Marek Jaskółka na trasie Ironman South Africa – relacja

Kiedy rozpoczyna się Ironman? Wiadomo, same zawody rozpoczynają się wraz z gwizdkiem sędziego i wtedy wszyscy pędem wbiegają do wody. Jednak w zależności od miejsca, gdzie odbywają się zawody, już sama podróż może przypominać Ironmana.

 

Marek Jaskółka wybrał na swój pierwszy Ironman (i swoje pierwsze zawody!) wyścig w Republice Południowej Afryki, które odbyły się w pierwszą niedzielę kwietnia w Port Elisabeth. Wcale nie jest tak prosto dostać się do Afryki Południowej, kiedy jeszcze parę dni wcześniej pracowało się w Australii. Plan podroży był mocno napięty: 35-cio godzinny lot z Australii do Niemiec-nocleg-lot z Niemiec do Hiszpanii-nocleg-likwidacja mieszkania w Hiszpanii-30-sto godzinny lot z Barcelony do Port Elisabeth. Sporym wyzwaniem dla Marka było przebyć te wszystkie loty bez uszczerbku na zdrowiu oraz formie. Dzięki metodom zapobiegawczym (takim jak skarpety kompresyjne, ochrona przed klimatyzacja itp.) udało się!

 

Port Elisabeth jest malowniczo położoną miejscowością nad wybrzeżem Południowej Afryki. W dzień zawodów było zaskakująco gorąco, jak na tę porę roku (w Afryce teraz jest właściwie jesień) i niestety wiał dość silny wiatr ze wschodu, który jest tutaj pieszczotliwie nazywany przez miejscowych „beasterly-easterly“. Jaki to był potwór, to się miało dopiero okazać podczas zawodów. Na szczęście przynajmniej wilgotność powietrza była dość niska. Woda w Oceanie Indyjskim jest stosunkowo chłodna i nie przekracza 20 stopni, dlatego pływanie odbyło się w piance. Początkowo Marek był trochę przejęty obecnością rekina białego w tutejszych wodach. Jednak miejscowi go „uspokoili”, że ten gatunek żeruje tylko przy malej wyspie położonej trzy kilometry od startu, zamieszkałej przez foki. Ale Marek na wszelki wypadek i tak stwierdził, ze według powiedzenia „ostatnich gryza rekiny“ lepiej szybko popłynąć.

 

Następna niespodzianka czekała na niego w strefie zmian. Mianowicie okazało się ze box obok Marka roweru jest zajęty przez księcia Bahrainu. Marek był w najlepszym towarzystwie, wszak nie zawsze ma się zaszczyt startować razem z arystokracją! Właśnie ten książę zaprosił trzy tygodnie temu samego Jana Frodeno do siebie, ponieważ szukał kogoś do „towarzystwa“ do pływania w Bahrainie. Frodeno opowiadał, że książę wykupił mu pół samolotu, by on wraz z żoną mógł spokojnie dolecieć na miejsce.

 

Dzień zawodów rozpoczął się wcześnie, bardzo wcześnie. Budzik zadzwonił krótko po czwartej. Szybkie śniadanko i już parę minut później byliśmy na plaży. Zawody były dość dobrze obsadzone. Na starcie stanęli m.in. Nils Frommhold (zwycięzca Ironman Arizona 2012 r). Faris Al Sultan (Mistrz Świata z Kona w 2005 r), Roni Schildtknecht (wielokrotny zwycięzca Ironman Zürich), Pedro Gomes z Portugalii (zwycięzca Ironman Calma w 2013 r.), oraz Bertrand Billard (Mistrz Świata ITU 2013r. na długim dystansie). Punkt 6:30, jeszcze przed wschodem słońca, elita wbiegła do wody. Niecałe 50 minut później Frommhold wybiegł z wody jako pierwszy. Marek wybiega w drugiej grupie na szóstej pozycji. Ponoć płynął od strony plaży, by być jak najdalej od rekinów, które podobno chętniej atakują od strony morza 😉

 

SAM 5142Profil trasy rowerowej był dość pagórkowaty. Trasa była kręta, a na odsłoniętych odcinkach zawodnikom doskwierał wiatr. Warto dodać, że szosy w RPA niestety nie były najlepszej jakości. Marek pierwszą pętlę (90km) jechał w „drugiej grupie“, około pięć minut za „pierwszą grupa“ (oczywiście zawody były non-drafting. Pojęcie „grupa“ oznacza tutaj pierwszych trzech zawodników jadących jeden za drugim, po czym była kilkuminutowa przerwa zanim pokazali się następni zawodnicy), przed którą z kolei uciekał Frommhold dominujący na trasie rowerowej. Trudne warunki trasy, zbyt szybkie tempo od samego początku oraz niedobór węglowodanów, dały się Markowi jednak szybko we znaki. W związku z tym był zmuszony radykalnie zwolnic na drugiej pętli i odpuścić grupę, w której się znajdował. Ponieważ dość szybko wyczerpały mu się wszystkie żelki, poprosił nawet innego zawodnika o odżywki.

 

Na dodatek od wschodniej strony wiał tak silny wiatr, ze niektórzy zawodnicy przystawali i pchali swój rower. Przy tak niedogodnych warunkach niejeden triatlonista zadawał sobie pytanie, jaki jest sens rozgrywania takich zawodów. Pewnie wielu triathlonistów zna to uczucie podczas zawodów, kiedy pojawia się myśl o poddaniu się i odpuszczeniu zawodów. W zawodach w RPA kilku zawodników z elity zakończyło zawody już po pierwszej pętli rowerowej właśnie ze względu na tak niedogodne warunki, chcąc zaoszczędzić siły na dalsze zawody. Jak się później dowiedzieliśmy, podczas niedzielnych zawodów panowały najtrudniejsze warunki od początków rozgrywania zawodów Ironman South Africa – czyli od dziesięciu lat. Markowi jednak cos w głębi serca podpowiadało, by walczyć dalej (bardzo mu zależało na punktach do kwalifikacji na Ironmana Hawaje). Już do końca trasy jechał sam, tracąc sporo minut do czołówki. Z roweru pierwszy oczywiście zszedł Fromhold. Parę minut później do strefy zmian dotarł Kyle Buckingham z Poludniowej Afryki (zeszłoroczny Mistrz Świata na Hawaiach wśród age gruperow, który teraz przeszedł do elity) Al Sultan oraz Bas z Holandii.

 

SAM 5204Na trasę biegową Marek ruszył na trzynastej pozycji, tracąc około pół godziny do Frommholda. Już od południa robiło się dość upalnie i mimo wiatru, zawodnicy musieli się regularnie polewać wodą, by schłodzić organizm. Podczas biegu Marek czuł się z kolei stosunkowo dobrze i udało mu się nadrobić parę pozycji. Jako pierwszy linię mety wyścigu przekroczył Fromhold z dużą przewagą nad pozostałymi zawodnikami. Parę minut później na metę dotarł Bugkingham, pokonując Al Sultana, co było prawdziwą niespodzianką. Marek dotarł do mety po morderczych dziewięciu godzinach, na siódmym miejscu.

 

Dzięki startowi w Port Elizabeth Marek zdobył 405 punktów do rankingu na Mistrzostwa Świata na Hawajach (dla porównania: zwycięstwo w przeciętnych zawodach 70.3 przynosi 500 punktów). Te dodatkowe punkty powinny wystarczyć, by Marek pozostał na liście Ironmana w Kona. Obecnie Marek ma 3045 punktów i dzisiaj zajmuje 23. pozycję w rankingu. Jednak wcale nie jest zadowolony z siódmego miejsca oraz z przebiegu zawodów. Już podczas roweru analizował sytuację, czemu mu zabrakło mu sił i nie mógł sobie poradzić z trudnymi warunkami na trasie. Prawdopodobnie zbyt szybko się wykończył energetycznie i nie miał ze sobą wystarczającej ilości żelków lub batonów. Jednak najważniejsze jest to, by wyciągnąć właściwe wnioski i zapobiec takim kryzysom w następnych startach.

 

Na koniec warto dodać, ze organizacja zawodów Ironman w Port Elizabeth pozostawiała wiele do życzenia. Brakowało stacji odżywczych na trasie rowerowej oraz podczas biegania, a gąbek do schładzania się wodą nie było wcale.

 

Teraz jednak zaczyna się dla nas tydzień wakacji i zobaczymy, czy uda nam się nurkować z rekinami 🙂

 

Serdecznie pozdrawiamy z Port Elizabeth,

Ela i Marek

Poprzedni artykułALE – energia dla aktywnych
Następny artykułBike Fitting

Powiązane Artykuły

5 KOMENTARZE

  1. Zapomnial bym dodac: Gratulacje dla Pana Marka, bardzo dobry wynik na jednych z najciezszych zawodach w jakich uczestniczylismy. Niestety moj mozg nie pracowal na biegu nie bylem w stanie przypomniec sobie imienia i dopingowalem krzyczac: dawaj Jacek, dawaj 🙂
    Do zobaczenia w Kona!
    Ala i Rafal

  2. Alicja i Rafal Medak tez startowali w SA w kategoriach 40-44. Alicja skonczyla na podium zajmujac 3-cie mielsce przesuwajac sie z 6go po roweze i po raz 4ty zakwalifikowala sie do Kona. Rafal tez byl 6-ty po rowerze ale niestety mial problemy zaladkowe w trakcie biegu i nie byl w stanie powtorzyc udanego startu z 2013.

    Jezeli chodzi o organizacje to niestety nie moge sie zgodzic z powyzszym komentarzem. Byl to moj 17 Ironman i poza IM Kona krore sa prawie perfekcyjne, zawody w PE byly zorganizowane nie gorzej niz w Europie. Jezeli chodzi o kibicow to sa to jedne z najlepszych na swiecie. Stacje zywieniowe byly na rowerze co ok. 20km i byly oznaczone na mapie trasy i opisane w Athlete Guide. Na biegu stacje byly co 2km i gabki nasaczone zimna woda byly, z tego co pamietam chyba na wiekszosci stacji. A jezeli chodzi o rekiny to sa w okoliczach chociaz miejscowi potwierdzili ze w okolicach trasy raczej sie nie pokazuja. Wiatr byl silny ale nie gorszy niz w Kona w 2013 i w PE zawsze wieje. PE nazywaja w SA wietrznym miastem – 'windy city’ a z jakascia niektorych odcinkow trasy rowerowej to sie zgadzam.

    Jezeli ktos ma pytania nt dolotu czy kosztow pobytu to prosze o kontakt emailowy: [email protected]

  3. Gratulacje pomimo tego nie dosytu, ważne, że ukończony i kolejne pkt do klasyfikacji lecą. Martwi mnie tylko ten opis samych zawodów, ponieważ zastanawiałem się nad startem w tych zawodach w przyszłym roku. Mógłbym prosić o więcej info na priv ? Generalnie jak z noclegiem, lotem, wyżywieniem – jakie to są mniej więcej koszta itp.

  4. Wspaniała relacja… luźno i z humorem. Zapowiada się że Marek się pokaże w Kona z dobrej strony … Nie ma to jak wakacje po zawodach… Ja mam zamiar dokonać podobnie po Gdynii… Nie ma to jak nagroda po dobrze wykonanej robocie

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Śledź nas

12,869FaniLubię
558ObserwującyObserwuj
0SubskrybującySubskrybuj

Kalendarz

Brak wydarzeń

Najpopularniejsze

X
X