„Przybywa nam lat, ale nie musimy czuć się staro”. Kim jest najstarsza mistrzyni świata IRONMAN?

Kiedy w latach 90. Cherie Gruenfeld wystąpiła pierwszy raz w MŚ IRONMAN, zakochała się w triathlonie. Po drodze zdobyła kilkanaście tytułów mistrzyni i zaczęła przez sport pomagać wykluczonym dzieciom. W tym roku postanowiła powrócić na Hawaje. Celem był jeszcze jeden rekord.

ZOBACZ TEŻ: Madonna Buder – 92-letnia zakonnica na mecie kolejnych zawodów!

Cherie Gruenfeld to zawodniczka, która zaczęła startować w triathlonie mając 48 lat. Jak to się stało, że w tym roku stanęła jeszcze raz na linii startu Kony, chcąc zostać nie tylko ponowną mistrzynią świata, ale też najstarszą zawodniczką, która tego dokonała?

Od badmintona przez maratony do triathlonu

Mówi, że wychowywała się jeszcze w czasach, kiedy młode kobiety nie mogły nawet brać udziału w sportach zespołowych. Jako że miała kilku braci, rywalizowała z nimi, grając na podwórku domu. Kiedy w szkole średniej nadarzyła się okazja, aby rozpocząć treningi badmintona, chętnie z tej możliwości skorzystała. Opowiadała o tym w podcaście

Jej trener już na pierwszym treningu zauważył, że Cherie ma smykałkę do gry. To zresztą było coś więcej, bo młoda zawodniczka została mistrzynią kraju w singlu i deblu, a dwa lata temu jej była szkoła Port Angeles School Atlethic doceniła ją za te sukcesy dołączając do galerii najlepszych sportowców wszech czasów.

Gruenfeld skończyła szkołę średnią i studia, ale jej sportowa historia kontynuowana była lata później. Była połowa lat 80. Amerykanka zobaczyła któregoś dnia ogłoszenie o maratonie w Los Angeles. Bieganie szybko ją zafascynowało. Następnego dnia kupiła buty biegowe i książkę… „Jak pobiec pierwszy maraton”. Nie miała żadnego doświadczenia. Kilka miesięcy później biegała ponad 20 kilometrów do domu, pracując jeszcze normalnie. Nie czekała na maraton w Los Angeles – pobiegła w jednym z innych wyścigów i poradziła sobie tak dobrze, że zakwalifikowała się do maratonu w Bostonie.

Trenowanie maratonów mogła łatwo łączyć z pracą. Była wtedy menadżerką w firmie prężnie rozwijającego się biznesu komputerowego. Często podróżowała, biegała kilka maratonów rocznie i konsekwentnie poprawiała swój czas.

Cherie Gruenfeld
fot. Cherie Gruenfeld – https://cheriegruenfeld.com

Ironman? To wygląda całkiem ciekawie!

W 1991 roku Cherie Gruenfeld wpadł w ręce jeden z miesięczników sportowych. Tak się składało, że był poświęcony Ironmanowi. Niesamowicie zafascynował ją świat triathlonu, ale nie na tyle, aby postanowiła zapisać się na zawody. Tutaj największą rolę odegrał jej mąż Lee, który od czasu do czasu wspominał, że Cherie doskonale nadawałaby się do triathlonu.

Zawodniczka wspomina, że w końcu zdecydowała się, że zacznie trenować triathlon pod Ironmana, ale pojawił się problem. Nie wyobrażała sobie treningów połączonych z pracą na jej stanowisku. Mąż odszedł akurat z dobrze płatnej pracy i próbował szczęścia jako pisarz. Odłożyła triathlonowy projekt na kilka miesięcy. Któregoś dnia jej mąż wrócił z rozmowy w wydawnictwie i położył przed nią kontrakt na książkę, mówiąc: „Weź 6 miesięcy wolnego, wystartujesz w triathlonie”.

Tak właśnie rozpoczęła się jej przygoda, która trwa do dzisiaj. Gruenfeld nie wiedziała absolutnie nic o triathlonie. Nie wiedziała nawet, że jeżeli chce wziąć udział w MŚ na Hawajach, musi najpierw wywalczyć awans. Zapisała się na IM w Kanadzie i trochę szczęśliwie wywalczyła tam slota. Okazało się, że dwie zawodniczki, które zajęły czołowe miejsca, miały już slota na Konę. Cherie nie zastanawiała się i wzięła bilet na Hawaje. Kilka miesięcy później po raz pierwszy ścigała się na pełnym dystansie Kony. Później wracała tam prawie co roku.

Ironman jest dla mnie czymś perfekcyjnym. To po prostu wielkie wyzwanie. Właściwie co roku to wyzwanie jest większe, bo przybywa ci lat. Każdy wyścig, który robisz jest inny. Rywale, pogoda, trasa. Nigdy tym się nie nudzisz – mówi.

„Ona nigdy nie wróci do pracy”

Mąż Cherie, który jej kibicował, przewidział po pierwszych MŚ, że jego żona nie powróci już do normalnej pracy na pełen etat. Tak właśnie się stało, a zawodniczka właściwie co roku pojawiała się na Hawajach. W swoim pierwszym występie zajęła 9. miejsce, rok później 6. miejsce, a podczas trzeciej wizyty wygrała swoją grupę wiekową. Od 2003 roku mistrzynią zostawała jeszcze kilka razy.

W 2015 roku Gruenfeld ostatni raz pojawiła się w Konie, aby wziąć udział w wyścigu. Wtedy myślała, że będzie to jej ostatni start. Chciała, aby to był wyścig, który zapamięta na zawsze. Odrobiła wtedy sporą przewagę do Natalie Grabow, pobiła rekord trasy w grupie 70-74, a Mark Allen opisał jej historią jako jedną z 40 najbardziej inspirujących związanych z Koną. Cherie nie chciała już więcej startować na pełnym dystansie, bo w wieku ponad 70 lat trenowanie w wysokiej temperaturze było dla niej bardzo dużym wysiłkiem. Do 2015 roku ścigała się na Konie 22 razy i 13 razy wygrywała tytuł mistrzyni świata AG.

Jeszcze jeden rekord

Gruenfeld zarzeka się, że wcale nie planowała powrotu na hawajskie trasy. Zauważyła jednak, że istnieje jeszcze jeden rekord, który mogłaby poprawić – chciała poprawić rekord trasy w grupie 75-79.

Cherie nie udało się jednak wrócić wtedy na Hawaje. Na kilka miesięcy przed zawodami odkryto u niej dwa nowotwory. Jeden był skutkiem kontuzji rowerowej z przeszłości. We wrześniu 2019 roku przeszła dwie operacje, później czekało ją jeszcze 5 tygodni naświetlań. Marzenia o rekordzie musiała odłożyć.

W 2020 roku Konę odwołano, bo na świecie szalała pandemia. Tak samo było z edycją w 2021 roku. Gruenfeld zaczęła zastanawiać się, czy powinna faktycznie wystartować w tegorocznej edycji.

– W momencie, kiedy ten wyścig powrócił, ja miałam już 78 lat. Bardzo mocno zmagałam się z całą ideą. Dla mnie różnica pomiędzy tym, kiedy miałam 75 a 78 lat, okazała się bardzo duża. Pomyślałam wtedy jednak, że już muszę to dokończyć. Włożyłam wszystkie siły w trening, ale to było znacznie cięższe niż kiedykolwiek wcześniej – mówi.

Gruenfeld nie myślała już zresztą wtedy o rekordzie. To miał być tym razem prawdziwie pożegnalny wyścig. Chciała zdobyć jeszcze jedno mistrzostwo. Wyszła z wody po około 90 minutach. To był lepszy czas, niż planowała.

Liderka jej AG zwalniała, aby później całkowicie się wycofać. Inna z zawodniczek również wycofała się z rywalizacji. Ostatnią rywalką była wspomniana Natalie Grabow. Gruenfeld powiększała jednak przewagę nad tą zawodniczką i wydawało się, że powalczy nawet o wspomniany rekord trasy, który w tej grupie wynosił 15 godzin i 54 minuty, a należy do siostry Madonny Bruder.

Cherie Gruenfeld
fot. Taya Gray – Desert Sun desertsun.com

Jej mąż wspomina, że zauważył wtedy, że Cherie zaczęła biec znacznie wolniej. Sama zawodniczka wspomina, że około 25 km pojawił się spory ból pleców, który dał jej mocno popalić. Bieg był dla niej ogromnym wysiłkiem. Dodajmy, że w całej swojej karierze miała tylko jedno DNF i to w 1995 roku. O poddaniu się nie było mowy, chociaż ostatnie kilometry „wyglądały trochę jak czołganie się”.

Cherie dotarła na metę w czasie 16 godzin i 20 minut. Po finiszu uściskała ją nowa mistrzyni świata Chelsea Sodaro oraz Mark Allen. Została najstarszą mistrzynią świata IRONMAN!

Najważniejsi młodzi kibice

We wspomnieniach dla Newsweeka Gruenfeld pisze, że najważniejszą informacją było dla niej to, że kilka tysięcy kilometrów dalej w Kalifornii, jej poczynania śledziła specjalna grupa kibiców – dzieci z jej fundacji Exceeding Expectations.

Amerykanka stworzyła fundację w 2001 roku. Chciała pomagać wtedy zagrożonym, biednym dzieciom w kierowaniu życia na „pozytywne tory” właśnie za pomocą triathlonu. Chodziło między innymi o planowanie, dyscyplinę i pomoc w planowaniu celów życiowych.

Cherie Gruenfeld
fot. Cherie Gruenfeld https://www.eefoundation.org/

Zawodniczka wspomina, że wtedy mało kto spodziewał się, że jej program odniesie sukces. Dzisiaj, po dwudziestu latach, może jednak z dumą powiedzieć, że cały projekt jest udany. Pośród pierwszych uczestników prawie wszyscy znaleźli się na studiach. Inni rozpoczęli kariery w wojsku, a niektórzy kończyli uniwersytety z tytułami magistrów. Zrobiła to wszystko dzięki prywatnej pomocy, która pochodziła często od triathlonistów.

Dzisiaj zawodniczka zarzeka się, że był już naprawdę ostatni start w Konie. Czy zamierza zrezygnować z triathlonu i przejść na zasłużoną sportową emeryturę? Absolutnie nie. Mówi, że chce dalej startować, ale na dystansie 70.3 lub krótszym i będzie pojawiała się na linii startu, dopóki starczy jej sił.

Oczywiście pojawiło się pytanie: czy nie chcesz powrócić w przyszłym roku i się zrehabilitować. Odpowiedź brzmi: nie. To był naprawdę mój ostatni wyścig i wcale nie jestem z niego niezadowolona – mówi.

W 2019 roku Cherie Gruenfield została członkinią galerii sław USA Triathlon. Wydała także książkę „Becoming an Ironman”.

Rabbit2
Rabbit2
Redaktor.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

16,202FaniLubię
1,217ObserwującyObserwuj
318SubskrybującySubskrybuj

Najpopularniejsze