Okiem żony.

38
Budzik

Mam w domu triathlonistę. Hurrra!!! Pozazdrościć. Aby opisać swą niezmierzoną radość z okazji posiadania takowego w postaci męża chcę – ku przestrodze – przedstawić wszystkie zalety takiego egzemplarza.

 

 Budzik       


Zwykły dzień.

5-6 rano. Dzwoni budzik. Mój heros postanowił, jak często zwykle – zrobić trening poranny przed pracą. No więc wyłączam ten budzik. I wstaję, bo ponownie zasnąć nie mogę, a mąż przewraca się na drugi bok mówiąc, że wczoraj trening był ciężki i może wstanie godzinkę później. I tak co dzień.  

 

Lodówka.

Zazwyczaj kilogram piersi z kury wystarcza na 2 obiady dla 5 osobowej rodziny. Z kilograma pomidorów i ogórków można zrobić michę sałatki. Ale nie! Człowiek z żelaza kilogram kurczaka i kilogram zieleniny wciąga na dwa posiłki. Podobnie jak niezmierzoną ilość mleka, serów, jaj i wszelkiego innego najdroższego żarcia. Ale do lodówki to już musi włożyć biedna żona, która obudzona porannym budzikiem grzecznie bieży do sklepu.

 

Jedzenie

 

Pieniądze.

Przecież on nic nie wydaje. Ale tu pompka, tam bidon, tu jakiś uchwyt, tam bojka, jakieś skarpetki do kolekcji, okularki, bo stare już passe, łańcuch drugi, bo 50% taniej było. I na grilla, bo to po pływaniu w jeziorze trzeba białko uzupełnić, a to książka, a to karnet na spinning. I jakby kotletów było mało, to jeszcze jakieś prochy, że to niby izotonik i czyste białko, i „prawie” jak za darmo. No ale on przecież nie wydaje, bo mógłby gorzałę chłeptać i papierosy palić. Chyba wyszłoby taniej.

 

Plan treningowy.

Rodzina na pierwszy miejscu…pod warunkiem oczywiście, że wpasuje się pomiędzy pracę a treningi. Czyli czas dla rodziny to okno pomiędzy 23:00 a 5:00 rano. Pod warunkiem , że nie przegląda jakiejś „Akademii Triathlonu” na komputerze, szukając sobie podobnych świrów i dzieląc się spostrzeżeniami w slangu zrozumiałym tylko dla fok i reniferów. No i innych „egzemplarzy”.

 

Trening.

No jak już musi, to niech jedzie. Tylko jak już przepedałuje tą „setkę po obiedzie”, to niech się położy spać, jak porządny chłop i da mnie i dzieciom spokój. Ale nie. Przecież my pałamy rządzą usłyszenia każdego szczegółu przebiegu treningu, kadencji, przewyższeń, okresu jazdy aero, na progu, poniżej progu, powyżej progu i co tam jeszcze.

 

Rower.

Chciałabym, aby poświęcał mi tyle czasu, co rowerowi. I żeby się mną zajmował z taką pieczołowitością, jak łańcuchami, przerzutkami itp. Marzenie ściętej głowy. A może by się tak za rower przebrać?

 

Garnitur.

No wiadomo – managerowi garnitur potrzebny. Ale dla niego w garniturze najważniejsze jest, jaka wkładka, czy z kompresją czy bez, jaka oddychalność. I ten garnitur, to do pracy jakoś nie bardzo się nadaje.

 

BPS.

Brak Potrzeby Seksu. Zaciągnij tu takiego na figle. 6 tygodni postu. Bo a to po ciężkim treningu siły nie ma, a to spać musi iść szybko, bo regeneracja za słaba, a to wstać nie może za szybko, bo znowu ta regeneracja, a to ciężki trening w planie dzisiaj. Dobrze, że chociaż do roboty wtedy chodzi. Jeszcze nie widziałam, żeby chłop zamiast baby brał „zakładki”.

 

Zawody.

Oczywistym jest, że wymarzonym zajęciem w weekend jest wyjazd całą rodziną, najlepiej na drugi koniec Polski, na zawody triathlonowe oczywiście. Bo ja i dzieci marzymy o 8 godzinach w samochodzie w każdą stronę, a potem oglądaniu bandy jemu podobnych świrów, z którymi w żaden sposób w „zakresie tlenowym” dogadać się nie idzie. No i przecież jeszcze zdjęcia ktoś musi robić i filmy kręcić. I jeszcze pretensje, że zegara nie ujęłam. A potem powrót.

 

Dzienniczek

 

Pływanie.

W basenie to już przywykłam, bo bezpieczne. Ale jak jedzie z tą bojką nad jezioro z planem przepłynięcia 3km w wodzie o głębokości 3-15m, to już nie jest wcale relaks. On przychodzi szczęśliwy, a ja obgryzam paznokcie, żeby wrócił. Chociaż w sumie ubezpieczenie ma wysokie.

 

Prędkość.

30km/h to rozumiem. Tak zwany „luzik”. Ale jak już słyszę opowieści o ponad 70km/h z górki w grupie kolarzy, to znów myślami wracam do jego ubezpieczenia.

 

Prace domowe.

Dzięki triatlonowi umiem już wbijać gwoździe, posługiwać się wyrzynarką i wiertarką, wiem, do czego służy pianka konstrukcyjna, śrubokręt i nawet młot udarowy nie są już dla mnie tajemnicą. Ostatnio udało mi się nawet zrobić pergolę. A i wymienię już samodzielnie żarówkę, akumulator podładuję, koło zmienię. Wszystko dzięki mężowi.

 

Ale czasem myślę sobie, że mogłam trafić gorzej. Więc kochamy go, pomimo jego „zboczenia”. On nas chyba też…

38 KOMENTARZE

  1. Artykuł genialny 🙂 Humorystyczny i odzwierciedlający rzeczywistość. Niestety drogie Panie, za coś nas kochać musicie 😉
    Pozdrawiam wszystkie wytrwałe żony i dziewczyny triathlonistów! -Jesteście kobietami z żelaza 😉

  2. Artykuł genialny 🙂 Humorystyczny i odzwierciedlający rzeczywistość. Niestety drogie Panie, za coś nas kochać musicie 😉
    Pozdrawiam wszystkie wytrwałe żony i dziewczyny triathlonistów! -Jesteście kobietami z żelaza 😉

  3. no tak… jak z życia wyjęte… z ta tylko różnicą,że BCS u nas nie występuje, przynajmniej narazie…
    A do tych, co piszą, ze nie prawda i że “maja czas na wszystko:znajomych, relaks, dziewczynę” itp: to nie o takim “wszystkim” pisze autorka! Dzieci i odpowiedzialność za rodzinę(nie mamę i siostrę, tylko własną rodzinę-czyli wywiadówki, piaskownica, angielski, poprawa ocen, zawieźć na basen, karate itp” i dom to nie znajomi, dziewczyna i relaks!!!

  4. a ja mam odmienne zdanie, ukonczylem 2 ironmany jeden 11h27 wiec nie tak zupelnie amatorsko i znajde czas na wszystko,zabawe,relaks,znajomych i dziewczyne,a co do tych figli co Pa ni wspomina to jakis slaby egzemplarz skoro nie ma sily-pozdrawiam

  5. Sama prawda, podpisuje sie pod tym obiema rekami i nogami 🙂 Jedynie, droga autorko, zapomniałas wspomniec o strertach ciuchów kolarskich – przed, w trakcie i po praniu = walajacych sie po całym mieszkaniu 😉 przynajmniej u mnie tak jest 🙂

  6. Tekst fajny, przypomina mi moje radosci z bycia zona triatlonisty. Z wyjazdu do Zurichu pamietam samotne zwiedzanie miasta, bo mo zawodnik musial w tym czasie potrenowac. A jak juz mial ochote pozwiedzac , to tylko z okien autobusu, aby nie zabraklo mu sily na zawodach. Zdjec tez nie zdazylam zrobic, bo przy takiej ilosci podobnie ubranych zawodnikow i swiecacemu w oczy sloncu trudno bylo mi go zobaczyc i odroznic. Stad tez mamy zdjecia innych , przypadkowych panow….Podziwiam tych wszystkich sportowcow, ktorzy czasami zapominaja o rodzinie, o tym ze ktos musi zadbac o dom itp.,cwicza ile moga.
    Ale najbardziej dziwi mnie, kiedy jedziemy z mezem do sklepu i on sie dziwi, ze nie parkuje blizej sklepu i on musi przejsc 20 metrow.
    Cierpliwosci drogie panie…

  7. ja jestem żoną nurka i tylko sprzęt się zmienia – reszta opisu TAKA SAMA ! Tylko ja nie chcę być rowerem, ale np. butlą tlenową lub tzw “suchaczem” – strój do nurkowania diablo drogi… Cenny, wyjątkowy,skarb po prostu…
    Gratuluję tekstu 🙂
    ps. lubię pasję swojego męża. Fajnie jest widzieć, że coś go wciąga, ale nie zapomina, że na brzegu ( basenu, jeziora, morza, oceanu), też jest życie w tym ja 🙂

  8. Jeden mały wykop i od razu mamy rekordy w odwiedzinach dla pojedynczego artykułu. Pozostaje nam podziękować użytkownikowi pahe za wykopanie nas 😉

  9. Drodzy admini.
    Chyba coś się pokałapućkało z licznikiem, bo wskazuje ponad 14 tys. otworzeń od soboty. Albo to taki ukłon od strony redakcji dla Pań, aby artykuł o Nich wisiał ciągle na wierzchu 🙂

  10. Tekst rewelacyjny i prawdziwy, ja jestem dziewczyną triathlonisty i rzeczywiście jest ciężko czas spędzony na siłowni,basenie,maratonach to 90% życia a pozostałe 10% dzieli między mnie,swoją mamę, siostrę i znajomych więc co mogę powiedzieć uczę sie być mega cierpliwa

  11. Popłakałem się ze śmiechu… żona też ale jakby trochę ciszej się śmiała hmmmm?
    Łukasz – owca cała to ja rozumiem, a nawet dwie biorąc pod uwagę liczbę uczestników i spalone w zawodach kalorie:-)
    Co do Pań, żon i partnerek – mam taki pomysł – dla każdej, której ukochany triatlonista ukończy imprezę w czasie poniżej xx:yy:zz organizator przewiduje nagrodę – jaki czas i jaka nagroda to już do zastanowienia – czas musi być ambitny ale realny dla amatora – jeśli nie do zrobienia w pierwszym sezonie to w drugim lub trzecim.
    Jak się ukochane dowiedzą, że mogą też coś wygrać to na trening same będą wyganiać, a na zawody na plecach zaniosą:-) Pozdrawiam wszystkich Marcin

  12. Pani Kasiu! Rewelacja! Jakbym czytała o sobie i moim męzu triathloniście. Od 4 lat wakacje w Szklarskiej, ewentualnie tam, gdzie jest zbiornik z wodą. Wczasy -połączone z zawodami. Wyjazdy weekendowe – żeby nie “na darmo” – to przy okazji skoczymy na jakąś “olimpijkę”. BPS – szkoda gadać.
    Pozdrawiam Ewa Rokicka żona mkona

  13. Co do zagospodarowania czasu na imprezach, to już rozmawiałem z organizatorami Susza i Ełku. W przyszłym roku wilk będzie syty i owca cała 🙂

    @Asia pewnie, że to życie jest wspaniałe!

    @Darek masz rację. Ten apel do kobiet to rewelacyjny pomysł. Drogie Panie! Na mail sekretarz@akademiatriathlonu.pl
    przysyłajcie swoje pomysły. Zrobimy listę kilkunastu najczęściej powtarzających się i zamieścimy na stronie. Głosowanie da organizatorom podpowiedź, co zorganizować w przyszłym roku dla rodzin dopingujących zawodników.

  14. Komentarze samych panów, triathlonistów mówią same za siebie 🙂 Pani Kasiu, gratuluję! Świetny tekst. Rewelacyjny! LECZ… Z poczucia Pani humoru, wnioskuję jednak, że Wasze życie jest po prostu… wspaniałe! Jedyne w swoim rodzaju. Powodzenia 🙂

  15. “Żeby to żony nas namawiały na wyjazdy na zawody”… hihihihi, ależ my jesteśmy przebiegli i chytrzy 😀

    Może jakieś ekspo kolekcjami mody… co mąż zarobi, to żona wyda 😀

  16. Już wspominałem kilku osobom o tym, jak ważne jest zagospodarowanie czasu żonom i dzieciom podczas zawodów. W USA niemalże wszystkie większe imprezy mają jakieś animacje dla dzieci, mini-triathlony itp. Jestem pewien, że organizatorzy coś wykombinują i w przyszłym roku to żony i dzieci będą nas namawiały na zawody 😉

  17. No to jużże zapytać partnerki, co by się im najbardziej podobało. Potem lista, głosowanie na stronie i próba na pierwszej imprezie.

  18. To co ma powiedzieć moja biedna żona, w tym roku, Hiszpania, Chrorwacja, Szkalrska, Lubasz, teraz Włochy… a nawet jak jestem w domu to tak jak bym w nim nie był, bo praca na pełen etat i jeszcze 30 godzin treningu… dom zmieniony w klub, jej teść a mój ojciec-prezes kubu, więc bierzmy ją w krzyżowy ogień i jest dwóch jednego…ale to nie najgorsze… najgorsze jest to, że mój synek już jeździ na rowerze, chodzi na basen, uwielbia biegać i wszystko wskazuje na to, że za chwilę moja Basia będzie miała w domu triathlon do kwadratu… święta kobieta… A może… mam pomysł… bo widać wszystkie zony cierpią podobnie… czy by nie pomyśleć by przy okazji zawodów robić właśnie coś dla żon i dzieci zawodników????

  19. hmm…po ilości komentarzy (męską ręką pisanych!) wnioskuję, że artykuł trafił w czuły punkt :-)) moja żona też przeczytała. Właśnie wychodzę na trening i słyszę pytanie: “Ile dzisiaj?” Mówię, że 60km roweru i 8 biegu. Na to moja żona: “To mi nic nie mówi. Ty mi nie mów jak daleko, tylko jak długo!” Pozdrawiam wszystkie żony triathlonistów!

  20. Wychodząc dzisiaj rano na trening, zasugerowałem mojej żonie, aby przeczytała ten artykuł… Wracam z treningu, a małżonka powitała mnie wielkim uśmiechem,już wiedząc, że nie jest jedyną, która “cierpi” 😉 Super artykuł Pani Kasiu i pozdrowienia dla męża…

  21. Artykuł super! A propos, jest taka reklama uznanej firmy rowerowej (sprzedajacej swoje wyroby na stronie AT): facet w białej pościeli ściskający …rower!:)))

  22. Ja jeszcze w ramach wakacji zabieram czasem żonę na obóz sportowy,najlepiej z żoną innego zawodnika, co by się razem nie nudziły 😀
    Artykuł – rewelacja i szczera prawda, ale jest rozwiązanie: połączyć pasje i niech żona też zacznie uprawiać triathlon 😀

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here