Nieprzeciętny Anglik, który mówi, to co myśli. Joe Skipper pisze własną historię

Jest wyróżniającym się zawodnikiem obecnego sezonu, chociaż kilka lat temu zastanawiał się, czy poradzi sobie bez sponsorów i chciał zrezygnować z występów. Jak to się stało, że Joe Skipper przetrwał cięższe czasy, a dzisiaj jest również jednym z ulubionych zawodników?

ZOBACZ TEŻ: Ranking PTO. Skipper i Kanute z prezentami gwiazdkowymi?

Wygrana podczas IM Walia. Wysokie, 5. miejsce na MŚ w Konie. Później także wygrana podczas IM Arizona, a to tylko kilka z bogatej listy sukcesów Joe Skippera. Jak to się stało, że Anglik jest dzisiaj jednym z najlepszych zawodników na świecie?

Skipper, podobnie jak wielu zawodników miał sportową przeszłość. Będąc dzieckiem, biegał i pływał, ale te dyscypliny poszły w kąt, kiedy zainteresował się piłką nożną, co wydaje się naturalnym wyborem dla kogoś, kto pochodzi z Norwich. Talentu do gry jednak nie miał i powróciło zamiłowanie do dyscyplin, które są składowymi triathlonu.

W swoich pierwszych zawodach Joe wystąpił jednak nie dlatego, że uważał się za świetnego pływaka i biegacza – wręcz odwrotnie. Kiedy w 2010 roku zapisał się na dystans 1/2 IM miał doskonałe wyniki w wyścigach rowerowych. Pierwszy start w tri spodobał mu się tak bardzo, że postanowił zapisać się do lokalnego klubu – Manchester Tri Club. Wiedział, że spotka tam wielu zawodników lepszych od siebie, którzy motywowali go będą do lepszych występów.

Szybka droga do PRO

W 2011 roku Skipper wygrał brytyjskie mistrzostwa dla amatorów. Lucy Gossage przekonała go, aby zaczął ścigać się w grupie profesjonalistów. Skipper miał wtedy 22 lata i sytuacja finansowa nie pozwalała na to, aby mógł opłacić wpisowe. Świetna zawodniczka zaoferowała jednak pomoc. Opłacała mu wpisowe i zaoferowała też darmowe pakiet na niektóre wyścigi. Decyzja mogła być tylko jedna – Joe szybko przeszedł na zawodowe ściganie.

Anglik we wspomnieniach na swojej stronie przyznaje, że początki w zawodowym triathlonie nie był łatwe. Znalazł najtańsze mieszkanie za 50 funtów tygodniowo, a dwie lokalne firmy postanowiły wspomagać go, opłacając mu dojazdy na zawody. Młody zawodnik musiał zamieszkać wtedy w dość nieciekawej dzielnicy Manchesteru.

Żyłem na Moss Side. To była nieciekawa okolica, ale tam było tanio. Ktoś okradł nas w nocy, co mnie zaskoczyło. Myślałem, że są łatwiejsze cele. Wymyśliłem wtedy, że gdybym przeprowadził się bliżej basenu, sporo bym na tym zyskał, a gdybym znalazł tańsze mieszkanie, mógłbym pracować mniej w sklepie triathlonowym, mając więcej czasu na treningi – wspomina.

Dzisiaj mówi, że te 2.000 funtów uratowały jego karierę. Wewnętrzna presja była też wtedy bardzo dużym problemem. Część jego rówieśników zaczynała wtedy dobrze płatne prace, a on miał problemy finansowe i zastanawiał się, czy wcześniej dokonał dobrych wyborów.

Motywację do dalszej pracy i występów Skipper przypisuje swojej rodzinie. Jego tata i mama zawsze go wspierali, co przydawało się w momentach, kiedy wątpił, czy wybrał dobrą drogę.

Wygrywanie pieniędzy jest naprawdę ciężkie. Posiadanie rodziny, która wspiera, na pewno w tym pomaga. Mama i tata zawsze mniej wspierali i zachęcali do dalszej pracy. Mentalnie najcięższy moment był na starcie kariery, kiedy próbujesz się przebić. Zastanawiasz się: „Czy ja tutaj przypadkiem nie marnuję czasu?„.

Joe Skipper
fot. Joe Skipper IG: https://www.instagram.com/notanotheraveragejoe/

Wzloty i upadki

Skipper wspomina, że poprawiły się jego wyniki, zyskał też trochę funduszy. Kolejny sezon jednak nie rozpoczął się szczególnie dobrze. Podczas IM Lanzarote zaliczył bardzo słaby rower, co było efektem kiepskiego samopoczucia. Porażka w tych zawodach wpłynęła na niego tak mocno, że postanowił porozmawiać z Paulem Evansem, zwycięzcą Chicago Marathon, który zaczął biegać, mając 26 lat. To właśnie ten zawodnik zmotywował Joe, aby trenował jeszcze mocniej.

Wkrótce wyniki Anglika  się poprawiły. Zajął 2. miejsce podczas IRONMAN UK, później wygrał zawody w Weymouth, a w Barcelonie uplasował się na 6. miejscu. Kolejny sezon miał być jego wersją amerykańskiego snu. Skipper udał się do Teksasu, aby wystartować w zawodach IM. Znów pojawiły się problemy finansowe. Pomogli rodzice, ale zawodnik przyznaje, że był wtedy kolejny raz bliski rezygnacji ze sportu. Zaczął nawet rozglądać się za potencjalnymi zajęciami.

Szczęśliwie wszystko ułożyło się podczas głównego wyścigu, chociaż była to chyba jedna z najcięższych rzeczy, przez które kiedykolwiek przeszedłem. Zająłem 2. miejsce, osiągając też rekord roweru na trasie, a wtedy był to 3. najszybszy rowerowy split w historii. W ten sposób stałem się 6. najszybszym brytyjskim Ironmanem w historii – wspomina.

Składniki sukcesu

Joe podkreśla, że jedną z jego oczywistych odpowiedzi na porażki były zawsze jeszcze cięższe treningi, aby rywale nie mogli go pokonać. W tym właśnie ujawnia się jego mentalność zwycięzcy. Mówi, że triathlon jest pracą. Zwykle nie można zadzwonić do szefa i powiedzieć, że jest się chorym.

Trenowali ze mną ludzie, którzy pojawiali się na jednej, dwóch, może trzech sesjach, a później rezygnowali i nie widziałeś ich przez dwa lub trzy miesiące. Spośród może 30 do 40 osób, z którymi trenowałem w Norwich, chyba żadna nie została na dłużej. Wszystkim brakowało regularności. Ta regularność jest kluczowa i to najcięższy element. Musisz mieć na to inne spojrzenie. Chcesz wygrywać wyścigi, czy chcesz być przeciętniakiem?

Joe przyznaje, że kiedy ściga się z innymi, lubi rywalizację jeden na jednego z najbliższymi przeciwnikami. Po zawodach nie zastanawia się jednak, czemu ich wyprzedził i nie rozmyśla za dużo o tym, co się działo. Stara się raczej patrzyć w przyszłość i wtedy zastanawia się, co może zrobić i poprawić, aby jego wynik był lepszy. Tutaj wchodzi element analizy.

Próbuję po prostu pokonać innych zawodników. To główny cel. Przyglądam się rywalom. Wiem, kto jest moim głównym rywalem i jakie są ich dobre i gorsze strony. Patrzę głównie na to, jak biegają, to wpłynie na moje podejście do wyścigu. Kiedy mam pewność, że pokonam ich w tym elemencie, nie muszą martwić się uzyskiwaniem przewagi podczas biegu. Gdy wiem, że biegają lepiej, staram się popracować mocniej na rowerze – mówi.

Wiele o mentalności Skipper mówi też jedna z wypowiedzi w materiale przygotowanym przez Eurosport przed Collins Cup. Anglik wspomina, że przegrał wyścig IM Szwajcaria przez słabszy bieg. Był mocno zawiedziony, ale postanowił, że zapisze się na kolejne zawody, do których będzie jeszcze mocniej trenował.

Przez następne 10 dni po powrocie bardzo mocno trenowałem. Nie chciałem, aby ktoś znowu mnie pokonał. Odliczałem dni. Dziesięć, dziewięć, osiem. Kiedy na liczniku było, byłem niesamowicie zadowolony z tego, co zrobiłem. Wygrałem kolejne zawody.

Joe Skipper

Najlepszy zawodnik, który sam siebie trenuje?

Czy Joe Skipper jest jednym z najlepszych, a może najlepszym sportowcem, który trenuje samemu? Takie pytanie zadał jeden z użytkowników forum SlowTwitch. Faktycznie, ciężko znaleźć drugiego triathlonistę, który ma tak dobre wyniki, a nie trenuje pod okiem innego profesjonalisty.

Wyniki potwierdzają, że jest to dobra droga. W poprzednich latach Anglik wygrywał między innymi IRONMAN UK, IM Chattanoga, zajmował czołowe miejsca w wielu innych wyścigach. Co ciekawe, jeszcze kilka miesięcy temu nie wiedział nawet, czy wystartuje podczas MŚ w Konie. W swoim vlogu po raz kolejny potwierdził pragmatyczne podejście do triathlonu.

Oczywiście jest to najbardziej prestiżowy wyścigu roku, ale ten cały koszt jest naprawdę wielki. Jeżeli chcesz tam jeszcze udać się nieco wcześniej, inwestujesz naprawdę dużo, a potencjalna nagroda jest mała w porównaniu z innymi wyścigami – mówił.

Wcześniej Anglik zajął 1. miejsce podczas IRONMAN Wales. Jego start na Konie również był niezły, bo zajął 5. miejsce, chociaż sam zawodnik nie był zadowolony z tego wyniku. Przyznał, że po wyścigu czuł mieszane emocje, bo jego czas, który był 6. w historii MŚ, nie starczył nawet na pozycję medalową.

Końcówka sezonu jest dla Skippera bardzo udana. Po swojej wygranej w Arizonie awansował na 8. miejsce w klasyfikacji PTO. Dzięki zastrzykowi gotówki i sponsorom, którzy coraz chętniej go wspierają, będzie zapewne z większym spokojem patrzył w przyszłość.

Joe Skipper

Nie gryzie się w język

Wyniki Skippera nie są jedynym powodem, dzięki któremu będzie przez wielu fanów wybrany „najlepszym zawodnikiem 2022 roku”. Anglik nigdy nie boi się mówić szczerze, o tym, co myśli, czy to w podcaście Triathlon Mockery, który współtworzy z Tomem Oosterdijkiem, czy w mediach społecznościowych, kiedy jakaś sytuacja prosi się o komentarz.

Tak było w przypadku dwóch dużych imprez IRONMAN w ostatnim czasie. Skipper najpierw skrytykował organizację MŚ na Hawajach, mówiąc, że przed grupą prowadzących zawodników jechało kilka motocykli, co zdecydowanie pomagało. Zarzucił zresztą kolegom z branży, że zdecydowanie za rzadko komentują to, co dzieje się na zawodach, a co można by było zmienić.

Drugim przykładem jest niedawna sytuacja z Samem Longiem. Amerykanin otrzymał karę 5 minut podczas MŚ 70.3, co spotkało się z mocną odpowiedzią Joe. Apelował o to, aby IRONMAN nagrywał kary, które przyznają sędziowie i proponował nawet stworzenie komisji, przed którą zawodnik mógłby się odwołać. Zasugerował też zwiększenie do 20 metrów strefy draftu, a ogólne przesłanie było takie, że „nie może zdarzyć się sytuacja, że jedna decyzja sędziowska wpływa na cały sezon”.

„Bohater”, „najbardziej regularny triathlonista pełnego dystansu”, „jeden z najlepszych”, „zwierzę” – takie opinie może  w ostatnim czasie przeczytać Joe Skipper.

Nigdy nie wspierała mnie żadna państwowa instytucja. Nie zaprzątam sobie głowy masażami i żadną współpracą z fizjoterapeutą, bo nie mam na to pieniędzy, Sam siebie trenuję, bo to nic nie kosztuje. To, co mam, to naprawdę wiele wsparcie od rodziny i przyjaciół, a także ich wiara to, że mogę walczyć w wielkich wyścigach – pisał na swojej stronie. Jak mu nie kibicować?

Rabbit2
Rabbit2
Redaktor.

Powiązane Artykuły

Śledź nas

16,202FaniLubię
1,217ObserwującyObserwuj
318SubskrybującySubskrybuj

Najpopularniejsze