Filmoteka triathlonisty. Obrazy, które zostają w głowie na zawsze

0

Tym razem czas na filmy przez duże F. Filmy, które – czy też są fikcją, czy prawdziwą historią – zawsze powodują, że po wyłączeniu telewizora, wychodzę chociaż na krótki trening, któremu zawsze towarzyszą w głowie niezapomniane kadry. Oto mój subiektywny wybór filmów, które są doskonałą dawką motywacji i inspiracji. Zaczynamy od klasyki.

Rocky

Wiem wiem. Boks i triathlon niewiele mają wspólnego. Nie chodzi mi jednak o tematykę sportową, ale historię człowieka, który dostał szansę od losu. Do dziś pamiętam, jak na magnetowidzie z Niemiec oglądałem kolejne części sagi o bokserze ze slumsów Philadelphii (Sylvester Stallone też mówił po niemiecku, a w górnym rogu ekranu było logo RTL). Już w podstawówce, aż do ok. 30 roku życia plakat z filmu zdobił raz moją ścianę, raz drzwi szafy i inne miejsca….a potem wprowadziła się do mnie kobieta 🙂 Muzyka autorstwa Billa Conti towarzyszy chyba sporej części biegaczy na treningach. Pamiętam, jak zafascynowany całą historią Rockiego pojechałem do Philly, aby wbiec po schodach prowadzących do muzeum i unieść ręce w geście triumfu. Warto obejrzeć ten film, nawet setny raz i nawet tylko po to, by obraz treningu połączyć z nieśmiertelnymi kompozycjami pana Conti i zespołu Survivor.

Rydwany ognia (Chariots of Fire)

Klasyk – nie tylko dla każdego biegacza. Wartość populistyczną filmu podniósł oczywiście występ Jasia Fasoli, Rowana Atkinsona, otwierający Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Film opowiada prawdziwą historię dwóch lekkoatletów, Erica Lidella i Harolda Abrahamsa (złoci medaliści z IO w Paryżu), którzy startowali na Igrzyskach w 1924 roku. Cel ten sam – zwycięstwo, ale jakże różne motywacje. Jednego motywuje Bóg i ku jego chwale biegnie. Drugi natomiast biega dla siebie, dla sławy i wiecznej chwały. Kolejny raz twórcy filmu zadbali o oprawę muzyczną. Utwór Vangelisa znany jest nie tylko tym, którzy obejrzeli Rydwany Ognia. Nie tylko sport jest propagowany w tym obrazie. Ciekawostką niech będzie fakt, że w 1995 roku w stulecie kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propaguje szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne. Zatem: dzięki Bogu za takie filmy…

 

Skrzydlaty Szkot (The Flying Scotsman)

Kolejna ekranizacja prawdziwej historii. Jej bohaterem jest szkocki kolarz, Graeme Obree, który zaczynał swoją karierę jako… kurier rowerowy. Bardzo ciekawa opowieść o tym, jak w godzinę można stać się niemalże nieśmiertelnym i zapisać złotymi zgłoskami w kartach historii kolarstwa. Dlaczego akurat w godzinę? Marzeniem bohatera jest pokonanie rekordu świata w jeździe godzinnej. Jego kreatywność zadziwi niejednego, któremu się wydaje, że jest specjalistą od rowerów. Są także wątki pozasportowe, ale wgłębienie się w tę opowieść pozostawiam Wam – musicie uwierzyć, że warto.

 

Kolarze (American Flyers)

Jeśli miałbym wybierać, czy wolę z Kevinem Kostnerem tańczyć z wilkami, czy pojeździć na rowerze, to chyba bym wybrał to drugie. Film opowiada historię dwóch braci. Jeden z nich, Marcus, namawia swojego brata do treningów i udziału w zawodach kolarskich: wyścigu przez Rocky Mountains (nie mylić z Rockym-bokserem). Treningi, nowoczesna technologia lat osiemdziesiątych, specyficzne relacje braterskie i wiele innych, niby mało znaczących detali, tworzy niepowtarzalny klimat tego obrazu. Nie ukrywam, że jest to jeden z moich ulubionych filmów o tematyce sportowej. Kto go widział, z pewnością nie zapomni obrazu rowerów, gdy uroczo odstawały różne kabelki, a scena z ucieczką przed psem nie raz chyba zdarzyła się wielu z nas.

Miłego oglądania!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here