Dyskwalifikacja za oddanie bluzy, czyli przepisy Ironmana

45

Czternasty kilometr biegu maratońskiego podczas Ironman Kopenhaga. Jakub Gebhardt biegnie doskonałym tempem 5:00/km. Wcześniej pojechał 180km w tempie 36km/h. Czuje się doskonale choć zdaje sobie sprawę, że będzie trudno utrzymać tak dobre tempo biegu przez cały maraton. Ma na sobie bluzę z długim rękawem, którą zabrał na rower. Weekend w Danii był bardzo zimny, wietrzny i deszczowy. Większość amatorów startujących tego dnia w zawodach, ubierała się po pływaniu w nowe, suche stroje z długimi rękawami i nogawkami. Ale na biegu, mimo 15 stopni i zacinającego deszczu, można było biec już w stroju triathlonowym. Kuba postanawia jednak, że rozpocznie bieg w bluzie. Po 14km ściąga ją i podaje żonie, która dopinguje go na trasie razem z dziećmi. Całą sytuację widzi sędzia na rowerze. Podjeżdża do Kuby, daje sygnał gwizdkiem, głośno mówi jego numer oznajmiając: „Czerwona kartka. Dyskwalifikacja”. Pani sędzia wyciąga iPada wpisuje w system numer startowy Kuby i natychmiast oznacza go jako DSQ. Czasy wszystkich konkurencji automatycznie zerują się. Nasz kolega próbuje się jeszcze ratować: „Ale za co?” – pyta. „Za oddanie ubrania na trasie. Za to jest dyskwalifikacja” – odpowiada kobieta. Kuba walczy dalej – „Ale mogę zabrać tę bluzę. Daj mi żółtą kartkę, karę czasową, cokolwiek”. Pani sędzia jest nieubłagana. Nawet nie chce dyskutować, kończąc rozmowę tekstem: „Nie dla ciebie Kona. Tak głupio dałeś się złapać.”

 

Czy Kuba złamał przepis? Złamał. Czy zasłużył na tak surową karę? Sądzę, że nie. Pomińmy tu idiotyczną i zupełnie niepotrzebną odpowiedź Pani sędzi o tym, że nie dla Kuby Kona – taka riposta kwalifikuje się na dyskwalifikację, ale Pani sędzi. Takie uwagi powinna zachować dla siebie. Jestem za surowym egzekwowaniem przepisów na zawodach, ale nie można popadać w skrajność. W Polsce na wielu zawodach sędziowie „przeginają” w drugą stronę, bojąc się lub nie chcąc dawać kar określonych w przepisach za przewinienia dużego kalibru, bo: ktoś debiutuje, to tylko przeciętny amator, oni przecież tylko się bawią, nie psujmy im święta, to nie był typowy drafting, a jedynie chwilowe zagapienie się, itd., itd.

 

kmd1

Dura lex, sed lex – ale czy zawsze, w stosunku do każdego, kogo spotkamy na trasie? Czy biegnący tego dnia bliźniacy Steen i Peder, na wzór Dicka i Ricka Hoytów, podlegali tym samym prawom? Czy 70-letnia zawodniczka biegnąca spokojnym tempem na ukończenie również powinna dostać karę dyskwalifikacji, gdyby podała bluzę kibicującej osobie? I skąd przekonanie pani sędzi, że Kuba walczy o kwalifikację na Kona, skoro tak nie było? Przecież każdy miał na ręku kolorowe opaski oznaczające ilość przebiegniętych pętli. Po upływającym czasie i kolorowych opaskach, można było łatwo zweryfikować, kto na jakim poziomie bawi się w ten sport. Czy w ogóle istnieje tu pole do interpretacji? Taka dyskwalifikacja boli, bo jadąc rowerem widziałem draftujących harpaganów, którzy spędzili kilka minut w namiocie kar. Przewinienie o wiele większego kalibru niż zdjęcie bluzy, a jednak istniał system gradacji kar – upomnienie, żółta kartka i kara czasowa, dyskwalifikacja.  Ale co o opisanej sytuacji mówi regulamin zawodów IM Kopenhaga i przepisy WTC?

 

Każdy z zawodników mógł przeczytać w dokumentach, które otrzymał podczas rejestracji, że „IRONMAN jest wyścigiem indywidualnym, co oznacza, że nie można obok zawodnika jechać samochodem, rowerem, a nawet biec obok! Każdy zawodnik jest zobowiązany natychmiast odrzucić taką pomoc, w przeciwnym razie otrzyma karę. Osoby postronne, kibice, najbliżsi nie mogą niczego podać zawodnikowi, żadnego suplementu, napoju czy tabletki przeciwbólowej – niczego! Można to zrobić wyłącznie w jedynym miejscu do tego przeznaczonym, na jednej ze stref żywieniowych i to w granicach maksymalnie 50 metrów. Dodatkowo zawodnik jest zobowiązany wyrzucić jakiekolwiek śmieci tylko w granicach tejże strefy żywieniowej. Złamanie tych zasad grozi DYSKWALIFIKACJĄ. Nie ma gradacji kar w tych przypadkach. Przepisy mówią o natychmiastowej dyskwalifikacji podobnie jak za:

– śmiecenie na trasie (czytaj: również wyrzucanie pustego bidonu poza strefą żywieniową, wyrzucanie pustych opakowań po żelach)
– używanie sprzętu odtwarzającego muzykę, słuchawek, kamer, itp.
– skracanie trasy zawodów
– wspomaganie trenera i asysta kogoś z boku
– falstart na pływaniu
– używanie płetw lub jakichkolwiek nakryć na dłonie i stopy
– ignorowanie zasad ruchu drogowego
– załatwianie potrzeby fizjologicznej poza toaletami ustawionymi na trasie rowerowej i biegowej

 

kmd2

 

Zawodnik musi posiadać na biegu numer z przodu, w widocznym miejscu. Nie może go zasłaniać, ucinać, skracać, itp. Złamanie tych zasad może grozić dyskwalifikacją. Kolejny zapis przytoczę w oryginale, bo aż nadto pokazuje, jak restrykcyjnie WTC podchodzi do przepisów i ich egzekwowania:

„Friends, family members, coaches or supporters of any type may not bike, drive or run alongside athlete, may not pass food or other items to athlete and should be warned to stay completely clear of all athletes to avoid the disqualification of an athlete. It is incumbent upon each athlete to immediately reject any attempt to assist, follow, or escort. It IS permissible for an athlete who is still competing to run with other athletes who are still competing.”


“A shirt or racing top must be worn at all times.”

 

DSC01831

Na zdjęciu: po lewej stronie, z żółtą bluzą w ręku Jakub Gebhardt. Za nim sędzia na rowerze. Kuba za chwilę odda bluzę i dostanie karę dyskwalifikacji. 

 

Nie ma przebacz, chciałoby się powiedzieć. Podczas zawodów w Kopenhadze miałem wrażenie, że sędziów jest momentami więcej niż zawodników. Co chwilę widywałem ich na rowerach na pętli biegowej, co chwilę przejeżdżali obok mnie na motorach podczas etapu kolarskiego. Przepisy ostre, bezkompromisowe, ale na różnych zawodach różnie egzekwowane. Przypomina mi się mój pierwszy Ironman z serii WTC w Kalmar. Miałem, jak to zawsze na biegu, kryzys. W Kalmar ten kryzys trwał bardzo długo i tak naprawdę nie sądziłem, że ukończę bieg. Nie czytałem jeszcze wtedy tak uważnie wszystkich przepisów, bo startowałem dla zwykłej przyjemności ukończenia dystansu. Nie interesował mnie czas, sloty, itp. Podczas kryzysu, niemal przez 10km biegł obok mnie profesor Artur Pupka, który jeszcze wówczas pewnie w ogóle nie myślał o starcie w czymś takim jak Ironman. Dopingował, podawał czas, itp. Mijaliśmy kibiców, wolontariuszy i sędziów – nikt nie zwracał na nas uwagi, a teoretycznie powinienem zostać zdyskwalifikowany, bo nie odrzuciłem pomocy oferowanej od profesora! (Tylko bym spróbował… dopiero by było…)

 

kmd4

A w Polsce? Mam wrażenie, że mało który zawodnik i sędzia przejmuje się innymi regulacjami poza tymi, dotyczącymi draftingu. Jestem skłonny pokusić się o diagnozę, że w jakiś sposób przejmujemy się wyłącznie draftingiem, ale już opisana pomoc z zewnątrz w postaci podawania napojów, żeli, ubrania i asysty na trasie zawodów, to czarna magia. Dodam tylko, że w regulaminie Herbalife Triathlon Gdynia był zapis informujący o tym, że wyścig rozgrywa się z zastosowaniem przepisów World Triathlon Corporation. Każde zawody są inne i trzeba dokładnie czytać określone przepisy, bo to co było wspaniałym doświadczeniem w Gdyni, kiedy zawodnicy wbiegali na metę ze swoimi dziećmi, w Kopenhadze było zabronione wewnętrzymi przepisami KMD Ironman Kopenhagen. Stojąc na trybunach, byliśmy z żoną świadkami przedziwnej sytuacji, kiedy pewien mężczyzna na 50m przed metą, na ostatniej prostej, odebrał od swojej żony małą córeczkę. Żona dała znak mężowi, że biegnie już za metę i tam przez barierkę odbierze dziewczynkę. Wokoło były setki ludzi. Po sekundzie kobieta zniknęła w tłumie. Mężczyzna z córką na ręku był już przed metą, kiedy organizatorzy nie pozwolili mu przekroczyć mety i zawrócili, informując, że nie wolno z dziećmi wbiegać na metę. Zdezorientowany zawodnik przez długi czas szukał żony, a wszystko dosłownie kilkanaście metrów przed zegarem z upływającym czasem. Dopiero kiedy oddał córkę, mógł przekroczyć metę.

 

Temat trudny, kontrowersyjny. A wy, jakie macie doświadczenia z sędziami i co sądzicie o opisanym przypadku? Chętnie poznamy Wasze zdanie. Zapraszam do dyskusji również organizatorów imprez.

45 KOMENTARZE

  1. Mi natomiast przypomniało się takie zdarzenie.
    Kiedy spiker zawodów w Suszu, Pan Andrzej Szołowski podał Tomaszowi Karolakowi kanapkę z szynką to sędzia powinien go zdyskwalifikować ?

  2. Jeszcze taka refleksja mnie naszla… w komentarzach pod tym artykulem wiekszosc wspolczuje Kubie, ale uwaza, ze skoro taki jest regulamin, to dobrze sie stalo. Przypominam sobie natomiast wiekszosc komentarzy pod wiadomoscia o dyskwalifikacji McCormacka w Poznaniu – oburzenie. To jak to z nami jest, Gebhardta mozna, ale McCormacka juz – przypominam, ze za duzo powazniejsze przewinienie – nie?:>

  3. Nie ma gdybać i sie obrazać. Takie sa przepisy….ktos to ustlił i albo to honorujemy albo zabieramy zabawki i idziemy na ine podwórko. A tak na marginesie to jesli w Gdyni obowiązywały te same przepisy to setki osób powinno być zdyskwalifikowane. Widziałem dziesiątki osób które otrzymywały wodę i lód od kibiców poza strefami zmian, zmieniały ubranie, albo biegły a obok znajomy który podtrzymywał go na duchu. I nie widziałem żeby któryś zawodnik odmawiał takiej pomocy. Rodziny biegły obok swoich ojców i żon podjąć wszystko czego potrzebowali i jak to sie ma do kogoś kto przyjechał na zawody sam i nie ma takiej możliwości.Jesli jedni mogli pić co 200 metrów a inni byli zdani na regulaminowe punkty co 2500m to tojest juz niesprawiedliwe. Szanse muszą być równe dla wszystkich.Jeśli takie są przepisy….to trzeba je bez komentarza zaakceptować i tyle:):). A przepisy dotyczą wszelkiej pomocy. Gdyby nie one to jedni mieliby prywatnych masażystów w czasie biegu czy jazdy na rowerze, nieograniczony dostęp do wszystkiego a inni nie. A tu chodzi o walkę z samym sobą i równe szanse dla wszystkich.

  4. Żelazny to był pasterz owiec który w swoich roboczych łachach i gumiakach pojawił się na starcie parusetkilometrowego biegu w Australi. żelazny był bo go wygrał biegnąc pięć dób bez przerwy podczas kiedy faworyci odpoczywali każdej nocy otoczeni swoimi trenerami, ozonami i karbonami.
    Żelaźni jesteśmy my kiedy oburzamy się na drafting bo pomaga.
    Żelaźni jesteśmy jak się wręcz chwalimy wykorzystywaniem daftingu na etapie pływania bo dozwolony . A może już ciut mniej żelaźni – tacy powiedzmy żelaziści ? Żelaźni dalej będziemy jak działacze pod wpływem lobby producentów rowerów czasowych dostosowanych do szybkiej reakcji ( bo chodziło przecież o bezpieczeństwo – nieprawdaż?) zniosą ograniczenia draftignowe. Wtedy będziemy żelazne-spryciaki i chwalić się będziemy na forum technikami draftingu na zawodach IM. A może bardziej przeszkadza jak ktoś kogoś ciągle smyra po nogach w czasie pływania ( chwaląc się że wykorzystuje “technikę”) niż jak mu “siądzie na kole” Ale smyranie jest dozwolone. Więc żelazna brać smyra ile wlezie a jak już się nasmyra to rozstrząsuje ile sekund się zyskuje za rzucenie bluzą w żonę a ile mozna stracić jak jakiś gość będzie wbiegał z dzieckiem na metę. No ale przypominam że źle trafiona żona może urwać nie tylko cenne sekundy ale nawet klejnoty. A obrażone dziecko też ciężko może dołożyć. Ale jest na to sposób. Hyc na rowerek i 500 tysięcy km zakładek. Wtedy dziecka nie widać a brak klejnotów też tylko pomaga. I znowu parę sekund do przodu byle tylko ktoś nie kaszlnął przypadkiem w strefie zmian bo można zgubić rytm zmiany gaci.

  5. Trochę niepraktyczne podejście, na ale startując jednak wyraża się akceptację na regulamin w określonym brzmieniu. A co z odbieraniem flagi przez zwycięzce tuż przed metą? To też w jakikolwiek sposób jest uregulowane?

  6. Jezeli celem jest kwalifikacja na Mistrzostwa Swiata, to wowczas dyskwalifikacja uniemozliwia osiagniecie tego celu. Jest zatem podstawa do tego, aby zawodow nie ukonczyc i zejsc z trasy. I wtedy mozna rozpaczac nad niesprawiedliwoscia badz zbyt surowa kara. Jezeli celem jest realizacja pasji sportowej i poprawienie zyciowki, to wowczas dyskwalifikacja nie ogranicza osiagniecia tego celu, zatem nie ma podstawy do tego aby schodzic z trasy i nie ukonczyc zawodow. Pod warunkiem, ze wiemy dlaczego i dla kogo robimy to, co robimy… I nie ma powodu do rozpaczy i rozpamietywania nieistotnej kwestii. Rozumiem, ze Jakub nie mial szans na kwalifikacje na Mistrzostwa Swiata, zatem nie to bylo jego celem. Fajnie byloby zatem dowiedziec sie, jaki cel przyswiecal Jakubowi w tych zawodach? Nie wierze, ze tym celem byla mozliwosc chwalenia sie przed znajomymi i pokazywaniem oficjalnie ogloszonych wynikow. Zakladam bowiem, ze triathlonisci nie sa az tak prozni… 😉 Jezeli celem bylo ukonczenie i poprawa zyciowki, to jezeli Jakub osiagnal ten cel, to moje serdeczne gratulacje! Tak trzymac!!! A brak kilku cyferek przy nazwisku Jakuba na liscie wynikow jest kompletnie nieistotny.

  7. A mi oczywiście szkoda Jakuba, bo fakt Łukasz, że przecież Jakub dobiegł, ale oficjalnie nie ma go żadnej liście i nigdy takim wynikiem nie można się pochwalić przed rodziną, znajomymi, etc. A przecież praca na taki wynik jest ogromna a same zawody są tą przysłowiową wisienką na torcie, którą pani sędzina wytrąciła z ręki tuż przed zjedzeniem.
    Czy miała takie prawo… hmm myślę że tak choć kara jak każdy się zapewne zgodzi jest nie współmierna do przewinienia.
    Osobiście jako, że były to moje pierwsze zawody pod egidą IM starałem się bardzo respektować narzucone przepisy i to na odprawie było wyraźnie powiedziane co wolno, czego nie wolno. Skórki po bananach i źele wiozłem w kieszonkach i wyrzucałem w wyznaczonej strefie. nie wyprzedzałem na rowerze na wąskich odcinkach, aby nie przejechać osi jezdni (przykład dyskwalifikacji Lubomira Lubasa z tego roku,) etc., bo za takie przewinienie groziła dyskwalifikacja. ale po tylu godzinach wyścigu racjonalne myślenie szczególnie na biegu sprowadza się przecież tylko do podejmowania najprostszych decyzji o czynnościach takich jak jeść, pić, sikać a nie interpretowania regulaminu IM i dlatego domyślam się, że oddanie bluzy było jak odruch bezwarunkowy.
    Jakub: Friedrich Nietzsche ma rację. Co nas nie zabije to nas wzmocni, tylko na oficjalny wynik trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać.
    A regulamin WTC trzeba niestety starać się jak najdokładniej respektować, aby nie powtórzyła się sytuacja w przyszłości. , bo przecież decydując się na start akceptujemy regulamin.

  8. Zaraz, chwila, dyskwalifikacja? Ale jaka dyswalifikacja, o czym Wy mowicie? Mi tam Jakuba nie szkoda w ogole, bo podstawowe pytanie brzmi dla kogo on wstawal o 5 rano, aby plywac, biegac, jezdzic na rowerze? Dla kogo poswiecal swoj cenny czas na pasje sportowa, ktora malo kto wokolo rozumie? W jakim celu wybral sie na zawody do Kopenhagi, placac przy tym pewnie lacznie z 1.5tys. EUR? Dla kogo i po co? Bo jezeli pojechal tam dla Pani sedziny, ktora go nastepnie zdyskwalifikowala, to i dobrze sie stalo! Jezeli natomiast trenowal dla siebie i pojechal tam przede wszystkim, aby realizowac swoje marzenia i poprawic swoja zyciowka, to dyskwalifikacja w zadnym stopniu nie przeszkadza w realizacji tego celu. Po prostu koncze zawody z rewelacyjnym wynikiem okolo 10 godzin i jestem dumny z tego faktu. Jedynie roznica wowczas miedzy wynikiem Lukasza Grassa a Jakuba to taka, ze ten pierwszy jest na oficjalnej liscie finisherow troche wyzej niz ten drugi. Ale satysfakcja z ukonczenia dystansu i poprawienia zyciowki powinna byc nie tym mniejsza… Ironman – czlowiek z zelaza, osoba ktora pomimo przeciwnosci losu dazy i osiaga wyznaczony cel. A czy Jakub ukonczyl dystans w Kopenhadze? Czy jest prawdziwym Ironmanem???

  9. Trochę obok ale w temacie. Po pierwsze szkoda chłopa. Bez dwóch zdań. Ale Kuba co cię nie zabije to cię wzmocni. Wszyscy startujący na dystansie IM wiedzą, że po rowerze to już z górki czyli już się witamy z gąską… Po drugie tak jak pisze Łukasz pomimo tego, ze twarde prawo ale prawo dziwi/martwi/wkurza to, ze nie wszystkich dotknęło to tak samo (vide draftujący na rowerze lub inni – ci, których nie zauważono lub się im udało). A teraz to co obok tematu. Po pierwsze primo – kto biega w bluzie na zawodach????? Kuba 🙂 Jak ci zimno na biegu to biegniesz szybciej 🙂 Po drugie – i to już naprawdę daleko od tematu – UCZMY SIĘ przestrzegać przepisów bo wszystko można przetrenować. Przed każdym IM lub 70.3 moja ukochana małżonka doskonale WIE, gdzie może stać z butlą iso żeby nikt się nie przyczepił (we Frankfurcie nawet robiliśmy konfrontację z sędzią). Na każdym treningu rowerowym opakowania po żelach czy folia po kanapce lądują w nogawce spodenek. W Gdyni na zawodach mógłbym zebrać przynajmniej kilkanaście pustych bidonów na trasie rowerowej. Podsumowując – kara za surowa – mogłaby być mniejsza – szkoda. Ale lepiej antycypować niż negocjować

  10. Ciężko się nie zgodzić, że kary muszą być i to surowe…bo tylko takie odstraszają od łamania przepisów. Kolejna spraa to jak to już wiele osób pisało, nieuchronność kary również musi być.
    Co do tego konkretnego przypadku faktycznie kara może i była za surowa…ale przepisy zostały złamane i trzeba było się liczyć z tym, że coś takiego może spotkać. Inna sprawa, że można się było odwrócić i zobaczyć, czy nie ma sędziego za plecami…a nie na jego oczach taki numer 🙂
    Na ostatnich zawodach na jakich byłem też pełno ludzi biegało z mp3, rodziny podawały napoje pomiędzy strefami….a z tego co czytałem przed zawodami było to zabronione :/ Każdy chyba wie jak pomaga dobra muzyka…a nie tylko szum wiatru 🙂

    A teraz mam pytanko(zarówno zawodów z serii IM jak i pozostałych): Podczas pływania nie można mieć płetw, łapek i rurek oraz innych akcesoriów…tak czy nie?
    Bo do tej pory myślałem, że tak. Aż tu dziś wpada mi w ręce filmik z IRONMAN Louisville. I tam już w 2:20 i lepiej w 2:28 widać panów co mają takowe rurki czołowe. Nie ukrywam, że trochę zgupiałem.

  11. Walczyliście o ironmana w Polsce to sie szykujcie na to co was czeka. 400 euro wpisowego za to samo co było do tej pory a w pakiecie dyskwalifikacja za splunięcie na ziemie.
    Heh, ten zachód jego mać 😉

  12. No coz, surowe prawo, ale prawo, a nieznajomosc prawa szkodzi. Powiem szczerze, wole cos takiego, nawet jesli ma to trafic mnie (nastepnym razem dokladnie przeczytalbym przepisy, tak jak to na pewno zrobi Kuba), niz to co dzieje sie obecnie w Polsce; chociaz musze pochwalic ostatnia impreze w Chodziezy, bylo bardzo malo nieukaranych przypadkow draftingu, a byly takze i kary, nawet na – powiedzmy – czolowych miejscach. Nie jest jeszcze idealnie, ale kierunek jest dobry. Mam nadzieje, ze w Mragowie tez nie odpuszcza.

  13. Do meritum. Było jasno powiedziane – pomoc z zewnątrz dla zawodnikami trasie tylko w konkretnych miejscach. Ja sam cała trasę leciałem właśnie w długim rękawie bo miałem te świadomość ze skoro założyłem to albo śmietnik albo za żywieniem. Ale żeby nie kusić leciałem całość tak jak startowałem.
    Natomiast… na trasie widziałem ludzi rozmawiajacych telefonami, nawet klienta z muzyka… A na rowerze i harpaganow i tych co podlewali namiętnie miejscowe chaszcze (na rowerze).
    A koledzy bliźniacy… Lecieli z go pro. Kuba mial pecha i podstawa była… To dla mnie wymiar kary jest absurdalny i głupi.

  14. To nie przepisy niszczą atmosferę TRI tylko ludzie jak zwykle zresztą. Zaczynamy sie porównywać do mistrzostw europy w lekkoatletce czy innych tego tego typu imprez. Niby jesteśmy amatorami ale jak tylko coś lub ktoś zagraża “naszemu” wynikowi to ostro protestujemy. Przestajemy się ścigać z sobą a zaczynamy z innymi.Tak długo jak człowiek stara się pokonać innych a nie siebie tak długo będą sztuczki z jednej i krytyka z drugiej. Wprowadźmy standardowy rower, piankę , buty biegowe i przestańmy udawać że chodzi o fun, zabawę , zdrowie, atmosferę . Wprowadźmy jeszcze więcej przepisów dla amatorów żeby się jeszcze bardziej poczuli jak pro. Czyż nie o to chodzi w tych wszystkich spektaklach na wyniki i nowotwórcze “nicki”.
    Po czym poznać triathlonistę ? Po podpisie. Standardowo występują w nim naprzemiennie symbole IM,1/2 IM, 1/4 IM oraz jednostki czasu.

  15. No a co z dziećmi? Czy za rok w Gdyni nie wbiegnie nikt z dzieckiem? Za co tri kochają amatorzy? ZA ATMOSFERĘ…wiele z tych przepisów ją niszczy. Co dla Większości startujących w Gdyni się liczy atmosfera, czy slot IM?

  16. Nie zazdroszcze- szczerze mowiac wyglada to bardziej ze Kuba po prostu mial pecha niz ze on jedyny nie znal przepisow a wszyscy dookola uczyli sie ich na pamiec noc przed. Potrafie teoretycznie zrozumiec dlaczego zabrania sie rozmawiania z rodzina- kiedy bieglem Maraton we Wroclawiu rok temu troche za polowa przyszedl pierwszy kryzys. Tradycyjnie zaczalem wpadac w swoj ‘trans’ i walczyc ze soba zeby nie zwolnic i nie zaczac isc. Nagle uslyszalem ze w oddali ktos krzyczy. Z kazdym metrem bylo to slychac coraz glosniej i na poczatku myslalem ze to ktos pijany robi z siebie glupka. Okazalo sie ze to wojsko zoorganizowalo strefe kibica. Zolnierze podbiegal do biegaczy i krzyczeli ‘Sila!!!! Jest moc!!!’ itd. Trwalo to chwile ale po pierwsze mnie ‘obudzilo’ a po drugie dalo takiego kopa ze blyskawicznie dotarlem do strefy z woda. Po napojach i bananach bylo juz duzo lepiej tak wiec taki drobiazg mial ogromny wplyw na moj start. W jaki jednak sposob oddanie bluzy mialoby pomoc komus zmienic wynik? Jestem zwyczajnie ciekaw… Przytoczony przepis teoretycznie mozna w ten sposob zinterpretowac ale dalej nie widze zwiazku z wynikiem – czy trening powinnismy robic w jednym stroju w kazdych warunkach pogodowych? Co do dyskusji o interpretacji to troche jak powracajaca co MS w pilce noznej dyskusja o uzyciu powtorek wideo przez sedziego. Generalnie zasady sa potrzebne i trzeba ich przestrzegac bo przede wszystkim podnosza poprzeczke, z drugiej strony IronMan to nie wyscig robotow- gdyby nie czynnik ludzki nie byloby to tak ciekawe.

  17. Jakaś absurdalna sytuacja. Jeżeli takie są przepisy WTC to są one, no co tu dużo mówić, bzdurne, głupie i sam już nie wiem jakie. A rolą różnych związków triathlonu, liczących się organizatorów dużych zawodów i na końcu zawodników, powinno być lobbowanie na rzecz ich zmiany.

    Zasady powinny być proste:
    Pomoc z zewnątrz ułatwia dalszy bieg/jazdę na rowerze – jest kara. Oczywiście też stopniowalne – ostrzeżenie, kartki i na końcu dsq.
    A jeżeli pomoc z zewnątrz to w zasadzie tylko doping kibica to kary być nie powinno.

    Inaczej to jest zabicie całego ducha sportu. Ktoś przecież mógł się całe życie przygotowywać, żeby jednak skończyć takiego IM. A tu za oddanie kurtki ban. No kompletnie bez sensu.

    W tym przypadku Jakub oddając kurtkę żonie, a nie wyrzucając ją do śmieci zaoszczędził kasę na nową kurtkę. To wszystko. Nie naśmiecił na trasie. W ogóle nic nie zrobił. Bez sensu kompletnie. Takie informacje jak te zniechęcają do brania udziału w takich zawodach.

  18. Podpiszę się pod głosem wielu, że żal mi Kuby. Nasze porażki czynią nas silniejszymi. Zgodzę się że może tak nie powinno być i to może nadinterpretacja sędziego. Ale z drugiej strony znowu ja i kij w mrowisko (taka natura). Przyzwyczailiśmy się że przepisy nie są po to żeby je przestrzegać tylko dyskutować. A jak nie wolno to nie wolno. Ilu zawodników może biegło z bluzą na plecach albo w łapie. Ja sam wole ubrać się cieplej niż za lekko i czasami teraz kiedy ranki są chłodne biegnę w czapce a potem ja sciągam i jak ona mi cholernie przeszkadza w łapie. A jak musi przeszkadzać po 7h (masakra) więc pozbycie się takiego ubioru to korzyść. Ba Kuba rzeczywiście bardzo głupio dał się złapać chociaż na 100 % pewnie jak by wiedział że tak się stanie to dobiegł by z ta bluzą w zębach albo z kołdrą na plecach. Na pewno trudniej ocenić jednoznaczność draftingu niż to że ktoś 2 m przed sędzią oddał bluzę której nie powinien oddać. Przepisy są po to żeby je przestrzegać. Dyskutować można nad wszystkim regulamin jest czarno na białym. pozdrawiam
    ps. teraz to na pewno spotka mnie to w przyszłym roku – draństwo losu 🙁 DSQ

  19. Nie tak dawno, pewien Francuz Mekhissi, za zdjęcie koszulki przed metą 3000 m z przeszkodami, pożegnał się ze złotym medalem. Wspomnę także dyskwalifikacje chodziarzy, również naszego Korzeniowskiego przed bramą stadionu, w tym sporcie nadinterpretacja sędziów jest aż nadto widoczna. I tu jest chyba sedno sprawy. Jasne przepisy – bezwzględnie przestrzegane.

  20. czytając ten felieton oraz wspominając to co działo się w Gdyni i po … w komentarzach, utwierdza mnie tylko w tym, że napewno nie będę brał udziału w takich masówkach (2000 ludzi w przyszłym roku w Gdyni……..). Jest dużo fajnych imprez w kraju, gdzie można dobrze sie bawić uprawiając TRI. Nie rozumiem po co my (oraganizatorzy) pchamy się do tego WTC IM, (tzn. domyślam się, dla kasy, 200 EUR !!!!!!!!, ktoś na tym nieźle zarabia). Naprawdę fajne imprezy mamy w kraju ale komercja robi swoje. Dobrze, że ktoś opisuje takie rzeczy, przynajmniej każdy będzie miał świadomy wybór co chce robić i czego oczekiwać. Skoro WTC to profesjonalizm, to nie oczekujmy, że sędzia, który pracuje za kasę będzie miał wolną interpretację przepisów.

  21. Zal mi Kuby bo wiem ile pracy wlozyl w te przygotowania do tych zawodow. Ale wiem tez,ze to twardy facet,juz jest pelen optymizmu i bedzie walczyl w Barcelonie. I zlamie 10h:)))
    A na przepisy i ich interpretacje przez sedziow, przestrzeganie przez zawodnikow beda musieli zwracac baczna uwage organizatorzy zawodow (patrz np. Ironman Gdynia). A zawodnicy musza po prostu te przepisy znac:)

  22. Bartosz Malinowski! Ja nie interpretuje (i prosze przeczytac co napisalem dokladnie!) tylko staram sie tlumaczyc/zrozumiec decyzje sedziego bo podalem rozne punkty regulaminu, ktore mogly stanowic uzasadnienie decyzji. To zdecydowana roznica:)
    A tlumaczyc to zdanie mozemy roznie: ze nie mozna sie pozbywac koszulki (moze kurtka to dla sedziego koszulka?!) lub topu (czyli “gory”) sportowego. To,ze nie mozna biegac/jechac z gola “klata” to zrozumiale i jasne.
    Tez uwazam,ze interpretacja i decyzja sedziny jest niewlasciwa co do wagi przewinienia. To jeden aspekt. Drugi: przestrzeganie w surowy sposob zasad moze ograniczyc niedozwolone postepowanie (patrz w kraju: drafting,smieci na calej trasie biegowej i rowerowej,pretensje do sedziow itd,itp). Ale wszystko musi miec odpowiedni wymiar:)

  23. @ Artur Pupka:
    “Jedyne tłumaczenie tego postępowania sędziego to pkt. 6 regulaminu WTC, zasady biegu: zawodnik musi mieć na sobie przez cały wyścig strój wyścigowy, [b]czyli nie może się pozbywać tego co założył na starcie[/b][…]”

    a tu oryginalne brzmienie tego przepisu:
    “A shirt or racing top must be worn at all times.”

    Z tego co się orientuję, chodzi tu raczej o to, żeby jakiś dyskotekowy fantasta nie biegał na zawodach z gołą klatą.

    Ale z drugiej strony pani sędzia mogła to interpretować podobnie do Ciebie. I wielu innych.
    Mogła oddanie bluzy podciągnąć pod śmiecenie na trasie poza wyznaczonymi miejscami, lub pomoc z zewnątrz.
    Tak czy siak, ewidentnie zabrakło jej właściwego wyważenia kary do przewinienia.

  24. Panowie przepisy są przepisami, każdy mógł je przeczytać! Jak w Gdyni na Herbalife sędziowie nie karali za drafting to było wielkie oburzenie (i racja) bo przecież przepisy zabraniają, to niestety tyczy się wszelkich przepisów, sędziowanie to czynnik ludzki – jeden ukara drugi nie – no chyba że z góry ustalamy że za to karamy a za tamto nie bedziemy karać. wszystko trzeba ustalić z góry. Widać że WTC kara surowo i za wszystko więc trzeba się pilnować. Sory taki mamy regulamin…….

  25. Z urządzeniami się nie dyskutuje bo nie ma jak z ludźmi natomiast się nie dyskutuje jak nie ma po co. Więc przejechanie kilku km ponad limit przed stojącym fotoradarem – tough luck.
    Skazanie przez nieludzkiego sędziego -też tough luck ale ocenić sedziego jako nieludzkiego nie tylko można ale trzeba. Sport na zawodach to idea żądzona zbiorem zasad wymyślonych przez i dla ludzi. Gdyba sędzia był automatem to każdy zachowywałby się i oceniał tak samo ale nie jest. W historii z Kopenhagi widać wyraźnie że sędzia miała fiksację na punkcie slotów na Kona i to była jej główna motywacja a nie przepis który interpretowała. Oglądając filmy z Kona sprzed lat widać jak te zasady były interpretowane kiedyś. Kiedyś poprzez ideę tego sportu, teraz poprzez ideę wyścigu szczurów która wypełnia nasze życie od początku do końca – od finasowych przekrętów typu Amber Gold do sportu. Uciekamy od wyścigu szczurów z korporacji wpadając jak często widać ochoczo w koejny, tylee tylko że okraszony fajną plakietką “IM”. Zgodzić się wypada z kimś kto napisał że jak się nie podoba to można sobie samemu biegać, jeździć czy pływać i nie trzeba będzie “biadolić” na sędziów. To jest właśnie ilustracja tezy że z ludźmi się nie dyskutuje jak nie ma po co . Po co przekonować sędzię że jak człowiek na granicy wytrzymałości pokonuje dystans IM, nie chodzi mu koniecznie o “slot” tylko o sport. Przecież przy zastosowaniu rygorystycznej interpretacji “żelaznych” przepisów ten slot i ten sport to jedno i to samo.

  26. W Kalmar dostałem żółtą kartkę i karę postoju za gadanie z innym zawodnikiem – jechaliśmy równolegle jakiś spokojny odcinek (typu dojazd do strefy), dość daleko od siebie a wiatr wiał w plecy… może to też był rodzaj pomocy 🙂

  27. Generalnie wszystko zależy od interpretacji i tyle jeden się przyczepi drugi nie. W Polsce są podobne przepisy ale z ich przestrzeganiem różnie tez nie można brać pomocy od nikogo z zewnątrz a nie raz na filmikach po zawodach widać jak nie którzy biorą bidon lub butelki z piciem od rodziny nie Macku 😉

  28. zaczałbym od poczatku:
    1. przewinienie i kara – w IM chodzi o pokazanie, że potrafimy (a własciwie póki co moge napisac potraficie) pokonac mega długi dystans złożony z 3 dyscyplin i to szybko. dodatkowo bez żadnego wsparcia z zewnątrz, które ułatwiłoby nam pokonanie tej trasy
    2. jesli zgadzamy się z pkt 1 to przejdźmy do konkretów:
    a) draft pomaga – wiec za to kara – już pisałem że warto byłoby ostrzegac wpierw bo może nie zawsze to intencjonalne i dopiero później karać
    b) oddanie bluzy – to nie pomaga.. tylko pomaga zaoszczędzić kase na nową bluzę – za to kary być nie powinno
    c) dawanie żarcia – pomoc – wiec kara
    d) bieg obok – żadna pomoc – garmin powinien być tak samo zakazany idąc ta ideologią, bo tez mnie wspiera…
    e) wyrzucanie poza strefa zrzutu… to kwestia czystości/porzadku – nie związane z pkt 1 ale dla mnie zrozumiałe
    i tyle… dołączamy via HTG do rodziny IM – postulujmy zmiany dyskutujmy… to tylko sport… nie wojsko… nie dajmy się zgnoić… przecież 99% z nas nie robi tego dla kasy… robimy to dla FUNu… wiec niech nasze zawody dadza nam ten fun

  29. Nie no to już chyba przesada . A jaka to była pomoc, że ktoś zabrał bluzę, koszulkę, kurtę czy cokolwiek ? to mógł rzucić w tłum też byłby zdyskwalifikowany ?. Czy jeśli będę miał żel i wyrzucę opakowanie (do kosza – bo nie śmiecę) to też będzie podstawa do dyskwalifikacji ?
    kurcze to jestem ciekawy co można a czego nie 7 w Malborku, bo biegły w przepisach nie jestem a nie chciałbym być zdyskwalifikowany za to, że pomacham do rodziny, albo rzucę im czapkę, czy bluzę jak zrobi się za ciepło …

  30. Kolejny tekst o pracy Sędziów. Wole konsekwetnych przestrzegających przepisów sędziów zamiast ludzi bezwładnie jeźdzących na motocyklach facetów.. Przed polskimi sędziami duzo nauki a i zawodników czeka zderzenie z przepisami IM

  31. Jedyne tlumaczenie tego postepowania sedziego to pkt. 6 regulaminu WTC, zasady biegu: zawodnik musi miec na sobie przez caly wyscig stroj wyscigowy, czyli nie moze sie pozbywac tego co zalozyl na starcie. Jesli chodzi o rower jest tak samo. Ale jest jeszcze jeden przepis: buty rowerowa moga przyczepic do roweru tylko profi…
    Jest jeszcze jeden punkt ogolny, jesli sedzia uzna, ze zawodnik zdobywa nielegalna przewagen ad konkurencja to dyskwalifikacja.
    I z sedzia nie nalezy w ogole dyskutowac bo tez dyskwalifikacja!
    Jak widac regulaminow nie czyta nikt z nas… Regulamin to nie Race book.
    Ps. Kilometr przed meta Julita podbiegla do mnie i mowila gdzie sie spotkamy za meta, podjechal sedzia, zakazal jej biec i zaczal jechac za mna przez 300m…

  32. Jak dla mnie to bzdura bo regulamin mówi o przyjmowaniu czegoś od osób postronnych a nie o oddawaniu im czegokolwiek (!). A gdyby Kuba wyrzucił tą kurtkę do śmietnika to byłoby OK? Totalna bzdura.

  33. nad czym się tu zastanawiać? sam napisałeś, że za takie zachowanie grozi dyskwalifikacja.
    jakie to polskie – zastanawiać się czy nie można było dać mniejszej kary i czy wszyscy podlegają takim samym zasadom.
    a nie lepiej zwyczajnie przyznać że dał ciała i tyle?
    ten cały felieton przypomina mi biadolenie nad dyskwalifikacją Legii w eliminacjach do LM.
    nie podoba się interpretacja sędziów to po cholerę jeździć na takie zawody? lepiej zorganizować sobie coś wśród znajomych i potem nie narzekać że pani sędzia jest niesprawiedliwa.

  34. Ok, rozumiem.

    W piątek, na briefingu w Budapeszcie, organizatorzy informowali nas, że w otrzymanie DSQ faktycznie zeruje licznik. Pomimo to, chip cały czas rejestruje poprawny czas. W sytuacji, gdy dostaniemy pozytywną odpowiedź na nasze odwołanie się od kary, nasze wyniki zostaną przywrócone. Wydaje mi się, że może być podobnie na całym dystansie. Na miejscu Kuby napisałbym jakiegoś maila wyjaśniającego sytuację, i liczyłbym na przychylność głównego sędziego.

  35. W sobotę (23.08.2014) startowałem w IM 70.3 w Budapeszcie. Były te same zasady. Była też reprezentacja Bahrajnu (kilkanascie osób), łącznie z synem szejka. Wraz z nimi była cała świta ochroniarzy, dziennikarzy, trenerów i wielbicieli, którzy angażowali się w poczynania swoich triathlonistów. Nawet na zdjęciach widać, jak obok zawodnika wybiegającego z wody biegnie ktoś z tej ekipy oraz jak na trasie biegowej zawodnicy są “couchowani” przez swoich ludzi. Tyle tylko, że oni mieli plakietki “all access entry”. Może zasady też zależą od wielkości wpłaconej gotówki na poczet organizacji :)?

  36. Można powiedzieć, że przepisy, regulaminy, zasady są po to aby je przestrzegać. Ja jestem zwolennikiem równych zasad dla wszystkich, nawet jeśli są one „twarde”. To też chyba element tego sportu, że trzeba być uważnym, zorganizowanym, zdyscyplinowanym … Ale…, niestety najbardziej bolą przypadki, kiedy właśnie te same przepisy są różnie interpretowane, stosowane wybiórczo i mamy wręcz wrażenie, że niesprawiedliwe. PS. Może to głupi przykład, ale wracając z Triathlon Kołobrzeg zostałem „pstryknięty” przez fotoradary w jakiś małych miejscowościach (2x), w jednej przekroczyłem prędkość o 8 km/h – 2 pkt. + 100,00 zł – wiem jakie jest wszystkich zdanie na ten temat, moje również, ale znam zasady – kara nieuchronna – moja wina. Gdzie ustawić tu granicę rozsądku ?
    Kuby nie znam, ale na pewno się podniesie, chociaż jak to mówią niesmak pozostał.

  37. Patrząc z dwóch stron na sędziów podczas KMD Copenhagen (jako startujący i jako kibic), miałem wrażenie że sędziowanie nie jest prawdziwym sędziowaniem tylko odruchem emocjonalnym i kaprysem sędziego. Przypadek który opisujesz wydaje się zupełnie abstrakcyjny w zestawieniu z tym jakiego doświadczyliśmy od pewnej Pani Sędzi, która wręcz namawiała mnie na bieg przy koledze i dopingowanie go w języku ojczystym do samej mety co starałem się robić…

  38. Lukasz, Pani sędzia poinformowała, że Kuba może dobiec do mety, ale już poza rywalizacją. Sprawdzałem po swoim starcie wyniki online i już wówczas Kuba miał wyzerowane wszystkie czasy – od pływania po bieg.

  39. summu ius, suma iniuria (szczyt prawa, szczytem bezprawia) – powiem jako stary prawnik, sama nazwa sędzia zobowiązuje – to nie maszyna, ale człowiek, który ocenia uno – czy doszło do złamania przepisów, duo – jakie przepisy karne mają zastosowanie, trio – jaką sankcję zastosować. Zapewniam, że sędzie upierdliwiec będzie mógł zdyskwalifikować dosłownie wszystkich, a takie podejście może prowadzić do absurdów typu – przeglądnijmy po wszystkie filmy znajdźmy przewinienie i zdyskwalifikujmy – to jest jakaś paranoja

  40. Właśnie dzisiaj oglądałem film z finiszu Pauli Newby Fraser w Kona w 1995 kiedy niedaleko przed metą się zatrzymała i nie była w stanie biec dalej. Ilość pomocy fizycznej jaką otrzymała była znacząca. A jednak doszła do mety i z tego co rozumiem była klasyfikowana na 4 pozycji. To co się stało w Kopenhadze jest jak dla mnie bardzo naturalnym zjawiskiem który ten sport czeka jak każde inne zjawisko społeczne na pewnym etapie rozwoju. Coraz większa konkurencja, pogoń za wynikiem za wzelką cenę i wywoływana też tym “władza sędziów”. Niestety chyba triathlon, ten zawodowy czy na zawodach, będzie zmierzał w tym samym kierunku co niedawna dyskwalifikacja Legii Warszawa za nic istotnie nie znaczące przewinienie. Ludzie tak mają. Szczytne idee na początku. Typowa rzeczywistość na końcu, czy po tej czy po tamtej stronie. To natura. Pytanie jest tylko czy da się to jakoś choć może lokalnie zatrzymać, opóźnić. Z tego punktu widzenia jednak wybierałbym nasze polskie imprezy póki co.

  41. Jak dalej potoczyły się losy Kuby? Z tego co mi wiadomo, w momencie gdy dostajemy status DSQ, możemy kontynuować nasz start, i go ukończyć . Po takich zawodach, zawsze jest możliwość odwołania się od kary sędziego, która w tym wypadku według większości z nas była znacznie nie proporcjonalna do wykroczenia.

  42. Żal mi Kuby i bezsprzecznie to co go spotkało jest absurdalne. Z drugiej strony w Berlinie byłem świadkiem jeszcze gorszej chyba sytuacji. Mimo wyraźnego ostrzeżenia na odprawie o zakazie używania “any electronic devices” poza urządzeniami pomiarowymi widziałem na trasie kilku zawodnikow z mp3, niektórych w bezczelnie wielkich, raperskich sluchawkach. Uważałem to za rażącą niesprawiedliwość, bo wówczas jeszcze niezwykle trudno biegało mi sie bez muzyki. Na mecie spotkałem jednego z nich kompletnie zalamanego. Okazało sie, ze sędziowie znacznie wczesniej zauważyli jego przewinienie i wpisali do systemu dyskwalifikacje, jednak nikt nie zdjął go z trasy. Facet męczył sie przez prawie 6h po to aby na mecie zamiast medalu dostać info o DSQ. W tej sytuacji wolałbym zostać jednak zdjęty z trasy. Niektóre zasady są idiotyczne, ale tylko nieuchronnosc kary daje szanse na przestrzeganie przepisów. Szkoda tylko, ze nawet w LV podczas MŚ obydwaj z Łukaszem byliśmy świadkami żenujących pociągów, których nikt nawet nie próbował rozbić. Niestety Zawody zawodom nierówne i nigdy nie wiadomo jak restrykcyjnie podchodzą do swojej pracy sędziowie. Kubuś jeszcze raz współczuje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here