Polski szkół wyższych. Po skończeniu studiów podjął pracę w firmie Philips i wówczas zaczęło się „podróżowanie” po Polsce, ale czas na piłkę zawsze znalazł. Niestety 4 lata temu złamał kość w nadgarstku i „dzięki” złej diagnozie, przez rok, nie zdawał sobie z tego sprawy. Kiedy kolejne rehabilitacje nie przynosiły rezultatów, trafił w końcu do prawdziwego specjalisty i po wykonaniu rezonansu diagnoza musiała go powalić: złamana kość łódeczkowata z  przekręceniem oraz martwicą kości. Oznaczało to operację i koniec z bronieniem. Pierwsza operacja zakończyła się fiaskiem – przeszczep kości się nie przyjął, więc za drugim razem lekarze wkręcili mu w nadgarstek dwie śruby. W końcu padło fundamentalne pytanie: „Co dalej ze sportem?”  

 

masiuk3

Jakub Masiuk: „Dzięki jednemu z moich kolegów z pracy zainteresowałem się bieganiem. Pierwszy bieg poszedł gładko – 13km po „górach” w Krakowie, czyli Bieg Trzech Kopców. Spodobało mi się na tyle, że postanowiłem przygotować się do półmaratonu na wiosnę. Jednocześnie odżyły myśli o triathlonie. Ten sport już wcześniej mnie zaciekawił, ale z racji trenowania piłki nożnej, nie było na niego czasu. Szukając informacji w internecie trafiłem na AT. Jednak nie zdecydowałem się na zapisanie do społeczności, nie byłem pewien, czy podołam, czy skompletuję odpowiedni sprzęt, czy…. obaw było wiele. Na chwilę uśpiłem swoje zapędy, koncentrując się tylko na bieganiu. Półmaraton wydawał mi się już tak kosmicznym wyczynem, że triathlon to była inna galaktyka. Po ukończeniu pierwszych zawodów na 21km, nie byłem sobie w stanie wyobrazić, jak można przebiec ten dystans raz jeszcze, i to od razu. Kolega non stop opowiadał o maratonach, ja po tym „wyczynie” miałem dość, zarzekałem się, że nigdy więcej. Jednak kropla drąży skałę, dałem się namówić i już jesienią ukończyłem pierwszy maraton, za dwa tygodnie kolejny i wpadłem na całego. Postanowiłem, że zrobię Koronę Maratonów Polskich, a skoro mogę przebiec maraton, to pomiędzy nimi wcisnąłem jeszcze zawody tri. I tak już pod koniec roku miałem nowe plany i cele: trzy maratony, dwa wyścigi tri ¼ Radków oraz ½ Poznań + kilka innych biegów od 1/2 maratonu po 5km. Wszystkim w koło rozpowiedziałem, co chcę osiągnąć i nie było już odwrotu. 


masiuk1


Rok 2013 był jednym z najlepszych w moim życiu, nie tylko sportowym. Wszystkie cele sportowe zrealizowałem, ożeniłem się oraz urodziła się nam wspaniała córeczka Wiktoria.  Jak to zwykle u mnie bywa, to co wydawało się niemożliwe najbardziej mnie pociągało. I jak zwykle na przekór zdrowemu rozsądkowi i możliwościom zapisałem się na pełen dystans IM. Jednocześnie udało mi się namówić Prezesa mojej firmy na mały sponsoring, więc koszty przygotowania nieco spadły, ale pozostała najważniejsza część – jak tu wszystko pogodzić? Praca, rodzina – w końcu zostałem mężem i ojcem –  treningi które wymagają sporo czasu. Jedyne rozwiązanie w moim przypadku, to trenować przed pracą, czyli między 5 a 7.30, później biuro od 8 do 17, pędem do domu, aby choć trochę pobawić się z córką i zobaczyć z żoną, pomóc w innych obowiązkach domowych. 21-22 do spania, żeby w miarę się zregenerować, starałem się spać po min. 7h. Każdą wolną chwilę, którą mogłem wygospodarować poświęcałem na treningi, bądź poszerzanie swojej wiedzy na temat tri. Zacząłem prowadzić blog na AT, żeby się zmobilizować i nie wyłamać z przygotowań. Wyjazdy służbowe, odwiedziny u rodziny, traktowałem jak możliwość dołożenia kolejnych jednostek lub odbycia dłuższych.


masiuk4  masiuk5


Ten rok jest bardzo zmienny, główny cel udało się osiągnąć we wrześniu w Malborku – ukończyłem swojego pierwszego Ironmana, choć droga do tego była wyboista i bardzo kręta. Jedno jest pewne wirus tri krąży w moim krwiobiegu i chyba jest już nieuleczalny. Dzięki niemu oraz dzięki AT poznałem wspaniałych ludzi, pomimo tego, że większości nie osobiście. Dużo się nauczyłem i nadal uczę, bo człowiek uczy się całe życie, a i tak umiera głupi, jak mówi przysłowie. Jedno jest pewne – dzięki triathlonowi zmieniłem swoje życie, bardziej je uporządkowałem i usystematyzowałem. Po ukończeniu IM wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko bardzo tego chcieć i staram się tę prawdę stosować nie tylko w sporcie, ale również na co dzień w pracy i w domu. Blogowanie i trenowanie dało mi luz psychiczny, jest moim wentylem bezpieczeństwa, ucieczką od problemów życia codziennego. Jakby tego było mało, to  moje pisanie przypadło do gustu paru osobom i dość nieoczekiwanie otrzymałem tytuł Blogera Roku. Dzięki temu mogę napisać swój tekst na pierwszej stronie. I proponuję zakończyć go tak:


Siedzę i myślę, jak to przedstawić
Jak tu dorównać tym mądrym głowom
Jak tu opisać ten „Cud na Wisłą”
By się nie zbłaźnić przed Blogerami

Przecież tekst ten ma być na „Jedynce”
Więc świecić musi dobrym przykładem
Ma być on rzutki, krótki, treściwy
I co najważniejsze też do zabawy

Przecież uśmiechu nigdy za wiele
Jest on lekarstwem na wszystkie zwady
Silniejszy on jest niż MKon w gazie
Więc używajmy go z nadmiarem

Uśmiech pozwoli zwyciężyć słotę
Przegoni chmury, doda otuchy
Jest niczym zastrzyk adrenaliny
Najlepszą zachętą przy braku ochoty

Potrafi zjednać nieznanych Ci ludzi
Umie poskładać, co się rozpadło
Da kopa w zadek podczas zawodów
Byś skończyć mógł je jak Toreador

Lekko, z finezeją, na miękkich nogach
Z gracją i wdziękiem, jak tancerz młody
Da Ci zapomnieć o wszystkich trudach
Da ukojenie jak wino młode

A gdy za metą padniesz zmęczony
Gdy uświadomisz sobie, coś zrobił
Śmiej się tak dalej, śmiej ile wlezie
Bo przecież śmiech ten to tylko zdrowie

A gdy już będziesz po krótkim rozruchu
Kiedy usiądziesz przy strawie rozgrzanej
Rozdaj ten uśmiech wszystkim dokoła
Niech się też śmieją, jak opętani

Ale nie o tym ja miałem prawić
Miałem opisać ten „Cud na Wisłą”
Ale czy jest coś dziś ważniejszego
Niż humor i przyjaźń – UŚMIECH NADE WSZYSTKO!



Powiązane Artykuły

11 KOMENTARZE

  1. Damian czyżbyś między innymi mówił o Komorowskim z Tereka Grozny , Michale z Trefla Sopot i zapasnikach? Również pozdrawiam

  2. Pabianice inkubatorem talentów nie tylko triathlonowych :)))))) , pozdrowienia z Pabianic

  3. Brawo Kuba! Na Gali mowilem,ze nie raz miales w tym roku „pod gore”! Ale teraz widze,ze przeciwnosci bylo troche wiecej. Tym mocniej gratuluje:)

  4. Dziękuję wszystkim za miły odbiór mojego tekstu i gratulacje.
    @Łukaszu nie wiem czy Was zasypię felietonami, ale mam już pomysł na kolejny, powinieneś go dostać w poniedziałek.
    @Andrzeju masz rację, przekraczając jedną granicę zastanawiamy się gdzie jest kolejna.
    @Arku żeby zdobycie slota było tak proste

  5. No nie taka znowu powszechna ta historia 😉 Niezła przeprawa z tym nadgarstkiem! Super! 🙂

    To kto napisze muzykę? 😉

  6. Brawo! Tylko zamiast ,,Uśmiech pozwoli zwyciężyć słotę”, proponuję ,,uśmiech pozwoli zdobyć slota”… 🙂 Czego oczywiście życzę! :-)))

  7. Gratulacje Kuba raz jeszcze. Sledze Twoj blog bo jak wspomnialem- jestes tam gdzie ja za kilka lat chce byc. Ja tez zaczalem od drobnych biegow zeby w koncu zrobic pierszy maraton. Po 8mym w tym roku moge powiedziec ze to juz hobby a nie tylko ciekawosc, teraz zaczyna sie moja przygoda z triathlonem. Czytajac wiekszosc wpisow ciekawi mnie jedno pytanie- gdzie to sie konczy? (Albo czy w ogole sie konczy? :)). Dzis czuje sie winny jesli nie zrobie 5 treningow w tygodniu, juz jestem zapisany na Czechmana, za chwile zapisze sie na Gdynie i planuje kilka mniejszych startow, a przeciez jeszcze 5 lat temu robilem 0 treningow w tygodniu. Czy za pare lat wpisy na AT beda o tym jak plywamy przez kanal La Manche? Mysle jednak ze wlasnie odpowiedziales na to pytanie- niewazne jaki dystans, wazna jest systematyka i radosc z treningu bo to przeklada sie tez na zycie codzienne i wprowadza do niego zdrowa organizacje.

  8. Wpis godny Jedynki :-). No i coraz więcej wiemy o Tobie. Aby rok 2015 był conajmniej tak samo dobry jak 2013 🙂

  9. Brawo Kuba! Gratuluje przełamywania kolejnych barier i lekkiego pióra:) Jest kilka punktów wspólnych… m.in. też miałem złamałem kość łódeczkowatą ale dawno temu. Pozdrawiam!

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,466ObserwującyObserwuj
442SubskrybującySubskrybuj

Polecane