Jaskinia, trenażer i mental. Lucy Charles-Barclay o sposobie na wygraną w Konie

Przed tegorocznymi mistrzostwami świata Lucy-Charles Barclay zdecydowała się na sporą zmianę. Tym razem wybrała trening głównie w swojej jaskini zamiast kolejnych obozów. Zawodniczka mówi, że było to kluczem do sukcesu.

ZOBACZ TEŻ: 75 lat i mistrzostwo świata IRONMAN? Marek Musiał: „Triathlon odmładza!”

Co było kluczem do zwycięstwa w Konie? Lucy-Charles Barclay mówi, że w końcu odkryła sposób na triumf w mistrzostwach świata. Przed wielką imprezą zdecydowała się na kompletnie inne podejście do treningu, które zaowocowało największym sukcesem w karierze.

Jaskinia zamiast obozu

W poprzednich latach Lucy Charles-Barclay była wielokrotnie blisko zdobycia tytułu mistrzyni świata. Za każdym razem trochę brakowało i w jej kolekcji znalazły się cztery srebrne medale. W nowym vlogu zawodniczka mówi, że zwykle wybierała się na obozy, a tuż przed zawodami trenowała w domu. Teraz zrobiła znacznie dłuższy blok treningowy w Anglii.

W tym roku spędziłam sporo czasu poza domem. Pojawiły się kontuzje. Uznaliśmy, że bazą na ostatnie 6 tygodni będzie nasz dom. Miałam tutaj pod ręką fizjo, z którym mogłam od razu porozmawiać i go wezwać. Własny dom i obecność moich piesków miała również ogromne znaczenie. Wiedziałam już, że taki trening domowy pasuje mi najbardziej. Trasa w Konie nie jest specjalnie techniczna, a więc mogłam trenować w jaskini. To się naprawdę opłaciło.

Zawodniczka mówi, że tylko małą część treningów wykonywała poza domem. Pływała w Londynie, a na rowerze jeździła na zewnątrz tylko dwa razy, ze względu na to, że pogoda w Wielkiej Brytanii nie jest szczególnie sprzyjająca.

Stwierdziłam, że treningi w jaskini mogę zdecydowanie bardziej kontrolować. Przykładowo mogliśmy zwiększyć temperaturę i wilgotność. Nie ma tutaj wolnej jazdy, wszystko jest na pełnej koncentracji. Nie musisz się zatrzymywać na światłach. Dlatego to zrobiliśmy. Jak widać, opłaciło się.

Zawodniczka mówi, że łącznie spędziła 85 godzin na treningach Zwift (rower i biegi), chociaż dodaje, że nie wszystkie robiła z pomocą aplikacji. Taki typ treningu był swoistym powrotem do jej zawodowych początków, gdzie też trenowała w domu. Londyn jest miastem z ogromnym ruchem samochodowym, a więc było to bezpieczne rozwiązanie.

Oczywiście musieliśmy też zrobić bloki z treningiem na zewnątrz, bo nie mam żadnej przeszłości rowerowej. Musiałam trochę odświeżyć niektóre umiejętności: trzymanie kierownicy, zjazdy, trochę kwestii technicznych – zaznacza.

Mental z czasów pływania

Charles-Barclay specjalizowała się w przeszłości w pływaniu i w tej dyscyplinie odnosiła sukcesy. Zawodniczka mówi, że właśnie w ten sposób poprawiła swój mental.

Spędzasz 20 godzin tygodniowo, będąc we własnej głowie. Mówisz sobie „mogę to zrobić” i „to trudne, ale dzięki temu będziesz twarda”. Dlatego trening w domu tak dobrze działa w moim przypadku. Oczywiście element społecznościowy Zwifta też ma znaczenie, ale to ten sam trening mentalny jak w pływaniu.

Zawodniczka mówi, że stała się też specjalistką w odpowiednim wizualizowaniu trasy. Świetnie pamięta też trasę w Konie.

Ścigałam się tam tyle razy, że praktycznie wiem, co w danym momencie sobie powiem. W ten sposób wizualizacja w danym momencie, w momencie trudności, jest znacznie prostsza. Wiesz, że te godziny spędzone w twojej jaskini bólu opłacą się, kiedy będziesz się ścigać – mówi.

Grzegorz Banaś
Grzegorz Banaś
Redaktor. Lubi Lionela Sandersa i nowinki technologiczne. Opisuje ciekawe triathlonowe historie, bo uważa, że triathlon jest wyjątkowo inspirującym sportem, który można uprawiać w każdym wieku. Fan dobrej kawy i książek Jamesa S.A. Corey'a.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

18,455FaniLubię
2,469ObserwującyObserwuj
442SubskrybującySubskrybuj

Polecane